Mama2c

Mama2c

wtorek, 28 maja 2013

Po Dniu Mamy- trochę wspomnień...

Co roku w Dzień Mamy, oprócz tych miłych wspomnień, wspominam coś jeszcze...
Mam wtedy 9, góra 10lat. Mocno uczestniczę w życiu mojej parafii, więc nie mogę być starsza, bo potem mi zdecydowanie przeszło. Organizujemy wraz z księdzem Dzień Mamy. Będzie msza, a po niej, kilka dziewczynek, w tym ja, ma wręczyć wszystkim zaproszonym mamom po czerwonej róży... Choć mam jest bardzo dużo idzie nam szybko i sprawnie. Dochodzę do ostatniej ławki. Siedzą w niej dwie mamy, a po między nimi starsza kobieta. Na pewno nie jest mamą żadnej z nas, ale odruchowo wręczam i Jej różę. Uśmiecha się ciepło, zmarszczki stają się jeszcze bardziej widoczne i mówi smutnym, ale pogodzonym głosem: "Ale ja nie jestem mamą, nie mam dzieci." Zachowuję się wtedy tak, że sama dziś się temu dziwię. Przecież byłam wtedy jeszcze dzieckiem. Jeszcze raz podałam Jej kwiatka i powiedziałam, żeby wzięła, bo na pewno byłaby dobrą mamą... Nie wiem, czy dziś, ponad 20lat po tym zdarzeniu, potrafiłabym tak szybko odnaleźć się w takiej sytuacji...

Oczywiście nie wiem, czy ta kobieta na pewno nie mogła mieć dzieci. Może po prostu nie chciała ich mieć. Może zwyczajnie ich nie lubiła, może praca była dla Niej ważniejsza... Nie mam prawa gdybać, ale mam głębokie przeświadczenie, że brak potomstwa, to nie była Jej świadoma decyzja. Że to los, albo jak kto woli- Bóg, zadecydował za Nią...

Każdego 26maja kiedy przypomina mi się to zdarzenie myślę o takich kobietach jak Tamta. Jaki dla Nich jest ten dzień- Dzień Mamy. Znienawidzony? Przypominający o tym, że One mamami być nie mogą? Optymistyczny? Bo ciągle wierzą, że to doświadczenie jeszcze przed Nimi?

Był czas kiedy sama bardzo się obawiałam czy będzie mi dane być mamą. Czy kiedykolwiek zobaczę na teście te upragnione dwie kreski, czy doświadczę tego, co przeżywają tysiące/miliony kobiet podczas pierwszego usg, czy poczuję ruchy dziecka-mojego dziecka, wreszcie- czy będę trzymała kiedyś w ramionach bezbronnego noworodka, który będzie dla mnie całym światem, a ja dla Niego, czy usłyszę kiedyś to wyczekane słowo: "mama"...
Tak, bałam się tego potwornie, że ominie mnie to , co dla mnie najważniejsze- macierzyństwo. Nie wiem, czy kiedykolwiek umiałabym się z tym pogodzić, zaakceptować... Znam już siebie trochę i wiem, że ciężko byłoby mi żyć z tą myślą, że nigdy nie urodzę dziecka. Ciężko, to chyba za mało powiedziane. Tylko jak to oddać słowami? Czy są w ogóle słowa, które mogą to oddać, ten ból, żal, poczucie niesprawiedliwości...?

Niesprawiedliwość... Tak, życie jest niesprawiedliwe. Nigdy tego nie zrozumiem dlaczego kobiety, które matkami być nie powinny, bez problemu rodzą dzieci, a innym, które wszystko by za to oddały, wciąż się nie udaje... Tak, wiem, nie mi oceniać kto powinien być mamą a kto nie. Ale kiedy słyszę o noworodku, który ma w krwi 4,5promila alkoholu to chyba mam prawo do własnych odczuć.

