Mama2c

Mama2c

wtorek, 21 maja 2013

Dziecko. Kleszcz. I co dalej?!

No i po tytule posta wszystko jasne co u nas nowego :(
Od ośmiu lat mieszkamy pod lasem, który otacza nasze osiedle z każdej strony. I nic. Żadnego kleszcza. Chodząc dzień w dzień do lasu oczywiście. Aż do dzisiaj. I co ciekawe kleszcz przyjechał z Elizą z wycieczki klasowej do gospodarstwa agroturystycznego!
Jak go zobaczyłam na szyi Elizy od razu wiedziałam, że kłania się przychodnia. Moje doświadczenia z wyciąganiem kleszcza w domu są jak najgorsze. Jako nastolatka raz jeden, jedyny podjęłam się samodzielnego wyciągania i załatwiłam tak moją Mamę, więc  Córki tym bardziej narażać nie zamierzałam. Wiem, że w aptekach są w sprzedaży specjalne "przyrządy" do wyciągania kleszczy, które działają na zasadzie zassania go, ale w naszej aptece takowego sprzętu nie posiadali. Sezon na kleszcze w pełni i bliskość lasu, ale co tam...
Naszego kleszcza odkryliśmy dobrze po 17 więc do naszej przychodni nawet nie było sensu jechać. Mamy niedaleko przychodnię, która dyżuruje w święta i w dni powszednie od godziny 18, więc tam Marcin pojechał z Elizą. No ale "przemiła" pani doktor załatwiła temat stwierdzeniem, że takie rzeczy to się w domu wyciąga i to by było na tyle. Tak, jasne, w domu. Najlepiej przyjść na dyżur i nie kiwnąć nawet palcem, bo przecież większość dolegliwości można załatwić i wyleczyć w domu!!! Jak ja bym im zrobiła reformę w tej służbie zdrowia, to oni wszyscy zaczęliby wreszcie pracować, a nie opierdalać się i strajkować, bo mało zarabiają. Zdenerwowałam się, przepraszam.
Jak się okazało później w szpitalu, gnój tak się mocno wbił, że lekarka z pielęgniarką walczyły z nim ponad 40minut, mając do tego odpowiedni sprzęt, zaznaczam. W każdym razie osobiście nie polecam wyciągania tego dziadostwa w domu. Eliza ma opatrunek i wiem, że zostało to zrobione tak jak należy. Dodatkowo pani doktor dała Marcinowi wypis, na którym w zaleceniach jest skontaktowanie się z Odziałem Zakaźnym za dwa tygodnie, gdzie pobiorą Elizie krew w celu wykluczenia, bądź potwierdzenia boleriozy. Jeśli rumień pojawi się wcześniej mamy od razu zgłosić się do lekarza, żeby jak najszybciej podać Elizie antybiotyk. Podobno około 90% kleszczy jest zdrowych, no ale zawsze pozostaje te 10%. Na razie nie myślę i się nie nakręcam. Cieszę się, że się go pozbyliśmy. Eliza była bardzo dzielna, choć jak wsiadali z Marcinem do auta to bardzo płakała. Była chyba w ciężkim szoku, że coś takiego się Jej przytrafiło, bo tak jak wspominałam, nikt z nas do tej pory kleszcza nie miał. W dodatku chciała, żebym jechała z Nimi, ale akurat wypadała zaraz pora karmienia Lilki, a poza tym Babcia B bawi się od dzisiaj w Karpaczu, więc nawet nie miałabym z kim zostawić Małej...
No to nam się zaczął tydzień... Oby do piątku!

14 komentarzy:

  1. My mamy kleszcze pod domem niemalże! Mieszkamy tu 5 lat i do zeszłego roku było ok. ale pech chciał że mnie się wbił w czasie cięży. Zazwyczaj gnoje wyciągamy sami - kleszczy się nie wykręca, niczym nie smaruje ale ten cholernie mocno się wbił i pojechałam na ip. Bez problemu go wyjęli. Strach o małego i tak pozostał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bym się bała po kleszczu. U Elizy wbił się między obojczykiem a szyją gdzie skóra jest wyjątkowo cienka, zwłaszcza u dzieci i może dlatego tak mocno się trzymał skubany... Oby za często się nam to nie przytrafiało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj spokojnie! Eliza na pewno jest bezpieczna!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brrr... Nienawidze kleszczy! Mieszkamy pod lasem i pelno nam sie tego dziadostwa placze po ogrodzie. W dodatku wiele "przychodzi" do domu (!) na psie. Pies jest pryskany, wiec jej sie nie wczepiaja, ale wedruja sobie po podlodze i meblach, tylko czekajac na ofiare... Na szczescie, jak narazie jakos udalo nam sie uniknac (odpukac!) wbicia komukolwiek. Ja rowniez nie podjelabym sie samodzielnego wyciagniecia paskudy, tylko popedzilabym do dyzurnego osrodka! Tylko raz sprobowalam samodzielnie usunac kleszcza psu i oczywiscie czesc zostala jej w skorze. Nie bede ryzykowac tego z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, to macie jeszcze gorzej niż my. U nas na szczęście do domu nie wchodzą.

