Mama2c

Mama2c

sobota, 27 lipca 2013

A w co wierzysz?

To tylko tytuł tak poważnie brzmi, bo post będzie krótki, lekki, a czy przyjemny? Same ocenicie :)
Siedzę wczoraj w wannie. Tak, tak-relaks! Siedzę! Nie myję się w biegu jak opętana, bo Dziecko Młodsze zostawione pod nadzorem Dziecka Starszego, bo zupę trzeba ugotować, bo podłogi umyć, bo... bo... bo... Siedzę i tak mi dobrze, że aż nie wierzę.
Drzwi otwarte, mąż chodzi z Młodszą Córcią po mieszkaniu. Od Jego powrotu mamy typowy dla nas- ciężki humor, taki, który zazwyczaj tylko my rozumiemy, i który tylko nas bawi :)
Ogólnie gadamy na totalnym luzie i totalne głupoty...
Terapia odmóżdżająca.
Dla mnie po całym dniu z dwojgiem Dzieci.
Dla Niego po całym dniu w pracy.
Najprościej jak tylko się da.
Bo czasami i tak właśnie trzeba.

Nie wiem nawet o czym była ta cała rozmowa, ale mówię w którymś momencie do męża:
-Ale trzeba w coś wierzyć.
Odpowiada pytaniem:
-A ty w co wierzysz?
-Ja? Ja w nic.
-No sama mówiłaś, że trzeba w coś wierzyć.

Przecież pisałam, że to rozmowa "na poziomie" :)

-Wierzę, że schudnę i będę nosiła ubrania sprzed ciąży.
-No tak, podobno wiara czyni cuda.

Wybuchamy śmiechem. Czyli jestem zwolniona z diety i treningów. Wystarczy uwierzyć :)

A tak poważnie... Prawie 9miesięcy po urodzeniu Lilki dojrzałam do tego, że pora jednak zabrać się za siebie. Tak ochoczo komentowałyśmy, że Kate pewnie tydzień po porodzie będzie już szczuplejsza niż przed ciążą, a u mnie w po ciążowe kilogramy nadal bogato. I wiecie co? Nie wkurza mnie nawet to, że ważę sporo więcej niż przed ciążą, nie wkurza mnie to, że patrząc w lustro jestem niezadowolona. Najbardziej wkurza mnie to, że tyle zajebistych ciuchów leży i się kurzy, a ja muszę zadowolić się legginsami (tak wspaniale się rozciągają...) i tunikami (nie do końca to chyba dla mnie dobry wybór, bo ostatnio kolega zapytał się mnie: "A ty co, znowu w ciąży?" Przyjemniaczek...). Drakońskiej diety nie zastosuję, bo nadal chcę karmić Małą, czas jednak pożegnać pszenne bułeczki i wiadro ziemniaków na obiad :) wykluczyć z menu słodycze (Boże, naprawdę muszę?!), jeść więcej gotowanego mięska (przypomnę sobie dietę zaraz po usunięciu woreczka żółciowego) i surowych warzyw (ehhh, nie za zdrowo?!)... A od września wybieram się na... aerobik. Sama w to jeszcze nie wierzę :D Jeśli przeżyję pierwsze zajęcia, to na pewno je tutaj opiszę :)


14 komentarzy:

  1. Matko ja mam tyle planów dotyczących swojej kondycji i jakoś nie mogę ich w czyn wprowadzić także trzymam kciuki za Ciebie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj trzymaj... żeby na planach się nie skończyło, bo i tak u mnie bywało... wiele razy :)

      Usuń
  2. Pozostaje trzymać kciuki :)
    Ja też sobie obiecuję co jakiś czas takie rzeczy...i pozostaje mi wierzyć, że kiedyś sama danego sobie słowa dotrzymam :P
    A póki co - ostatnio ryknęłam śmiechem kiedy (również pod wpływem dyskusji na temat wyglądu Kate), koleżanka z pracy zapytała ile czasu zajęło mi pozbycie się ciążowego brzuszka? No skąd mam wiedzieć ile, skoro on tam nadal jest i ma się całkiem dobrze ! :PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, luzik mamuśka, mój brzuszek też ma się świetnie, nawet rzekłabym, że lepiej niż dzień po porodzie :) No co ja poradzę, że on żyje własnym życiem!
      Oj ja też mam nadzieję, że wytrwam, dotrwam i z głodu nie padnę, no i że ten aerobik przeżyję, jeśli dotrę tam w ogóle :)

      Usuń
  3. Mama co tak kilogramy! Ważne, że mamy cudowne i zdrowe dzieci!! Ja poza tym ze wróciłam do swojej wagi mam brzuszek! Przytyłam 30 kg w ciąży..i się tego nie wstydzę..wygląda moje ciało jak wygląda..bo żadne kremy na cellulit, rozstępy nie pomogły.. to genetycznie gdzieś zapisane.. Całą ciąże smarowałam się..i czo z tego..