Lilkę rodziłam z prywatną położną, może kiedyś wspomnę o tym w osobnym wpisie. Umowa, którą z Nią podpisałam, obejmowała spotkanie przed porodem, opiekę w trakcie porodu i po nim, oraz wizytę patronażową w domu. Z racji moich wielu wątpliwości po porodzie, spotkałyśmy się jeszcze parę razy. Podczas jednego z takich spotkań zapytałam Ją dlaczego tak późno zdecydowała się na dziecko (teraz ma 41lat, a Jej synek 4latka) skoro przecież tak kocha Grzesia i te wszystkie maluchy, którym pomaga przyjść na świat. Mój błąd, ale pytanie było spontaniczne i pod wpływem prowadzonej przez nas rozmowy. Odpowiedziała mi, że zanim udało Jej się urodzić Grzesia poroniła 11 razy... Tak, 11 razy.
Pisałam już kiedyś, że empatia to moje drugie imię, więc wyobraziłam sobie jak Jej musiało być ciężko wracać do pracy po każdym kolejnym poronieniu... No wyobraźcie sobie-wracacie pierwszy dzień po zwolnieniu i odbieracie szczęśliwe porody... Z jednej strony radość przeogromna, bo położna to zawód z misją, a z drugiej... Podzieliłam się z Panią Dorotką swoimi przemyśleniami i zapytałam Ją czy nie było Jej z tego powodu ciężko... Opowiedziała mi dwie historie, po swoich dwóch z jedenastu poronień.
Kiedy wracała do pracy po pierwszym poronieniu, tego samego dnia odbierała poród pani marynarzowej. Kobieta urodziła zdrową córeczkę, którą zostawiła w szpitalu, bo to nie było dziecko jej męża...
Historia druga- pierwszy dzień w pracy po kolejny poronieniu, policja przywozi krwawiącą kobietę, między nogami wisi pępowina, ale dziecka nie ma... Kobieta (totalna patologia, jak się później okazuje) urodziła dziecko w domu i wyrzuciła do wsypu, takiego jakie były kiedyś w blokach...

I niech się oburza kto chce, ale twierdzę i zawsze będę twierdzić, że są kobiety, które nie zasługują na to, aby być matkami...
I jestem wdzięczna losowi, że mam to szczęście doświadczyć macierzyństwa, wiem, że to wyjątkowy dar. Szczęście, które nosi dwa imiona: Eliza i Lila.

22 komentarze:

  1. super reakcja, ja pewnie i młodsza i teraz nie powiedziałabym nic :( jakoś tak trafne odpowiedzi często przychodzą do mnie za późno :(

    ps. dzisiaj widziałam reportaż o tym dzieciaczku co to go z rury wyciągali.. zgadzam się z Tobą w 100% - nie każda kobieta zasługuje na to aby być matką....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, u mnie z trafną reakcją też jest zazwyczaj za późno, wtedy aż sama się dziwię, że wiedziałam co należy powiedzieć... O tym maluszku z Chin dopiero co przeczytałam. Szok i szczyt, Momentami wierzyć mi się nie chce, że ludzie są do takich rzeczy zdolni.

      Usuń
  2. macierzyństwo to najwspanialszy dar :) ja też jestem wdzięczna, że mam Maksia i że doświadczam wszystkiego, co jest związane z byciem mamą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta prawda. Chociaż wiem, że są kobiety, które świadomie z tego rezygnują i choć ja sobie życie bez moich Dziewczyn nie wyobrażam, to podziwiam takie świadome decyzję, że maja te Kobiety odwagę nie poddawać się presji społecznej.

      Usuń
    2. kazdy decyduje o sobie :) nie kazda kobieta ma w sobie ten instynkt macierzynski ;)

      Usuń
  3. To co powiedziałaś wtedy tamtej kobiecie było tak głębokie, mądre, dojrzałe i świadczy tylko i wyłącznie o tym jaką mądrą dziewczynką byłaś. Myślę, że ta kobieta podobnie jak Ty niejednokrotnie to wspominała.

    Nie wiem dlaczego zastanawiasz się, czy masz prawo do osądów, że nie każda kobieta zasługuje na bycie matką? Ja też tak uważam i nie czuję się winna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego Kasiu, że mi do ideału trochę brakuje, ale generalnie miałam na myśli wszystkie te patologiczne matki, które niejednokrotnie same nie wiedzą ile tych dzieci mają... Nóż się w kieszeni otwiera.

