Mama2c

Mama2c

środa, 8 maja 2013

Cisza przed burzą i dopisek...

W Szczecinie zbiera się na burzę! Jest czarno i parno :) Lubicie burzę? Ja tak, pod warunkiem, że jestem w domu oczywiście. Lubię patrzeć na niebo, siedząc bezpieczna w domku i wiedząc, że moi bliscy też są wtedy bezpieczni.
Pamiętam wakacje w Skierniewicach. Spędzaliśmy tam całe lato. Tam to dopiero były burze. Pewnie nie różniły się niczym , od tych, które są teraz, ale kiedy ma się 7-10lat, wszystko przybiera na sile :) Jednak jedna zapadła mi w pamięci. Byliśmy z wujkiem i całą dzieciarnią z naszej wielkiej rodziny nad Balatonem (takie jezioro w S.ale to pewnie nazwa potoczna, używana przez moich kuzynów i kuzynki, więc i przeze mnie), zaniosło się na deszcz i zabawa się skończyła. Wujek "zgarnął" nas z wody i popędziliśmy przez las do domu. I w trakcie drogi zaczęła się solidna burza. Ku naszej uciesze rzecz jasna- coś się działo! Naszej czyli dzieciaków, wujkowi pewnie nie było do śmiechu!
Pamiętam również lato 2006, dwa ostatnie miesiące mojej ciąży z Elizą. Upały były okropne i burze często się zdarzały, przeważnie nocami. Jak tylko zaczynały się grzmoty, Eliza budziła się w moim brzuchu i robiła mi tam swoją własną burzę :) Do tej pory zastanawiam się czy to co słyszała z zewnątrz podobało Jej się czy wręcz przeciwnie.

Wracając do poprzedniego wpisu to pani doktor rozbroiła mnie w jeszcze jednej kwestii. Mianowicie zapytała się czy Lilka siada. My na to zgodnie, że nie. Na co Ona pyta się czy posadzona siedzi. Hello. Wydawało mi się, że ortopedzi są przeciwni zarówno sadzaniu dzieci, jak i stawianiu Ich za wcześnie, albo wkładaniu do chodzików... Przy Elizie zostaliśmy poinstruowani, że mamy czekać aż sama zacznie siadać i nie przyspieszać tego, więc nie wiem- czy coś się w tej materii zmieniło?!W dodatku miałam dziwne wrażenie, że pani doktor bardzo by sobie życzyła, żeby Lila już siedziała. Wiem, że są maluchy, które mając pół roczku siedzą. Ale przecież nie wszystkie. I to chyba jest w normie?
Przyznam, że na początku podobała mi się ta lekarka, zwłaszcza po pediatrze Elizy, która o mało co nie wykończyłaby mnie nerwowo. Była spokojna, dokładna, nie wpadała w panikę (w przeciwieństwie do tamtej wariatki, która zamiast uspokajać mamę, czyli mnie, siała taki zamęt i popłoch, że do dziś ciarki mnie przechodzą jak o niej pomyślę!) ale dokładnie tłumaczyła co i jak... Z czasem jednak i Ona ma różne wpadki... A może to po prostu ja, po przejściach z Elizą, jestem zbyt wymagająca i zbyt dokładnie przyglądam się każdemu lekarzowi... Jeśli tak, to mój Mąż też jest skrzywiony, bo robi to samo co ja :)

11 komentarzy:

  1. Nie lubię burzy. Bojem się jej... Tak jak ognia,wody,trąb powietrznych,rejsów statkiem i jeszcze lotów samolotem. Bo ja jestem taka "bojka" :D
    Dzieci NIE WOLNO sadzać, one się uczą we własnym tempie. Ech, dzisiejsi lekarze już nie z powołania. :|

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz Noelka, jestem tego samego zdania, dlatego my Małej nie sadzamy, ma na to jeszcze czas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ojjjj strasznie boję się burzy :((((
    Zgadzam się,że dzieciaczków nie wolno sadzać i wkładać do chodzików każdy maluszek rozwija się swoim tempem i na wszystko przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohhhh ależ nie lubię burzy!Najchętniej siedziałabym pod stołem ze słuchawkami w uszach i głośną muzyką! Ale teraz muszę być DZIELNA i nie daję po sobie poznać niechęci do błysków i trzasków. Kuba zawsze patrzy jak się zachowujemy więc tłumacze mu że burze są niebezpieczne ale nie trzeba ich się bać tylko uważać jak się jest na zewnątrz :-)
    Co do małej to absolutnie nie przejmowałabym się gadaniem pani doktor i nic bym nie przyspieszała, każde dziecko rozwija się indywidualnie pod tym względem i mamusiny instynkt jest tu najważniejszy. Na pewno Ty pierwsza zauważysz że coś jest nie tak, na wszystko przyjdzie czas!Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się z kolei bardzo boję mgły, tak jej nie lubię, a tu gdzie mieszkamy są bardzo często...

