Mama2c

Mama2c

środa, 5 czerwca 2013

Syndrom opuszczonego gniazda...

Będąc wczoraj na popołudniowym spacerze z Lilą, szłam, a raczej - człapałam się, za moją koleżanką z osiedla. Koleżanka, to może za dużo powiedziane. Nasze córki chodziły razem do przedszkola, i od tamtej pory mówimy sobie "cześć". W każdym razie idąc za Nią, miałam przyjemność (hmmm, czy na pewno przyjemność?) wysłuchać Jej rozmowy z dziećmi. Dzieciaki przekrzykiwały się jedno przez drugie: "Mamo, kup mi loda", "A mi kup chrupki", "Mamo, a pójdziemy na plac zabaw?", "Ja nie chcę na plac, chcę iść do lasu", "Mamoooo....", "No weź, teraz ja mówię!". Znajoma, przyznać to muszę, i tak długo cierpliwa była. Szłam, w końcu kawałek za Nimi, a wszystko słyszałam bardzo dokładnie, wiec wyobrażam sobie, jak wyraźnie Ona musiała słyszeć ten jazgot swoich pociech... W końcu jednak i Ona nie wytrzymała (uff, nie tylko ja, nie tylko ja :)) i ryknęła:
- Czy przyjdzie kiedyś taki dzień, że wy nic nie będziecie ode mnie chcieli?!
Jak ja Ją w tym momencie doskonale rozumiałam. Kocham moje Dzieci bardzo. Ale będąc z Nimi 24/h czasami też marzę o chwili, żeby nikt nic ode mnie nie chciał. Bez tego wiecznego: "Mamoooo", bez schylania się co chwilę do Lilki, i zawracania Jej w bezpieczniejszą część domu...  Żebym mogła delektować się ciszą, ewentualnie odgłosami klawiatury, jak teraz :) Kiedy przyjdzie kilka takich dni pod rząd, że Dziewczyny dadzą czadu i mam zwyczajnie dosyć, pół żartem, pół serio mówię do Męża,że zacznę skreślać dni w kalendarzu, do Ich wyprowadzki. I zaczynamy snuć plany co będziemy robić, kiedy już nikomu nie trzeba będzie smarków wycierać, z nikim nie trzeba będzie lekcji odrabiać, nikomu nie trzeba będzie po raz setny tłumaczyć rzeczy oczywistych, itd., itd. I już sobie wyobrażam, jak po pracy zabieramy nasze psy na spacer po lesie. Bo to, że będziemy mieć wtedy psy to oczywiste. Marcin - owczarka niemieckiego długowłosego, a ja- berneńskiego psa pasterskiego :) Albo jak w piątek po pracy wsiadamy szybko do auta i jedziemy do Karpacza, wejść na Śnieżkę, potem do Szklarskiej Poręby "zaliczyć" Szrenicę...  Oj, jak wtedy będzie pięknie! Znowu wolni, niezależni... Decydujący tylko o sobie, robiący to co my chcemy, pakujący się w jedną torbę podróżną... No bajka po prostu.
I chyba tylko mój Mąż wie, że muszę już być wtedy naprawdę baaaardzo zmęczona, bo kto jak kto, ale ja wyprowadzki Dziewczyn sobie nie wyobrażam :) I choćbym najbardziej zmęczona była i wydziedziczała Je po raz kolejny, to nic nie zmieni faktu, że zawsze będą dla mnie najważniejsze.
Tak, wiem, wyprowadzka Dziewczyn to jeszcze bardzo odległa kwestia. Jednak, ja już teraz potrafię szczerze rozpłakać się na myśl, że moje małe Dziewczynki, kiedyś się po prostu spakują i nas, starych rodziców zostawią. Że przyjdzie mi czekać na telefon od Nich, że będę musiała się z tym wszystkim pogodzić i zaakceptować, bo nic innego mi nie pozostanie, jak cieszyć się Ich szczęściem... I to nic, że Marcin, patrzy wtedy na mnie jak na kosmitkę...
Coś Wam jednak zdradzę. Tatuś dwóch córek też ma swoje słabe strony, w postaci miłości do Córeczek. I tak, kiedy Lilcia była jeszcze mniejsza, a On miał urlop, nosił Małą po domu na rękach i mówi do Niej w pewnym momencie tak: "Lila, a ty będziesz do tatusia przyjeżdżała na kawę?" No i co? Nie tylko ja w tym domu jestem nienormalna :)
Pamiętam jak mój Mąż śmiał się po ślubie, że dzień bez 16telefonów mojej mamy do mnie, to dzień stracony... Z każdym kolejnym rokiem coraz lepiej rozumiem moją Mamę, a już odkąd sama jestem mamą, to te 16telefonów, wcale nie wydaje mi się, aż taką przesadą :)

