Mama2c

Mama2c

niedziela, 23 czerwca 2013

Tata. Ojciec. Kto?

W zasadzie w tym dniu, powinnam napisać post o moim mężu, o tacie, a raczej tatusiu moich córek. I mogłabym pisać długo, i pisać fajnie, i pisać dobrze, bo moje dziewczyny mają wspaniałego tatę.
Jednak w tym dniu, myślę o kimś jeszcze, o kimś kto dał mi życie, bo tatusiem, ani tatą, ani nawet ojcem bym Go nie nazwała.
Nie, nie bił mnie, nie molestowała seksualnie. Alkohol? Trochę tak, ale też nie do przesady... Pamiętam tylko, jak raz, w zerówce, przyszedł po mnie mocno "wcięty". Do dziś potrafię odtworzyć to uczucie wstydu, które wtedy poczułam.
Chłód emocjonalny jaki czułam od Niego przez całe moje życie, był chyba gorszy niż klapsy, które dostawały inne dzieciaki. Czułam każdą komórką mojego ciała, że On mnie nie kocha. Nie krył się z tym zresztą. Dla dziecka to tragiczne uczucie. W miarę dorastania bolało coraz mniej, było za to więcej buntu i złości... Na mamę także, że Go nie zostawiła, że nie odeszła. Bo tak samo, jak beznadziejnym ojcem był dla mnie, tak samo mężem dla Niej. Przez całą podstawówkę żyłam nadzieją, że mama się jednak rozwiedzie i wyprowadzimy się do babci... A potem? Potem przyszedł czas wyboru szkoły średniej. Uczyłam się bardzo dobrze, było jasne, że pójdę do dobrego liceum. Jasne dla mnie i dla mojej mamy, bo nie dla ojca. Nie, nie chodziło o to, że we mnie nie wierzył, chociaż to pewnie też. Ojciec wymyślił sobie, że jeśli pójdę do zawodówki, to szybciej zacznę pracę i... wyprowadzę się z domu. Budujące, prawda?
Zdawałam do jednej z najlepszych szkół w mieście. Nota bene położonej rzut beretem od moje babci, a daleko od domu, gdzie mieszkaliśmy. Ojciec wymyślił, że skoro jednak nie zawodówka, to jeśli się dostanę, przeprowadzę się do babci, a w domu będę tylko na weekendy... Niestety, dla ojca, zabrakło mi jednego punktu i było po Jego planach...
Jak określiłabym mojego ojca? Był po prostu dziwny. Sam skrzywiony przez swojego ojca, ale czy to Go tłumaczy?
Jeden jedyny raz zaskoczył mnie pozytywnie. Leżałam z Elizą bardzo długo w szpitalu. Odwiedzał nas wtedy często i przywoził obiady...  I jeszcze wcześniej, kiedy nie wiedzieliśmy co jest Elizie i krążyliśmy od jednego do drugiego specjalisty, wszędzie prywatnie, dawał mojej pieniądze, żeby mi przywiozła.
Czy jest lepszym dziadkiem niż był ojcem? Eliza Go lubi, więc pewnie tak. Ale szału tu też nie ma. Ja w dzieciństwie chyba się Go bałam. Był taki wielki, zimny, oschły... Nie uśmiechał się, nie żartował, o braniu "na kolana", czy wygłupach już nawet nie wspominam... Pojedyncze, tak rzadkie jakieś normalne wspomnienia-wyjazd nad zalew, pójście na spacer, gra w kości... Dlaczego nie mogło być tak częściej? Zawsze...
Całe życie wydawało mi się, że tylko mnie tak traktuje, że mojego brata kocha, w przeciwieństwie do mnie. Bo był upragnionym synem, a ja pierworodną niechcianą córką. Jak bardzo się myliłam, okazało się wtedy, kiedy się wyprowadziłam. Swoje życiowe frustracje, stresy i żale wyładowywał od tamtej pory na moim bracie...  Dziś mój brat nienawidzi Go chyba bardziej niż ja będąc dzieckiem/nastolatką.
Co dziś do Niego czuję? Napisać, że nic byłoby nieprawdą. Ale te uczucia są jakieś takie niewyraźne... Nie przeżywam już tego wszystkiego, nie czuję się tak, jak może czuć się małe dziecko, które łaknie miłości, ciepła, dobroci. Rzadko, a nawet bardzo rzadko się widujemy. Rodzice nadal razem mieszkają... Nic się nie zmieniło. Zazwyczaj jak tam przyjeżdżam nie zamieniam z ojcem ani słowa. Tak, wiem- ciężko to sobie pewnie wyobrazić. Mnie już chyba nic nie zdziwi.
Wiem, że jeśli zachoruje odwiedzę Go w szpitalu, albo podam szklankę wody w domu. Dlatego, że tak mnie wychowała mama. Bo ojciec nie nauczył mnie niczego. Nie pokazał mi jak żyć, jakim być człowiekiem... Mogę tylko starać się nie być taka jak on, co pewnie też nie zawsze mi się udaje...
A wszystkim normalnym ojcom życzę wszystkiego najlepszego!

