Mama2c

Mama2c

piątek, 10 maja 2013

Coś tak idealnego...

Eliza śpi u Babci B. Mają ambitne plany na te dwa dni. Jak zawsze zresztą, bo babcia i wnuczka to zgrany duet. Na pewno będzie wypad na deser lodowy do naszej ulubionej kawiarni (ja też chcę, ja też!!!), prace plastyczne, robienie wianka z mleczy i piknik nad Odrą, który co roku odbywa się w naszym mieście. Babcia została także poproszona o zabranie Elizy do fryzjera w celu podcięcia końcówek. Nigdy nie ma czasu, żeby pójść a dziś nadarzyła się okazja. Fryzjerka zawsze po ścięciu czesze Elizę jakoś tak bajerancko, czyli tak, jak matka za Chiny nie potrafi... No i Babcia zdjęcie przysłała jak się Dziecko nasze prezentuje. Patrzyłam tak na ten wyświetlacz i jedna myśl i w głowie i w sercu: "Jak udało nam się stworzyć coś tak idealnego?!"
Ten kolor włosów... Taki naturalny, taki jaki sama chciałabym mieć, z mnóstwem pasemek rozjaśnionych promieniami zeszłorocznego słońca...
Te oczy... Piwne po Marcinie, długie rzęsy po mnie, kształtne brwi...nie wiem po kim :)
To spojrzenie... Najczęściej psotne, gniewne, ale też zamyślone, rozbawione...
Te usta... Takie tatusiowe... i wiecznie w uśmiech się układające... Chyba że pyskują, to wtedy nie...
Jej gesty, Jej ruchy, takie już tylko Jej, już charakterystyczne, takie, że poznałabym na ulicy...
I to moje uczucie dumy. Że Ona jest nasza! Z nas dwojga... Nasz mały cud... choć już taka duża... Kocham Cię Córcia!!!

I zaraz myśl kolejna... Jak można tak kochać i tak się wkurzać jednocześnie... Jak pyskuje, jak wywody uskutecznia, jak na wszystko ma gotową odpowiedź, jak nigdy się nie spieszy, choć spóźnieni już jesteśmy, albo zaraz będziemy, jak drąży w nieskończoność jeden temat i nawet po miesiącu potrafi do niego jeszcze wrócić, jak dostaje głupawki i w żaden sposób nie idzie Jej wyhamować, jak wymyśla przy jedzeniu, jak prosi o budyń i NIGDY go nie zje do końca... Można, można, bo mama i tata to tylko ludzie :)

I choć teraz delektujemy się ciszą, to już niedługo pojawi się to uczucie tęsknoty i ta myśl, żeby już wróciła, żeby znowu zadawała mnóstwo pytań, żeby wariowała, żeby się ociągała z myciem zębów, żeby nie dojadła kolacji... Żeby już z nami była, tak jak zawsze...




9 komentarzy:

  1. Ja na razie próbuję oswoić się z myślą że Kuba w końcu będzie musiał pójść do przedszkola i ciężko mi to idzie...nie wiem co będzie jak będę go musiała wypuścić z domowego gniazdka...chyba pójdę na jakąś terapię np. "jak sobie poradzić z ciszą w domu" albo "mama nie umie korzystać z upragnionego spokoju". Narazie odganiam te myśli i cieszę się każdą chwilą z łobuzami :-)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda odpowiedź u Ciebie na blogu!

      Usuń
  2. Ja często miewam chwile, kiedy marzę o odpoczynku od moich dzieci. Żeby tak ktoś je zabrał chociaż na pół dnia, albo nawet i cały dzień. Ale kiedy tak właśnie się zdarza, że zabiera je jeden Dziadek albo drugi, to już po godzinie Ich nieobecności czuję tęsknotę i zamartwiam się, czy aby Im się krzywda nie dzieje:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i się popłakałam. Świetnie to opisałaś, czuję dokładnie tak samo i nawet opis Elizy pasuje do Mateusza:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasia bo to ten rocznik tak chyba ma :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Az sie wzruszylam. Swiete slowa Martus :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślicznie opisane i takie prawdziwe. Czasem tak się zapatrzę i też się pytam, jak to się stało, ze to takie piękne się stworzyło? :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!