Mama2c

Mama2c

niedziela, 30 czerwca 2013

Nasz weekendowy mix domowy!

W zasadzie, to pierwsza wzmianka dotyczy czwartku, kiedy to Eliza oficjalnie zakończyła zerówkę sześciolatków... Czy każda mama patrząc na swoje dziecko myśli: "Kiedy to minęło?"  Bo ja patrzę na Elizę i nadziwić się nie mogę. Pamiętam Jej pierwszy dzień w przedszkolu, pamiętam pierwszy dzień w zerówce pięciolatków (szkolnej), pamiętam pierwszy dzień w zerówce sześciolatków. A od września będziemy mieć w domu pierwszoklasistkę...

W piątek już na dobre poczułam, że mamy wakacje- Eliza zadzwoniła ze sto razy domofonem, ze trzy razy pokłóciła się z koleżanką, co najmniej raz obudziła mi śpiącą Lilkę... Optymistyczna wizja na kolejne dni, ba-tygodnie!
Dzięki temu, że Lilka nie pospała, miała okazję odbyć swoją pierwszą w pełni świadomą wizytę na placu zabaw. Piski radości na widok dzieci były, bujanie w huśtawce było, zdjęć nie ma, bo aparatu nie było.

Od piątku boli mnie... No właśnie-co? Albo ząb, albo dziąsło, albo kość... I kiedy na początku weekendu był to jeszcze ból bardzo umiarkowany, tak dzisiaj jest już dużo gorzej. Mąż miał cichą nadzieję, że mój intelekt wzrośnie, bo zasugerował, że to ząb mądrości wychodzi, ale rozwiałam Jego złudzenia... Na razie walczę domowymi sposobami, ale jestem już bliska podjęcia decyzji, że bez stomatologa się nie obejdzie. Jednak po dwóch wizytach w ciąży, jakoś mi się nie spieszy... I tylko przysłowiowe chodzenie po ścianach mnie do tego zmusi.

Pół piątku przepłakałam... Nie z bólu, a jeśli już, to z bólu serca- Lila oficjalnie przeniosła się z kołyski do łóżeczka. Naciskani przez babcię, która oczyma wyobraźni widziała wypadającą z kołyski Lilkę, złożyliśmy łóżeczko, i... I zrobiło mi się zwyczajnie smutno, że Ona już taka duża, że już nie jest maluszkiem, że zaraz zacznie biegać... Dzień po dniu, przekonuję się jaka jestem nienormalna. Jeszcze niedawno chciałam, żeby szybko rosła, bo tęsknię za Tatrami, bo chce wyjeżdżać nie myśląc o drzemkach, karmieniach itd... A teraz, kiedy trzeba było już Ją przenieść do łóżeczka, płaczę za moją małą Lilcią... Tłumaczy mnie tylko i wyłącznie zbliżający się okres, nic więcej. W każdym razie w łóżeczku śpi się Lilce kiepsko... W dzień bardzo szybko się budzi i już zasnąć nie może, a w nocy budzi się z płaczem. Z kolei wieczorami jest już kompletny cyrk na kółkach, bo Lila przyzwyczajona do swoje przytulnej kołyski, traktuje łóżeczko jak plac zabaw, i nawet jeśli wydaje mi się, że ululana cycem, zaraz zaśnie, to położona w łóżeczku, zaczyna swoje zabawy-klękanie, podnoszenie się, pełzanie, wyrzucanie smoczka...
Lila rozraczkowała się na dobre :) Tylko, że raczkowanie to już dla Niej za mało. Robi ochoczo koci grzbiet, klęka, podpiera się rączkami i próbuje się podnosić. A kiedy jest zmęczona, robi coś na kształt stawania na głowie... Zaliczyła też uderzenie w kaloryfer i z impetem przyrżnęła w ścianę. Nawet nie zapłakała... Zastanawiam się, czy to Dziecko odczuwa ból...

