Mama2c

Mama2c

piątek, 7 czerwca 2013

Złodziejka? Na to wychodzi...

Piątek. Dzień, na który czekam odkąd... Odkąd pamiętam.
Tak, wiem. Mało oryginalna jestem. Gdybym tak na przykład napisała, że kocham poniedziałki- to byłoby coś!
Niestety, kocham piątki. Kiedy pracowałam, to wiadomo... Jak już nie pracowałam, też wiadomo- w końcu byliśmy w domu wszyscy. Odkąd jest Lila, wielbię piątki w sposób szczególny, i... też chyba wiadomo dlaczego :) Tak, tak- nie wstydzę się tego. Jestem tą wygodną matką, która z największą przyjemnością i jeszcze większą, dziką satysfakcją oddaje w weekendy, w ręce Taty: pieluchy, spacery, plac zabaw ze Starszą...
Dzisiejszy plan na piątkowe popołudnie był taki, że Tata bierze Lilkę na spacer, ja w tym czasie szykuję Elizę do kościoła, a za godzinę zamieniamy się dziećmi. Tatuś idzie więc z Elizą do kościoła a ja kontynuuję spacer z Małą.
Nie chciałabym obrazić niczyich uczuć religijnych, ale musiałam przeżyć 32lata na tym świecie i doczekać się Córki, żeby dowiedzieć się, że istnieje coś takiego jak Oktawa Bożego Ciała. W związku z tym wydarzeniem, Eliza znowu sypała płatki, tym razem wokół kościoła.
W umówionym miejscu, gdzie miało dojść do wymiany Córek, Eliza "obudziła" się, że Ona chce, żebym to ja szła z Nią do kościoła... Hmmm, nie tym razem Córcia. Jakoś w modlitewnym nastroju nie byłam... już od bardzo dawna. Tylko czym się teraz wykręcić...? Spojrzałam na wystrojoną Elizę i... eureka! Wytłumaczyłam, że w legginsach i sportowych sandałach nie chodzi się do kościoła. Zaakceptowała, ale nie pomyślałam, że przyjrzy się baczniej ubiorowi Taty. Nie doceniłam Dziecka, przyznaję. Zapytała, czy uważam, że Tata jest lepiej ubrany. Hmmm, to miało być moje być albo nie być w tym kościele i nawet jeśli uważałam, że strój Taty jest dokładnie tak samo nieadekwatny do miejsca jak mój, to przekonałam Ją, że ta koszulka z kołnierzykiem zwana polówką, jest po prostu idealna do kościoła.
Ufff, wreszcie się rozstaliśmy.
Pogoda nam dziś dopisała. Mimo godziny 18 słońce nadal mocno "smażyło". Próbowałam spacerować z Lilką w cieniu, ale nie zawsze się udawało. Żeby jakoś przetrwać ten skwar, co chwilę piłam wodę mineralną Żywiec (to nie jest post sponsorowany :)) I nagle słyszę chłopięcy głos:
-Babciuuuu ta pani pije naszą wodę!!!
Idę oczywiście spokojnie dalej, bo to przecież nie o mnie. Za chwilę jeszcze głośniej:
-Babcia widzisz, ta pani ma naszą wodę!
Coś mnie tknęło, dyskretnie rozejrzałam się dookoła i ... kurczę! To chyba jednak o mnie, bo na alejce byłam tylko ja, dwóch "kajtków" w wieku 4-4,5 roku i czerwona ze wstydu babcia...
Babcia, zdecydowanie ciszej niż chłopiec, tłumaczyła coś dzieciakom, pewnie mnie broniła :) Mało jednak musiała być przekonywująca, bo smyk znowu swoje, a decybele takie, że Go pewnie dwie ulice dalej słyszeli:
-Babcia, ale my mamy w domu taką samą wodę.
A za chwilę, niby konspiracyjnym tonem, ale na tyle głośno, że mimo oddalenia, nadal wszystko słyszałam, mówi:
-A może ta pani ukradła naszą wodę?

