Mama2c

Mama2c

sobota, 1 czerwca 2013

Pierwszy okres po porodzie...

Wrócił. I po co? Skoro na razie przerwa w dzieciach na lat co najmniej kilka...
Ale od początku.

I pomyśleć, że jeszcze w środę z rana mieliśmy poważne podejrzenia, że jestem w ciąży :) Tak, tak- my- tacy poukładani, przewidujący, planujący każdą poprzednią ciąże, obawialiśmy się typowej, spontanicznej WPADKI! Co prawda każde z nas uważało, że to absolutnie niemożliwe, bo przecież nie należymy do tej grupy ludzi, którzy uważają, że karminie piersią chroni przed niepożądaną ciążą i oczywiście zabezpieczać się zabezpieczaliśmy, ale... Ale po pierwsze-żadna antykoncepcja nie daje 100% pewności, po drugie- kto oglądał: "Ciąża z zaskoczenia" na TLC, ten wie, że w naturze wszystko jest możliwe, i po trzecie- wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że w ciąży jestem- masakryczne zachcianki (choćby grochówka o 3 w nocy, której nota bene nienawidzę), zgaga i mdłości. No i właśnie w środę na spacerze z Lilą, kiedy do godziny 14 mdłości nie przeszły, wykonałam konspiracyjny telefon do męża pt. "Kup test ciążowy." Trzeba było słyszeć przerażenie w Jego głosie :)  Słyszałam nawet to nerwowe przełknięcie śliny :) A podobno chce mieć jeszcze jedno dziecko :)

Pospacerowałam z Lilką jeszcze chwilę i skierowałyśmy się już w stronę bloku, kiedy poczułam to charakterystyczne "chlup". I co sobie pomyślałam? Nie, nie. Nie: "Uff, ale ulga", tylko: "O Boże, coś z dzieckiem." :) Bo przecież ta grochówka wszystko już przesądziła. No ale do wieczora byłam już przekonana, że żadnego dziecka nie będzie i że TO wróciło. A wraz z TYM wróciła druga mama dwóch córek, czyli żona w nowej, gorszej odsłonie. I teraz cyklicznie, co miesiąc, będzie tu jak na polu walki, a przetrwa najsilniejszy. Skończy się podawanie obiadków, skończy się pytanie "Jak było w pracy?", skończą się głupie żarty. On już wie, że raz w miesiącu będzie musiał się mieć na baczności. Bo wróci pani czepialska, pani wszystkowytykająca, pani naburmuszona, pani sfoszona, pani nadąsana, pani płaczliwa, pani humorzasta, pani rozdarta, pani karcąca. I nawet talerz nie wyniesiony na czas do zlewu to będzie idealny pretekst, żeby zastanowić się, czy nasze małżeństwo ma nadal sens. Bo jak można żyć z kimś, kto nie wynosi talerza po sobie do zlewu? To nic, że jeszcze nie skończył przeżuwać. Ma go wynieść NATYCHMIAST. Bo inaczej rozwód. Niezgodność charakterów- i wszystko jasne.

Tym razem powód do rozwodu znalazł się błyskawicznie. Księciunio wiedząc o mojej dolegliwości, śmiał zaprosić sobie kolegę na mecz. Przegięcie na całej linii. To ja krwawiąca, cierpiąca katusze fizyczne i psychiczne, mam tu jeszcze znosić te wyszukane komentarze w stylu: "No uderz kurwa", "Co robisz debilu", "Sędzia kalosz", "Widziałeś! Spalony był." itd... Oczywiście całą sobą wyraziłam mojego focha. Zabijałam wzrokiem na każdym kroku, nie odzywałam się dni... całe dwa, a żeby podkreślić, że popełnił grzech niewybaczalny, nawet kanapek do pracy nie zrobiłam. Tak, taka byłam.

I wiecie co? Sama sobie myślę, jakie to zajebiście uwłaczające, że żądzą nami jakieś hormony. Że wzrost czegoś tam, a spadek czegoś innego powoduje, że ze stosunkowo normalnej kobiety, zamieniam się w potwora. Że nie tylko wariuje moje ciało, bo o głowie to już nawet nie wspominam... Na twarzy syfy jak u dojrzewającej nastolatki (zgroza!!!), brzuch jak balon (myślałam, że ta część mojego ciała już gorzej wyglądać nie może, a jednak myliłam się...) w głowie takie myśli, że na oddziale psychiatrycznym mieli by ze mną co robić... Nie daję sobie rady sama ze sobą, więc jak inni mają ze mną wytrzymywać??? W tych dniach szczęśliwie nic mnie to nie obchodzi :) To ja jestem pępkiem świata a raczej naszego m3 i to ze mną trzeba obchodzić się jak z jajem!