Weekend zdecydowanie należał do taty i Starszej Córci.
W sobotę po południu pojechali do znajomych na grilla. My z Lilcią zostałyśmy w domu, i to z największą przyjemnością. Mój mąż sędziuje siatkówkę, gra też w naszej szczecińskiej lidze amatorskiej. Większość Jego znajomych (niby od dawna już "naszych") to właśnie ludzie związani w jakiś sposób z siatkówką. Kiedyś, aż tak bardzo mi nie przeszkadzało, że kiedy się spotykaliśmy, to gadali w zasadzie tylko o jednym. Do pewnej parapetówki, niecałe 2lata temu. Spotkanie miało miejsce na drugim końcu miasta, więc z naszej wiochy, to już było ponad 30km. Pojechaliśmy autem, ja miałam wracać, więc pić nie mogłam. Nie bez znaczenia jest ta ostatni wzmianka. Bo jak się człowiek napije, to jeszcze jakoś to pieprzenie o siatkówce zniesie. Na trzeźwo już gorzej wchodzi słuchanie. I tak, na wspomnianej parapetówce 98% rozmów dotyczyło siatkówki-kto, gdzie i jak posędziował, kto, jak, gdzie grał ostatnio, kto spadnie, a kto awansuje... Pozostałe 2% to były krótkie przerywniki na "polać ci?", "wolisz z sokiem, czy z colą?"...
Grill był u jednej z koleżanek, byłej sędziny, więc grzecznie podziękowałam :) W końcu masochistką nie jestem. I pomyśleć, że kiedyś siatkówkę lubiłam. Powiem więcej, w podstawówce i w liceum byłam całkiem w niej dobra. Ja wiem, że z moimi 158centymetrami, to brzmi co najmniej śmiesznie, ale tak było :) I tak oto przesyt tematem zrobił swoje, wyleczyłam się z siatkówki na dobre, być może nawet na zawsze.

Za to dzisiaj tata pojechał z Elizą najpierw na urodziny do sali zabaw, a potem do kina. Nasze Dziecko czuje się już chyba strasznie dorosłe, bo na urodzinach kolegi z klatki, który kończył lat 5, bawiła się podobno średnio. W kinie za to spotkała koleżankę z klasy i już radość była wielka. A ja pospacerowałam z mamą i Lilą po lesie, i też miło spędziłam niedzielę. Dziecko Starsze jednak trochę za mamą się stęskniło, bo kiedy z kina wrócili, namówiła mnie na wyjście na lody. Miałyśmy kupić dla Niej i dla taty, ale wzięłam też kilka sztuk do domu, żeby były, kupiłam też mini rogaliki, które rzadko są w naszym sklepie, i coś tam jeszcze- w każdym razie zrobiła się z tego prawie cała reklamówka. No i tak wracamy z tego sklepu, a Eliza mówi: "Miałyśmy kupić tylko dwa lody, a my się tak rozhuśtałyśmy." I widzisz Córcia, właśnie tak się rozchodzą pieniądze, bo jak się tak człowiek rozhuśta parę razy w miesiącu, to po wypłacie...



 "Mamo, Eliza naprawdę skończyła zerówkę?!"


10 komentarzy:

  1. Nie martw sie mnie tez nudza takie monotematyczne rozmowy- fascynacja, fascynacja, ale wszystko z umiarem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale cudne masz Córy-obie! Świetne! Co do zębów mądrości, Mąż miał usuwane dwa chirurgicznie i nie polecam, tydzień czasu leżał blady na ketanolu i pił jogurty przez rurkę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Oj to mężowi współczuję, mam nadzieję, że u mnie to jednak nie to.

      Usuń
  3. hahaha, romzowy o siatkówce o rany, nuuuuuda, chyba bym usnęła:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet gdybym usnęła, to by pewnie nie zauważyli :)

      Usuń
  4. Kochana, też ryczałam, kiedy wynosiliśmy łóżeczko z sypialni do pokoju, że ona taka duża i samodzielna już, że nie potrzebuje mamy... lęk separacyjny występuje nie tylko u dziecka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosną nam Dziewczyny i choć serce się cieszy, to jakaś nostalgia człowieka dopada, że jak to? tak szybko?!

      Usuń
  5. Ja patrze na Bi i nie moge sie nadziwic kiedy to minelo. A ona ma dopiero 2 latka! ;) Jak pojdzie do I klasy, to sie chyba zaplacze, ze mam juz takie duze dziecko!
    Pamietam jak wreszcie przenieslismy Bi z kolyski do lozeczka. Wydawala sie w nim taka malenka! :) Tyle, ze dla niej kolyska czy lozeczko, wszystko jedno, budzila sie i tak. Straszna byla do spania! Dla nas przyszedl najwyzszy czas, zeby zrobic Nikowi odwyk od bujaka w nocy i juz sie boje co to bedzie. W sobote wieczorem nie usnal przy cycku i wyl w kolysce 40 minut (z przetwami na moje glaskanie i proby uspienia bez-kolyskowego), az w koncu padl z wycienczenia...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie Lilcia ma piękne oczy!! Matko jak czytam to widzę siebie, ja też nie mogłam się doczekac kiedy Pati bedzie umiała to i to i inne, a teraz mnie przeraża, że już jest taka duża i zaraz pójdzie do przedszkola i ją stracę na tyle godzin.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam podobnie, czasami marzę, żeby M. już spał u siebie, jadł z butelki... żebym miała chwilę wyłącznie dla siebie. A potem jak go przez godzinkę choćby nie ma, czyje się jak bez kawałka serca. Odpępowienie odbywa się po obu stronach:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!