Mama2c

Mama2c

niedziela, 14 lipca 2013

"A jak było na urlopie?"

Jak już pisałam, byliśmy w Świnoujściu.
Wiem, że dla osób, które kochają morze, a tym bardziej dla tych, które dodatkowo mają do morza daleko, to co napiszę będzie ciężkim grzechem, ale my wyjazdy nad morze średnio lubimy :)
Odkąd zaczęliśmy razem wyjeżdżać w góry-przepadliśmy. Każdy kto chodzi po górach wie, że urlopując się nad morzem, można zanudzić się na śmierć. I tak jest mniej więcej w naszym przypadku. Co prawda będąc rodzicem dziecka uwielbiającego wodę nudzić się nie można, choćby dlatego, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, ale o inny rodzaj nudy i znudzenia tu chodzi.
Dlaczego więc pojechaliśmy nad morze? Z dwóch powodów. Po pierwsze- urlop w górach mamy zarezerwowany dopiero na ostatnie 10dni sierpnia, czyli całe wakacje czekania i można powiedzieć całe dwa miesiące "siedzenia" w domu. Trochę było nam żal Elizy z tego powodu. Jak zawsze w wakacje, i w sumie nie tylko wakacje, bo zawsze wtedy, kiedy pogoda już(i jeszcze, jeśli pomyślimy o jesieni) na to pozwala, organizujemy Jej (i sobie również :)) jednodniowe wyjazdy, ale nie oszukujmy się-to nie to samo, co choćby krótki urlop. Po drugie- Eliza owszem, lubi nasze wyjazdy w góry, ale miłością do nich nie pała. Mam nadzieje,że to się kiedyś zmieni, że pokocha góry tak samo jak my. Morze, jezioro-to są dla Niej teraz większe atrakcje i absolutnie się Jej nie dziwię. W Jej wieku też uwielbiałam się kąpać, chlapać, pluskać. Wyrosłam z tego bezpowrotnie :)

W każdym razie stanęło na tym, że pojedziemy nad morze, na parę dni. Trochę mnie to przerażało. Kiedy Eliza była w wieku Lilki, też byliśmy z Nią nad morzem, i fatalnie wspominam tamten urlop. Poza tym, odkąd dzieciaki (Eliza i Synek mojego Brata) skończyły 3-4lata na wszelkie urlopy jeździliśmy zawsze poza sezonem. Głównie były to wypady w góry, ale te krótsze, nad morze, także. I tu był pies pogrzebany. Słabo mi się robiło, kiedy pomyślałam o plaży pełnej ludzi, koc przy kocu... Eh, nie lubię tego bardzo :( No ale co zrobić, Eliza chodzi już do szkoły i zabranie Jej w maju na 2tygodnie, jak to wcześniej co roku robiliśmy, nie wchodzi już w grę. Dzięki temu, że jeździliśmy poza sezonem stać nas było na dwa wyjazdy, i drugi zazwyczaj przypadał na wrzesień. Miłośnikom gór nie muszę mówić jak pięknie było jesienią w Karpaczu, i jak wybornie smakuje wtedy szarlotka w Samotni :)

A teraz słów kilka o samym wyjeździe :)
Z doświadczenia z Elizą wiemy, że gdziekolwiek byśmy nie jechali, zawsze lepiej wyjechać skoro świt. Po pierwsze- mniejsze korki, po drugie- z samego rana zawsze jest jeszcze trochę chłodniej, po trzecie- dziecko obudzone z samego rana, zazwyczaj szybko "pada" w aucie i można spokojnie jechać. Tym razem też wyjechaliśmy rano, zaraz po 6-tej. Liczyłam, że Lila prześpi całą drogę, bo normalnie śpi do 7.30, no ale chyba udzieliło się Jej podekscytowanie, bo usnęła w aucie, ale tylko na 20minut. Generalnie humor miała dobry, wymiękła jedynie przy czekaniu na przeprawę promową, i dała upust swoim emocjom :) Natomiast Elizka spisała się na medal. Wstała bez problemu, ładnie się wyszykowała, widać było, że naprawdę się cieszy. Uśmiałam się tylko, bo nasze Dziecko rano nie grzeszy apetytem, a już w okolicach 6-tej rano to już szczególnie. Mamy to "szczęście", że w drodze nad morze mijamy Mc Donalda, i każdy kierowca i pasażerowie może też, wiedzą, że zanim naszym oczom ukaże się to miejsce kalorycznej rozpusty, pojawia się znacznie wcześniej to wielkie charakterystyczne żółte M :) Eliza oczywiście dostrzegła je pierwsza i wybłagała Tatusia o zjazd tam. Za długo błagać nie musiała, bo Tata też lubi :) No mama trochę też, ale ze względu na swoje ostatnie rozmiary i większą świadomość żywieniową niż reszta rodziny, wie że powinniśmy omijać to miejsce szerokim łukiem.

