Mama2c

Mama2c

czwartek, 20 czerwca 2013

Żar z nieba

Czy wyjdę na  ignorantkę, jeśli zapytam czy w całej Polsce panują takie upały?
U nas po wczorajszych 30 stopniach, dziś tylko 28 :) Szkoda tylko, że jakoś nie odczuwam różnicy...
Żeby sobie przypomnieć, jak bardzo miałam dość przedłużającej się zimy, odnalazłam nawet swój wpis na Fb, oto on:

Do tej pory dzielnie znosiłam zimową aurę,mimo trwającej już,chociaż tylko w teorii,wiosny. Myślałam,że chociaż wizja globalnego ocieplenia trochę się od nas oddala,a Marcin swoimi browarkami nie zajmuje mi miejsca w lodówce. Ale dzisiaj w du... mam już globalne ocieplenie a piwo może zająć całą chłodniczą przestrzeń w moim domu-CHCĘ WIOSNY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! TERAZ,JUŻ,NATYCHMIAST!!!! A jeśli nie, to mimo karmienia piersią, będę miała mega gigantyczny PMS

Tak, miałam dość zimy, dość kombinezonów, czapek, brnięcia przez zaspy śnieżne z wózkiem... A teraz? Teraz wpisuję się w klasykę naszych cech narodowych, bo teraz narzekam na upał :( 
Najbardziej żal mi oczywiście Małej. W związku z temperaturami godnymi tropików, spacery w dzień odpadają, a co za tym idzie-drzemek podczas spacerów też nie ma. A to był nasz punkt obowiązkowy każdego dnia... I w ten sposób wszystko nam się rozjechało, bo owszem Lilka w końcu usypia w domu, ale dużo później. Bo o tym, że po takim usypianiu (czyli przerzucaniu się z boku na bok jakieś milion razy zanim zaśnie) jest mokrusieńka, pisać nie muszę. Do tego, jestem już pewna jaki jest minus karmienia piersią. Moje Dziecko nie umie pić z butelki. I moja wizja, że będę podawała Jej z niej wodę prawie upadła. W każdym razie uczymy się na gwałt pić... Dziś nawet wypiła całe... 10ml :)
Patrząc natomiast na Elizę nie widać żadnych oznak zmęczenia upałami. Energia Ją roznosi. Nie usiedzi na tyłku nawet 5minut... I pomyśleć, że kiedyś też tak miałam... To chyba 100lat temu było. Albo nawet w innym życiu.
Dziś miałam moment kryzysowy, kiedy szykowałam obiad. Kuchnię mamy tak nasłonecznioną od godziny 14, że chyba ze 40stopni tu było. Dziwię się, że musiałam podgrzewać jedzenie, bo w zasadzie powinno osiągnąć temperaturę wrzenia i bez użycia kuchenki... Stoję więc przy tych garach, mieszam sos, pot po tyłku zasuwa mi jak w reklamie: "z siłą wodospadu", między cyckami druga Amazonka, ewentualnie koryto Nilu, i zastanawiam się jak przeżyłam moje obie ciąże, w których ostatnie miesiące przypadały właśnie na okres letni... No jak? Jeśli to prawda, że tłuszcz się wytapia, to po tej fali upałów powinnam mieć figurę niczym Megan Fox... I tylko to trzyma mnie przy życiu, to znaczy przy garach, kipiących-tak dla lepszego efektu...
Ahoj!

12 komentarzy:

  1. Oj Martuś jak ja Cię rozumiem ! I choć dzisiaj ani minuty nie stałam przy garach to też mnie dopadło koryto Nilu. I ciężkie powieki przez cały dzień.
    Zazdroszczę Dzieciom tej energii. One mają jakieś wewnętrzne baterie i to najlepszej jakości. Moje straciły moc 100 lat temu. Mam nadzieję, że za chwilę letnia kãpiel sprawi, że się odrobinę naładują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jakieś 10minut po prysznicu jest suuuper, a potem wszystko wraca do niechcianej,letniej normy... Ja niezmiennie, mimo, że mamą jestem już 7lat, nie mogę się nadziwić skąd u Dzieci taki power bez względu na pogodę i inne okoliczności... To po prostu fenomen dziecięcych lat, szkoda tylko, że z wiekiem przechodzi-może byłabym bardziej wydajna :)

      Usuń
  2. Ojjj tak niby mowia ze Polacy to mistrzowie w narzekaniu, ale przetrwac takie upaly to faktycznie sztuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety i tą sztukę trzeba będzie opanować-wszak kalendarzowe lato dopiero się przecież zaczyna... ehhh :(

      Usuń
  3. U nas tak samo. Na nic nie mam siły, a jak mój kochany małżonek wziął się wczoraj za przygotowywanie sobie paszy i zaczął smażyć, gotować i inne cuda na kuchence wydziwiać, to myślałam, że go wzrokiem zabiję. I bez tego temperatura dawno już przekroczyła tą zabijającą wszystkie funkcje życiowe organizmu. Ratunku, w niedziele mamy urodziny Filipa i Jagody, jeśli będzie tak gorąco to nie damy rady w mieszkaniu, gdy przyjadą goście!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo to podziwiam Twojego Męża... Ja mimo, że lubię gotować, a jeszcze bardziej jeść, w takie upały jednak wymiękam i traktuje pobyt w kuchni jako karę :(
      Może do niedzieli trochę spadnie temperatura, bo inaczej rzeczywiście nie zazdroszczę. A urodziny mają w tym samym dniu, czy blisko siebie? U nas Eliza marzyła, żeby Lila urodziła się tego samego dnia co Ona, no ale jednak wcześniak o całe 2miesiące, to trochę za dużo...

      Usuń
    2. 17 czerwiec Jagoda, a 23 czerwiec Filip. U nas bez problemu mogło być tego samego dnia bo na cesarkę umówiona byłam 2- a tygodnie przed terminem, więc mogłam się umówić na 23-ciego, ale jak to w ostatnich tygodniach ciąży chciałam jak najszybciej :)

      Usuń
    3. To z Filipem trafiłaś z prezentem na Dzień Taty :) Mąż pewnie szczęśliwy! A ja powiem Ci, że za każdym razie końcówkę ciąży znosiłam najlepiej i najmilej wspominam :) I za każdym razem ogarniał mnie z jednej strony żal, że jak to? To już koniec... :)

      Usuń
  4. hehe zawsze jest na co ponarzekac :D
    teraz moja kolej:
    ale mi zimno 11 stopni i pada chce do upalow chce do slonca chce do polski :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no 11stopni to już przesada jak na czerwiec. Pakujcie się i przylatujcie do naszych rodzimych tropików!

      Usuń
  5. U nas dzis tez ma przyjsc fala upalow. Czekam na nie jak na zbawienie, bo to skandal, zebym w polowie czerwca musiala ubierac dzieci w dlugie rekawki i spodnie. Ale wiem, ze za dzien-dwa bede przeklinac. Dobrze, ze i w domu i w samochodzie mamy klimatyzacje, moze nie zdechniemy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że zdechłam pierwszego dnia upałów :) Teraz tylko mój duch tu lewituje...

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!