Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Prawda, Stefanku?

Post miał być zupełnie o czymś innym, ale... Stefan wygrał.
Byłam dziś umówiona do fryzjera. Po raz kolejny. Poprzednim razem, jak to ujęła fryzjerka: "Nie zrozumiałyśmy się."  Tylko, że mnie, to niezrozumienie kosztowało katastrofę na głowie, a panią od nożyczek i farby-nic.Bo taka głupia byłam, że Jej zapłaciłam...
Wychodziłam z domu mocno wnerwiona. U mnie to nie nowość-wiem ;) Tym razem powód jednak był konkretny. Lila od wczoraj strajkuje z jedzeniem. Po Elizie, która była ekstremalnym niejadkiem, każde gorsze karmienie u Lilki, to u mnie "lekka" panika. Przy hurra optymistycznym podejściu mojego męża, nerw murowany w takiej sytuacji. No więc wyszłam już ostro podminowana, idąc przypomniałam sobie jeszcze raz dlaczego tam idę, więc apogeum cholery, która mnie brała osiągnęłam przez bardzo krótki odcinek, jaki miałam do pokonania z domu do salonu fryzjerskiego. Jednak prawdziwy szlag miał mnie dopiero trafić.
Byłam umówiona na 12, weszłam do środka chwilę przed umówioną godziną. Nienawidzę się spóźniać. I co widzę? Pani, która ma mi poprawić to, co schrzaniła, jest mniej więcej w połowie ścinania innej pani... Jak nic, weźmie mnie na fotel dobrze po 12... Czekam więc, w środku kipię, bo myślę o Lilce, o tym, że jak i Ona da mi tak czadu z jedzeniem jak Eliza, to się chyba powieszę, za chwilę zastanawiam się, czy fryzjerka tym razem zrozumie o co mi chodzi i czego oczekuję...
W końcu moja kolej i wtedy... wchodzą Oni. Małżeństwo w wieku moich rodziców, czyli po 50-tce... Ja, jako, że sfoszona na fryzjerkę za poprzedni raz, poza DOKŁADNYM, WYRAŹNYM  powtórzeniem tego, co mi się nie podobało ostatnio i WYJAŚNIENIEM 3razy czego spodziewam się po tej wizycie, już się nie odzywam ani słowem. Foch to foch. Za to pani, która ma być po mnie, wykorzystuje moje milczenie w stu procentach i zaczyna konwersację z fryzjerką. Zaczęło się niewinnie. Najpierw o pogodzie- o prognozach na weekend, o ulewie w Warszawie... Jest już jednak coś, co mnie w tej kobiecie męczy. Nie wiem jeszcze dokładnie co to jest, ale ton Jej głosu, barwa, sposób w jaki mówi... 
Fryzjerka nakłada mi pasemka, musimy trochę zniwelować ten efekt tlenionego blondu uzyskanego jakbym sama w domu to robiła... Pani coraz bardziej się rozkręca. Jak nic fryzjerce to pasuje, nawijają już obie konkretnie... Staram się wyłączyć, zresztą bacznie obserwuję każdy ruch fryzjerki, niech chociaż tym razem ma wrażenie, że patrzę Jej na ręce...
W końcu mogę usiąść na krzesło i czekać, aż farba chwyci-jak profesjonalnym językiem, nazywa fryzjerka to, co przez najbliższe 40minut będzie się działo na mojej głowie...
Muszę usiąść koło męża tej babki, bo na krześle obok Niego, zostawiłam torebkę, głupio byłoby wstać i szukać innego miejsca... No to siadam. Kobieta siada na fotel i... zaczyna się słowna jazda bez trzymanki. Jeśli nie wiedziałam wcześniej, co mnie w Niej drażni, to już wiem- wszystko! Kobieta ewidentnie jest z tych "ą", "ę", w dodatku bułkę przez bibułkę... W zestawieniu z wypowiedziami fryzjerki, gdzie każde Jej zdanie,  zawiera sylabę "se" to dla mnie za dużo, jak na mój dzisiejszy stan. I tak, tamta pindrzy się na tym fotelu, gadając tak naprawdę o dupie marynie mimo wszystko, a fryzjerka wtóruje Jej, w swoim stylu, na przykład: "O, ja też bym SE zjadła rosołu.", albo "Jakbym tak zarabiała, jak oni w tej Norwegii, to bym SE już dawno otworzyła własny zakład." Słyszę taki jazgot w głowie, jakbym dopiero co wstała na gigantycznym kacu i włączyła sobie obrady sejmu. Sobie albo SE, bo już zaczynam wątpić, która forma jest poprawna...
Nagle babka przypomina sobie, że przecież z mężem tu przyszła. I jeśli może być jeszcze gorzej, to właśnie zaraz będzie... Teraz z kolei każde zdanie, wypowiadane przez nakręconą katarynkę, będzie zdaniem pytającym, bo kończącym się obłędnym: "Prawda, Stefanku?"
I tak Stefan, musi potwierdzić, że wczoraj był na obiad rosół, a dziś oczywiście będzie pomidorówka, bo to przecież takie logiczne i wygodne. No i jeszcze, że rosół, to w ogóle taka ekonomiczna zupa, bo przecież Oni jeszcze ze Stefankiem, na wtorek mają mięso na obiad z tego rosołu... Potem jest jeszcze lepiej. Zalatuje co prawda lekkim feminizmem, bo babka wygłasza tezy, ile to kobiety muszą udźwignąć na swoich ramionach, i to także każe Stefanowi potwierdzić. Na koniec, zanim pójdę do mycia prawdziwy rarytasek. Porody-temat ponadczasowy, bez względu na wiek kobiety. I tak dowiadujemy się, że najgorzej pani miała z pierwszym dzieckiem, z drugim też łatwo nie było, ale już lepiej, no a z trzecim-po prostu bajka. Stefan oczywiście na posterunku, do potwierdzania wszystkiego. A padały szczegóły, jakich nie chce mi się nawet powtarzać. Stefan, albo był położnikiem, albo znał już te relacje na pamięć. Pewnie to drugie...
Siedzę tak ramię w ramię z tym panem Stefanem i uświadamiam sobie, że On się ani razu nie odezwał. Ona dodawała to swoje "Prawda, Stefanku?" a On tylko kiwał głową i... zakładam, że nawet Jej nie słuchał. Ba! Śmiem twierdzić, że w duchu, modlił się podobnie jak ja, o ciszę! Pobożne życzenie, bla bla bla zdawało się trwać bez końca. A my tak siedzieliśmy, niemi, co prawda, ale łączący się w bólu i nadziei na to, że jednak obie panie zamilkną...  I gdybyśmy byli trochę bardziej zdesperowani, przewracalibyśmy razem oczami i wzdychali. Mi w sumie nie zależało- mogłabym to robić, ale Stefanowi się nie dziwię, że się jednak nie odważył... W pewnym momencie złapałam się na tym, że pomyślałam: "Stefan, ile Ty się już tak męczysz?" i wtedy fryzjerka wezwała mnie do mycia głowy. Przyznam, że jak usłyszałam szum wody, zamiast tego trajkotania, poczułam niewypowiedzianą ulgę. Myślę, że Stefan także.
Jeśli jeszcze raz, ktoś mi powie, że wizyta u fryzjera to relaks, to chyba zabiję go śmiechem.
Tym razem pasemka wyszły takie, jakie miały wyjść za pierwszym razem... Jedyny plus moich dzisiejszych katuszy.

