Mama2c

Mama2c

piątek, 24 maja 2013

Odbieramy wyniki z laboratorium...

Pisałam jakiś czas tematu o problemach mojego Brata z tarczycą. Na wynik biopsji odczekał tyle co wszyscy, czyli 14dni. Był to ciężki czas dla Niego, no i dla nas również. A kiedy przyszedł już dzień odebrania wyników, co się okazało?! Nic się nie okazało, bo pan doktor pobrał za mało materiału do badania!!! Świetnie, prawda? Żeby było jeszcze śmieszniej, w przychodni (prywatnej) w której mój Brat robił tą nieszczęsną biopsję, zaproponowano mu powtórzenie badania na koszt przychodni. I to jest ok, ale... Ale mój Brat poszedł zaraz po tym do innego endokrynologa, który jest ordynatorem w jednych z naszych szczecińskich szpitali. I ten pan doktor powiedział mu, że biopsji tarczycy nie powtarza się wcześniej niż po 3miesiącach... Taaaak, no i bądź tu mądrym. Tym bardziej, że w przychodni, proponują mu powtórną biopsję teraz. Osobiście "uwielbiam" kiedy dwóch lekarzy ma zupełnie odmienne zdanie albo co do diagnozy, albo co do tego co dalej...

My z kolei odebraliśmy wyniki z krwi Lilki. Za wiele się niestety z nich nie dowiedzieliśmy, ponieważ w próbówce zrobił się skrzep... Wiemy tylko, że zarówno CRP jak i THS są w granicach normy.
Kiedy była u nas Lekarka (ta, która odkryła, że Lilka ząbkuje) zapytaliśmy Ją, czy nie wie przypadkiem dlaczego pediatra z przychodni mogła skierować Lilkę na badanie w kierunku tarczycy. Jej zdziwienie- bezcenne. A moje wkurwienie-również! Powiedziała nam, że u tak małych dzieci diagnozuje się tylko jedną z upośledzonych czynności pracy tarczycy (niestety nie pamiętam czy chodziło o nadczynność czy niedoczynność) i że objawy przy tym są tak charakterystyczne, że nie sposób ich nie rozpoznać gołym okiem, bez badania krwi. Oczywiście wymieniła je nam, więc nawet ja, która medycyny nie kończyłam, wiedziałam, że z Lilki tarczycą wszystko jest w porządku. Zastanawia mnie tym bardziej po co pediatra wpisała to TSH do badania. Między Lekarką, która u nas była a pediatrą może być i 20lat różnicy. To również różnica w doświadczeniu zawodowym... Ok, nie mam nic przeciwko młodym lekarzom. Na pewno wielu z nich jest ambitnych, dociekliwych, po prostu dobrych. Poza tym, mam oczywiście świadomość,  że gdzieś tą praktykę i doświadczenie zdobyć muszę, czyli innymi słowy -na kimś. I jako człowiek wiem to wszystko i rozumiem, ale jako mama... Jako mama wolałabym mieć świadomość, że pediatra, do której przychodzę nie jest niedouczona! I że skoro wysyła moje dziecko na badanie tarczycy, to dlatego, że coś ją zaniepokoiło, co zaobserwowała podczas naszej wizyty. No chyba ich tam tego uczą przez te 6lat studiów. Więc jeśli objawami choroby tarczycy u takich maluszków między innymi jest bardzo mały przyrost masy ciała (Lila bardzo długo była na 75centylu jeśli chodzi o wagę i długość ciała, teraz jest na 50) i rozlewający się na boki brzuch, a ja tego nie widzę u Lilki, to pytam po raz kolejny- po co to badanie było. Staram się nie robić wiele hałasu o nic, bo z krwi miała mieć też inne badania (morfologię i CRP), więc nie męczyli Jej z kłuciem tylko dla tego TSH. Jednak zirytował mnie ten fakt, bo ewidentnie pani doktor dała tutaj ciała. Ciekawe co wymyśli następnym razem... Następne szczepienie mamy za pół roku, więc temat tarczycy będzie jakby nieaktualny, ale nie omieszkam zapytać, co ją u Lilki zaniepokoiło, skoro kazała nam zrobić ten wynik... Nawet nie chcę myśleć, że wpisała go myśląc na przykład o poprzednim pacjencie...

Do czasu, kiedy po ślubie zaczęłam myśleć o dziecku, jakoś szczęśliwie udawało mi się omijać lekarzy szerokim łukiem. Poza problemami ginekologicznymi (o tym osobno) nie musiałam się leczyć, szukać specjalistów, konsultować z innym lekarzem, diagnozę pierwszego doktora... Od prawie 8lat (licząc krótki czas przed ciążą) mam wrażenie, że lewituję gdzieś w tym medycznym światku lepszych i gorszych lekarzy, wybitnych specjalistów i skończonych konowałów...