    Życzę Ci kochana wytrwałości.. bo wiem, że będzie ona potrzebna.. Pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki, trzymaj-przydadzą się. U mnie ciąże zamykały się na 12kg na plusie. Z Elizą schudłam błyskawicznie, ale wtedy mieliśmy tyle nerwów, że nie sposób było nie schudnąć, za to po Lilce sama się tak zapuściłam...

      Usuń
  4. Marta jeśli lubisz smażone wcale nie musisz z tego rezygnować na rzecz gotowanego. Wystarczy zrezygnować z panierki i smażyć na małej ilości oliwy lub oleju lub na suchej patelni grillowej. Pszenne bułeczki rzeczywiście lepiej zamienić na żytnie, a białe makarony i ryż na brązowe. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Ja kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez białej świeżej bułeczki z masłem. Dzisiaj zawsze wybieram ciemne pieczywo, a gdy muszę zjeść załóżmy u rodziców białe, ono po prostu mi nie smakuje.

    Pisałam kiedyś u siebie jak pokonałam nadkilogramy. Korzystałam z pewnego portalu dietetycznego i chyba mam to w komputerze. Mogłabym Ci na maila podesłać. fajne potrawy, łatwe w przyrządzaniu i smaczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ja w teorii i wiedzy z zakresu dietetyki jestem bardzo dobro :) Miałam nawet epizod naukowy z tego kierunku. Niestety wiedza wiedzą a życie życiem. U mnie problem nie polega nawet w niewłaściwym doborze potraw, tylko w ilości :) Bo jeśli coś lubię, nie potrafię zjeść tego mało. A że lubię także zajadać swoje stresy, to efekt jest taki jaki jest. Ale tu akurat jestem dobrej myśli, wiem, że to zrzucę :) A co do potraw to jak najbardziej, wyślij, mój adres:
      mwk815@gmail.com
      Z góry dziękuję, a jakbyś mogła to podeślij na Fb link do Twojego wpisu o kilogramach.

      Usuń
    2. http://www.sposobynadzieci.pl/o-tym-jak-odzyskalam-kobiecosc/ to jest ten artykuł...

      Usuń
  5. Ech, skad ja znam ten "kilogramowy" bol... Ja niby waze tylko troche wiecej niz przed ciaza, bo co to jest te marne 6-7 kg? Ale te wstretne kilogramy umiejscowily sie idealnie na brzuchu i udach. Zawsze mialam tendencje do "oponki", ale teraz to ciagle wygladam jak w 5 miesiacu ciazy... Ostatnio ograniczylam (bo zrezygnowac zupelnie nie moge, no nie dam rady) slodycze, ktore zaczelam zrec stosami podczas ciazy z Nikiem. Tylko, ze nawet ganiajac za moimi Potworami, ruszam sie ZNACZNIE mniej niz przed ciazami, wiec nie wiem czy samo ograniczenie slodkosci cos da. Coz, napewno nie zaszkodzi... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie myślę, że na plusie będzie dobre 10... więc już sporo, zwłaszcza przy moim wzroście. U mnie kilogramy lawinowo posypały się po porodzie-jako mama karmiąca postanowiłam się DOBRZE odżywiać :) I chyba za bardzo sobie wzięłam do serca zakaz stosowania diet podczas karmienia piersią, bo popłynęłam w drugą stronę. Ja mam zamiar zrezygnować ze słodyczy, pieczywa i ziemniaków, ale co z tego wyjdzie-czas pokaże. Na razie 2dni wytrzymałam :) A o aerobiku już dawno myślałam, bo czas ujędrnić to sflaczałe ciało... Eh, no plany mam ambitne :)

      Usuń
  6. Czekamy na efekty, może i mnie się zachce?

    OdpowiedzUsuń
  7. oho, cierpimy na to samo? ja od wczoraj. Po ciąży zeszłam do rozmiaru sprzed ciąży, i tak się tym ucieszyłam, że już mam trzy kilo więcej. Też karmię, na ćwiczenia za , próbuję eliminować słodycze i już wiem o co chodzi z tymi kilogramami po ciąży. Nie jest łatwo:)

    OdpowiedzUsuń
  8. hej kochana zaniedbuje ostatnio swoj blog i moich odwiedzajacych przepraszam cie bardzo ale czasu mi nie starcza pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!