Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 27 maja 2013

Moje dwie szalone Córki!

Zawsze wiedziałam, że im więcej dzieci w domu, tym jest weselej.
I kiedy w sobotę zostałam sama z Dziewczynkami, na nudę i ponury nastrój narzekać nie mogłam. I chociaż  pogoda nas nie rozpieszczała, to i tak udało nam się wyjść z Lilką na spacer, Eliza w kaloszach zaliczyła wszystkie kałuże na osiedlu  a dzień ogólnie minął nam szybko i przyjemnie.
Kiedy pora kąpieli Małej zbliżała się wielkimi krokami  mamusia odkryła, że w komodzie brak uprasowanego zestawu do spania, za to nieuprasowana sterta bodziaków, spodenek itp.piętrzy się na pufie coraz wyżej... Czasu (a przede wszystkim ochoty) na większe prasowanie nie było, więc wygrzebałam tylko to, co potrzebne. W rozkładanie deski dla dwóch rzeczy też się nie bawiłam, tylko ręczniczek w jadalni rozłożyłam, żeby mieć Lilkę na oku, i zabrałam się do znienawidzonej przeze mnie czynności. Lilka jak tylko usłyszała bulgoczącą wodę, a zaraz potem zobaczyła, że jakiś dziwny przedmiot w rękach mamy świeci, od razu rzuciła się, zbadać bliżej tego potwora. A że Lila to już w zasadzie prawie raczkujące Dziecko- chwila moment i była przy mnie. Odłożyłam żelazko i dawaj kładę Ją w drugi kąt jadalni. A ta na cztery i leci znowu do mnie. No i tak ze dwa razy jeszcze. W końcu się poddałam i Lilę spacyfikować postanowiłam :) Wiem, że ciekawości Dziecka hamować się nie powinno, ale co począć jeśli wyłączone żelazko nie robi już na Niej takiego wrażenia? I pokazywanie na zimno, to już nie to samo?! Woda nie bulgocze, a światełka nie świecą, więc czym się tu w zasadzie podniecać...
W każdym razie przy akompaniamencie Jej niezadowolenia wyniosłam Ją do dużego pokoju, wsadziłam do kołyski i poprosiłam Elizę, żeby przez chwilkę na Nią spojrzała. Starsza Siostra na osłodę zamiast rozgrzanego żelazka. Prasuję więc spokojnie, dokładnie, po trzy razy każdy rękawek, kiedy nagle słyszę rechot Małej, ale taki, że już wiem, że to raczej strojenie głupich min przez Elizę nie jest. No to idę po cichu, niczym szpieg, żeby odkryć ten powód do śmiechu. No i staję w drzwiach, a tam Eliza tak jeździ kołyską w kółko, że Lilka oczopląsu i zawrotów głowy na bank dostała. Ale co się uśmiała to Jej. W końcu w wesołym miasteczku, ludzie przed zwymiotowaniem też się śmieją...
Wracam uprasować spodenki, teraz każda nogawka, starannie, po kilka razy... No i znowu słyszę-najpierw krzyk, z lekka przeraźliwy, a potem szczery śmiech w głos. Więc idę, tak jak wtedy na paluszkach, myśląc co tym razem Eliza wymyśliła. Oczopląs i zawroty głowy to nic, w porównaniu z tym co zafundowała Eliza Młodszej Siostrze tym razem. Kocyk, podwójnie złożony (żeby było chyba jeszcze zabawniej), kładła Lilce na głowę i po chwili (dłuższej!!!) odkrywała Małą! Serce mi na moment stanęło. Lila piszczała będąc pod kocem, a oswobodzona chichrała się do swego wybawcy (i kata w jednym) w głos... Ryknęłam na Elizę co Ona wyprawia. A Ona mi na to, że przecież się bawią... Na co ja do Niej, że mogła Ją udusić. Na co moja rezolutna Córka odpowiedziała mi krótko i treściwie:
-No co Ty mama, ja Ją duszę z umiarem...
 Hmmm, nie wiem czy we współczesnej kryminalistyce istnieje takie pojęcie jak dusić z umiarem, nie wiem również jak Sąd Najwyższy podszedłby do sprawy. Na szczęście u nas w domu sędzią jestem ja, więc oskarżona dostała kategoryczny zakaz jakiegokolwiek duszenia Młodszej Siostry, pod groźbą kary pozbawienia prezentu na Dzień Dziecka w roku obecnym, natomiast poszkodowana została wydobyta z kołyski i tym samym oswobodzona z rąk oprawcy...
Kolejna sprawa z domowej wokandy zakończona pełnym sukcesem wymiaru sprawiedliwości.. Mając dwie tak szalone Córki, przyjdzie mi pewnie nie raz bawić się w sędziego, prokuratora, adwokata a przede wszystkim w psychologa :)
I taka mnie tylko refleksja jeszcze naszła... Że skoro prawie 7latce potrafią przyjść jeszcze do głowy takie pomysły (bo na ogół naprawdę mogę liczyć na Jej pomoc), to co przeżywają mamy, których dzieci dzieli mniejsza różnica wieku... To musi być naprawdę jazda bez trzymanki. Oczy dookoła głowy 24/h a skorzystanie z toalety może grozić prawdziwym kataklizmem...
Następne dziecko za jakieś 9lat :)

3 komentarze:

  1. Hahahah a ja się uśmiałam. z tej całej historii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "W końcu w wesołym miasteczku, ludzie przed zwymiotowaniem też się śmieją..."
    hahahahahhaha :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Marta podziwiam Cię przez duże P! za to prasowanie rzeczy do spania :) Co do dzieci z mniejszą różnicą wieku nie jest tak źle więc nie musisz, aż 9 lat czekać. Mój Mateusz ostatnio wziął Jagodę pod pachy i zaczął jej karuzelę robić. Jak to zobaczyłam myślałam że zawału dostanę, choć ona ubaw miała taki, że szok...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!