Mama2c

Mama2c

niedziela, 2 czerwca 2013

Dzień Dziecka po naszemu!

Teraz powinnam tu odpicować mega ckliwy post o tym jaka jestem szczęśliwa odkąd jestem mamą, że dzieci zmieniły moje życie na lepsze, że dopóki Ich nie miałam, nie wiedziałam co to naprawdę szczęście, że tonę w rozkoszy bycia mamą, że taplam się w tych pozytywnych emocjach każdego dnia...
Tak. Rzeczywiście tak jest.
Zazwyczaj.
Ale nie codziennie.
I oczywiście właśnie tego dnia, kiedy wszystko powinno być idealnie, kiedy od rana do wieczora powinniśmy w każdej minucie celebrować to święto...  cały misterny plan w pizdu.
Ostatnimi czasy toczymy z Elizą takie boje, że powinien powstać o tym osobny blog. Dyskusjom, potyczkom słownym, wojnie na argumenty nie ma końca. My jedno zdanie, Ona dziesięć. Tak, wiem. Gdzieś musieliśmy popełnić błąd. Wiem nawet jaki i mniej więcej kiedy. Tylko co z tego, skoro naprawić ten błąd, jest trudniej niż myślałam? Nasze Dziecko to trudny przypadek. Ani groźbą, ani prośbą. Ani kijem, ani marchewką. No nic nie działa.
Oazą cierpliwości nigdy nie byłam. I niestety dzieci tego nie zmieniły. Oczywiście, odkąd One są, pracuję nad sobą. Z lepszym lub gorszym skutkiem, ale pracuję.
Odnośnie 1czerwca.
Obiecałam sobie, że za Chiny Ludowe nie dam się sprowokować, nie dam się wyprowadzić z równowagi, nie dam się zagiąć.
Wytrzymałam. Do 16. A potem? Potem myślałam, że pozabijam.
Od samego rana Córcia Starsza na NIE była. Wszystko na NIE. Mycie zębów? Nie teraz. Inhalacja- później. Ubierz się. Za chwilę.
Ok, tylko spokojnie. Choć w środku osiągnęłam już temperaturę wrzenia, na zewnątrz- Antarktyda i pełne opanowanie. Każde polecenie powtarzałam do skutku. Chociaż szlag mnie trafił, to nawet bez cienia irytacji wytłumaczyłam prawie 7latce po co musi umyć zęby. Bo nawet to zakwestionowała.
Na 11 byłam umówiona do fryzjera. Niestety mogę tam pójść tylko wtedy, kiedy tata dwóch córek jest w domu, więc wypadło na Dzień Dziecka. Od 8 do 10 nie było nawet mowy, że Eliza wybiera się ze mną. Od 10 do 10.40 zmieniła zdanie ze 3razy. Szła, nie szła, szła, w końcu nie idzie. Na pewno nie idziesz-pytam dla absolutnej pewności. Na pewno. Ok, nawet lepiej. Przecież by się tam zanudziła. 10.50 latam, szukam kluczyków, już mnie k... bierze, a Ta mi wyskakuje, że idzie ze mną, i że mam Ją uczesać. Teraz, natychmiast. Czesanie Elizy zajmuje jakieś dobre 10minut minimum, więc z domu wyszłabym już po 11. Poza tym, do jasnej cholery, przecież mówiła, że nie idzie. Niech w takim razie ponosi konsekwencje swoich decyzji. Idę sama i koniec. Oczywiście ryk i żal. Trudno. Tylko spokojnie Marta, już wychodzisz przecież, wystarczy zamknąć drzwi i ryku już słyszeć nie będziesz.
U fryzjera byłoby całkiem przyjemnie, gdybyśmy się z panią fryzjerką zrozumiały co do mojej wizji.
Nie zrozumiałyśmy się. Wyglądam jak ruska dziwka ze Stadionu Dziesięciolecia. W środę idę do poprawki. Do domu wracam jednak już lekko zrelaksowana. Mimo katastrofy na głowie, oczywiście. Te 3godziny bez dzieci pozwoliły mi nabrać dystansu. Jak się za chwilę okaże-nie na długo.
Jemy zupę, jest miło i przyjemnie. Rozmawiamy, śmiejemy się... Pogoda nie dopisała, w związku z tym jesteśmy uziemieni w domu. Planujemy piec babeczki, a potem zobaczymy co dalej.
A po zupie... Po zupie włączył się na nowo dyskutant. I to taki, że już nie wyrobiłam. Nosz k..tak się zapędziła, że gdyby znała teorię Newtona i teorię Kopernika, na bank by je podważyła!
Ile można? No ile?
Po chwili, jak już wygłosiłam tyradę, miałam oczywiście wyrzuty sumienia. Na szczęście tylko przez chwilę. Bo z Elizą nawet święty by ostatnio nie wytrzymał, a co dopiero ja!!!
Kocham Ją bardzo.
Może nawet bardziej niż bardzo.
Tylko dlaczego, do cholery, musiała odziedziczyć po mnie same najgorsze cechy :)
Przecież mam nawet ładne zielone oczy... I długie rzęsy... I całkiem kształtne uszy :)
Dlaczego podobieństwo do mnie, nie mogłoby się ograniczać jedynie do cech fizycznych?
Dlaczego musi być uparta jak osioł? Wyszczekana? Pyskata? Wygadana? Dlaczego musi zawsze mieć coś do powiedzenia?
Córciu! Twoja stara matka już wie, że krzykiem i tupaniem świata się nie zwojuje. Teraz muszę Ciebie tego nauczyć. Tylko jak???