      Usuń
    2. Marta nikt nie jest idealny i nie warto się nad tym zastanawiać. Każda z nas stara się być najlepszą mamą dla swoich dzieci, to jest najważniejsze i czyni z nas wyjątkowe. Jednocześnie każda ma swoje za uszami i nie warto się obwiniać. Gdzieś z tyłu głowy mam cytat, który świetnie to wyjaśnia jak sobie go dokładnie przypomnę to napiszę.

      Usuń
    3. czekam w takim razie na cytat Kasia. Pewnie masz rację, ale ja im bardziej jestem świadoma swoich błędów, tym więcej o nich myślę i tak uruchamiam błędne koło. Czasami ta odpowiedzialność za wychowanie dziecka tu i teraz mnie przerasta, bo wiem, że to jaką ja jestem mamą dziś ma wpływ na Elizę, jaka będzie za lat 20... Chciałabym mieć więcej luzu, tylko jak?

      Usuń
  4. Bycia odpowiednią i kochającą mamą to zadanie na bardzo wysokim poziomie! Niestety są mamy, które nie potrafią lub nie chcą się w tym odnaleźć...
    Dla mnie bycie mamą to najwspanialsza sprawa, jakiej doświadczyłam w życiu :-)Oczywiście jednocześnie najtrudniejsza bo nie wiadomo co będzie jutro, więc cieszymy się każdym dniem :-. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, macierzyństwo to mocno nieprzewidywalne zajęcie :) Coś w rodzaju sportu ekstremalnego. Ale z drugiej strony-nie ma nic piękniejszego przecież.

      Usuń
  5. Jak się słucha takikch opowieści to serce pęka..bo ktoś chce, tak bardzo mocno i nie może...zgadzam się z Tobą. Niektóre kobiety po prostu na to nie zasługują

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie boli najbardziej, jeśli zna się taką Kobietę, która czeka, stara się i nic... A potem słyszy się coś takiego, jak o tym maluchu z Chin...

      Usuń
  6. Ten kwiatek dla tej Pani i ta odpowiedź...pięknie się zachowałaś. Tak taktownie i delikatnie. Jestem pewna, że dla tej Pani to również był wyjątkowy dzień.

    Z tą niesprawiedliwością w zupełności się z Tobą zgadzam. Bo o ile świat byłby piękniejszy , gdyby te niechciane Dzieci przyszły na świat w rodzinach , dla których byłyby całym światem...

    "Mamo dlaczego mnie nie kochałaś, nie miałaś prawa zabierać mi życia, chociaż mi je dałaś" (...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy dziś potrafiłabym się tak samo odnaleźć jak wtedy... Dzieci są jednak takie spontaniczne i szczere. Z taką niesprawiedliwością, o której pisałam nigdy się nie pogodzę i nigdy tego nie zrozumiem. Uważam to za kompletnie bez sensu. Z resztą to jest temat rzeka.
      Pamiętam słowa mojej bardzo wierzącej cioci, że pan Bóg doświadcza tych, których najbardziej kocha.
      To ja wolałabym, żeby mnie nie kochał i nie doświadczał. Chciałabym po prostu móc jak większość kobiet zostać mamą. Bo te doświadczenia w niczym by mi nie pomogły, zwłaszcza, że wiem, że w tej kwestii byłabym bardzo słaba psychicznie i nie wiem jak bym się miała z tym pogodzić.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. O kur** zsyp. Ja bym z tymi pojeb***** inaczej pogadała... tak jak dzisiaj w wiadomościach pokazywali. Chiny. Rura kanalizacyjna i 2-godzinne niemowlę!!!! Tak NIEMOWLĘ.
    Masz rację świat jest ogromnie niesprawiedliwy. Jest cała masa kobiet, które nie mogą mieć dzieci.. i jeszcze więcej jest tych, które tych dzieci mieć nie powinny. Samo poronienie dla kobiety jest okropnym przeżyciem - tak myślę, a 11 razy to już psycha musi być z kamienia, żeby za kilka dni oglądać szczęśliwe rodzinki. Ja to samo mogę powiedzieć o sobie. Ja sama z dzieckiem (teoretycznie też nie powinnam mieć Kubusia - czasem takie myśli chodzą mi po głowie ;/) a tyle rodzin jest kompletnych. Gdzie jest oboje rodziców i nie mogą mieć maluszka. Masakra jakaś.
    Ale powiem Ci po sobie.. już chyba o tym pisałam na blogu u siebie.. ja też zawsze mówiłam, ze na dziecko przyjdzie czas. Zawsze było coś ważniejszego. A to jakaś praca, a to kolejne studia itd... I zawsze dodawałam, że najlepszym czasem na Maluszka (w moim przypadku oczywiście) jest wpadka.... I co? Może mówiłam to w żartach, może troszkę na serio... ale wykrakałam sobie. I ja właśnie wierzę w takie wykrakiwanie. Poza tym wiele prawdy jest w tym: "Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić". Bywa :)
    Dzięki Martuś za zmobilizowanie do notatki :) Buźka i do jutra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie mnie jak słuchałam opowieści tej położnej... Wierzyć się po prostu nie chce. To nawet nie zwierzęta, bo zwierzęta bardziej dbają i chronią swoje młode...
      Martuś, samotna kobieta ma także prawo być mamą!!! Nie rozumiem skąd takie myśli. Kochasz Kubusia, troszczysz się o Niego- to jest najważniejsze.
      Trafnie to ujęłaś-że jest cała masa kobiet, które dzieci mieć nie powinny.

