Mama2c

Mama2c

środa, 26 czerwca 2013

Załamana mama :( już z tekstem...

Monotonna będę, ale u nas wciąż o jednym-ząbkowanie Lilki, z krótką przerwą na sensacje żołądkowe Elizy...
Wczoraj był fatalny dzień. Apetyt Małej nie wrócił, a z każdym dniem jest coraz gorzej. Bo jeśli jeszcze 2dni temu martwiło mnie to, że zjada pół porcji zupy, tak teraz-kiedy kończy jedzenie po 5łyżeczkach, ta połowa zupki ucieszyłaby mnie bardzo. Jestem tak jak w tytule-załamana. Niby tak może być, ale jakoś wisielczo-depresyjny nastrój od wczoraj mnie nie opuszcza. Bo co jeśli to nie ząbki? Już nawet nie chcę myśleć o żadnej poważnej chorobie, panicznie boję się tego, że rośnie mi tu drugi niejadek. A wtedy to już tylko psychiatryk, bo drugi raz tego po prostu nie wytrzymam.
Wiem, że nie opisałam tu całej naszej historii z Elizą, dlatego może być Wam ciężko zrozumieć to co teraz czuję, że od razu panikuję i wszystko od razu czarno widzę... O Elizie chciałabym zrobić osobne posty, dlatego napiszę w dużym skrócie, dlaczego dzisiaj podchodzę do pewnych spraw tak, a nie inaczej...
Eliza urodziła się zupełnie zdrowa... Przez pierwsze 4dni byłam naprawdę szczęśliwa. Potem dostała tak silnej żółtaczki, że groziło Jej upośledzenie umysłowe. Dla nas był to szok z niedowierzaniem. Nigdy wcześniej nie skojarzyłabym typowej dla noworodków żółtaczki z rozwoje umysłowym. Tylko, że Eliza nie miała żółtaczki fizjologicznej, nasza była o wiele silniejsza. Kiedy w końcu nas wypuścili (po 11dniach) zdawało się, że teraz już będzie ok. Pomijając fakt, że żyłam już ze świadomością, że mogę mieć upośledzone dziecko, bo jak nam wytłumaczyła neurolog-dopiero około 2 roku życia będzie wiadomo na pewno... 2lata-załamka...
I było miło i spokojnie do pierwszej wizyty w przychodni. Okazało się, że Eliza w ogóle nie przybiera na wadze. I zaczęło się... Przez 4miesiące walczyliśmy o to, żeby któryś lekarz w końcu postawił odpowiednią diagnozę... Byliśmy u tylu specjalistów, zrobiliśmy tyle badań... Nic, ani trochę nie posuwaliśmy się do przodu. W międzyczasie leżeliśmy dwa razy w szpitalu, gdzie również nic nie znaleźli, ale o tym w osobnym poście. W końcu, kiedy Eliza miała 4,5miesiąca wylądowaliśmy w innym szpitalu już na dobre, bo na miesiąc czasu- o tym też napiszę osobno. W każdym razie, kiedy trafialiśmy już po raz ostatni do szpitala, Eliza już w ogóle nie jadła, cały miesiąc była na kroplówkach.
W końcu wyszliśmy do domu, teoretycznie zdrowi i teoretycznie powinno już być w porządku. Teoretycznie, bo apetyt Elizie nie wrócił. Rozumiem-tydzień, dwa- w końcu tak długo leżała w szpitalu, tyle przeszła, bez spacerów itd...Ja też długo nie mogłam dojść do siebie, zresztą, czasami mam wrażenie, że po tym co wtedy obie przeszłyśmy, nigdy tak naprawdę nie wróciłam na dobre do normalności. Mijały kolejne tygodnie i nic się nie zmieniało. Każde karmienie to był koszmar. Dziecko, które nigdy nie jest głodne... Bez względu na to czy da mu się 3,4 czy 5godzin przerwy od poprzedniego karmienia. Do tego dołączył się refluks, albo coś podobnego, bo o tym też osobno. W każdym razie były dni, że każdy mozolnie podany Jej posiłek, gdzie mąż musiał cuda na kiju wyprawiać, żeby otworzyła buzię, kończył się zwymiotowaniem wszystkiego... I tak potrafiły mijać nam tygodnie. Dodam jeszcze tylko, że na tym etapie-czyli kiedy miała 6-7miesięcy odstawiła już zupełnie mleko i jadła tylko zupki, dokładnie jeden rodzaj zupki. Nie było mowy, żeby dać Jej coś innego, bo czując tylko nowy smak od razu chlustała wymiotami... Grudek też nie tolerowała.Na początku oczywiście niemiłosiernie dołowałam się Jej monotonną dietą. Wiedziałam, że to niedobrze, że powinna mieć urozmaicone posiłki, że brakuje w Jej diecie mleka... Z moim szczęściem trafiałam na lekarzy, którzy moje doły w tym temacie jeszcze pogłębiali. Dopiero po fakcie spotkałam takich, dla których tabelki żywieniowe to nie był jedyny wyznacznik zdrowia dziecka. Trwało to mniej więcej do 15-16miesiąca Jej życia... W tym czasie byłam już na lekach psychotropowych ze stwierdzoną depresją i nerwicą... Za dużo było już tego wszystkiego. O tym co wtedy czułam i jakie miałam myśli też pewnie napiszę... W każdym razie przeżyć każdy kolejny dzień to już była dla mnie wtedy wielka sztuka. Praktycznie całe dnie sama, stając na rzęsach żeby Eliza coś zjadła i wycierając podłogi po wymiotach-tak wyglądał praktycznie mój każdy dzień. Nie napiszę, że nie zwariowałam wtedy, bo dziś już sama nie jestem tego pewna. Tabletki pewnie trochę pomagały, ale rewelacji też nie było. Wiem, że mąż też się wtedy martwił, ale czym innym jest jednak iść do pracy, odebrać kilkanaście telefonów, odpowiedzieć na prę pytań koledze, pójść do szefa... Nie da się wtedy myśleć non stop o tym samym. A ja myślałam... Bo dziecko ma prawo nie zjadać całej porcji, ale jeść jednak musi, i to samo dziecko nie musi wyglądać jak pączek w maśle, ale jeść musi-żeby się rozwijać, żeby było zdrowe... W końcu około drugich urodzin nastąpił przełom. Od tamtej pory nie mam raczej problemów z karmieniem Elizy. Nie wiem co się stało, po prostu Jej przeszło. Tylko, że mi nie przeszło. I teraz cały ten strach, te paranoje przy Lilce znowu odżywają. Boję się powtórki z rozrywki. Wiem, że nie mam już siły przerabiać tego po raz drugi.
Bałam się mieć drugie dziecko. Chciałam bardzo, ale strach, żeby nie powtórzył się scenariusz z Elizą, też był wielki. Jak do tej pory nic nie zapowiadało tego, że może być tak samo. Lilka nie miała żółtaczki, na wadze zawsze przybierała ładnie(chociaż każde ważenie Jej to był dla mnie gigantyczny stres, bo właśnie od nie przybierania na wadze wszystko się u Elizy zaczęło), z podawaniem Jej nowości też szło bardzo dobrze (poza owocami), na grudki tylko zareagowała podobnie jak Eliza, ale może to po prostu nie był jeszcze odpowiedni moment... No a teraz to wszystko... Z każdym dniem je coraz mniej. Oczywiście, jest jeszcze pierś... Mało to jednak pocieszające, kiedy Ona potrafiła wcinać i kaszę i zupę i do tego pierś... Czuję, że z moją kondycją psychiczną jest coraz gorzej. Znowu na tapecie jeden temat-jedzenie, znowu dzień mija od karmienia do karmienia, znowu kiedy mam rano wstawać czuję, że nie mam siły i myślę, co mnie czeka... Już to przerabiałam z Elizą i nie chcę drugi raz... Niech to będą tylko ząbki i niech Ona zacznie znowu jeść...
A na pocieszenie tekścik moje męża z wczoraj: "No a co Jej się stanie jak nie zje? Umrze?" Bez komentarza nawet.