A skoro przy tym temacie jesteśmy-przypomniało mi się coś zabawnego.
Będąc parę lat temu w Skierniewicach na weselu kuzynki, wylądowaliśmy z Elizą w szpitalu. Powikłania po podaniu za silnego antybiotyku na anginę. Ogólnie muszę przyznać, że sam pobyt w szpitalu-lekarze i pielęgniarki, naprawdę w porządku, czego się obawiałam, bo z kolei moje kuzynki ze swoimi dziećmi miały raczej odwrotne wspomnienia. W każdym razie Eliza szybko dochodziła do siebie, a że był to sierpień dostaliśmy pozwolenie na spacery na terenie szpitala, nota bene-bardzo przyjemna okolica do spacerów, sporo drzew itd. No i tak chodzimy z Elizką i nagle widzę- biały fartuch, jakaś taka pozycja trochę hmm dziwna, jakiś kijek w ręce... Nie no, niemożliwe-myślę. Pomrugałam oczami i jednak niemożliwe, okazało się możliwe. Kogo zobaczyłam? Lekarza grającego w... golfa :)

8 komentarzy:

  1. Myślę, że badania na tarczycę były zlecone z braku innego pomysłu na diagnozę!
    Park przy naszym szpitalu rzeczywiście zachęca do spacerów:) A który to pan doktor oddawał się takim rozrywkom, jeśli można wiedzieć???:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, więc w zasadzie powinnam się chyba cieszyć, że nie zleciła nam jeszcze całego pakietu innych badań, bo a nuż coś by wyszło.
      A lekarz to niestety nie wiem jak się nazywał, bo Elizę prowadził taki można powiedzieć duży, koło 50-tki, siwy. A ten w parku był młody, tak około 35lat, ale to pewnie niewiele Ci powie :) No w każdym razie pomyślałam, że fajnie się relaksuje :)

      Usuń
  2. Duży, siwy z dziecięcego też mi nic nie mówi:) I dobrze, bo im dalej od lekarzy, tym lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. czy ja wiem, tak sobie czasem myślę, że w różnych opracowaniach odnosi się ilość stwierdzonych chorób do badanej próby - może i tak tutaj było, że np. pani doktor pisze jakąś pracę i potrzebuje "świnek" doświadczalnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, to jest absolutnie możliwe. W ciąży miałam taką sytuację, że w 20tygodniu pani doktor kierowała nas na badanie usg do jednego lekarza (miał świetny sprzęt i specjalizował się w ogóle w usg). U nas wyszedł ubytek w przegrodzie, podobno fizjologia, no ale jednak stres. Na następnej wizycie powiedziałam oczywiście mojej lekarce o tym. Na co przekochana pani doktor powiedziała: "Pani Marto, pan doktor chyba pisze jakąś pracę bo każda moja pacjentka wraca z czymś wykrytym. To niemożliwe po prostu." No i to mówi samo za siebie... Po porodzie oczywiście ubytek się nie potwierdził :)

      Usuń
  4. Martuś a skąd pobierali Lili krew? z główki czy gdzieś indziej z żyłki? Bo jak tak sobie myślę o tych swoich testach alergologicznych to jeśli wyślą Nas na testy to skąd będą pobierali i czy się zgadzać...;/

    Co do lekarzy.. hmm... Ja średnio chorowałam raz na 2 lata... W ciąży nie miałam powikłań, opiekę miałam super... i wszystko zaczęło się przy zakrzepicy...wiec ja też się nie wypowiadam na temat ich kompetencji. Teraz też bujam się z Kubusiem.. choc alergia jest też dość obszernym i mało jednoznacznym tematem nawet dla lekarzy...

    Najważniejsze, że u Lilki nic nie znaleziono. ale zapytaj co panią dr zaniepokoiło, ze zleciła badania. Ciekawe

    A co do Twojego brata.. to rzeczywiście brak słów. I to jeszcze w prywatnych rękach.. kiedy płacisz i w zasadzie masz pewność, ze dobrze się Tobą zajmą. Idąc na fundusz to z góry zakładasz, ze będzie koszmar. A tu? Ehh... Poczytajcie dlaczego nie można tak często robić biopsji. Może coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, pobierali z rączki, bezpośrednio z żyły w zgięciu ręki. Gdybyście kiedyś tak musieli pobierać krew to radzę dobrze napoić malucha, bo u nas z jednej rączki leciała tak gęsta krew, że nic się nie dało z tym zrobić, bo od razu na miejscu już się skrzepy robiły. Lila jadła jakieś 2godziny wcześniej. Ja zdążyłam przyzwyczaić się do naszej służby zdrowia, co nie znaczy, że mnie pewne rzeczy nie bulwersują!!! Opiszę niedługo moje perypetie z ciążą Elizy, prowadzoną przez prywatnego (podobno najlepszego) lekarza...

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!