Mama2c

Mama2c

niedziela, 5 maja 2013

Martwię się, że się martwię...

Nie mam łatwego charakteru. Niestety. Najlepiej wie to Księciunio. Jestem pesymistką, wybucham jak mnie coś porządnie wku..., narzekam, marudzę, jakieś małe naloty egoizmu też można by podciągnąć pod moją niedoskonałą osobowość.
Jest jednak coś w czym jestem absolutną mistrzynią. Zamartwianie się na zapas. W tym to mam chyba profesora zwyczajnego... Mało tego. Jeśli dodać moje zamartwianie się na zapas do wrodzonego pesymizmem, to już mamy prawdziwą tragedię!!! Jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie i jest to doskonały powód do tego, żeby się tym martwić. A że przecież teoretycznie wszystko może pójść źle, więc w zasadzie zamartwiam się chyba nieustannie. Nawet w nocy. Proste w stanie do toalety i szybkie spojrzenie na zegarek-2godziny snu, które zostały do pobudki Lilki, to też powód do zmartwienia, bo przecież jestem jeszcze tak niewyspana, jakbym się dopiero co położyła.  Psycholka to mało powiedziane.

Nie tylko ja się męczę, Księciunio także. Pracuje nade mną już prawie 10lat. Oszałamiających rezultatów nie widać. Chociaż i tak jest chyba trochę lepiej. Powtarza mi jak mantrę: "Kotek, nie masz na to wpływu, nie martw się na zapas." On naprawdę długo może tak gadać. Tak długo, aż nie zobaczy, że zaczynam bastować. Są dni kiedy podczas takich naszych rozmów, czuję się jak na sesji terapeutycznej, innym razem- jakbym była małym dzieckiem, któremu trzeba tłumaczyć wolno i wyraźnie...

Lekko nie jest w każdym razie. Chciałabym się zmienić. Bardzo. Czasami jest mi tak źle z samą sobą... Duszę się zamartwiając się czymś. A im bardziej próbuje się nie zamartwiać, tym efekt jest zupełnie odwrotny. Oczywista oczywistość. I kiedy mam napady tak zwanego trzeźwego myślenia, to wiem doskonale, że to moje zamartwianie się niczemu nie służy i niczego nie zmienia. No może jednak zmienia- siwych włosów przybywa szybciej. I ja to oczywiście wszystko wiem, że bez sensu, że po co, że to głupota... A jednak... Dochodzę do wniosku, że jedynym wybawieniem dla mnie byłoby chodzenie przez cały dzień na lekkim rauszu, a na noc, coś trochę mocniejszego, żeby przespać spokojnie do rana. A po wstaniu od nowa... To byłoby swoją drogą życie... Powoli zaczynam rozumieć tych wszystkich naszych osiedlowych pijaczków. Chyba świetnie bym się z nimi dogadała.

Teraz też się martwię. Wieloma sprawami. Tymi mniej istotnymi, i tymi, które nazywamy sprawami życia lub śmierci. Myślę sobie, że taki już mój los- martwić się. I z drugiej strony przecież każda mama chyba tak ma. Odkąd ujrzymy te dwie magiczne kreski na teście nasze życie się zmienia. Już chyba zawsze większości mamom towarzyszy lekki niepokój. Czy wszystko będzie dobrze? Czy dziecko będzie zdrowe? Czy dam radę? Czy poradzimy sobie finansowo? Czy przeżyje poród? To tylko niektóre ciążowe powody do zamartwiania się. A jak już maluch jest na świecie wtedy zaczyna się jazda bez trzymanki. Najpierw martwienie się o co chodzi maluszkowi kiedy ryczy i ryczy. Potem dochodzą inne kwestie zdrowotno-opiekuńcze. No a potem już się zaczyna-wybór przedszkola/szkoły, aklimatyzacja dziecka w grupie rówieśniczej, wychowawcy/nauczyciele, koleżanki/koledzy...itd, itd.

Chciałabym czasami umieć "olać" temat. Odpuścić trochę. Martwić się, ale w granicach rozsądku. Dowiedzieć się o czymś i od razu pomyśleć: "Będzie co ma być." Już nawet nie mówię, żebym stała się optymistką, która wierzy, że zawsze i we wszystkim będzie dobrze. U nas optymistą jest Księciunio, więc wystarczy.
Dobrze by mi chyba zrobiło takie pranie mózgu co jakiś czas... Tak dla zdrowia psychicznego.
A od dziś mam kolejne zmartwienie- zaczęłam martwić się tym, że za dużo się martwię, i że ten stres nie jest dla mnie dobry. OBŁĘD!!!