Lila, szczęśliwie dla mnie, swój pierwszy Dzień Dziecka spędziła w radosnym, mimo ząbkowania, nastroju. Od środy jest posiadaczką dwóch dolnych jedynek. Raczkowanie bez zmian, chciałoby się napisać, że stoi w miejscu, ale to nie prawda! Bo Lila, mimo że nie raczkuje, porusza się po całym domu tak sprawnie, że zadziwia nas wszystkich. Czołga się niczym american soldier po irackiej pustyni, gdzie chce i kiedy chce. Momentami nie nadążam za Nią. Myję w kuchni naczynia, widzę Lilkę przez ramię, że jest w jadalni- bezpieczna znaczy się. Za jeden umyty talerz odwracam się i co? Lilki nie ma. I wtedy już rzucam wszystko (no niedosłownie, trochę mi jednak żal naszej ślubnej zastawy) i biegnę Jej szukać, bo niestety nie wszędzie jest dla Niej tak bezpiecznie, jak w jadalni.
A wczoraj, dokładnie w Dzień Dziecka, nasza Młodsza Córcia skończyła 7miesięcy!
Jeszcze 5 i będziemy mieć w domu Roczniaka :)

12 komentarzy:

  1. ze starszakami to tak jest.. u mnie to jeszcze przedemną ale juz psychicznie sie szykuję jak to będzie gdy Tomuś będzie tyle miał, a co do planóa to nauczyłam sie jednego plany niemal zawesze nie wypalają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, odkąd mam dzieci też się o tym nagminnie przekonuję-lepiej nic nie planować, albo zawsze być przygotwanym na nieoczekiwaną zmianę planów!

      Usuń
  2. Jejku mnie to wszystko też jeszcze czeka i jak ja to ogarnę? Sama w dodatku :-o
    A Seba to miał po kim wyszczekanie dziedziczyć...ehhhh nie ma opcji, żeby nie był przemądrzały. Jedyna nadzieja, że bardziej po mnie jednak, bo ja się hamuję jeszcze :P
    Trzymam kciuki za Twoje zmagania...nie chcę Cię dobijać, ale mojej siostrze "pyskatość" do rodziców jeszcze nie minęła...a lat ma 23 :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, że niby tak całe życie mam się z Nią szarpać?! No way :) Liceum z internatem, a potem studia za granicą- innej opcji nie ma :)

      Usuń
  3. Skądś to jakby znam:((( Współczuję i mnóstwa cierpliwości życzę! Ja też czasami nie wyrabiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza cierpliwością niczego innego mi nie trzeba :)

      Usuń
  4. Jejku jej, no nie zazdroszcze... Kurcze, mnie tez to czeka, bo Bi ma taki sam mocny character, a jak odziedziczy po mamusi gadane, to ja osiwieje... Juz teraz wsciekam sie, ze jest taka uparta i placzliwa, ale czasem sobie uswiadamiam, ze bylam taka sama...
    Cierpliwosci zycze, sobie zreszta tez! ;)
    A my mielismy taki zapieprz w weekend, ze prezenty na Dzien Dziecka nadal leza w piwnicy i sie kurza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, Dzień Dziecka tak naprawdę mamy każdego dnia :) No właśnie, te podobieństwa czasami mnie przerażają :)

      Usuń
  5. Też taka byłam i już się boję, czy Mała Mi odziedziczyła butność po mamusi. Jejku, a u nas zaraz 8 m-cy strzeli. Dziś spojrzałam na nią i nie mogłam uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się łapię na tym, że myślę sobie, że przecież ja dopiero co z brzuszkiem chodziłam, a tu Dziecko jeszcze trochę zacznie chodzić... Z jednej strony myślę, że to ważne, żeby mieć charakter, a z drugiej? Dziecko z charakterem to już wyzwanie dla rodziców :)

      Usuń
  6. Martuś Ty nie przestaniesz mnie zadziwiać hahahahahahahaha Jak wygląda ruska dziwka ze Stadionu Dziesięciolecia?? hahahahahahahahahaha
    A gdzie i kiedy popełniliście błąd?? Musisz ostrzec mamy, które mają ten etap przed sobą :) Piszesz, że wiesz kiedy i dlaczego wiec jestem ciekawa :)
    Kurcza a kto nie pyskował? Człowiek musi mieć charakter i musi walczyć o swoje!!! Najgorsze jest to, ze okres buntu jeszcze przed Wami :P
    Spokojnie haha Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ruska dziwka wygląda jak ja teraz :) Zdjęcia ie zamieszczę, bo to nie jest widok dla ludzi o słabych nerwach. W każdym razie, po tych kilku dniach jakby przywykłam, w poniedziałek idę do poprawki więc może wtedy będzie w miarę.
      A nasze błędy. W skrócie napiszę tak-był czas kiedy Eliza zaczęła wyskakiwać z pewnymi tekstami, które może nie były jakieś baaaardzo poza wszelkie normy odzywek do rodziców, ale to już było a raczej, być powinno, dla nas takie światełko czerwone. Bo zamiast to ukrócić, albo dezaprobatę ostro wyrazić, to nam zdarzało się zaśmiać z tych Jej tekstów. No niektóre w ustach 5latki śmiesznie brzmiały... Tylko, że Ona chyba poczuła się przez to, na równi z Nami... Tak sobie dedukuję przynajmniej. A błędów pewnie było więcej...

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!