Mama2c

Mama2c

wtorek, 4 czerwca 2013

Filozofia sprzątania (i nie tylko) według Faceta...

Poniedziałek rozpoczął nam się, jakże radosnym dla naszej blokowej wspólnoty, wydarzeniem - kontroli ciągów kominowych. Informacja wisiała na drzwiach wejściowych kilka dni. A, że w swojej ośmioletniej karierze pani domu, zaliczyłam niejedną wpadkę przez nie czytanie tych nagminnie wywieszanych na drzwiach informacji, od dawna mam się już na baczności, i czytam wszystko. Choćby to były same reklamy klubów Go-go...
W związku z tym, że w czasach przed dziećmi, utrzymanie porządku w domu nie było wyczynem godnym zimowego wejścia na Mount Everest, zdecydowaliśmy się na połączenie kuchni z jadalnią. Wiązało się to oczywiście z tym, że zawsze wypadało mieć w kuchni względny porządek, żeby koleżanka zaproszona na kawkę, nie musiała z jadalni zerkać na piętrzące się w kuchni gary do mycia, albo lustrować resztek z naszego obiadu. Kiedyś miałam na to czas... I na regularne sprzątanie kuchni na tip-top i na kawkę z koleżankami...
Wracając jednak do ciągów kominowych.
Przed tą całą kontrolą musiałam ogarnąć trochę bardziej niż zazwyczaj. I uznałam, że nadużyciem to nie będzie, jeśli poproszę tatę dwóch córek o pomoc. Żeby się Facet nie przemęczył, dostał do sprzątnięcia łazienkę. W związku z tym, że jakoś mu się nie spieszyło, żeby ją ogarnąć, ponagliłam Go. I co na to mój małżonek?
-A po co ty w ogóle chcesz sprzątać. I tak wejdą w butach i syfu ci tylko narobią.

Jak ja kocham takie podejście! W kolejnym życiu zdecydowanie chcę się urodzić mężczyzną. Po cholerę sprzątać, skoro i tak zrobi się bałagan? No to jest nawet logiczne... Ciekawe co by się stało, gdybym to podejście wcieliła od jutra w życie...
Albo inny przykład. Dziecko ząbkuje. Pani doktor powiedziała, że może mieć gorszy apetyt. Niby to też logiczne i da się racjonalnie wytłumaczyć. I Facet to po prostu wie. I ja, choć niby też wiem, to jednak zawsze trochę się martwię. No bo tak zupełnie nie mieć apetytu? Może to nie tylko ząbki... A mąż? No przecież lekarka powiedziała, że ząbkuje i będzie gorzej jadła... Fajnie być Facetem.

I jeszcze jeden przykład. Dziecko szlifa wyrżnęło, leży jak długie, prawie znaków życie nie daje. Mama, czyli ja,zaraz sama zejdzie na zawał, oczyma wyobraźni widzi wszystkie możliwe czarne scenariusze-począwszy od połamania wszystkich kończyn, skończywszy na zakażeniu teżcem, bo przecież na pewno ręce i kolana pozdzierane, o wstrząśnieniu mózgu i wybitych zębach pisać nie muszę. A Tata? No co, no przewróciła się, zaraz wstanie...

I jeśli chodzi o wychowanie dzieci, to wiem, że właśnie ta równowaga, i te różnice między mamą i tatą, tworzą jedną, harmonijną, spójną całość. Jednak jeśli chodzi o sprzątanie... ta filozofia zupełnie do mnie nie przemawia :)

16 komentarzy:

  1. hehe znowu się pośmiałam :) odwieczne różnice między kobietą i mężczyzną :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Wenus i Mars znów na tapecie :)

      Usuń
  2. Hmmmm...filozofia Faceta niezwykle ciekawa. No cóż ja osobiście znając siebie skorzystalabym z tej filozofii. I pewnie na obiad podałabym...pusty talerz. No bo po co jeść jak i tak człowiek zgłodnieje.
    No i czyż Mężczyzną nie jest łatwiej w życiu ? Luz blues :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jest, za to my za dużo gdybamy ;)

      Usuń
    2. W myśl tej Ich filozofii, to z wielu rzeczy moglibyśmy zrezygnować, np. po co się kąpać, skoro i tak się spocimy? Po co obcinać włosy, skoro odrosną :) Warto się chyba nad tym zastanowić :)

      Usuń
    3. A jest Im po stokroć łatwiej i tego Im zazdroszczę!