A najgorsze jest to, że w całej swej naiwności byłam przekonana, że dopóki karmię Lilę cycem, to te wątpliwe "szczęście" mnie nie spotka. A tu proszę. 14 błogich miesięcy bez i jedne "te dni", żeby zupełnie zapomnieć jak było fajnie żyć w świecie, gdzie okres nie istnieje...  A winowajcą jest nie kto inny tylko hrabina Lila. Pisałam jakiś czas temu, że Córcia wypięła się na cyca w dzień. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Poszedł sygnał do mózgu, i mam to co mam, a czego mieć bym jeszcze dłuuuuugo nie chciała. I dzisiaj już sama siebie rozbawiłam, bo wpadłam na super pomysł, że jak zacznę ściągać mleko dwa razy dziennie laktatorem to oszukam naturę i w przyszłym miesiącu jakieś tam hormony mnie nie sponiewierają i nie sprowadzą do parteru. No i może jeszcze się nie rozwiedziemy. Bo rocznica dopiero w sierpniu. A 8lat, z naszymi charakterami i przejściami, to już by było coś... Ale okres to okres, różnie może jeszcze być :)


13 komentarzy:

  1. Pani czepialska, w szystkowytykajaca, pani naburmuszona...żądająca rozwodu to ja ! Nie wiem jak to się stało, ale w Twojej notce znalazł się opis mojej osoby. Na dodatek też pragnę rozstać się z okresem na parę ładnych miesięcy. I jedyne co nas różni, to to, że gdybyś Ty jednak zrobiła ten test chciałabyś na nim zobaczyć tylko jedną kreskę. A ja oczywiście dwie. Na mnie już test czeka.Ostatni w tym roku. Jedyny szczęśliwy.
    A te humory i hormony ...grrrrr....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, a ja Ci życzę, żeby te dni długo, długo Cię omijały i to baaaaaardzo szerokim łukiem :) Tak szerokim, jak szerokim strumieniem może płynąć mleko z piersi :) Trzymam kciuki!
      A sam okres? Facet musi znać swoje miejsce w tych dniach i już!

      Usuń
  2. ojjjj i tak ci sie dlugo udalo wytrzymac !!!!!! mnie to po 4 miesiacach pomimo karmienia dopadlo!!! ale ja tam bezobjawowo (buaha przynajmniej ja tak mysle ale spytam pana domu potem)
    co tak zamilklas z komentarzami? zawcze czekam na twoj a tu nic :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie 7 bez, a teraz będzie powtórka z rozrywki, ehhh. A z komentarzami oczywiście się poprawię :)

      Usuń
  3. Ehh... Hormony... Masakra jakas. A co gorsze... Z czasem moze byc coraz gorzej :) ale wiesz... Nigdy na chec rozwodu nie patrzylam z perspektywy okresu i hormonow. Nie mowie,ze okres przechodze cacy.. Bo pewnie jak kazda mam w tym czasie swoje przywary... Natomiast nie pamietam,zebym byla marudna... Albo konkretniej... Marudze jak mi cos przeszkadza i czepiam sie szczegolow,lecz nigdy nie wiazalam tego z hormonami tylko z charakterem.
    Mnie ostatnio tez cos mdli.. Ale to wiaze z jedzeniem... Z ciaza na pewno nie... No bo jak haha ale nie wpadlabym na to,ze powraca okres... Zobaczymy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie okres to taki wybuch hormonów, że porównałabym to do erupcji wulkanu :) A potem znowu przychodzi cisza i spokój :)

      Usuń
  4. Aja poki co mam nadzieje, ze na to "szczescie" jeszcze poczekam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja byłam o tym głęboko przekonana, no i co? I niestety :(

      Usuń
  5. hahahah:D się uśmiałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noelko, ale tu grozą powiało :) Nie ma się z czego śmiać!

      Usuń
  6. ja okres dostałam dopiero jak przestałam karmić Maksia :) po 2 latach od porodu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha ależ mi poprawiła humor ta notka :) Właśnie sobie siedziałam ja - pani sfoszona, naburmuszona i smutna (chociaż powód nie ten akurat)i przeczytałam co wyżej i zaraz jakoś lepiej na duchu, że sama nie jestem z moimi humorkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ty się ciesz kobieto! I na Lilę nie zwalaj. Moja Mi ciągnie do teraz jak szalona, a po trzech miesiącach musiałam się przywitać z małpą jedną.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!