Dzieci wyfruną kiedyś z gniazda, to normalna, naturalna kolej rzeczy... Naszym zadaniem jest przygotować Je do tego jak najlepiej, nawiązać teraz taką więź, żeby do tego domu rodzinnego, zawsze chętnie wracały, wreszcie- żeby wyprowadzały się z niego świadomie, a nie uciekały...
A i tak nadal twierdzę, że kolejne dziecko za kilka lat, to doskonały sposób na to, żeby gniazdo, aż tak szybko nie opustoszało... Bo ze mnie to taka mama kwoka i już :)

13 komentarzy:

  1. Jak ja Cię bardzo dobrze rozumiem:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko jak namówić faceta na dziecko wtedy, kiedy się tego chce (mieliśmy dziś dyskusję)?! Jak ja się w 100% identyfikuję z drugą częścią postu... za to pierwszej jeszcze nie doświadczyłam. Mi jest wyjątkowo mało kłopotliwym dzieckiem od urodzenia, nie zalazła mi nigdy za skórę ani nie wymęczyła materiału do tego stopnia. Wszystko przed nami. Jeśli będzie miała zachowanie po mamusi... AaaaA !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, my na razie w kwestii "chcenia" dzieci byliśmy zgodni, co do trzeciego, to mam obawy czy przypadkiem nie będzie tak, że tylko ja będę chciała... Jeśli natomiast mogłabym mieć jakieś życzenia co do trzeciego dziecka to... żeby właśnie było takie bezproblemowe jak Wasza Mi!

      Usuń
  3. od kiedy jest córasek nie umiem sobie wyobrazić, żeby go nie było - często rozmawiamy z tatą, że jak przyjdzie czas nastolatki to będą u nas trzaskały drzwi (bo widać już, że mała wie co chce i walczy o to do upadłego (ale póki co bez przesady w tę złą stronę))... ja wyprowadziłam się szybko z domu i... tak sobie myślę, że chciałabym aby córasek pomieszkał z nami dłużej niż do 19 roku życia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, u nas już drzwi trzaskają. Np. wczoraj, bo zabroniłam grać na komputerze... Jak mam dosyć to wróżę Elizie szkołę z internatem i studia za granicą :) Ale to oczywiście wszystko żarty :)

      Usuń
  4. Ja w tych najtrudniejszych momentach, o których piszesz mówię, że ich do bidula oddam i odbiorę wychowane:) Co do snucia planów, mi też się zdarza wyobrażać sobie jak dzieciaki zostają same na weekend w domu, a my pakujemy się i jedziemy gdzieś gdzie nikt nas nie znajdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, że jednak normalna jestem? :) Bo czasami to myślę sobie,że naprawdę wyrodna ze mnie matka. Dzieci takie małe, a ja zamykam oczy i widzę już to auto i tą jedną torbę (a nie dziesięć, jak to z dziećmi) i nas jak wskakujemy dośrodka, byle szybciej, jak para nastolatków i odjeżdżamy w siną dal...

      Usuń
  5. Kubuś jest jeszcze za malutki, żebym miała takie rozterki haha ale pamiętam miesiąc luty... kiedy miałam okropne doły, a Kubuś płakał... to mówiłam mu, żeby nie krzyczał, bo i tak nikt z opieki społecznej po Niego nie przyjdzie hahaha
    A wyprowadzka?? Ehh... Gdzie tam... Najpierw ja muszę się wyprowadzić hahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest dobry tekst, z tą opieką :) Chyba się przyjmie i u nas :)

      Usuń
  6. Przyznam szczerze, że mnie też czasem takie myśli gonią. Że co ja zrobię jak Seba się wyprowadzi? Sens istnienia stracę. Nie dość, że stara będę, to samotna w dodatku. No masakra jakaś! Szybko te myśli od siebie odsuwam.
    Ale powiem Ci jeszcze, że patrząc na mój własny przykład (jako córki), to jest opcja, że się córeczek tak prędko nie pozbędziesz hihihi. Revi chyba może potwierdzić :P Jeszcze będziesz błagała, żeby już zostać z mężem, bez dorosłego balastu na plecach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj tam, aj tam... Stare to będziemy, ale czy samotne? Oby nie! A powiem Ci, że Eliza jak miała lat około 4-ech to snuła takie plany, że będzie u nas z mężem mieszkała. Tylko, że... mąż miał Jej spać sam w jadalni, Ona ze mną u Niej w pokoju, a Jej Tatuś w dużym... No cóż, nie wiem co na to panowie, mi tam się podoba :)

      Usuń
  7. Ja zawsze groze, ze wysle jedno do Zakopanego, drugie do Trojmiasta! Dziadkowie naciesza sie wnukami, a ja bede miec pare lat spokoju. Bo wczesniej podrzutkow nie odbiore! ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!