Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 20 maja 2013

Od czego są Babcie...

Spacerując wczoraj z Lilą byłam świadkiem śmiesznej sytuacji.
Młody tata (naprawdę młody, tak 20+) z naszego bloku uczył synka jazdy na rowerze. Na dwóch kółkach ma się rozumieć. Z tyłu obowiązkowy patyk, a jakże. Synek ma lat 3,5. Póki co wyglądało to na naukę balansowania ciałem, czyli łapanie równowagi :) W klatce stoi babcia chłopczyka i żona młodego taty. Synek radzi sobie świetnie, sama chciałabym tak umieć bujać się na boki i nie zlecieć z tego roweru :) Jednak kiedy ma się 3,5roku ciekawość świata jest ogromna a podzielność uwagi jeszcze większa :) I tak oto, kiedy chłopak dzielnie walczył z przechylającym się na boki rowerkiem, nadjechał motor. A że płeć męską interesuje chyba wszystko co jeździ i robi brum brum, chłopczyk oczywiście zaczął się rozglądać skąd dochodzi odgłos tej maszyny. Tatuś nie wytrzymał. Reprymenda musiała być. Ton trochę podniesiony i klaruje synowi, że odwracać się nie można, że trzeba patrzeć przed siebie. Kto uczył dziecko jeździć na dwóch kółkach, ten wie co tata mógł do syna mówić. W końcu my rodzice w pewnych sytuacjach mamy bardzo podobne teksty, bez względu na miejsce zamieszkania, kolor skóry, czy wyznanie :)
Syn skruszony wykładu słuchał. Żona i matka syna słowem się nie odezwała, w końcu wie, że ojciec rację ma! Za to babcia... Babcia mało nie wyszła z siebie. No jej wnuka tak strofować? To maleństwo, które tak ochoczo uczy się jeździć, tego pączusia, którego jeszcze niedawno pewnie po pupci całowała. O nie. Nawet jeśli karci go jej rodzony syn, i nawet jeśli rację ma, to nikt nie będzie jej wnusia stresował u progu rowerowej edukacji. Puściła synkowi taką wiązankę, jakby nie miał 20+ ale jakieś 5-.
Zabawnie było, naprawdę.

I tak sobie pomyślałam o tych babciach wszystkich... Pewnie ta sama kobieta, jak swojego synka jeździć uczyła, też się nad nim wytrząsała... I też cierpliwość traciła nader szybko... I też wykład, za wykładem dawała.. Ale z wnuczkiem to już zupełnie inna historia. Wnuki to stworzenia z gruntu uprzywilejowane. To mali ludzie, do których nasi rodzice mają zupełnie inne podejście niż do nas... Wreszcie wnuk, to ktoś na kogo patrząc, zapominasz, że to Twój syn lub córka i zaczynasz mu/jej zazdrościć... Tego czasu, który nagle Twoi zabiegani rodzice znajdują, tej uwagi, której Tobie aż tyle nie poświęcali, mało tego-uwagi poświęconej TYLKO wnukowi, nie rozproszonej na kilka domowych czynności, tego spokoju, którego Im do Ciebie brakowało, tej cierpliwości, całych pokładów cierpliwości, którą przy Tobie tak szybko tracili... Tak, wnuki to są goście!
Nasza Mama (moja i mojego Brata) do wychowania naszych dzieci na ogół się nie wtrąca. A przynajmniej mocno się stara tego nie robić. Bo muszę dodać, że mam bardzo mądrą życiowo Mamę! No ale są sytuacje, kiedy nawet nasza Mama swoje zdanie powiedzieć musi. A najczęściej zdarzają się one kiedy albo ja albo mój Brat tracimy cierpliwość do naszych "złotych"dzieci. Czyli w zasadzie mnie karcić powinna na okrągło, a mojego Brata jeszcze częściej :) I niestety, na niczym zagiąć się naszej Babci nie da, bo Ona już do nas miała anielską cierpliwość, a do naszych dzieci... Nie ma takiej miary, którą można by było Jej cierpliwość zmierzyć. Jest dla mnie niedoścignionym wzorem... Mam nadzieję, że mając wnuki, będę choć w połowie tak cierpliwa do Nich, jak Mama była do nas. Wtedy jest cień szansy, że Ich nie pozabijam :) Bo widzę siebie jako krewką staruszkę, którą będzie irytowało dosłownie wszystko :) Zresztą opis zgadza się do tu i teraz, bo już są dni, że mnie wszystko wkurza, a gdyby nie staranne maskowanie siwych włosów (tak, tak...) już teraz można byłoby mówić do mnie babciu Marto!

