Mama2c

Mama2c

środa, 31 lipca 2013

Jadłodalnia, smażalnia, kawiarnia...

W te wakacje Eliza przejawia jakieś dziwne zachowania, którym chyba w końcu będę musiała położyć kres. Kiedy z osiedla wyprowadziła się Jej najlepsza przyjaciółka, trochę martwiłam się jak to dalej  będzie. Niestety na naszym osiedlu jest deficyt dziewczynek w wieku zbliżonym do Elizy. A już w naszym bloku nie ma żadnej, i do tego większość dzieciaków to chłopcy- z którymi moja Córcia chętnie się bawi, a jakże :)
Okazało się, że martwiłam się jak zawsze niepotrzebnie. Chciałoby się rzec, że Monster High łagodzą obyczaje, bo Eliza odkryła, że nie do końca lubiana koleżanka z klasy, mieszkająca blok obok, jest jednak całkiem fajna! I kiedy dokonała tego jakże ważnego, zważywszy na fakt, że trwają wakacje, odkrycia-dziewczynki stały się nierozłączne. Dosłownie...

Jeśli tylko jesteśmy na osiedlu, dziewczynki chcą spędzać z sobą każdą chwilę. Zbiórka jest zazwyczaj koło 11, a rozstanie następuje o 20. I w sumie to wszystko byłoby ok, są wakacje itd... Zaczyna jednak męczyć mnie fakt, że kiedy Eliza przychodzi w ciągu dnia do domu to zawsze w pakiecie mam jeszcze Jej koleżankę. Co się z tym wiąże? Przede wszystkim fakt, że codziennie mam najpierw na zupie, a potem na drugim daniu dodatkową buzie do nakarmienia. I nie chodzi oczywiście o to, że żałuje komuś łyżki zupy, czy paru ziemniaków... Po prostu za chwilę będę chyba konsultowała jadłospis tygodniowy z koleżanką Elizy, ewentualnie Jej mamą, bo moja Córka, ostatnio się martwiła, że coś tam może N. nie smakować...
Po obiedzie dziewczynki oczywiście pytają się czy jest jakiś deser... Niczym w kawiarni, cholera jasna! Może jeszcze kawkę paniom zrobić... Ostatnio złapałam się na tym, że kupując Danio, wzięłam dwie sztuki... Z myślą o N. Wariactwo...

I cieszę się, że Eliza przyprowadza do domu swoje koleżanki- naprawdę. Tylko jestem już tym trochę zmęczona, tak jak pisałam wcześniej. Codziennie ten sam widok-otwierają się drzwi, wchodzi Eliza, a za Nią N. albo A, bo jeszcze czasami A. jest w łaskach i też jest zapraszana na obiad... Wszystko fajnie, bo ja dzięki mojemu nawiedzonemu tatusiowi długo, długo nikogo do domu nie przyprowadzałam. Ale żebym nie miała kiedy własnego dziecka "opierdzielić"? No tak być nie może.

A dziś, pierwszy raz od dawna, Eliza pojechała z tatusiem na konia. Przymusowe rozstanie z koleżanką :)


Chyba zacisnę pasa i częściej będziemy Ją na tego konia zawozić...

13 komentarzy:

  1. No widzisz Kochana chyba będziesz się musiała przekwalifikowac na pełnoetetową kucharkę ! Ale wiesz ja myślę, że to świadczy o tym , że Eliza dobrze i bezpiecznie czuje się w domu. I dlatego tak chętnie zaprasza swoje koleżanki.
    Ja jako dziecko nie zapraszalam koleżanek. Bałam się, że nie daj Boże skończy się to jakaś awanturą. Za to uwielbialam chodzić do szkolnej Przyjaciółki. U Niej zawsze była ciepła atmosfera. Tam bylysmy bezpieczne. I Mama Ani tez mnie dokarmiała...

    Dziś z przyjemnością nadrabiam tamte czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, ja się z jednej strony cieszę, że Elizka przychodzi z koleżankami, bo chciałabym wiedzieć w przyszłości z kim się spotyka, kogo lubi itd... Męczy mnie tylko, że ta Dziewczynka jest dosłownie codziennie i praktycznie przez ponad pół dnia. Gdybym nie miała Lilci, to jeszcze co innego, ale mała ma swoje prawa, a One kręcą się, trzaskają drzwiami, wchodzą, wychodzą...
      Ja też nie przyprowadzałam nikogo do domu, bo mój ojciec miał zawsze jakieś "ale" i jakieś humory, zawsze musiałam się wstydzić za niego. W liceum zaczęłam się buntować i wtedy olewałam jego zachowania i już częściej przyprowadzałam koleżanki...