22 komentarze:

  1. Martuś co się dzieje ??? Martwie się ...
    Myślami jestem z Tobą cokolwiek by to nie było ...
    Trzymaj się Kochana ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko jak Ty to przetrzymałaś. U nas "nie jedzenie" trwało dwa miesiące i byłam kłębkiem nerwów.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przetrzymać, przetrzymałam, ale ze skutkiem dla mnie tak jak napisałam-psychiatra i tabletki. Dwa miesiące to mało w porównaniu do nas, ale z drugiej strony wiem, że dla mamy, która zmaga się z problemem nie jedzenia, to każdy taki dzień, jest o ten dzień za długo...Pozdrawiam i trzymam kciuki.

      Usuń
  3. To tylko ząbki ! To na pewno tylko ząbki . Tylko one . Ten koszmar już nie wróci . Nie i już !!!
    Jeszcze troszkę i Lila odzyska apetyt. Zobaczysz .
    Siły życzę . Jeszcze dzień, dwa i zaświeci słońce .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, obyś miała rację. Buziaki

      Usuń
  4. Dużo siły kochana, oby szybko się skończyło. Podejście Twojego męża, choć Cię boli, to jednak jest 'zdrowsze' dla niego, niż Twoje. Masz rację, łatwiej wyjść z domu i choć przez chwilę się nie przejmować, ale przecież to nie znaczy, że się nie martwi, może po prostu nie zamartwia się tak, jak Ty. Odpuść mu, to że będzie Ci przykro i będziesz na niego zła, w niczym nie pomoże, przecież to wiesz. Trzymam kciuki za Lilę. Daj jej chwilkę, w razie czego zdążysz się jeszcze pomartwić, a na razie pozytywne nastawienie i czekamy na rozwój wydarzeń :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jest ogromna różnica między martwieniem się, a zamartwianiem się. I wiem, że moje podejście wcale nie jest dobre-przede wszystkim dla mnie, bo się wykańczam, ale dla reszty rodziny także. Tylko tak to już ze mną jest, że w teorii jestem super, w praktyce gorzej. Muszę nad tym popracować bo wszyscy się męczymy. Dzięki!

