Mama2c

Mama2c

czwartek, 23 maja 2013

Oszukana i... lepiej już nie będzie!

Wspominałam już na blogu, że Lila z całą pewnością nie jest klasycznym, przyssanym do piersi niemowlęciem. Swoją drogą to chyba mogłabym napisać mini poradnik dla Mam, których dzieci zachowują się podobnie jak Lila. I byłby to opis technik jak karmiłam tą małą wariatkę (na przykład Jej ulubiony sposób ssania: pierś 30sekund, na chwilę smoczek do buzi, znowu pierś jakieś 40sekund, smoczek i tak w kółko przez całe...6minut!!!) ale przede wszystkim rady, jak nie zwariować mając takie dziecko :) Bo powiedzmy sobie jasno-ciężko się przy takim karmieniu zrelaksować, odprężyć i poczuć więź z dzieckiem. Pewnie niejedna Mama zapytałaby dlaczego nadal Ją karmię i nie dam po prostu butelki. I wiecie co? Ja też się sobie dziwię, że jeszcze tego nie zrobiłam. A teraz? Teraz wychodzi na to, że jest już za późno, bo Lilka absolutnie butli nie trawi, no i obie przyzwyczaiłyśmy się już do takiego a nie innego karmienia. Co nie oznacza, że nie bywam przybita momentami, jak na przykład wczoraj, stąd brak posta na blogu. I tak jak w tytule- czuję się trochę oszukana, bo gdzie to niemowlę wtulone w pierś i głaszczące ją rączką? Na pewno nie u mnie w domu. Do tego mam świadomość, że skoro już tyle czasu Ona tak ssie jak potłuczona, to raczej szanse na to, że pewnego pięknego dnia po prostu się przyssa i będzie "doić" powiedzmy przez 15minut,bez scen, bez odstawiania się co chwilę, są bliskie zeru. Czyli jednym zdaniem-lepiej już nie będzie...

Ale, ale... Wyszedł mi wstęp iście przybitej mamuśki (no i faktycznie taka ostatnio jestem) a sam post miał być na wesoło. No to po kolei:

Oszukana.
Lilka przy piersi różne rzeczy już robiła. Na przykład wkładała mi palce do nosa- naprawdę głęboko. Dobrze, że akurat kataru nie miałam. O, albo dawała nogi do wąchania... No bo w zasadzie czemu nie? Za to wczoraj przy karmieniu udało Jej się ściągnąć mi  okulary. I zdziwienie na widok mamy bez okularów było tak wielkie, że o dalszym ssaniu nie mogło być mowy. Celowo okularów nie zakładałam, bo byłam pewna, że skoro raz mi zdjęła, to na pewno będzie próbowała po raz kolejny... No ale Dziecka oszukać się nie da, mama bez okularów, to nie mama. Musiałam więc nałożyć okulary z powrotem, żeby Lilka mogła dokończyć swój rytuał szalonego ssania.

Lepiej już nie będzie.
Jak już pisałam, Lilki menu jest coraz bardziej urozmaicone. Co się z tym wiąże? Ano rzecz oczywista. Zmieniły się... kupy. Nie ma się co oszukiwać, im więcej nowości i jedzenia zbliżonego do tego dorosłego, tym zawartość pieluszki też jakby bardziej dorosła. Niestety.
Jakieś dwa dni temu,  przed samą kąpielą odkryliśmy (a raczej POCZULIŚMY), że Lilka zrobiła to i owo. No to bach Ją do łazienki na oczyszczanie przed zanurzeniem, co by Dziecko sobie wody nie zabrudziło. I może to będzie śmieszne, ale jak zobaczyłam jak Ona "nawaliła" w tą pieluchę, to mówię do Marcina, że tęsknię za tymi typowo mlecznym kupkami. No wariatka, wiem. Na co mój zazwyczaj optymistyczny maż powiedział: "Wiesz co? Obawiam się, że tutaj to już będzie tylko gorzej." I posiadając Starszą Córkę wiem, że niestety miał rację Facet :)

12 komentarzy:

  1. oj będzie gorzej, będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha Martuś nie denerwuj się tak. Zyskasz coś tymi nerwami i dołowaniem się? Co do Ciebie jako mamy bez okularów i zdziwionej Lilki to u mnie jest to samo z włosami haha Zazwyczaj przy Kubusiu mam związane włosy, ale jak je umyję to czekam aż się dosuszą z rozpuszczonymi.. Kubuś też jest wtedy zdziwiony haha Takie zdziwienie - bezcenne :)
    Ja jeszcze przed kupkami. To może większe pieluchy haha żeby wszystko się zmieściło :)

