Mama2c

Mama2c

niedziela, 5 maja 2013

Asekurantka

O żywieniu Elizy mogłabym spokojnie prowadzić osobnego bloga. I z całą pewnością nie byłby to blog  z kopalnią przepisów. Mogłabym także wystąpić w telewizji śniadaniowej i łamiącym się głosem opowiedzieć moją historię jako mamy totalnego niejadka. Mało tego, myślę, że można by mnie pokazać studentom psychiatrii, jako żywego przykładu na to, że można naprawdę wiele znieść karmiąc (próbując znaczy się) swoje dziecko i jednak nie zwariować, chociaż słowami, że "zaraz z Nią zwariuję" zaczynałam i kończyłam każdy dzień od 0 do 2lat Elizy...
Jednym słowem MASAKRA, ale o tym co ja naprawdę z Nią przeszłam, na pewno powstanie kiedyś osobny wpis.

Ku pokrzepieniu innym mamom napiszę tylko teraz, że naprawdę można wiele znieść i że jeśli Eliza z tego wyrosła, to inne dzieci też wyrosną. Albo Wy kochane, po prostu przestaniecie się w końcu tym przejmować. I jeśli dzieciak nie padł przez 2lata praktycznie nie jedząc, to na pewno nie padnie i przez kolejne 2.

Tak, Eliza od czasów głodzenia się, rozwinęła się kulinarnie. Jednak spokojnie- szału nie ma. Niestety to nie jest (i chyba nigdy nie będzie) dziecko, o którym można powiedzieć "zje wszystko". Trzeba Jej natomiast oddać, że już nie muszę jechać do Babci ze swoją porcją pomidorówki dla Elizy, bo przecież tak jak mamusia ugotuje, to nikt tego nie zrobi! A wyobrażacie sobie dziecko, które na weselu je pomidorową gorący kubek Knorra, bo nic, dosłownie nic, nie chciała tam nawet spróbować?! Wiecie co? Ja też sobie teraz tego nie wyobrażam. Jaka ja byłam głupia. Szok.

Od września Eliza chodzi na obiady w szkole. Broniła się przed tym rękami i nogami niemalże, ale odwrotu nie było. Cena była śmiesznie niska, a doszliśmy do wniosku, że może w końcu zacznie próbować czegoś innego, niż tylko cztery dania na krzyż. Pomysł, stwierdzam teraz-trafiony. Oczywiście, zdarzają się dni, że przychodzi i mówi, że nic nie zjadła, ale są też takie kiedy mówi, że obiadek był pyszny. Muzyka dla moich uszu :) Niestety tutaj pojawia się pewien problem. Z racji tego, że całe swoje życie miała parę ulubionych smaków, innych dań poza nim raczej nie zna. No i zdarzają się sytuacje kiedy mówi, że była pyszna zupka. Więc my oczywiście od razu pytanie: "jaka?", żeby włączyć ją do naszego domowego jadłospisu. Na co Dziecko, odpowiada, że nie wie jak się nazywa. No to w takim razie, co tam było w tej zupce, maglujemy Ją dalej. Też nie wie... Pochlastać się można. W końcu Tatuś wpadł na pomysł, że zrobi telefonem zdjęcie szkolnego jadłospisu :) Eureka!

I tak na przykład dzisiaj rano, Eliza oznajmia mi, że zjadłaby zupkę serową taką jak w szkole. Tą akurat znała, bo co jak co, ale ser żółty to nasze Dziecko uwielbia. Mama oczywiście biegusiem do laptopa, bo przecież zupę serową, jak każde chyba danie, można przyrządzić na wiele różnych sposobów. Ile kucharek tyle przepisów. Ale już rączki zacieram, że z Elizą jednak nie najgorzej, że to był jednak baaaardzo dobry pomysł z tymi obiadami, na co Córka się odzywa:
-Wiesz co mamo, zrób tą serową, ale tak na wszelki wypadek ugotuj mi jeszcze pomidorówkę.

Nic dodać, nic ująć!

2 komentarze:

  1. Widzisz jaka przewidywalna :) Ale nie napisałaś w końcu czy zrobiłaś tą serową i czy Elizce smakowała :)
    Obiady w szkole wg mnie też są trafione.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihi fajna ta Twoja córa :) Lubię takie bystrzaki :) U nas problem żywieniowy raczej w drugą stronę - moje dziecko mogłoby pakować w siebie bez końca! Muszę chować przed nim jedzenie, przy nim nie mogę żuć nawet gumy, jeśli on w tym samym czasie czegoś nie wsuwa ;) No ale pewnie i tak jest to łatwiejsze, niż codzienna walka z niejadkiem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!