Mama2c

Mama2c

niedziela, 12 listopada 2017

"Lubię wracać tam gdzie byłem już"... ;)

...Ja też lubię :) Jednak nie wszędzie.
Berlin zdecydowanie jest tym miejscem, do którego chcę wracać. Nie sądziłam, że kiedyś napiszę coś takiego, ale czuję się tam doskonale. Tak, ja. Ja, która po niemiecku ani słowa, do tego stopnia, że kiedy ostatnio pani ekspedientka pytała, czy zapakować mi zakupy, musiała mi pokazać, o co Jej chodzi :p
Czy mnie to chociaż trochę zniechęca? Absolutnie nie :D Podczas naszych trzech wycieczek tam, przekonałam się, że kawę i tak potrafię zamówić, a czy mi coś więcej potrzeba, żeby przeżyć? :)
Żeby nie było, że jestem taką językową ignorantką, to bilet do muzeum też kupuję. O!

Tym razem Berlin de facto nie był planowany i wyczekany. Był na otarcie łez... Przeszedł nam koło nosa bardzo fajny weekend, również z europejską stolicą w tle i tak, żeby nie być już kompletnie stratnymi, postanowiliśmy jednak pojechać gdzieś bliżej. Padło na Berlin i to był bardzo dobry wybór.

Nie wiem, czy też tak macie, ale kiedy spodoba mi się jakieś miejsce, jestem go ciekawa o różnych porach roku. Berlin pokochałam latem, kiedy szłyśmy z dziewczynami w stronę Bramy Brandenburskiej, a o 9 rano unosił się niesamowicie intensywny zapach kwitnących lip. Jesienny Berlin wywarł na mnie chyba jeszcze większe wrażenie, niż za pierwszym razem.
Uwielbiam jesienne barwy, a Berlin w nich skąpany wydał mi się jeszcze ładniejszy. Co prawda trafiliśmy na totalnie pochmurny dzień, ale wtedy (połowa października) było jeszcze bardzo, bardzo znośnie jeśli chodzi o temperatury i pogoda okazała się idealna do zwiedzania i... zakupów :)

Tak, tak- zakupy to jest to coś, czemu można oddać się w Berlinie bez reszty... Pominę fakt, że przy Alexander Platz stoi wielki Primark, a także duży C&A, to już w centrum handlowym Alexa, na parkingu którego zostawiamy auto, można znaleźć całkiem ciekawe sklepiki, które skradną nasze serce i oczywiście euro ;) Jak na rasowe kobiety przystało, wpadłyśmy we cztery (Mama była z nami) do pierwszego sklepu, którego nazwy nawet dziś nie pamiętam, tylko po to, żeby popatrzeć sobie na bombki i inne duperele. I chociaż mnie samej daleko do kolekcjonowania świątecznych gadżetów już w październiku, to przyznam, że wszystko co świąteczne cieszyło me oko i wybaczałam im w duchu,  że tak wcześnie ruszyło to całe szaleństwo. Co innego akcesoria i gadżety na Halloween. No to się przynajmniej w czasie zgadzało ;)
A, że mnie Halloween cieszy i bawi wprost proporcjonalnie do polskiej histerii z nim związanej, to też sobie z przyjemnością popatrzyłam, a nawet dokonałam skromnych zakupów ;)

Żeby nie wyszło na to, że ciągle w Berlinie robimy to samo, łącznie z poruszaniem się jedną trasą, zawsze staramy się zrobić coś innego, pójść gdzie indziej, itd. Tym razem atrakcją wycieczki był rejs małym stateczkiem, dzięki czemu zobaczyliśmy Berlin od strony wody. Kontynuowaliśmy również dobry zwyczaj z poprzedniej wizyty i udaliśmy się do muzeum.

Do domu wracaliśmy późnym wieczorem, zabawiliśmy u sąsiadów znacznie dłużej niż planowaliśmy, ale to był bardzo udany wyjazd. A, zapomniałabym- zaraz po przyjeździe spotkaliśmy sąsiada z bloku. Też jeżdżą tu regularnie, czyli- no podoba się ten Berlin :)

Pora na zdjęcia :)

Bombki- przede wszystkim- zabawne ;)
No spójrzcie na tego pudla, słuchawki, czy hamburgera :D






W związku z moją znikomą znajomością języka niemieckiego, często muszę polegać na mojej ekhm inteligencji i zdolności kojarzenia faktów. Zatem sklep, który widzicie na poniższych zdjęciach to miejsce, gdzie każde dziecko (dorośli pewnie też ;)) może stworzyć swoje ukochanego misia od podstaw. Dziewczyny stoją przy misiach w wersji halloweenowej, widać dla pluszaków ubranka na tę okoliczność. 


A tu już wdzianka dla misi- strojnisi: sukieneczki z Krainy Lodu, Roszpunki... Buciki, opaski, torebki...
 

Jesień w Berlinie...




Tu dziewczyny kupiły sobie czapki, które wystąpią na kolejnych zdjęciach...
Nie, nie- tak jak pisałam, temperatura była naprawdę w porządku, ale... Czapki widać były niezbędne.


Jesień... cd



Czapki :p


Płyniemy...
 

















Mieliśmy przyjemność widzieć w tym samym czasie dwie sesje ślubne...






Pergamon Museum...
Bardzo, bardzo polecam.















Nasze obowiązkowe punkty na mapie Berlina :)








A w temacie powrotów to... właśnie dziś wróciliśmy z Gdańska i tam też szalenie lubię wracać, a po wolnym piątku jutro czeka mnie powrót do pracy... Tak, tak. Są powroty i powroty :D 

Czeka nas intensywny tydzień, taki z cyklu, że dom chwilowo jak hotel... No nic, trzeba to jakoś przeżyć i poszukać pozytywów... Niech no pomyślę? Więcej kawy wypitej na mieście? Nie będę też musiała sprzątać? Hmm, to już coś ;) Przy naprawdę dobrych wiatrach (tylko czy one będą) może uda się coś napisać niedługo. A tymczasem- do zobaczenia u Was :* 

Ps. Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. Mam nadzieję, że uda mi się niedługo na nie odpisać, a teraz na szybko chciałam tylko sprostować, że to my mamy szczęście mając taką Mamę, teściową i babcię. I gdyby było inaczej, to nie zadalibyśmy sobie trudu, aby okazać Mamie radość z tego, że ma już  w końcu wolne :)