Mama2c

Mama2c

piątek, 14 czerwca 2013

O tym jak straszę ludzi, czyli co u nas nowego...

Wczoraj zaszczyciła nas pogoda, której szczerze nienawidzę-parno, duszno, i nie ma czym oddychać. Z utęsknieniem czekałam na wieczór, niestety, nie przyniósł on ani burzy, ani deszczu, czyli poprawy mojego samopoczucia, także nie było.

Jako rasowa matka-masochistka zafundowałam sobie jeszcze mycie podłóg, kiedy już obie Dziewczyny spały, czyli tak w okolicach godziny 22-giej. No cóż-kiedyś trzeba to robić... Też bym wolała leżeć i film oglądać, ale w cuda już nie wierzę-podłogi same się nie myją!

W każdym razie, kiedy już udało mi się wylądować w łóżku, wcale nie było lepiej. Najpierw nie mogłam usnąć przez tą duchotę, kiedy w końcu zasnęłam, zaraz była pobudka na pierwsze karmienie Lilki. Potem chyba spałam chwilę dłużej, ale obudził mnie pełny pęcherz- efekt namiętnego nawadniania się w tą cholerną pogodę. Ledwo wróciłam do łóżka, Lila zaczęła się wiercić i kwękać w kołysce, chyba z 10razy podawałam Jej smoczka... Zasnęłam. Budzi mnie Eliza, miała zły sen, mam iść do Niej spać... Chryste, jest 2-ga w nocy, a ja mam wrażenie, że jestem jeszcze gorzej zmęczona, niż kiedy się kładłam... Udaje mi się położyć Elizę, wracam do łóżka, zasypiam i za chwilę wstaję na kolejne karmienie Lilci... Te nocne karmienia są nawet przyjemne, bo tylko w nocy Lilcia nie odstawia swoich cyrków przy cycu i zachowuje się jak normalne niemowlę. Po chwili już razem zasypiamy. Tylko, że ja znowu na chwilę, bo tym razem budzi mnie napieprzający o parapety deszcz. Ja pierniczę! Szlag mnie zaraz trafi. Noc, to jest te kilka godzin, kiedy naprawdę ODPOCZYWAM, więc dlaczego, do cholery, im bliżej docelowej pobudki, czuję się coraz bardziej zrypana, wściekła i podminowana... Kładę się po raz kolejny, z myślą, że to jednak dobrze, że nie mamy na razie psa, bo pewnie właśnie dziś w nocy dostałby sraczki i musiałabym latać z nim co chwilę na dwór...

Kiedy budzik w końcu dzwoni jestem nieprzytomna. Niestety, z racji, że jestem słomianą wdową i korzystamy z uprzejmości jednego z tatusiów, który zabierze Elizę do szkoły, nie może być dziś nawet minuty poślizgu. Wstaję więc raz dwa, choć czuję się jak z krzyża zdjęta... Przejście przez przedpokój, gdzie mamy olbrzymie lustro, uświadamia mi, że nie tylko się tak czuję, ale i również wyglądam. Włosy spocone, każdy w inną stronę, piżama rozkompletowana, bo z racji zalania się mlekiem z jednego cycka, musiałam się po ciemku jeszcze przebierać, wory pod oczami i ogólnie 10lat starzej na twarzy, po jednej, głupiej nocy... Jakoś mnie to jednak nie rusza, bo mam co robić. Na szczęście tatuńcia nie ma, bo może by zemdlał na mój widok, tak jak wtedy, kiedy mnie zobaczył po operacji...

Po 7-mej jestem umówiona z koleżanką z góry, żeby pomogła mi dać Lilce lekarstwo. Niestety Dziecko ewidentnie lekarstw nie znosi i broni się na wszystkie możliwe sposoby...
W końcu Wioleta dzwoni do drzwi, otwieram i słyszę: "O Jezu!"
Różnie się już do mnie zwracano, ale "o Jezu", to jeszcze nigdy... I za chwilę: "Co Ty w nocy robiłaś?" No co robiłam, męża nie ma, więc co mogłam robić, poza spaniem, oczywiście.
Lilka jak na złość protestuje jeszcze bardziej niż wczoraj, ale jakoś w końcu poszło. Wioleta wychodzi, jednak patrzy na mnie jakoś tak dziwnie. Kurczę, może myśli, że popiłam :)