      Usuń
  8. Zawsze jak myślę na te tematy, to śmiać mi się z samej siebie trochę chce.
    Nie lubię dzieci. Drażnią mnie. Zwłaszcza kilkuletnie. Mam tylko kilka ulubionych- słodkie córeczki moich koleżanek :)
    Od okresu dojrzewania miałam stwierdzonych kilka ginekologicznych przypadłości. Straszono mnie, że nie będę mogła mieć dzieci. Że powinnam jak najszybciej się decydować. Ja w głębi serca czułam, że głupoty gadają. Że jak będę gotowa, to się uda i już. A tak w ogóle to w sumie nie wiedziałam, czy tak naprawdę chcę.
    Zawsze powtarzałam, że najgorsze co może być, to zostać samotną matką w naszym kraju. O ironio! Tak, jak Revi powyżej napisała - wykrakałam sobie.
    No i co? Stało się. W najbardziej imprezowym momencie życia. W czasie napawania się niedawno odzyskaną wolnością.
    Przyznam szczerze - myślałam sobie "niech się poroni". W kalendarzu w dniu wizyty u ginekologa napisałam "zapytać o aborcję"....W sumie nie wiem po co. Wiedziałam, że nie zrobię tego. Ale tak się bałam zostać matką. I to samotną!
    Kiedy po roku wymieniałam wkład w organizerze i trafiłam na tą notatkę poczułam taki wstyd, że sobie nie wyobrażasz.

    Wszystko się zmieniło, kiedy na drugim USG zobaczyłam już zalążki rączek i nóżek i usłyszałam serce. Do dzisiaj mi się łzy zbierają na wspomnienie tamtego dnia. Wtedy się zrodziła Miłość i wtedy powstał instynkt.
    I od tamtej pory nie jestem w stanie zrozumieć jak można donosić ciążę, urodzić i wyrzucić dziecko. Nie chciałabym takiej kobiety spotkać na swojej drodze. Zrozumiem, że oddać...w szpitalu zostawić. Z trudem, ale to jeszcze jakoś może bym sobie wytłumaczyła.
    Ale wyrzucić? Jak złym człowiekiem trzeba być?

