Mama2c

Mama2c

niedziela, 19 maja 2013

Jak pracuje nasza policja

Nie będę się wdawała w szczegóły, bo po prostu nie chcę już do tego wracać, jednak wspomnieć muszę, żeby przejść do tego, o czym chcę napisać.

W piątek na spacerze w lesie (mieszkamy pod lasem, i jest to miejsce szczególnie oblegane przez mamy, zwłaszcza, kiedy żar leje się z nieba), kiedy czekałam na moją sąsiadkę Wioletkę, miałam spotkanie oko w oko z typowym zboczeńcem. Nie wiem nawet jak o tym pisać, bo to dla mnie raz, że krępujące a dwa, że nadal trudne. Na szczęście nic mi się nie stało, choć był moment, że bałam się tak potwornie, jak dotąd chyba nigdy. Kiedy to się stało, rozmawiałam z Mamą przez telefon, więc tylko zdążyłam Jej powiedzieć co się dzieje, i żeby dzwoniła na policję.

W każdym razie policjanci przyjechali po godzinie. Najbliższy komisariat oddalony jest od naszego osiedla jakieś 15minut jazdy autem. Oczywiście, gdyby doszło do tego, czego można się było po tym spotkaniu spodziewać, nawet ich natychmiastowy wyjazd i przybycie w ciągu 15minut nic by mi już nie dało. W czasie tej godziny, Marcin przywiózł ze szkoły Elizę, a że Wioleta wyszła do mnie, a Lila spała, to zdecydowałam się dalej spacerować (już tylko po osiedlu rzecz jasna) mimo przemożnej ochoty powrotu do domu. Eliza wyciągnęła nas na plac zabaw. A muszę napisać, że plac zabaw mamy wypasiony. Nieskromna będę strasznie, ale jest naprawdę super. Ma tylko jeden minus. Jest, nie wiedzieć czemu, miejscem spotkań małolatów, którzy dawno wyrośli ze ślizgania się i siedzenia w piaskownicy. Małolaci oczywiście nie przeszkadzali by mi wcale gdyby fakt, że nie dość, że w najlepsze piją tam piwo w ilościach hurtowych, bluzgają non stop, i czasami mam wrażenie, że prowadzą intensywne życie seksualne...

Nasze osiedle jest monitorowane, poza... placem zabaw właśnie. Ot, taki paradoks. Najwyraźniej nikt nie zakładał, że na przykład mama powiedzmy Adasia będzie chciała dochodzić, czy to Jej syn pierwszy sypnął paskiem, czy któregoś dziecko, Jego sypnęło. W każdym razie monitoringu jak nie było, tak nie ma, a sceny na placu zabaw odgrywają się różne, i to nie tylko wieczorami.

Piątek, godzina koło 14-tej a młodzież w wieku jak najbardziej szkolnym i jak najbardziej zachowująca się tak jak nie powinna, oblega oczywiście jedną z ławek. Stałyśmy z Wioletą i Elizą vis a vis placu zabaw, kiedy policja zaczęła tam krążyć. Nas od tych gówniarzy dzieliła właściwie tylko szerokość jezdni, więc policjantów w aucie dzieliło jeszcze mniej. Myślicie, że się zatrzymali, żeby zrobić porządek na placu?! A skąd! I taka mnie refleksja naszła wieczorem, kiedy już powiedzmy, ochłonęłam po tym wszystkim. Jak to jest, czy policja przyjeżdżając na osiedle do konkretnego zgłoszenia (czyli mojego) ma w obowiązku załatwić tylko i wyłącznie to zgłoszenie i choćby się tłukli na ich oczach, dewastowali wszystko dookoła, kradli, to oni mają prawo mieć to, za przeproszeniem, w dupie?! Bo albo nie znam przepisów, albo czegoś tu k... nie rozumiem. Nigdy nie śmieszyły mnie dowcipy typu dlaczego policjanci muszą chodzić parami (bo jeden umie pisać a drugi czytać-haha jakie to zabawne :( ) ale w ten pechowy piątek zbulwersowałam się totalnie na ich zlewkę. My gośćmi na placu zabaw często nie jesteśmy, bo Eliza w tygodniu raz, że ma mało wolnego czasu, a dwa, że sporo bawi się ostatnio przed blokiem. Nie dziwię się, że babcie, które u nas głównie przychodzą na ten plac z wnuczkami, boją się zwrócić uwagę takiemu wyrostkowi, albo jego pannie, która prawdopodobnie byłaby jeszcze bardziej agresywna niż on sam. Jednak jak ma mnie nie dziwić fakt, kiedy policja przejeżdża koło tego placu, widzi czarno na białym co się dzieje i... zero jakiejkolwiek reakcji. Nie rozumiem i nie zrozumiem tego nigdy. Albo w tym chorym kraju po prostu za dużo wymagam!



4 komentarze:

  1. Wytłumaczenie jest bardzo proste, oni się po prostu boją! Zdecydowanie łatwiej i bezpieczniej jest wlepić mandat panu rzucającemu peta na chodnik, niż interweniować w bójki małolatów! Ot, taka polska rzeczywistość...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak, tylko, że to gówniarstwo czuje się coraz pewniej i jak się człowiek ma czuć bezpiecznie w tym popieprzonym kraju. Paranoja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh... a myślałam, że tylko u mnie policja ma klapki na oczach, odbębnia patrol bez konsekwencji, a w raporcie pewnie wpisują: "CZYSTO" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brak słów!Dlaczego dopiero jakieś tragedie są motywem do rozglądnięcia się dookoła przez policję i nie tylko!Dlaczego nie reagują, żeby zapobiec....Brak słów...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!