      Usuń
  5. Strasznie boje sie burzy... Niestety teraz nie dane mi nawet porzadnie sie pobac, bo Bi obserwuje mnie uwaznie, a nie chce, zeby moj starch jej sie udzielil.
    Ja tez jestem zdania, ze dzieci powinny sie rozwijac we wlasnym tempie, ale nasza pediatra przy ostatniej kontroli Nika tez powiedziala, ze mozemy zaczac go od czasu do czasu sadzac na chwile, zeby mogl cwiczyc utrzymywanie rownowagi w tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja lubię w burzy tylko błyskawice. Grzmoty najlepiej gdyby nie istniały. Pamiętam kiedy pływałam promem na praktykach to barman kiedyś w nocy (jeszcze nie skończyliśmy pracy) pokazał mi burzę na morzu. CUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUDO.
    A siedząc w domu i słuchając grzmotów to nie dziękuję za taki interes. Ja wtedy liczę między błyskiem a grzmotem i czekam aż odejdzie.

    Lekarzy nie będę komentowała. Każdy wie, ze co lekarz to opinia. Chyba każdy kończył inne studia, czytał inne książki itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Burza na morzu? To musi być coś!! A co do lekarzy to święta prawda!

      Usuń
  7. Mam tak jak Ty uwielbiam burzę jak jestem bezpieczna w domu. Gorzej z moim Mateuszem on boi się nawet widoku zachmurzonego nieba. W zeszłym roku wracałam z nim z przedszkola i nie zdążyliśmy się schować przed nawałnicą która przeszła przez nasze miasto. Trwała kilka minut ale była naprawdę przerażająca... coś jakby mała trąba powietrzna i tak silny deszcz, że po tym wszystkim wiele drzew było połamanych ulice nieprzejezdne bo wszystko zdewastowane. My również staliśmy pod jednym z takich drzew, na szczęście z tego nic się nie złamało, bo aż strach pomyśleć. Jeszcze dzisiaj pamiętam jak Mateusz wtedy przeraźliwie krzyczał. Sama miałam na to ochotę, ale musiałam być silna by go bardziej nie przestraszyć. Modliłam się w duchu, żeby nam się nic nie stało, ale naprawdę myślałam o najgorszym... nawet jak to piszę mam łzy w oczach. Ja co prawda tak jak napisałam nadal lubię burzę, gdy jestem w domu, ale nawet dzisiaj idąc po Mateusza do przedszkola nerwowo obserwowałam niebo do się chmurzyło. Mi starej został taki strach to wyobraź sobie jak boi się Mateusz, nie wiem czy kiedykolwiek mu to przejdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, no to powiem Ci, że absolutnie nie zazdroszczę przeżycia czegoś takiego, zwłaszcza, że byliście na zewnątrz... Może Mateuszowi pomogłoby okiełznanie Jego lęków w domowym bezpiecznym zaciszu... Na pewno są jakieś książki o zjawiskach pogodowych,może jakbyś opowiedziała mu jak powstają, o masach powietrza ciepłego i zimnego itd to powoli Jego paniczny lęk zamieniłby się chociaż na taki do opanowania. Możesz mu także opowiedzieć, że są ludzie, którzy się tym fascynują, obserwują, a potem wybierają zawód, który pozwala im w ramach pracy obserwować te wszystkie zjawiska. Chociaż z drugiej strony pytanie czy nie zacznie bać się jeszcze bardziej, bo będzie świadomy tego, że takie zjawiska mogą się powtarzać, a gwarancji, że to się już więcej nie stanie mu przecież nie dasz...
      My przeżyliśmy coś podobnego w zeszłym roku, tyle że byliśmy w aucie. Wiatr tak silny, że drzewa zginały się w pól, wiele połamanych i zwalonych na drogi, deszcz lał taki, że na przedniej szybie wyglądało to jakby ktoś stał z wiadrem i wylewał jedno za drugim i do tego grad tak wielki, że baliśmy się, że szyby zaczną pękać. Eliza byłą wtedy z nami. I co ciekawe owszem trochę się bała, ale tylko trochę. Byłam w totalnym szoku. Ja byłam wtedy w 6miesiącu ciąży i bałam się, że z tego strachu zacznę wcześniej rodzić, więc horror podwójny przeżyłam...

      Usuń
  8. Czyli to coś podobnego bo grad też walił, żeby Mateusza trochę przed nim ochronić zgięłam się trochę w pół on pode mną i myślałam, że mi rany na plechach zostaną. Próbowałam już z nim rozmawiać na różne sposoby i nic. Jeśli to nie minie pozostaje psycholog... zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!