      Usuń
  2. Oj to może rzeczywiście być uciążliwe... Takie ciągłe dokarmianie cudzego dziecka. Ciekawi mnie jednak bardziej fakt, co rodzice N. na taki stan rzeczy? Nie martwią się co córka je, bądź czemu nie je w domu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo pewnie są szczęśliwi, że się pozbyli i jeszcze ktoś im dziecko nakami. Mają ludzie tupet, także nie dziwię się Tojemu wzburzeniu

      Usuń
    2. Akurat jeśli chodzi o rodzinę tej N. to raczej nie, ale jeśli już chodzi o A., to zdecydowanie masz rację. Na tamtych to mi słów brakuje, no ale przecież dziecka nie pogonię w cholerę!
      A co do N. to się zastanawiam, czy Ona w domu też przypadkiem nie je posiłków, bo ja bym się zainteresowała, że moje dziecko na przykład od tygodnia nie chce w domu jeść obiadu...

      Usuń
  3. a Twoja corcia nie chodzi do kolezanki na obiad?? nie maja dobrego jedzenia czy co?? :) bo moglyby sie zmieniac albo cus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie rzadziej się u Nich stołuje, choć dziś podobno jadła pierogi ruskie :)

      Usuń
    2. Oj pomyśl Kochana że będzie starsza i będzie tylko gorzej...Ciągle ktoś, coś...

      Rozumiem twoje roztargnienie z 1 str nie pożałujesz jedzenia dziecku a z 2 to ileż można...

      Pozdrawiamy

      Usuń
  4. Gdy dziewczyny wracają z przedszkola to też dostajemy w pakiecie koleżankę zza płotu. Albo nasza idzie z kolei za płot. W każdym razie, jeszcze nie zdążą z placówki wyjść, a już pytają, czy mogą dalej być razem. Ludzie!
    Normalnie nie wiem, jak one żyły dotąd...

    Staram się zluzować, bo w sumie niedawno też był człowiek cielęciem i to koleżanki stanowiły sens życia.
    Tylko zadziwiona jestem, że u mojej pięcioletniej córki to JUŻ!
    I zaczynam tęsknić za "pojedynczą" wersją mojego dziecka...

    Ps. Koleżanka Zośki jeszcze nie zdąży dobrze do nas wejść, a już prosi o picie. Nie ważne, że dopiero co (ponoć) jadła i piła we własnym domu. Wcale frykasów u nas nie dostaje (najczęściej - do picia - wodę), zawsze pyta: a co mi pani da?, i i tak entuzjastycznie reaguje. A ja niestety muszę ruszyć tyłek, choć strasznie mi się nie chce... obydwie zresztą ciągle czegoś chcą, ratunku!
    Tak więc rozumiem Cię doskonale:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO U NAS TAKI SZAŁ DOPIERO W TE WAKACJE, ALE MUSZĘ PRZYZNAĆ, ŻE MAJĄC MAŁE DZIECKO W DOMU, TO JEST TO TROCHĘ MĘCZĄCE, ZWŁASZCZA W BLOKACH... nO JA TEŻ MOMENTAMI CZUJĘ SIĘ JAKBYM USŁUGIWAŁA DZIEWCZYNOM...
      MOŻE WODA ZZA PŁOTU LEPIEJ SMAKUJE :)

      Usuń
  5. Chyba porozmawiałabym z rodzicami koleżanki, żeby może częściej Elizkę zapraszali? tak żeby te obiady jednak pół na pół były?

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie zaczynam nadrabiać wszystko, czego nie przeczytałam u Ciebie, będąc na urlopie. Trochę mi to zajmie :)
    Powiem Ci, że u mnie w domu podobnie było...w sensie, że czasem jak przyprowadzałam koleżanki,to mama coś kręciła nosem, a ja zrozumieć tego nie mogłam. I zawsze mnie goniła, że mam wracać na posiłki do domu, a nie siedzieć u kogoś. Jak to zwykle bywa - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Teraz do mnie dociera o co jej chodziło ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miłej lektury Kochana :)
    Oj wiesz co, jak ja bym napisała, co do mnie dociera z maminych gadek za czasów mojej młodości... Szczerze mówiąc mając dwie dziewczynki jestem tym coraz bardziej przerażona :)
    A tak jak napisałam, ten raz w tygodniu, no dwa by mi nie przeszkadzał, ale One siedziały tu non stop!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!