Mama2c

Mama2c

środa, 1 maja 2013

Sądziedzi...

Nie, nie. Nie będzie o moim uwielbieniu dla czechosłowackiej produkcji o tym samy tytule. Będzie o sąsiadach, głównie moich, ale też ogólnie :)
Będąc dzieckiem mieszkałam w 11piętrowym bloku-70 mieszkań. To był dopiero miks kulturalno- obyczajowy! Począwszy od prezesów, dyrektorów po drobnych pijaczków. Oczywiście większość stanowili przeciętni, niczym nie wyróżniający się obywatele, tacy jak moi rodzice :) Zważywszy na fakt, że nasz blok był nowo powstałym, wszyscy wprowadzaliśmy się mniej więcej w jednakowym czasie. I tak trwaliśmy w tej sąsiedzkiej sielance prawie 20lat. Bo muszę przyznać, że mimo tych 70 rodzin, kiedy w zasadzie można było trafić na naprawdę różnych ludzi- fajnych miałam sąsiadów.
Kiedy na miesiąc przed ślubem wprowadzaliśmy się do naszego obecnego mieszkania, nasz blok stał już ohoho, albo i jeszcze dłużej :) Automatycznie staliśmy się "nowymi". A z nowymi same wiecie jak jest- są pod obserwacją, trzeba ich wybadać.Do dziś się śmiejemy, że ja, nawet po upływie półtora roku, nie wiedziałam kto mieszka w naszej klatce! A jak miałam wiedzieć skoro, mnie prawie nigdy w domu nie było! Zresztą nie jest tajemnicą, że długo nie mogłam się przyzwyczaić do naszego osiedla i szczerze mówiąc uciekałam stamtąd, gdy tylko była ku temu okazja. Ale o tym, że w innym poście :) I tu puszczam oczko do Martusi z Rev!-Art :)
Teraz najkrócej jak się da- tu też trafiłam na fajnych sąsiadów. Prawie na wszystkich. Szybko przestaliśmy być nowi i z czasem wtopiliśmy się w tą nową społeczność. Choć muszę przyznać, że jednak zupełnie inną, niż ta, w której funkcjonowałam do tej pory. Nasze osiedle to już obrzeża Szczecina, za nami nie ma już nic. To znaczy jest - kilka małych wiosek. I te naleciałości typowo wiejskie jednak się wyczuwa :) Nie żebym miała coś przeciwko! Po prostu musiałam się przyzwyczaić, choćby do tego, że tu wszyscy wszystko o sobie wiedzą.
Wracając jednak do sąsiadów. Ogólnie specjalnych zażyłości między nami, ale też raczej nikt specjalnie nikomu nie wadzi. No właśnie-raczej.Mieszka nad nami rodzina- małżeństwo (trochę młodsi od moich rodziców, myślę, że koło 50-tki) z czworgiem dzieci i dwojgiem wnucząt. No jest Ich trochę :) Nie w tym jednak problem, bo to, że generalnie u Nich zawsze jest głośno, to żaden problem. Czasami oczywiście niekoniecznie chciałabym słyszeć o co się kłócą i kto z kim, no ale... Problem polega na tym, że Ich dzieci, czyli nasze pokolenie(jednak trochę od nas młodsi), palą papierosy. I w zasadzie samo palenie, to też przecież nie problem (bo co mnie to oczywiście obchodzi). Problemem jest co nasi sąsiedzi robią z "petami". A robią coś co mnie doprowadza do istnego szału.
I tutaj muszę chwilowo zmienić temat, żeby wprowadzić w Was w szczegóły. Otóż pod naszym balkonem mamy tzw. ogródek. Eliza w porywach nazywa go nawet ogrodem :) Ja nazwałabym to kawałkiem trawy i chyba moje postrzeganie jest najbliższe prawdy :) Zmotywowani, czytajcie- zmuszeni, przez naszą kochaną Panią Elę (sąsiadka z naprzeciwka) posadziliśmy coś nie coś w ogródku. Na początku robiłam to tylko dla Elizy, bo przecież Ona chciałam mieć tak jak Pani Ela. A że Pani Ela w swoim ogródku ma dosłownie WSZYSTKO (no może brakuje tylko bonsai :)), to szybko musiałam się nauczyć sadzić cebulki, odróżniać żonkile od narcyzów i tak dalej. Ja to ja, nawet z czasem to polubiłam. Szok. Za to Księciunio?! Co lato kurwuje sobie pod nosem, kiedy chodzi po dziesięć razy w tą i z powrotem z konewkami :)