    Od początku ciąży zadaję sobie jednak pytanie. Dlaczego? Dlaczego dzieci rodzą się takim matkom, dlaczego w ciąże zachodzą kobiety takie jak ja? Niegotowe? Samotne? Czemu tak się dzieje, a tuż obok kilka małżeństw przechodzi wieloletni dramat, tracąc masę pieniędzy, nerwów i zdrowia na bezowocne starania o dzidziusia. Czemu patologiczne matki rodzą zdrowe dzieci, a inne kobiety ronią, lub jeszcze gorzej?
    Dziwnie jest ten Świat urządzony.
    Ja dzisiaj wiem, że to , co się wydarzyło, to był dar. Być może na podjęcie świadomej decyzji o dziecku, czekałabym tak długo, że zrobiłoby się za późno. Tym razem "rozdanie" było szczęśliwe... ale to takie straszne i niesprawiedliwe, że często jest inaczej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta! Wielkie dzięki za szczery i odważny komentarz! Ja osobiście uważam, że samotna mama to nie jest status, który miałby dyskwalifikować kobietę jako mamę. Po prostu-tak się zdarza i już. Samotna mama może być tak samo dobrą, oddaną i kochającą mamą, jak ta, która ma męża/partnera. Nóż mi się otwiera na te wszystkie wywłoki, które zamiast właśnie oddać dziecko do adopcji, zrzec się praw, postanawiają pozbyć się kłopotu w jakiś drastyczny sposób. Albo takie, które zgotują później dziecku piekło na ziemi. Pozabijałabym i tyle. A ja też uważam, że Sebastian miał się pojawić w Twoim życiu!

      Usuń
    2. Jeszcze tutaj Wam się podłączę haha Ja też całe życie odkładałam decyzję o maluchu.. tak jak mówiłam... ale od kiedy Kubuś się urodził mam w głowie tylko jedną myśl.... Latka leciały, a ja żałuję, że urodziłam Go dopiero teraz. Mam już swoje latka... a chciałabym mieć już co najmniej dwójkę. Fakt nie było do tej pory normalnego faceta obok....ale czas leci.... i niestety nie da się go zatrzymać... Choć z drugiej strony... WIDOCZNIE TAK MIAŁO BYĆ :)

      Usuń
  9. Twoja reakcja w tamtym odleglym Dniu Mamy swiadczy o tym, ze bylas bardzo wrazliwa i dojrzala nad wiek dziewczynka.
    A co do reszty postu... No wlasnie. Mi zajelo 3 lata zeby zajsc w ciaze z Bi, do tego stopnia, ze sama ciaza bylam tak zaskoczona, ze nie wierzylam, az do pierwszego usg, ile bym testow nie robila. A potem przez 9 miesiecy mialam same wizje poronien, martwych porodow, itd. A teraz zastanawiam sie czasem czym zasluzylam sobie na przywilej bycia matka. Tak bardzo chcialam nia zostac, a okazuje sie, ze do matki idealnej sporo mi brakuje. Czasem az mi wstyd, ze mam dwoje cudownych dzieci i krzycze i psiocze na nie praktycznie kazdego dnia, kiedy tyle kobiet oddaloby wszystko za pelna rodzine jak moja... Sama znam dwie takie kobiety. Bardzo by chcialy zostac matkami, probuja latami i nic. Jedna przezyla 3 ciaze pozamaciczne i 4 cykle in-vitro, po tym jak pekl jej jajowod i lekarze odradzili "naturalne" starania. Bez rezultatu, a jest starsza ode mnie o kilka lat, wiec jej szanse z kazdym rokiem drastycznie spadaja... A tymczasem dziewczyna brata M. urodzila dwojke dzieci jeszcze konczac liceum (ktorego w koncu i tak nie skonczyla), kiedy oboje nie mieli wyksztalcenia, pracy ani perspektyw i zyli praktycznie na jalmuznie rodzicow... Ot, dwojka gowniarzy, ktorym uczyc sie nie chcialo i jedyne co potrafili to robic jedno dziecko za drugim. Nie sa zadna patologia, ale sa cholernie niedojrzali, nawet teraz. Maja obecnie 3 dzieci, a my robimy zaklady kiedy pojawi sie kolejne... Glupie to zycie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, ja też jestem z tych narzekających i psioczących-taka natura chyba. I też mi głupio, obiecuję sobie, że już nie będę... ale wytrwać w tym postanowieniu...
      Córka mojej sąsiadki przeszła jedną ciążę pozamaciczną, rozerwany jajowód i od tamtej pory niezliczona ilość prób in-vitro i nic. Niestety. Jestem tego samego zdania, że nie trzeba być od razu wyrodną i do bólu złą matką, żeby się na nią po prostu nie nadawać. Chociaż pisząc ten post miałam głównie takie przypadki na myśli, że jakieś zwyrodnialce rodzą dzieci jedno za drugim a ktoś kto ma wszelkie predyspozycje i przede wszystkim otwarte serce na dziecko, nie może go mieć.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!