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. :( Niestety... Ale to już za mną, choć czasami nadal we mnie.

      Usuń
  2. Bardzo smutny ten Twoj post. I bardzo mi bliski . Inna historia, inne przeżycia, ale to co się czuje w środku -znane ...
    Zdaję sobie sprawę ile musiał Cię kosztować ten post . Do ilu zdarzeń sięgnęłaś pamięcią...
    Ten taki wewnętrzny ból i nie zrozumienie jak tak można i dlaczego, pewnie nigdy nie minie. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że na codzień już o tym nie myślimy. Pewien etap jest zamknięty. Nie rozliczony , ale zamknięty.
    Ciesze się, że Twoje Dziewczynki nie muszą przeżywać tego co Ty. Że nigdy w tym temacie Cię nie zrozumieją. Wierzę też, że moje Dziesiątka -jak Bóg da -też nie poznają TEGO uczucia .
    Ucaluj Męża za to że jest takim fajnym Tausiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Anetka, opisałam tylko garstkę wspomnień, bo gdybym chciała napisać wszystko co przeżyłam, to chyba nie każdy by przez to przebrnął, czasami znęcanie się psychiczne bardziej boli niż przemoc fizyczna, bo to jest ból, który czuje się latami, on nie mija, wraz ze zniknięciem siniaków... Ale dorosłam, zdystansowałam się, pewnie, że boli jak wspominam, ale nie boli już codziennie. Szkoda, że tacy ludzie jak mój ojciec mogą mieć dzieci, bo na pewno mieć ich nie powinni. Dobrze to ujęłaś-zamknięty, choć nierozliczony etap... Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Eh, mój ojciec też nigdy nie był wzorem rodzicielskiej miłości, ale tak źle to nie było:( Po prostu brakowało mu czasu i chyba przede wszystkim chęci, żeby spędzać czas z dziećmi:(
    Teraz stara się to nadrabiać, pomaga mi bardzo na każdym kroku, ale jego braku zainteresowania mną w dzieciństwie nigdy nie zapomnę:( Tych chwil nie da się po prostu nadrobić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój czas miał, bo szczególnie pracowity nie był-tylko niezbędne minimum. Ale zawsze cenił sobie święty spokój, a dzieci i święty spokój to się wyklucza jednak. Fajnie, że Tata chociaż teraz nadrabia, zawsze to coś. Mój może żyć beze mnie, bez wnuczek, jak Eliza pojedzie do moich rodziców to jest ok i się z Nią bawi, ale żeby sam Ją odwiedził-jest za wygodny...

      Usuń
  4. Napiszę tylko, że to co opisałaś świadczy o tym, że jesteś bardzo mocną psychicznie kobietą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, w tym temacie, może jestem, nauczyłam się dystansu do tamtych przeżyć, emocji... Poukładałam to sobie, dorosłam, już nie jestem małą dziewczynką, która łaknie zainteresowania i miłości. Ale silną psychicznie kobietą w życiu codziennym raczej nie jestem, choć bardzo bym tego chciała.