      Usuń
  5. jejku tak mi przykro...zatkało mnie jak czytałam co przeszłaś z Elizą, to musiałbyć ciężki czas...brak słów:( Trzymam kciuki żeby to zęby, już Ci pisałam kiedyś że Mania tak koło 6-7 miesiąca jak jej górne jedynki wychodziły też nie chciała jeść a po grudkach miała odruch wymiotny, tylko mleko z butli wieczorem jej najlepiej wchodziło. Może spróbuj pomidorówkę zrobić, bo chyba każde dziecko uwielbia pomidorową to może jakoś jej posmakuje. U nas przeszło po 2 tygodniach, trzymam kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co było z Elizą to telegraficzny skrót... Na pewno napiszę o tym kiedyś osobne posty. No ja też mam nadzieję, że to przejdzie, nawet po dwóch tygodniach to brzmi lepiej niż 2lata... I trzymaj kciuki :)

      Usuń
  6. Marta, będzie dobrze, myśl pozytywnie, przesyłam dobre fluidy i tulam :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Okropne to co musiałaś przeżyć, wierzę że tym razem to tylko zęby...

    OdpowiedzUsuń
  8. Marta wiesz już, że mam bardzo podobne doświadczenia z Filipem i właśnie dlatego pozwolę sobie napisać: Twój mąż ma rację. Sama widzisz, czego byś nie zrobiła przy Elizie ona i tak wszystko wymiotowała. Nauczona tym co z nią przeżyłaś powinnaś jednak odpuścić przy Lili. Póki co miejmy nadzieję, że to ząbki, niech pije i nie zmuszaj jej do tego jedzenia bo możesz ją takim postępowaniem do niego zrazić. Jak przez kilka dni nie będzie jadła nic jej nie będzie, a później zobaczysz. Ty się stresujesz, ona i tak nic nie zjada, a jeszcze istnieje ryzyko, że jedzenie zacznie jej się kojarzyć źle i co wtedy zrobisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia,ja to wszystko wiem, dopóki jest ok, jakoś ogarniam ten temat i niby wszystko rozumiem. Gorzej, kiedy zaczynają się problemy, panika z mojej strony murowana. Nie wmuszamy w Nią, bo nie chcę, żeby było jeszcze gorzej.

      Usuń
  9. Teraz wszystko rozumiem. Czasem tak czytałam jak pisałaś , że jesteś ZAŁAMANA niejedzeniem i myślałam sobie, że chyba przesadzasz trochę. Ale tak to jest, jak się nie zna całego kontekstu. Nie umiem sobie wyobrazić przez co przeszłaś, bo ja bywam załamana nadmiernym apetytem mojego dziecka.... no może nie załamana, ale zaczyna mnie przerażać :P
    Wiem, że dałabyś radę drugi raz też. Przecież jesteś Mamą. Mama potrafi znieść WSZYSTKO.
    Ale na pewno nie będziesz musiała. To na pewno chwilowe i wróci do normy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym co przeszliśmy generalnie staram się nie oceniać innych, ale wiadomo-nie zawsze mi to wychodzi, bo jestem człowiekiem, a przede wszystkim kobietą :)Co do tego, że przesadzam, to mimo wszystko masz rację, nawet jeśli jestem usprawiedliwiona w tym temacie.
      Pamiętam, że niejednokrotnie mówiłam, że chciałabym mieć takie dziecko, z takim apetytem :) Chyba nie będzie mi dane, no może za trzecim razem :))

      Usuń
  10. Martus, nawet nie wyobrazam sobie jak przezylas te pierwsze 2 lata z zycia Elizy. Nie dziwie sie, ze jestes teraz przewrazliwiona na punkcie jedzenia. Mimo wszystko mysle, ze u Lili to zabki. Przeciez wczesniej miala piekny apetyt. A probowalas dac jej cos przeciwbolowego? Moze buzia ja boli i dlatego nie chce jesc. Jak nie bedzie czula bolu moze zje? Nie mam w tej kwestii doswiadczenia. Bi nie stracila az tak dramatycznie apetytu przy zabkowaniu. Z nia mialam przeboje ze spaniem, musialam dawac jej lekarstwo przeciwbolowe, zeby nie budzila sie w nocy co pol godziny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, ja też się dziś zastanawiam jak przeżyłam tamten czas... Kiedy "to" trwało robiłam po prostu to co musiałam-mimo wszystko karmiłam i starałam się, żeby się nie odwodniła.
      Lekarz też właśnie powiedział, żeby dać Jej coś przeciwbólowego, jakoś starałam się tego unikać, póki nie miała temperatury, ale teraz wiem, że chyba nie ma sensu się aż tak wzbraniać. Boże, pobudki co pół godziny-jak te dzieci się męczą przy tym ząbkowaniu.

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!