Świnoujście przywitało nas ciepło, ale trochę pochmurnie i po rozpakowaniu się i nakarmieniu Lilki, zdecydowaliśmy się na spacer, ku niezadowoleniu Elizy...
Humor Jej się poprawił jak złapał nas deszcz i dzięki temu zaliczyłyśmy shopping w Pepco :)
Po deszczu rozpogodziło się na dobre, i tak już było do końca naszego pobytu. Po południu poszliśmy więc na plażę, i ku mojemu zdziwieniu, aż tak dużo ludzi nie było. To znaczy plażowali, owszem, ale zatrzęsienia ręczników, leżaków na szczęście nie odnotowałam :)
Na wspólne plażowanie w czwórkę się nie nastawialiśmy, wiedziałam, że Lilka ze swoim czujnym snem, na plaży raczej nie pośpi. I nie pomyliłam się. Mała ogólnie była strasznie podekscytowana przez cały wyjazd i miała duże problemy ze spaniem. Nie pamiętam czy kiedykolwiek wcześniej usypiałam Ją przez prawie 1,5godziny :(

Robiliśmy więc tak, że na plażę chodziliśmy w porze drzemek Lilii, i jedno z nas zostawało na plaży, a drugie chodziło z wózkiem do pobliskiego parku, gdzie był upragniony dla maluszka cień. Może dla zacieśniania więzi rodzinnych, to rozwiązanie było kiepskie, ale dla zaspokojenia potrzeb dzieci w tak różnym wieku, chyba najlepsze. Eliza popluskała się w morzu i zaliczyła wszystkie inne plażowe atrakcje, a Lila unikała słońca i mogła spokojnie, zdrowo pospać na dworze. Wracając do pokoju zaliczaliśmy jeszcze półgodzinny spacerek, bo trochę do przejścia mieliśmy...
Z nadmorskich atrakcji, to należy wspomnieć jeszcze o tym, jak Eliza pierwszego dnia "zaliczyła szlifa" i zdarła okropnie oba kolana. Wyglądało to koszmarnie, i bałam się, że będzie więcej płaczu, jęczenia itd, a tymczasem miło mnie zaskoczyła reakcja Elizki, bo owszem postękała trochę, że boli, ale tragedii nie było. Jak na Nią to nowość. A wielkość strupów naprawdę usprawiedliwiałaby w tym wypadku histeryczną reakcję naszej Starszej Córci.

Wieczorem padaliśmy wszyscy, poza Lilcią, którą trzeba było mozolnie usypiać, bo cwaniara przy piersi nie zasypiała, i wtedy dopiero zaczynał się sajgon.
Urlop ogólnie udany, pogoda dopisała, z czego bardzo się cieszymy. Zabrakło mi jedynie więcej wspólnego czasu z mężem, ale nawet podczas tych krótkich chwil razem można sobie więcej powiedzieć, niż podczas całodniowego leżenia plackiem obok siebie :)

I chociaż wspomnienia przywieźliśmy fajne, to nie ukrywam, że jeśli chodzi o wyjazdy wolę te ze starszym dzieckiem, czyli najmniej 2-3letnim. Elizka jako dwulatka już nie spała w dzień i organizacja planu wakacyjnego też była inna. Pilnowanie drzemek, pór posiłków...to nie jest wymarzony scenariusz na wakacje :) No i nie mogę się doczekać, kiedy na spokojnie będziemy mogli usiąść z Marcinem w kawiarni, delektować się mrożoną kawą, patrzeć na morze i na obok siedzące nasze dwie Córeczki, zajadające się jakimiś pysznymi deserami lodowymi :) Chwilo trwaj :)

Nie ukrywam, że po tym krótkim urlopie nad morzem, trochę obawiam się tego naszego wyjazdu w góry. Przypomniałam sobie dotkliwie, co to znaczy wakacje z niemowlakiem :) Co prawda, w góry jedzie z nami Babcia, więc może dzieląc się jakoś opieką nad Lilą, damy radę choć raz czy dwa pójść gdzieś dłużej na szlak... Z drugiej strony nie wyobrażam sobie jakoś pójścia bez Niej, bo to głównie ja, nad morzem, spacerowała ze śpiącą Córcią. Jestem jeszcze na tym etapie, że bardzo ciężko mi się z Nią rozstać. Wiem, że to minie, ale dopiero za jakiś czas :) Tak, za 3-4lata :) Zastanawiam się czy trochę nie zaszaleliśmy z tym zarezerwowaniem wakacji w górach. W końcu nad morzem w każdej chwili można wrócić do pokoju. W górach wygląda to już zupełnie inaczej... Sama nie wiem jak to będzie. Na razie postaram się nie myśleć i jak to mam w zwyczaju-nie zamartwiać się na zapas...