18 komentarzy:

  1. Czytałam z zapartym tchem :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie dlatego ja zawsze chodzę do swojego sprawdzonego fryzjera i nikt na zmiany w tej materii jeszcze długo mnie nie namówi. Cieszę się, że w końcu wyszło tak jak miało wyjść - nerwusie, uśmiechnij się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, ja 7lat jeździłam do jednej fryzjerki, niestety ode mnie to godzina drogi w jedną stronę, a mając małą Lilkę... jakoś nie mogę się przełamać, żeby na tyle Ją zostawić. A do Ciebie uśmiecham się zawsze i szeroko :)

      Usuń
  3. W takich sytuacjach gorąco, bardzo gorąco popieram... rozwody! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, i w sumie wielu innych sytuacjach również :)

      Usuń
  4. To ja już nigdy nawet nie pomyślę źle o mojej fryzjerce. Jak tylko przyjdzie mi na myśl jakieś negatywne słowo przypomnę sobie "prawda Stefanku" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory śmiać mi się chce z tego Faceta, chociaż tak naprawdę to mu współczuję, osobiście nie znoszę takiego trajkotania.

      Usuń
  5. Biedny Stefanek- dlatego chodze do fryzjerki, ktora woli prace w milczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdecydowanie też, albo chociaż do takiej, z którą można normalnie pogadać, a nie SE popieprzyć o rosole...

      Usuń
  6. Smieje sie z takich pantoflarzy, ale przyznaje, ze czasem chcialabym zeby moj maz byl bardziej sklonny do przyznawania racji malzonce. Ale nie, on musi byc upatry jak wol i zawsze miec ostatnie slowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tacy są Górale, nie wiedziałaś :) A co do facetów... No widzisz, mój przyznaje mi rację, a za pół roku okazuje się, że myślał zupełnie inaczej, więc już nie wiem co lepsze.

      Usuń
  7. ale wiocha;))))))


    ale fajnie że choć fryz udany.
    na pewno warto byłó pocierpieć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w sumie warto, na jakieś 4miesiące znowu spokój z włosami :) To lubię :)

      Usuń
  8. mam nadzieję, że nie płaciłaś drugi raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapłaciłam ale symboliczną kwotę na szczęście... W każdym razie-już mnie tam więcej nie zobaczą!

      Usuń
  9. Rewelacyjna relacja! :) Uśmiałam się i przeczytałam jednym tchem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo :) Tam na miejscu do śmiechu mi co prawda nie było, ale patrząc na to z boku-rzeczywiście-komedia :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!