A to na poprawę humoru:


8 komentarzy:

  1. Hihihihi, nie martw się:) Też tak mam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ufff, nie tylko ja :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam sport! Ja od kiedy biegam nie mam czasu na zbyt dużo przemyśleń:-) Dużo czasu zajmuje mi organizowanie wszystkiego a wieczorami przeważnie jestem tak padnięta, że myślę tylko o spaniu, po czym zasypiam jak kamień!Kiedyś też się rozczulałam nad swoją bezsilnością ale teraz kiedy mój mózg jest bardziej "przewietrzony" moje myślenie jest dużo bardziej pozytywne. Pozdrawiam i zachęcam do zmian na lepsze! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pesymizm? Ehh... Czemu to służy? Chcesz z satysfakcją wypowiadać wkur******* zdanie: "A nie mówiłam?"? Najgorsze jest to, że pesymizm tylko przeszkadza. Zarówno Tobie jak i otoczeniu. Nie łatwo z nim żyć kiedy całe Nasze społeczeństwo tylko narzeka. Jakby nie było jest źle.
    Ja kiedyś też tak miałam. W końcu zrozumiałam, ze na wszystko nie mam wpływu. Gdybym tak się ciągle zamartwiała to by ze mnie już nic nie było.. bo obecnie czekam na sprawy sądowe i co? Nie mam póki co na nic wpływu. Nie zakładam pesymistycznych scenariuszy, bo zawsze uważam, ze zostało coś "wykrakane" :) Co ma być to będzie.
    Ja kiedyś zastanawiałam się nad kwestiami typu: Dlaczego jestem w tym punkcie w którym jestem? Dlaczego w swoim życiu spotykamy jednych, a drugich nie? I co? Kwestia przypadku?? Zawsze coś się po coś dzieje. Wszystko ma jakiś cel. Spotykamy nieprzypadkowych ludzi. CO MA BYĆ TO BĘDZIE :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj mama musiałabyś się do mnie wprowadzić może udzieliłoby ci się trochę mojego optymizmu. Ja znowu mama w drugą stronę na wszystko patrzę optymistycznie, często nawet zastanawiam się czy to już naiwność, ale dobrze mi z tym. Gdy byłam w ciąży (każdej) hormony powodowały, że przekształcałam się w pesymistkę. Wtedy wszystko było niemożliwe i od razu wiedziałam, że się nie uda. To było straszne. Oczywiście jak to ja polecam ci książki jedną z pozycji,które mogę polecić jest Sekret autor Rhonda Byrne. A teraz obowiązkowo codziennie jak spojrzysz na zegarek w okolicach godziny 17:34 pomyśl o mnie i się uśmiechnij:)

    OdpowiedzUsuń
  6. weszlam bo tez sie ciagle martie doszukuje pprzyczyn rezultatow teraz moim zamartwieniem sa szczepionki mam synka szczepic na odre swinke i rozyczke a wlasnie sie dowiedzialam ze szczepionka euwax wzw b ktara maly mial podana zostala wycofana szczepiony byl pol roku temu teraz ma 13 msc niby nic sie nie dzieje a ja sie boje ze maly ma autyzm chodz jest zdrowy kontaktoy to teraz bede miala schizeee na maxa boze daj mi wiecej optymizmy bo martwie sie wlasnie ze sie martwie bo mnie to wykonczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj doskonale Cię rozumiem... U mnie epidemia zamartwiania się wybuchła odkąd mam dzieci. Potrafię martwić się dosłownie wszystkim. I też oczywiście przewiduję wszystkie najgorsze skutki. No szczepionki to drażliwy temat. Mają tyle samo przeciwników co zwolenników. Chciałabym Cię podnieść na duchu i napisać coś optymistycznego, ale jak widzisz, sama jestem pesymistką, więc średnio pewnie by mi to wyszło. Jedyna moja rada, to może żebyś porozmawiała z pediatrą o Twoich wątpliwościach i obawach. A z zamartwianiem się postaraj się walczyć, ja się staram-różnie wychodzi, ale przynajmniej tyle mogę zrobić. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Mam tak samo...szukając przyczyny, początku eskalacji zamartwiań trzeba chyba upatrywać, nie w samym posiadaniu dzieci, a siedzeniu w domu... Wiem pracy w domu jest dużo, dzieci absorbujące, ale gdy się mniej widzi, mniej sygnałów dociera, jest mniej czasu na przemyślenia, bo są inne absorbujące działania poza domem, człowiek znajduje odskocznie od spraw codziennych ----jest lepiej. Jak to mówią, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal :-) Też zawsze sobie obiecuje, koniec z czarnowidztwem ...ale są to tylko obietnice, składane samej sobie, dzieciom i mężowi. Może lepiej patrzeć na siebie przez pryzmat realistki...a nie pesymistki. Będzie łatwiej zmienić tok myślenia, jak realnie popatrzy się na nurtujący nasz problem. A potem kto wie, może od realizmu małymi kroczkami do soft-owego optymizmu. Tego sobie i Wam zatroskane "babeczki" życzę :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!