Szykowanie Elizy idzie mi sprawnie, mimo, że Lila namiętnie plącze się pod nogami i lezie tam, gdzie lepiej, żeby nie szła. Tak więc między robieniem bułki do szkoły, grzaniem mleka na śniadanie, schylam się ze sto razy, żeby podnieść Małą i przenieść Ją do jadalni...
Kiedy każę założyć Elizie kalosze, z niedowierzaniem stwierdzam, że... się wyrobiłyśmy! Bez nerwów, stresów i krzyków, czyli bez tego wszystkiego, co zazwyczaj dzieje się u nas rano. I wtedy słyszę dzwonek do drzwi. Z racji tego, że na nogach jestem już dobrą godzinę, zapominam oczywiście, że wyglądam jak upiór w operze i otwieram szeroko drzwi. I zong. W drzwiach stoi 7letni Aleksander, kolega Elizy, z którego tatą będą jechali do szkoły. Młody zaniemówił-dosłownie. No tak, kiedy widzi mnie w szkole, albo przed blokiem- na spacerze, wyglądam trochę inaczej... Załamka. Być może właśnie przyszły zięć zobaczył to, czego nie powinien zobaczyć, i za lat 20-cia mi to przypomni :) Wtedy jednak będę pewnie już leciała na botoksie, więc kto mu uwierzy... Ratuje sytuację i mówię: "Dzień dobry Aleks, przyszedłeś po Elizę? To miło." Aleksander patrzy jak na ducha, Boże naprawdę jest aż tak źle?!!!! Kiwa głową, ale w zwolnionym tempie. Czyli jest źle, może nawet tragicznie. Pora chyba zacząć myśleć o tym botoksie trochę wcześniej...
Eliza zadowolona wychodzi z Aleksem. Zostajemy z Lilką same, przynajmniej Ona mnie nie skrytykuje. Nie dość, że to fizycznie niemożliwe, bo nie mówi, to nadal, ten kto ma cycki, ten ma władzę :)

14 komentarzy:

  1. Znam to uczucie po nieprzespanej nocy, z podkrążonymi oczami i bez fryzury :-) Czasami widzę wielkie plusy tego że moje maluchy nie chodzą jeszcze do przedszkola, ale wszystko przede mną...:-)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Eliza zaczęła chodzić do przedszkola, to było prawdziwym wyzwaniem, wyglądać na tyle normalnie, żeby móc się pokazać ludziom (i dzieciom) a nie wstawać godzinę przed Córcią :)

      Usuń
  2. U nas tez bylo duszno, nie moglam spac, ale nie przez corcie tak jak Ty tylko wlasnie przez ta duchote. Mam nadzieje, ze ta noc jednak odespisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, odespałam! A najgorsze, że idzie lato, i takich nocy może być więcej :(

      Usuń
  3. No to zięcia wypłoszyłaś, hihihi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to wychodzi! W sumie to może nawet dobrze, bo Eliza to kochliwa Dziewczynka :)

      Usuń
  4. Dobrze, że Eliza nie jest jeszcze nastolatką, bo przy okazji usłyszałabyś, jak wielkiego wstydu jej narobiłaś. No chyba, że nadrobi po powrocie ze szkoły i po komentarzu, który być może padnie z ust Olka. A ja właśnie napisałam o tym samym dniu, że taki piękny był... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście po szkole nic nie mówiła, ale pewnie gdyby sytuacja miała miejsce 10lat później, to byłoby kiepsko :) Och, zazdroszczę Wam takiego dnia.

      Usuń
  5. hahahaha no nie...nie mogło być aż ta źle:) Czasem też mam takie noce, że wstając czuję się bardziej zmęczona i zirytowana, że nie miałam szansy odpocząć, na szczęście takie noce są rzadko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na szczęście też nie często, bo inaczej wyglądałabym już jak zombie :)

      Usuń
  6. Przypomniało mi się jaki cyrk miałam z chłopakami i lekarstwami to było straszane - brrrrr. Jagoda jak to Jagoda nawet najgorsze lekarstwo połknie bez protestów i tylko się przy tym skrzywi. Bardzo energiczny ten Twój wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Eliza z czasem wyrobiła się z lekarstwami, ale początki to był dramat... Czasami, żeby wziąć jeden antybiotyk (dawka 2,5ml dwa razy dziennie) potrzebowaliśmy 3butelek, bo tak wszystko zwracała/wypluwała...

      Usuń
  7. Hehehe jak zwykle się uśmiałam :) Ciekawe co mnie czeka dalej, bo właśnie zaczynam nadrabianie tego, czego nie przeczytałam w trakcie wczasów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wczasy nie są od czytania, wczasy są od "wczasowania" :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!