Mama2c

Mama2c

sobota, 15 czerwca 2013

Zamiana ról

Nie, nie zbuntowałam się :) Mąż nie przejmuje moich obowiązków, a ja nie wracam do pracy. Chociaż, może i taka zamiana ról, choć na chwilę, przydałaby nam się bardzo. Ostatnio uraczona zostałam tekstem, że siedzę w domu i o nic się nie martwię! Milutko, i żeby chociaż zgodne z prawdą to jeszcze było, to może mnie by bolało i mniej by wkurwiło. Jeśli komuś życie kury domowej jawi się jako bajka, to chyba zrobię ankietę, co na ten temat myślą same zainteresowane! Myślę, że wyniki zaskoczyłyby niejednego... W każdym razie, nie o tym dzisiaj.

Kiedy Elizka miała lat mniej więcej 3, zaczęliśmy angażować Ją do pomocy przy naszych sobotnio-niedzielnych posiłkach. W weekendy zawsze jest więcej czasu, żeby celebrować to, co w tygodniu zjadamy w biegu i nie wszyscy razem- czyli głównie śniadania. Mała była dumna jak paw, kiedy dostała sztućce do rozłożenia :) Z wiekiem mogła coraz więcej i oczywiście cieszyła się bardzo, kiedy wychwalaliśmy Ją za Jej pomoc. Muszę niestety przyznać, że z czasem jakoś osłabła Jej chęć do pomocy, na rzecz dłuższego wylegiwania się w wyrku :) W każdym razie z rozrzewnieniem wspominam cały okres mojej ciąży, kiedy robiliśmy sobie te wypasione sobotnie i niedzielne śniadanka, siadaliśmy w trójkę, a w zasadzie to w czwórkę, przy stole, i zajadając się, oglądaliśmy Rodzinkę.pl oraz Słodki Biznes. Fajnie było.
Teraz powoli wracamy do tych naszych rytuałów, ale Lila ma w tym czasie akurat porę drzemki, więc to jeszcze nie jest, to. Czas jednak szybko leci, i mam nadzieję, że już wkrótce i Lilka dołączy do nas w celebrowaniu tych wspólnych chwil...

Pisałam wczoraj, że jestem słomianą wdową. Spała za to u nas Babcia, więc dziś rano był u nas prawdziwy babiniec. Lubię takie chwile. I stało się coś, co mnie totalnie zaskoczyło. Eliza raczej nie należy do dzieci, które budzą się rano wściekle głodne. To raczej ja, sygnalizuję Jej, że mogłaby już coś zjeść, pytaniem czy robimy śniadanie. A dziś, to moja Córcia, nawet nie zapytała czy robimy to śniadanie, Ona po prostu zarządziła, że już pora na nie. I nie był to ukryty między wierszami przekaz dla mamy, żeby tyłek w końcu ruszyła, bo Elizka sama udała się do kuchni, i zaczęła robić śniadanko :) Szok, z niedowierzaniem! Obserwowałam to wszystko z boku, i całkiem sprawnie się Córcia uwijała, i jak fajnie sobie wszystko rozplanowała. Myślałam, że moja rola ograniczy się tylko do spożycia tego śniadania, ale jednak pomyliłam się bardzo... Już po chwili zostałam oddelegowana do wstawienia kiełbaski na gorąco, zaraz potem miałam zanieść i rozłożyć sztućce, przynieść talerzyki, wyjąć z lodówki musztardę i ketchup...
Cholera jasna, no ja Jej tak chyba nie ganiałam! I jeszcze zero pochwały, czy dobrego słowa... Nie wspomnę o tym, że ja angażowałam w śniadanie całą rodzinę, a Eliza Babcię zupełnie oszczędziła...
Żartuję, oczywiście. Fajnie było patrzeć jak Elizka smaruje masłem chleb, układa ser, na każdej kromce inny... I jak niesie dumna ten talerz pełen kanapek. Rośnie mi Córcia, oj rośnie... Umiejętność samodzielnego zrobienia kanapki, toż to krok milowy przecież, do pełnej samodzielności... Co prawda Eliza swoje pierwsze kanapki ma już dawno za sobą, ale to Jej pierwsze śniadanie, przygotowane dla innych. I pomyśleć, że zleci lat 20-cia i ta sama Elizka, tylko o te 20lat starsza, będzie kręciła się po swojej kuchni i szykowała śniadanie, dla swoich jeszcze bliższych-męża, dzieci...
No dobra, wystarczy, bo zaraz się rozkleję.
Śniadanie było pyszneeeee!

17 komentarzy:

  1. Fajne są te nieoczekiwane zamiany ról dzieci i dorosłych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. o tak, chociaż ze sprzątaniem u Niej gorzej :)

      Usuń
  3. Nie mogę się tego doczekać. Sama lubiłam przygotowywać śniadania w dzieciństwie, pomagać w kuchni. Moja mama nie uczyła mnie gotować, sama wymyślam jak coś zrobić na chybił trafił, ale Mi wpuszczę do kuchni, bo to przy okazji świetny sposób na wspólne spędzanie czasu, dużo radochy i śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w dzieciństwie dużo Mamie pomagałam, Eliza aż tak znowu bardzo się do tego nie garnie. Czasami, ma taki zryw właśnie :)

      Usuń
  4. WIdzisz jakie samodzielne dzieci juz Ci rosna. Milo tak patrzec, jak z malych dzidziusiow, rosna male kobietki, choc lza w oku sie kreci, ze juz niedlugo beda na tyle samodzielne, ze rodzice pojda w odstawke. Co do tego, ze siedzisz w domu i o nic sie nie martwisz, to ja sie zawsze smieje, ze ja nie siedze w domu, ale leze i pachne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jak już mi się znudzi siedzenie, wtedy też się położę i będę pachnieć :) A co!

      Usuń
  5. Az strach pomyśleć jak te maluchy szybko dorastają...Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. oj kochana! normalka, ja też cały czas słyszę, że w domu siedzę i nic nie robię, i o nic się martwić nie muszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo SIEDZENIE w domu, wyklucza martwienie się :) Ot, taka męska logika...

      Usuń
  7. Świetna ta zamiana ról ! Eliza jest już taka "dorosła " :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, żebyś wiedziała Anetko, tylko, że dorosłość w Jej wykonaniu, czasami mnie przeraża...

      Usuń
  8. jak słodko:) ten etap jeszcze przedemną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani się obejrzysz i będziecie razem pichcić!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!