W drodze do Świnoujścia, ta krótka drzemka:

Spacer po deszczu:

Słońce, i nasze dwa Słońca najjaśniejsze:


Płot z kredek :)

 Słynne świnoujskie fontanny:




 Pozujemy :)

Plażowiczka

 Chwila wytchnienia :)

 Kredki, kredki :)

 Zabytkowy budynek Poczty Polskiej

 Ostatni spacerek

 I wracamy do domu, tu na chwilę przed kryzysem i "koncertem" na promie :) Po raz kolejny!

17 komentarzy:

  1. Zgadzam się, wyjazdmz maluchem to tortura zwłaszcza jak się ma dwoje i każde potrzebuje czego innego. Córeczki masz ślicznie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. No niestety, to jest akurat minus dużej różnicy wielu, na urlopie odczuwa się go wyraźnie :(

      Usuń
  2. Musze przyznac ze jak zobaczylam dlugosc posta troche sie zleklam ze nie dobrne do konca, ale czytalo sie super!!! ja kocham podroze, te duze, male, srednie itp ale tak jak to dobrze ujelas sa onne calkime inne odkad podrozuje z nami mala, trzeba zawsze pamietac o drzemkach , jedzeniu, deserkach itp. teraz za tydzien (jak uda mi sie wyzdroweic) planujemy jechac do moich rodzicow, i to dopiero jest urlop zapominamy ze mamy dziecko i jest cudnie!!dziadki szczesliwe ze maja mala a my ze mamy siebie, aze za 3 miesiace chyba juz calkiem nie bedziemy mieli czasu dla siebie, dobrze ze teraz bedzie taka mala odskocznia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a muszę Ci napisać, że to nie był wcale mój najdłuższy post :) Cieszę się, że dobrnęłaś do końca! No właśnie, to są te "uroki" urlopów z dziećmi. Podziwiam i po cichu zazdroszczę rodzicom, którzy potrafią jechać na żywioł i się za bardzo nie spinają. Jak śpiące to padnie w wózku, albo na kocu, jak głodne, to coś zje... itd itd. Ja atak niestety nie potrafię. A Wam życzę udanego wyjazdu, o i oczywiście zdrówka, żeby się nim cieszyć!

      Usuń
  3. Przedostatni akapit najbardziej mi się podoba :)Ja też marzę o takich czasach. Dzisiaj zastanawiałam się w jakim wieku będę mogła ich zostawić w domu (chłopaków), by nie ciągnąć całej ferajny do jarzyniaka po ziemniaki?

    Już kiedyś pisałam Ci, że my uwielbiamy to leniuchowanie nad morzem, ale te klika słów, które napisałaś o górach sprawiły, że coś się we mnie zapaliło. Takie wyprawy chyba bardzo zbliżają, tak sobie myślę...

    My już odliczamy do wakacji... 19 dni nam zostało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie z wiekiem dzieci stają się bardziej samodzielne, a rodzic odżywa :) I tego się Kasia trzymam, jak tonący brzytwy! Powiem Ci, że samego Mateusza to już bym może zostawiła, ale razem z Bratem to na pewno nie. Bo wiem, że w towarzystwie więcej głupich pomysłów do głowy przychodzi. Niestety.
      Jeśli chodzi o góry, to naprawdę gorąco Wam polecam, jak Jagódka skończy tak ze 4latka. Zbliżają niesamowicie, dzieciaki mogą sprawdzić swoje możliwości

      Usuń
    2. My zawsze motywujemy Elizę wysokością góry itd, ludzie też fajnie reagują na takie maluchy, który dzielnie idą, Ona jest zawsze dumna jak Ją chwalą :) Fajna sprawa, naprawdę polecam. U nas jest tak,że jedno drugie motywuje, jak już sił mniej. A ile potem jest wspominania... Brakuje mi tego bardzo, bo w tamte wakacje musiałam odpuścić ze względu na ciążę.

      Usuń
    3. Nigdy bym się o to nie podejrzewała, ale naprawdę mam ochotę na taką przygodę.

      Usuń
    4. Może potrzebujesz jakiejś odmiany :) My długo się zastanawialiśmy przed pierwszym wyjazdem z Elizą, czy da radę, czy nie będzie marudziła, że daleko, że trzeba cały dzień iść... Na szczęście okazało się, że nie ma z tym problemu. Już się nie mogę doczekać, kiedy Lila zacznie chodzić, a Eliza będzie Jej mówiła, jak tam chodziliśmy, kiedy Jej jeszcze nie było, albo "Już niedaleko Lilciu." :) Na początek lepiej wybrać jakieś niższe góry i krótsze trasy, chyba niedługo napiszę o naszych doświadczeniach w tej materii :)

      Usuń
  4. Ja uwielbiam góry i morze..

    w górach, pod Zakopanym mam rodzinę i często jeździmy zmienić klimat K. (często chorował jak był młodszy)

    Morze -uwielbiam właśnie te beztroskie lenistwo..

    uwielbiam też zagraniczne wyjazdy..jednak nie zawsze finanse na nie pozwalają.

    Pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jak ja zazdroszczę tej rodzinki pod Zakopanym :) Mieli by mnie już dość, gdybym miała tam rodzinę! Morze lubiłam do czasu, kiedy Eliza była młodsza, o i dopóki nie zaczęliśmy wyjeżdżać w góry. A zagranica? Mam nadzieję, że przed nami :)

      Usuń
  5. Martuś na zdjęciu z Elizą wyglądacie jak Siostry ! To na pewno Twoja Córcia , nie Siostra ???

    Ja podobnie jak Ty uwielbiam góry i ze względu na moje miejsce zamieszkania -dosyć często w nich bywam . I muszę Ci powiedzieć , że na szlakach jest naprawdę bardzo dużo osób z niemowlakami . Nosidełko, czasem chusta i Maluszki "zdobywają" szczyty. Może nie będzie tak źle... Z tego wszystkiego to najgorsza może być droga . W sensie dojazdu , bo jednak trochę kilometrów do pokonania macie.

    A jeśli chodzi o nudę nadwodnä to i owszem -wakacje nad morzem /jeziorem należą do takich bardziej leniwych . Ale osobiście i to lubię. Dla mnie latem -woda. Zimą góry i narty a jesień i wiosna to wędrówki po szlakach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Anetko, ale dzieli nas całe 25lat :)
      Bardzo Ci Kochana zazdroszczę tej bliskości gór, byłabym tam chyba co weekend :)
      Wiesz co mnie nie przeraża chodzenie z Nią, bo my też widywaliśmy mnóstwo ludzi na szlakach z dziećmi. Niektórzy to desperaci jak dla mnie, bo w nosidełku nieśli dzieci po takich szlakach, że byłam w szoku. Nas bardziej martwi kwestia karmień. Wiesz, odgrzanie zupki i takie tam. Niby w schroniskach można, ale jakoś obawiam się organizacji tego wszystkiego. Trzeba byłoby to rozplanować w czasie, o której, w którym schronisku będziemy itd...
      My właśnie uwielbiamy góry jesienią i wiosną, teraz jak Eliza chodzi do szkoły, to niestety musimy jeździć latem.

      Usuń
  6. Lubie i morze i gory, ale na wakacje z niemowleciem wybralabym jednak morze. Chyba, ze sie przemozesz i jednak zostawisz Lilcie z babcia. ;) Ja, z racji tego, ze od 4 miesiecy zostawiam Nika idac do pracy, nie mialabym problemu. ;) A na szlakach tez znajda sie rodziny z malymi dziecmi. Wszystko zalezy od charakteru dziecka. Trzy lata temu bylismy w Zakopanem z moja siostra i szwagrem, a ich corka miala wtedy 9 miesiecy. Zaliczylismy z nia wyprawe do Morskiego Oka. Jechala w wozku, rozgladala sie dookola, jak sie zmeczyla to uciela sobie drzemke... No zlote dziecko! Wybralismy sie tez do Doliny Chocholowskiej, ale tu juz siorka i szwagier wymiekli w upale i zawrocili. :)
    No a ja mam tesciow w Zakopanem, wiec jesli przylecimy do Polski za rok, planuje bez zalu zostawic dzieciaki babci i ruszyc na calodniowy szlak. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może za rok spotkamy się w Tatrach, bo my też planujemy wyjazd. W tym roku zdecydowaliśmy się na Karpacz, bo bliżej i góry niższe... Ale nadal nie wiem co postanowię. Już się zastanawiam, czy babcia sama z Elizą nie pojedzie...
      No tak droga w Chochołowskiej i w Kościeliskiej w sumie też jest w ogóle nie osłonięta od słońca, dla malucha to masakra. Ja już się nie mogę doczekać, kiedy Lila będzie na tyle duża, żeby maszerować jak Elizka, bo lubię chodzić z Elizą. Naprawdę daje radę dziewczyna!

      Usuń
  7. W końcu widać, że to Świnoujście :) Zdjęcia cudne Martuś. A gdzie jest ten płot z kredek? Świetny, a nie widziałam go :)
    Super wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki Martuś, do świetności to mi brakuje paru, albo parunastu kilo mniej :))))) a płot nie wiem, na jakiej ulicy, ale już niedaleko morza, my tamtędy właśnie codziennie chodziliśmy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!