    A teraz odpowiem Ci odnośnie Twojego komentarza u Marty :)
    Jak byłam w ciąży to mama dawcy była sceptycznie do tego nastawiona. Pewnie dlatego, ze jestem od niego starsza jakieś 5 lat, ale w końcu podobno do niej dotarło, że może jej synalek w końcu ułoży sobie życie, bo tyle złego spotkał...(tylko go nie żałuj, bo sam na swoje życzenie w kłopoty się pcha). Później powiedziała dawcy, żeby do mnie pisał, żeby miał kontakt z dzieckiem. Więc pisał do mnie codziennie sms'a o treści: "jak się czujesz?". Dosłownie dzień w dzień to samo. Chyba, żeby miał pewność, że żyje. I jakoś tak przestał. Jego mama dzwoniła raz w miesiącu, bo tak miała telefon doładowywany (nie wiem co ma piernik do wiatraka). Kiedyś obiecałam jej, że dam znać jak urodzę. Więc napisałam sms'a, a ona zadzwoniła i zapytała: "Czy jestem szczęśliwa, że urodziłam sobie dziecko?" Nóż otworzył mi się w kieszeni.
    Później po porodzie też dzwoniła raz na miesiąc. Kasy nie dostałam żadnej. Za nic, od nikogo. Zawsze kiedy dzwoniła wypytywała co u mnie, co u małego a o sobie nic nie mówiła. Nic nie mówiła co u dawcy. Więc ja to odbierałam jako wywiad, który sprzeda później synalkowi, zeby wiedział na czym stoi.
    Mówiła,że modli się o to, byśmy znowu się zeszli. a ja zawsze z ogromnym lekceważeniem odpowiadałam, że nigdy w życiu. Że zostawił mnie w takim momencie mojego życia kiedy najbardziej go potrzebowałam, że nie ma opcji, żebym na niego spojrzała. Nie zrozumie tego kobieta, której facet nie kopnął w d*** w takiej sytuacji. Na szczęście Martuś:)
    Zawsze kiedy mówiła, żeby pozdrowić Kubusia od babci to aż mnie coś kuło w środku. Wiesz co.. Odnosiłam wrażenie, ze oni myślą, że wystarczy (za przeproszeniem) się spuścić i już widzą więzy krwi. Już wielka rodzinka.
    Fakt. Jest we mnie baaaaardzo dużo złości i nienawiści. Ale uważam, że lepiej mieć jednego tatusia niż kilku. Dawca nie zasługuje nawet na miano "ojciec". Tatusiem jest ten kto wychowuje dziecko. a ten nie ma nic do zaoferowania. Nawet nie przelałam części emocji, które we mnie są. A uwierz mi, że dość często o tym pisałam na poprzednim blogu więc nie tłamsiłam w sobie.
    A ostatni tel był na początku marca. i co? 2 miesiace ciszy? Dla mnie ok..,bo chociaz mam spokojne dni ni ciesze się, ze z tych nerwów np. nie stracę pokarmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha. I jeszcze jego mama ciągle wmawiała mu, że ja nie jestem dla niego, żeby zastanowił się czy chce tego ślubu (bo było już po zaręczynach) także ona wg mnie robi z siebie tylko taką świętą. Ale to jest moje odczucie.

      Usuń
    2. A powiem Ci, że ta kupy akurat poza ramy pieluszki nie uciekają :) No ale wrażenia wizualne i zapachowe- koszmar :)

      Usuń
  3. Oj, lepiej nie bedzie. :)
    Jak wczoraj zmienilam pieluche Bi, to naszla mnie refleksja, zeby z rozszerzaniem diety Nika zaczekac... niech skonczy, nie wiem, 2-3 lata? ;) Zartuje oczywiscie, ale tak fajnie sie go narazie przewija (nie liczac oczywiscie kup "po pachy". A z Bi dobrze by miec maske gazowa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe dobry pomysł z tą maską :)

      Usuń
  4. u mnie było to niemowlę wtulone w pierś i głaszczące ją rączką ;) piękne to było, aż żałuję, że już nie ma....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz i tego mi właśnie brakuje u nas, położna powiedziała, że po prostu taki Jej urok... Jedynie w nocy ssie w miarę spokojnie, chyba jest wyciszona wtedy :)
      Też by mi brakowało takich chwil... Są bezcenne.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam ten ból pieluszkowych niespodzianek...ale spokojnie,moja córa to tak raz nafajdała,ze az po szyje byla 'ozdobiona' dorosla kupka :D
    Doslownie nie wiedzialam od czego zaczac,zeby rozebrac ,przebrac i koniecznie jak najszybciej umyc ....
    Strach sie bac...a czeka mnie to ponownie :D
    Takze trzymaj sie kobito :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha, no dzięki, jakoś jeszcze dajemy radę, chociaż muszę przyznać, że czasami jestem zaskoczona-niby maluchy tak mało jedzą, a robią jak dorośli :) Nasza tymi mlecznymi tak waliła, że plecy ZAWSZE były ufajdane, czasami body musiałam po prosto odklejać od pleców... To były czasy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!