A jak Wasze Babcie? Ujmują się regularnie za wnukami? I jak rozwiązujecie ewentualne spięcia na tym tle? Ja i mój Brat zawsze mówimy Mamie, że Ona miała po prostu idealne dzieci i w tym tkwi cały sekret Jej cierpliwości :)

A to nasza Babcia B i Jej wnuki :

Z Dawidem, Synkiem mojego Brat,rok 2006


 Z małą Elizką, rok 2007

 Z dwójką Diabełków na majówce, rok 2009
I z najmłodszą wnusią Lilcią, rok 2013

7 komentarzy:

  1. Ahh Dziadkowie! Słów brakuje, żeby opisać to jacy są cenni. A właściwie BEZCENNI! Ja mam szczęście, że sama jeszcze mam dwoje własnych Dziadków. Każdego dnia proszę o jak najwięcej zdrowia dla nich, aby żyli tak długo, by Sebastian był w stanie ich pamiętać. Są najcudowniejsi na świecie. Całe moje dzieciństwo kojarzy mi się z Dziadkiem. On tyle mnie nauczył, tyle świata pokazał...bez niego nie byłabym tym, kim jestem.
    Chciałam kiedyś napisać o tym u siebie, ale przyznam się, że nawet pisząc ten komentarz czuję łzy wzbierające :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty Martuniu spróbuj jednak napisać, takie łzy wzruszenia to nic złego!

      Usuń
  2. I też mi się na płacz zebrało, bo ja niestety nie mam już ani babć ani dziadków. A babcie miałam przecudowną i na pewno tu o Niej napiszę, ale... No właśnie,ale... Słowa nie oddadzą i tak tego wszystkiego co czuję myśląc o mojej ukochanej Babci. Zmarła kiedy Eliza miała 6tygodni, i to niesamowite ale Eliza zachowuje się tak, jakby Ją znała...

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas mój ojciec, który z roli ojca wywiązał się niezbyt dobrze teraz jest świetnym dziadkiem dla moich dzieci ( z małymi wpadkami, ale to chyba każdemu się zdarza). Czasami nawet zastanawiam się jak mógł się tak przepoczwarzyć:)? Moja mama natomiast zawsze była fajną mamą, a teraz jest fajną babcią. Co do cierpliwości, sytuacja jest całkowicie odwrotna do Twojej bo ona czasami pyta mnie jak udaje mi się nie stracić cierpliwości jak te moje harpagany coś wymyślą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz, u nas podobnie, z tymże mój ojciec był fatalnym tatą, dziadkiem jest o niebo lepszym, choć na pewno dużo mu do ideału, ale w porównaniu do czasów mojego dzieciństwa to tak jakby przeszedł rewolucję... Kochana ja za tą cierpliwość Cię bardzo podziwiam, u mnie niestety to kuleje, choć staram się mocno i będę jeszcze bardziej!

      Usuń
  4. Szkoda, że nie było cytatu wiązanki dla faceta w wieku 5- :)
    No tak bo dziadkowie są po to, żeby rozpieszczać wnuki, a rodzice, żeby wychowywać... Ja nie mam za bardzo konfliktów z moimi rodzicami na tle Kubusia, bo nie ma powodów póki co. Dwa razy zdarzyło się tak, ze Kubuś marudził głośno i długo wiec pozwoliłam sobie krzyknąć głośniej niż On :) i usłyszałam tylko, ze na dzieci się nie krzyczy hahahahahahahahahahahahahahahahahahaha
    Ja zawsze powtarzam: "Takie geny" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie krzyczy się na wnuki, bo z dziećmi to różnie bywa haha, a mama tamtego faceta, opierdzieliła go równo :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!