Nigdy nie przestanie mnie rozbrajać szczerość Dzieciaków. Są w tym po prostu obłędne. Mistrzowie kłopotliwych sytuacji i zawstydzonych rodziców/opiekunów/babć :) Eliza z takiej powalającej do bólu, wypowiedzianej na głos szczerości już wyrosła. Teraz owszem, nadal potrafi z czymś "wypalić", ale już na ucho, albo "powiem ci w domu". Za to w przedszkolu zupełnie się nie krępowała. Nie tylko regularnie raczyła panie opowieściami o moich ciążach... ale kiedyś oświeciła przedszkolanki co do wielkości przyrodzenia Taty. Tak, tak. Ujęła to słowami: "Tata ma duży siurak." I nie wiem co bardziej mnie zszokowało, to czy w ogóle to powiedziała, czy to, że źle odmieniła kluczowe słowo :)
Ciekawe co nam zafunduje Lila, kiedy przyjdzie Jej czas... Oby uczeń nie przerósł mistrza.

12 komentarzy:

  1. szczerość dzieci jest często utrapieniem rodziców i rodziny... ile razy moje rodzeństwo mnie wsypało... wstydu się najadłam, że hej!

    a Eliza... dobrze, że nie krępuje się mówić o takich rzeczach, nawet nie do końca mocno świadomie... ale kiedyś będzie jej łatwiej w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, przykłady kiedy Eliza zabłysnęła szczerością mogłabym jeszcze mnożyć :) Za jakieś 2-3lata czeka mnie to z Lilą, może już mniej będzie bolało :)

      Usuń
  2. hahaha świetny post :D weekendy tez są męża. Zdarza się że przez weekend (a na pewno 1 dzień) nie wiem co to zmiana pieluchy :D a czasem też mam po kokardy a przecież to tylko 1 dziecko - Ty masz 2. Taaa dzieci są niesamowite! Dal nich wszystko jest proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie w Nich fajne-ta beztroska i prawdziwa wolność wypowiedzi :) A weekendy są boskie. Mój Mąż się śmieje już z tych zmian pieluch, no ale cóż-takie życie :)

      Usuń
  3. Ja mam wszystko przed sobą,aż boje się pomyśleć co usłyszę w przyszłości od moich chłopców i kiedy się najem pierwszego wstydu...:-)
    Eliza jest po prostu konkretną dziewczynką, stwierdziła fakt i już!:-)Przedszkolaki są rozbrajające w szczerości swoich wypowiedzi:-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że po czasie nawet ten wstyd się fajnie wspomina :) W końcu dzieci to dzieci, mają swoje prawa :) A Eliza konkretna to jest, tylko pytanie skąd Ona znała takie konkrety, żeby się nimi dzielić z przedszkolanką haha :)

      Usuń
  4. zamieniamy się dziećmi :P jak to fajnie brzmi hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że na razie są w liczbie parzystej, więc jest się jak zamieniać i nikt nie jest stratny :)

      Usuń
  5. Tylko teraz mama nie popełnij wtopy i jak będziesz kroczyć z dzieckiem do kościoła pamiętaj, że leginsy i sandały są niewłaściwe i w ogóle zabronione! A ja już nie mogę doczekać się takich tekstów, choćbym się miała palić ze wstydu. Panie przedszkolanki natomiast często robią z igieł widły nie pojmując mimo studiów, że rozwój seksualny i takież zainteresowania są w tym wieku najnormalniej naturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nieprędko do kościoła się wybiorę, więc na razie strój sportowy nadal dumnie nosić zamierzam :) A co przedszkolanek, to akurat tekst o siuraku, był za kadencji pani, która dziwnie się na mnie patrzała, zdając mi tą relację, ale ja nie robiłam z tego wielkiego halo i nic w końcu mi nie powiedziała. A ogólnie nasze przedszkolanki na szczęście były w porządku :)

      Usuń
  6. Martuś ja Cię proszę Ty już dzieciom wody nie kradnij .Bo potem w te pędy będziesz musiała w sandałach i leginsach biec do spowiedzi. I jeszcze z tego rozpędu zdradzisz księdzu tajemnicę wielkości przyrodzenia Męża.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha "Duży siurak" wygrał. Znowu padłam ze śmiechu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!