Mama2c

Mama2c

niedziela, 21 lipca 2013

Takie życie, czyli świat według dziecka...

Mam przyjaciółkę. Znamy się od dziecka. Był w naszym życiu czas, że nie miałyśmy długo kontaktu, tak po prostu wyszło. A potem okazało się, że blisko półtora roku mieszkałyśmy na jednym osiedlu i ani razu się na nim nie spotkałyśmy! No ale kiedy się już odnalazłyśmy, przyjaźń kwitła. Były wtedy już na świecie nasze Córki, które siłą rzeczy też regularnie się spotykały. Na początku były zdecydowanie za małe, żeby nawiązać jakąkolwiek relację, ale z upływem czasu śmiało mogę dziś napisać, że narodziła się kolejna przyjaźń. W międzyczasie byliśmy całą rodzinką na ślubie mojej przyjaciółki, bo Oni z tych, którzy trochę później dojrzeli do decyzji o małżeństwie...
I tak sobie błogo żyliśmy na jednym osiedlu. Dziewczynki zaczęły sypiać u siebie, regularnie jeździliśmy do kina, nad wodę... S.miała być chrzestną Lilci.
Jak to w życiu bywa, nie może być za pięknie i moja przyjaciółka rozstała się z mężem, i wyprowadziła się do mamy. Daleko od nas... Długo trzymałam to w tajemnicy przed Elizą, bo Córka mojej przyjaciółki o niczym nie wiedziała. S. chciała Ją przygotować, a nie wiedziała za bardzo jak... Zresztą ja sama gryzłam się, co i jak mam powiedzieć Elizie, bo pomijając fakt, że będzie musiała pogodzić się z wyprowadzką J., to jeszcze zacznie pytać o rozstanie cioci i wujka. Już wcześniej, kiedy rozstali się nasi inni znajomi, u których Marcin jest chrzestnym Ich syna, Eliza mocno to przeżyła, martwiąc się czy i my się nie rozstaniemy...
Problem z poinformowaniem Elizy niejako sam się rozwiązał, bo myśląc, że Córcia śpi, rozmawiałam z S. przez telefon, a po skończonej rozmowie stanęła przede mną Elizka, z wytrzeszczem na pół twarzy i pytaniem, krótkim, aczkolwiek treściwym: "CO?!" No i musiałam stanąć na wysokości zadania i dostosować informacje i przekaz do emocji 7letniej Dziewczynki. Generalnie wydawało mi się, że całą sytuację przyjęła jako tako, ale chyba była w takim szoku, że nie wszystko do Niej docierało.
Minął jakiś czas, i Eliza zaczęła męczyć o spotkanie z J. W międzyczasie moja przyjaciółka zaczęła spotykać się na bardzo poważnie z innym facetem, którego Jej Córka polubiła i zaakceptowała. No i właśnie z Nimi był dziś mój mąż i Eliza nad wodą. Jednak najpierw musiała Elizę przygotować na ten wyjazd, więc opowiedziałam, że będzie tam taki pan... Wiecie co było dla mojej Córki największym problemem? Czy dalej będzie mogła mówić "wujek" do taty J. Potem wymyśliła, że zapyta się J.,który tata jest lepszy!!!!! No to kolejna pogadanka, że to nie jest żaden tata dla J. No i tu się sama zapędziłam w kozi róg, bo Dziecko moje pyta się, kto to w takim razie jest... No i tak się zamotałam, że za Chiny, nie wiedziałam jak mam Jej to wytłumaczyć. W każdym razie wydawało mi się, że Elizka jest przygotowana do tego wyjazdu, nie wprawi w osłupienie cioci i Jej partnera, a taty swojego o zawał serca nie przyprawi.
Nie powiem, mimo wszystko myślałam dzisiaj, jak to tam wszystko wygląda i co Elizka będzie mówiła po powrocie. Sama jeszcze na dobre nie oswoiłam się z tą sytuacją, zwłaszcza, że tatę J., bardzo lubię, no i chciał nie chciał, będziemy się na osiedlu spotykać...
Dziecko moja wróciło do domu wyjąc... Dotarło do Niej, że J. nie będzie tutaj mieszkać, więc rzadziej będą się widywać. Dla 7latki to ciężkie przeżycie... I na nic nasze zapewnienia, że będziemy się starać, żeby jak najczęściej się spotykały z J., że są wakacje, że na pewno jeszcze razem pojadą nad wodę, że J. będzie u nas spała, że przecież tu mieszka Jej tata, którego J. będzie często odwiedzała... Płaczom i żalom nie było końca. Serce pęka, kiedy Dziecko tak płacze i właściwie nic nie można zrobić.
Tylko czekałam, aż w końcu drogą dedukcji całą winą obarczy nowego partnera cioci. Kiedy się już uspokoiła i ochłonęła ni stąd ni zowąd wypaliła:
-Mamo, ludzie się rozstają, takie życie. Ale Wy się nie rozstaniecie, bo przysięgaliście.
A potem głośno się zastanawiała, czy ciocia będzie miała drugi ślub, bo jeśli tak, to na pewno nas zaprosi...
Tak Córciu, ja też mam nadzieję, że się nie rozstaniemy, a ciocia S. też przysięgała, ale za mała jesteś, żeby wiedzieć, że życia nie przewidzisz...

A taka mała była nasza Elizka na ślubie cioci i wujka




6 komentarzy:

  1. Najgorsze są takie rozmowy, bo jak wytłumaczyć pewne kwestie dziecku, które dla dorosłego są oczywiste, a dziecku trzeba to odpowiednio przekazać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, łatwe nie są, zwłaszcza, że choć może i szybciej się teraz rozwijają, to jednak nadal są to tylko dzieci...

      Usuń
  2. Oj niełatwo takie rzeczy wytłumaczyć dziecku. Zresztą my -dorośli sami czasem nie do konca rozumiemy co tak naprawdę poszło nie tak . A przysięga. ..no cóż często blednie w obliczu bagażu życia. I można się z całych sił starać żeby nas taka sytuacja nie spotkała. Ale gwarancji dać już nie można. Niestety . Szkoda tej młodzieńczej przyjaźni. Ale kto wie czy za lat kilka Dziewczynki nie odnajdą się na tym samym osiedlu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszam się, że J.będzie tu przyjeżdżała do swojego taty, więc nadzieja na to, że będą się widywały dość często jednak jest... W dzisiejszych czasach to już chyba na nic gwarancji dać nie można, bo wszystkie wartości, jakoś tracą swą moc... A szkoda.

      Usuń
  3. Najgorzej wytłumaczyć dziecku... Córcia wyglądała jak mała księżniczka..

    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko, zwłaszcza, że wg mnie jest za mała na takie tematy. Oj tak, to moja księżniczka :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!