      Usuń
    2. Ja jednak uważam, że musisz być silna psychicznie bo bez tego nie dałabyś rady. Rodzice nas kształtują i jeśli Twój tata popełnił tak dużo błędów i mimo to Ty potrafisz teraz napisać, że nauczyłaś się dystansu do tamtych przeżyć to wiąże się z bardzo dużą siłą psychiczną.

      Usuń
    3. Albo z kapitalną robotą mojej Mamy i Babci, bo to One głównie mnie ukształtowały. Sytuacje z ojcem oczywiście nie były bez wpływu na to jaka jestem dzisiaj...

      Usuń
  5. Smutne czasami jest dzieciństwo,niestety ma ono wpływ na nasze dorosłe życie :( doskonale rozumiem co czułaś i co nadal przeżywasz.Miałam podobną sytuację,ojciec był wpatrzony w moja starszą siostrę i była zawsze rozpieszczana przez całą rodzinę.Jak byłam małą dziewczynką to wielu rzeczy nie rozumiałam myślałam,że moja siostra jest adoptowana i dlatego była traktowana wyjątkowo.Czasami dzieci mają głupie pomysły.Teraz w dorosłym,życiu jest dużo lepiej,moja córcia jest jego cudowną wnusią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to przeżycia idą dalej z nami w dorosłe życie, ale z czasem inaczej tej postrzegamy pewne sytuacje, przestają tak bardzo boleć, choć się nie zapomina. Dobrze, że Córcia ma super dziadka, to też ważne dla Dziecka. Ja z kolei byłam przekonana, że niechęć ojca do mnie, to wynik tego, że jestem dziewczynką. Nigdy zresztą się z tym nie krył. Teraz jak o tym myślę, to wiem, że straszny prostak był z Niego pod tym względem... Mój mąż jest przeszczęśliwy, że ma dwie Córcie.

      Usuń
  6. Kurcze, pomyslec, ze narzekam na mojego ojca! Przy Twoim to aniol! Ze jest cholernym egoista odkrylam dopiero jako osoba dorosla. Jako dziecko bardzo tate lubilam. To on zabieral mnie i siostre na spacery do lasu, zima na sanki, latem uczyl plywac w jeziorze. A w domu pozwalal nam robic sobie kucyki i obwiazywac bandazami w ramach zabawy w szpital. Tak wiec mam z nim o wiele lepsze dzieciece wspomnienia niz z moja matka. To dzieki niej nabawilam sie potwornych kompleksow I to ona do dzis faworyzuje moja siostre.
    Strasznie wspolczuje Ci takiego ojca... Dobrze, ze Twoje coreczki maja tatusia z prawdziwego zdarzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nasz egoistą stał się z czasem, bo na początku chyb ataki nie był... Kompleksy i owszem, miałam ich całe mnóstwo dzięki Niemu... Pewnie niektóre mam do dziś... Boże, tak bym chciała żeby moje dziewczyny nigdy nie poczuły, że którąś traktuje lepiej albo gorzej... Mam nadzieję, że mi się to uda. Teraz wiadomo, Lila jest małą i opieka nad Nią inna, obym z czasem umiała traktować Je tak samo i nie czuła słabości do żadnej z nich... To generalnie Twój Tata był spoko :) Fajne musiały być te zabawy w szpital!

      Usuń
  7. tak myślę, że takie sytuacje z przeszłości uczą nas jak być lepszymi rodzicami dla naszych dzieci i że warto wyciągać z nich wnioski i wcielać je w życie - widzę to u siebie w rodzinie i u Ciebie i u innych dziewczyn :) oby tak dalej! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Smutne to co piszesz...ja mojemu mężowi powtarzam żeby starał się być lepszym ojcem dla naszego syna niż jego ojciec dla niego...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!