Jednak trzeba przyznać, że faktycznie miło jest, jak coś kolorowego widać pod tym balkonem. I jest to też coś tylko mojego i Elizy (Księciunio jest od czarnej roboty, ale On już przywykł po 8latach małżeństwa, więc Go nie żałujcie). Najpierw radocha w sklepie, kiedy jedziemy kupować cebulki. Potrafimy stać i w nieskończoność wybierać różne odmiany tulipanów. Gdyby mój Mąż wiedział ile kasy wydałyśmy w tamtym roku na wszystkie cebulki, to by nam potrącił z kieszonkowego :) Spokojnie, Kochanie! W tym roku ze względu na kryzys kupimy o połowę mniej :) Potem razem wsadzamy je do ziemi. Przychodzi zima i długie czekanie, aż zaczną wychodzić. A potem czekamy na każdego jednego kwiatka, który wyrośnie!
I muszę nieskromnie przyznać, że taki anty, początkowo, ogrodnik jak ja, jakoś dał radę i całkiem to wszystko fajnie wygląda teraz. Gdyby nie jedno, ale... Tutaj wracamy do tematu petów.
Nasi sąsiedzi palą sobie na balkonie, co by w chałupie nie śmierdziało, a pety? Fru za balkon. Czyli jak dobrze się domyślacie prosto do naszego ogródka! Jak mnie to denerwowało! Że nie wspomnę o tym jak Eliza się wku... Tak, tak. Moja Córcia potrafi się zirytować nie mniej niż mamusia. Wszystko wszystkim, ale średnia to przyjemność, sprzątać po kimś jego pety... Jak dla mnie- obrzydliwe. I posiadanie rękawiczek na rękach niczego tu nie zmienia. Dodam dla jasności, że nigdy nie mieliśmy z nimi żadnej sprzeczki (nawet kiedy zalali nas trzy razy pod rząd), żeby robili to specjalnie czy złośliwie. Chociaż z drugiej strony, jak sobie tłumaczyć takie zachowanie dorosłych ludzi??? Totalnym brakiem wyobraźni? Nie posiadaniem popielniczki, ewentualnie słoika??
Szykowałam się już od dłuższego czasu, żeby zwrócić Im w końcu uwagę. Niestety, jak na złość, albo Ich nie widziałam w ogóle, albo jak już widziałam, to stali na przykład z naszą wspólną koleżanką, więc pomyślałam wspaniałomyślnie, że wstydu przy innych Im robić nie będę... W końcu moje Dziecko załatwiło sprawę za mnie! Długo wiosna do nas szła w tym roku, ale odkąd jest, ludzie okna/balkony otwierają i delektują się tym wiosennym powietrzem. Nasi sąsiedzi z góry także. No i wracamy kiedyś z Elizką z dworu. Kątem oka widzę, że są na balkonie. Od razu pomyślałam, że pewnie ogródek wzbogaci się o kolejne pety, a że byłam z Elizą, postanowiłam udać, że Ich nie widzę i poczekać na inną okazję. Zbliżamy się do klatki. A moja Córa w ogóle się nie krępując i wcale nie ściszonym tonem mówi do mnie: "Widzisz mama, znowu są na balkonie i robią tą swoją imprezkę petową, a w ogródku syf." Marta oddychaj, oddychaj. Na początku konsternacja taka, że wmurowało mnie prawie w chodnik. Za chwilę miałam ochotę wybuchnąć dzikim śmiechem. Imprezka petowa? Skąd Ona to wytrzasnęła?? A potem spokojnie weszłam do klatki myśląc: "Brawo Córcia".
Od tamtej pory w ogródku nie widziałam ani jednego peta.
Gdzie diabeł nie może, tam Córkę pośle!