      Usuń
  5. Nie cierpię kleszcz:((((
    Kiedyś mi się wbił i miałam rumień,na szczęście wszystko dobrze się skończyło
    Pozdrawiam cieplutko :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to dobrze, że nic poważnego się więcej nie przyplątało. No ja też ich nie znoszę!

      Usuń
  6. Jedyny kontakt jaki miałam z kleszczami to były u mojego psiaka. Zawsze tata wyjmował je obecnej suni jak i poprzedniej :) Zazwyczaj robił to pincetą.. do chwili aż w aptekach nie pojawiło się lasso. Nie wiem czy jest to nazwa właściwa czy potoczna....ale to działa właśnie na tej zasadzie. I tacie na szczęście zawsze udawało się. Oczywiście ja bym tego sama nigdy nie zrobiła, bo za dużo krzywdy można zrobić dziecku, sobie czy zwierzęciu robiąc to nieumiejętnie.
    Masz rację Martuś.. nie ma co martwić się na zapas. Wystarczy obserwować Elizkę i już. Ale na pewno będzie dobrze :)
    A o Naszej służbie zdrowia to już nie wspomnę...
    Zanim poszłam do szpitala z zakrzepicą po porodzie.. przepisano mi zastrzyki(które później brałam przez ponad 3 miesiące). Po wykupieniu recepty poszłam do Przychodni, żeby zrobiły mi pielęgniarki pierwszy zastrzyk u nich i żebym zapisała się na kolejne tzn.. żeby do mnie przyjeżdżali karetką do domu. W końcu miałam noworodka wtedy w domu.. więc nie widziałam potrzeby przyjeżdżania do przychodni i zbierania wszystkich zarazków. Oczywiście jak weszłam do gabinetu i jak usłyszały, ze chcę tylko zastrzyk w brzuch i życzę sobie wizyty domowe to zaczęły się dogryzki..., że z takimi pierdołami ludzie do nich przychodzą itd... Ja na to z oburzeniem (a potrafię zrobić minę i zmienić ton mowy hahaha) powiedziałam, ze nie skończyłam pielęgniarstwa, żeby samej się kłóć. Ona oczywiście powiedziała, że do takich zastrzyków nie potrzeba pielęgniarstwa. Każda z Nas wie jak czuje się i wygląda kobieta 5 dni po porodzie.. więc nie miałam siły ani weny na większe dogryzki... więc powiedziałam, że wpuszczać zastrzyk to ja sobie mogę.. tylko, ze skóry nie przebiję, bo nie mogę na to patrzeć. Niestety nikt do mnie nie przyjechał, bo zaraz poszłam do szpitala...,ale miałabym to gdzieś, że przyjeżdżają tylko, żeby wbić mi igłę w brzuch.... Ale się rozpisałam. Mam nadzieję, że chociaż składnie haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze psy też zawsze miały kleszcze. A zastrzyki i podejście pielęgniarek? Szok po prostu! Trzeba znać swoje prawa i je respektować, bo za coś jednak te pieniądze biorą, prawda?!

      Usuń
  7. ja też nie potrafiłabym i nie chciałąbym ryzykować wyciągania kleszcza w domu...moja ciocia dzięki takiemu gadowi ma teraz boreliozę właśnie, a to choroba nieuleczalna podobno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz. Nie wiem właściwie czy nieuleczalna, ale na pewno bardzo ciężko się ją leczy.

      Usuń
  8. moja przygoda z 3 wstręciuchami teź zakończyła się na ostrym ale na szczęście obyło się bez komentarzy od lekarza - zrobił co trzeba, zaordynował zastrzyk :)
    jednak ostatnio mam wrażenie, że wiele osób w opiece medycznej jest za karę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, a szczególnie tam oczekiwałoby się jednak zaangażowania!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!