      Usuń
  3. Zgadzam się z nim w obytrzech sytuacjach. Do tego nie trzeba być facetem, albo ja mam w sobie ten pierwiastek męskości. U nas też równowaga, tyle że na odwrót. To tata sprząta i ma podwyższony neurotyzm względem upadków itp. Ja podchodzę do sprawy na zasadzie "spokój, miękkie ruchy", uderzy, przewróci, czy odrapie się jeszcze setki razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ja bym dała za taki pierwiastek męski w sobie... Równowaga, nawet na odwrót i tak jest dobra :)

      Usuń
  4. I o ile facet z taką filozofią ma łatwiejsze życie, niż wiecznie telepiąca się kobita? Łatwiejsze i dłuższe z pewnością, bo nerwów mniej :)
    A sprzątania przed wizytami typu sczytywanie liczników itd też nie urządzam :P Mam znajomą, która kiedyś chodziła po te odczyty, to się takich rzeczy naoglądała i nasłuchała, że nasze nieogarnięte mieszkanie, to przy nich oaza porządku i spokoju :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to mnie trochę uspokoiłaś, bo mi zawsze głupio jak nie posprzątam :) A życie bez nerwów to byłoby coś...

      Usuń
  5. Jednak wszyscy faceci mają bardzo podobną filozofię, to taki męski spokój i równowaga w KAŻDEJ SYTUACJI! Zawsze mnie rozbraja ten stoicki spokój w sytuacji (w moich oczach) kryzysowej i ta nie do opisania wiara w każde słowo lekarza w czasie wizyt!Choć z drugiej strony jakbyśmy tak samo się zachowywali, to aż strach pomyśleć jakby nasze życie wyglądało! Dla równowagi potrzebujemy trochę przeciwieństw :-)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa! I muszę przyznać, że bardzo im zazdroszczę tego stoickiego spokoju, zwłaszcza, że ja to raczej z tych bardzo mocno panikujących...

      Usuń
  6. Moj M. odkad urodzily sie dzieci stal sie maniakiem czystosci. Nie zeby sam sprzatal, o nie, ale co chwila rozglada sie po domu i wylicza co jeszcze przydaloby sie uporzadkowac i umyc. A ja zgrzytam zebami... :)
    A jesli chodzi o wypadki i upadki dzieci, to u nas jest odwrotnie. M. wpada w panike za kazdym razem jak Bi zaliczy bardziej spektakularna glebe i sprawdza czy mloda ma jeszcze wszystke zeby (a jaki ma szok w oczach jak zobaczy krew!), a ja stwierdzam spokojnie, ze "jak sie nie przewroci, to sie nie nauczy". ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, no to niezły z Niego czyścioszek, czyimiś rękoma :) Wiesz co, myślę, że przy Lilce, to i mnie upadki przestaną ruszać, dziś na przykład przygrzmociła głową w róg półki, ma ślad na środku czoła i ...ani Ona nie płakała,ani ja nie spanikowałam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha U mnie w domu zawsze były (i nadal są) dyżury ... Co tydzień ja myłam łazienkę i wycierałam wszędzie kurze, a mój brat odkurzał mieszkanie. Od kiedy byłam w ciąży i teraz kiedy karmię mój tata myje łazienkę, żeby oszczędzić mi smrodów chemicznych. Któregoś razu wkurzyłam się, bo brat nie miał ochoty odkurzać już chyba drugi tydzień (a on tak właśnie ma... co go obchodzi, że jest pełno kotów kurze wszędzie, a pies w domu jest) odkurzyłam i powiedziałam, ze w zamian może umyć łazienkę. To oprócz zwykłego "po co?" usłyszałam jeszcze " to mam jeszcze kibel w środku umyć?"... a brat jest młodszy ode mnie o rok... więc nie gówniarstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz- dyżury. Próbowałam coś podobnego u nas w domu wprowadzić, ale jakoś się nie przyjęło :(

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!