A tu Elizka, z kawałkiem naszego "ogrodu":

15 komentarzy:

  1. ja prawie całe życie mieszkałam w domu. Teraz przeprowadzilismy się do bloku i nie umiem się tu odnaleźć. Odgłosy sąsiadow - wszystko słychać. Imprezujący studenci. Mało miejsca i przede szystkim brak ogrodu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to współczuję. To jak przesiadka z mercedesa do malucha... Też by mi brakowało ogrodu. No a mieszkanie w bloku ma niestety swoje minusy i w sumie nie wiem czy jakiekolwiek plusy... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. I mądra córka załatwiła sprawę.Świetnie Eliza.Niestety jak sie żyje w komunie(tak mawia mój mąż) to jest się skazanym na sąsiadów.My mamy co jakiś czas niezapowiedziane 18tki piętro niżej i jest impreza do białego rana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, komuna to trafne określenie :) My imprezki też przerabialiśmy, odpukać ostatnio cisza i spokój. Za to jak byłam w ciąży z Elizą sąsiedzi się akurat rozwodzili... To było chyba gorsze niż maraton imprezowy...

      Usuń
  4. Mieszkam w domu, w dodatku sąsiadów mam super, więc nie mam co dodać.
    Ale Eliza jest mądra dziewczynka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mądra, mądra-tylko nie wiem po kim :)

      Usuń
  5. ja wychowałam się w bloku gdzie wszyscy żyli jak wielka rodzina i gdy przeprowadziłam się na swoje, również do bloku, brakuje mi tego zżycia między sąsiadami. Każdy żyje sobie swoim życiem, dzień dobry, ewentualnie krótkie co słychać i tyle:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, czasy się tak zmieniły, że chyba to dawne zżycie między sąsiadami jest już teraz nie odtworzenia. Niestety. Szkoda, że to co dobre z dawnych czasów zmienia się diametralnie, a nowe które przyszło, nie bardzo mi odpowiada :(

      Usuń
  6. Brawo Eliza, dzielna z Ciebie dziewczynka. Nie ma sie co wstydzic, tylko walczyc w zyciu o swoje. Ja tez chcialam cos w tym roku u siebie w ogrodzie posadzic, ale nie mam totalnie do tego zdolnosci. Milo by jednak bylo podziwiac piekne gatunki kwiatow siedzac na dworze, czy zerwac kilka truskawek lub malin. pozdrawiam Was dziewczyny serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przebrnęłam.. :)
    Na wstępnie dziękuję za puszczone oczko :) hahaha kolejny pomysł na wpis hahaha
    Sasiedzi... ehh... ja też mieszkam w bloku... a jakie są plusy?? Choćby tyle, że jak zasypie Cię śniegiem (mówię o porządnej nawałnicy) to nie musisz tego odśnieżać więc np. dojedziesz do pracy na czas, a nie wstaniesz rano i masz 2 godziny odśnieżania...masz mniej okien do mycia haha myślę, że wiele plusów by się znalazło, ale tak samo i minusów tak jak z mieszkaniem w domku. Każdy wolałby wyjść rano z kubkiem gorącej kawy w piżamie/szlafroku/ czy w czym tam śpi i delektować się świeżym powietrzem z ćwierkaniem porannym ptaków :)
    Elizka górą. Ja osobiście też nie mam nic do tego jak ktoś pali. Jego zdrowie i jego kasa... do momentu aż nie muszę tego wdychać albo właśnie sprzątać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie racja z tymi plusami, zawsze się jednak jakieś znajdą :) Ale domek to domek :)

      Usuń
  8. brawa dla Elizy, nie ma to jak jednym zdaniem podsumować "somsiadów"
    ja z kolei większą część życia, jeszcze, mieszkałam w domu przy ulicy gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzieli, pamiętam jak przyszła pani kurator gdy starałam się o utworzenie rodziny zastępczej dla mojej siostry... się dowiedziałam paru rzeczy o sobie ;) tu gdzie mieszkamy nie zżyliśmy się z sąsiadami, chociaż mieszkamy już niemal 4 lata, jakby to powiedzieć - znamy się tylko z widzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z większością też i powiem Ci, że jak patrzę na to plociary to wolę chyba, żeby tak pozostało :)

      Usuń
  9. U mnie pod 10 piętrowcem z kilkoma bramami, jak przejdziesz pod balkonami, to nie dość , że dywan z petów, to takie śmieci, o jakiś się nie śni :P Ludzi mieszka kilkaset i wyrzucają przez balkony dosłownie wszystko. Okropieństwo :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!