Mama2c

Mama2c

wtorek, 23 lipca 2013

To już przegięcie, czyli Royal Baby i u nas.

Tak, to już przegięcie, żebym tutaj pisała o małym księciu, ale życie mnie do tego zmusiło :)
Życie i moja rodzinka.
Po kolei jednak.
Oczywiście fakt, że Kate jest w ciąży odnotowałam. Pewnie też dzięki mojej mamie, bo mając wtedy miesięczne Dziecko, nie wydaje mi się, żebym namiętnie śledziła Pudelka, albo zaczytywała się w Party. I tak jak się dowiedziałam, tak zapomniałam o tej królewskiej ciąży, bo też tyle właśnie mnie ona obchodziła :D
I ta moja błoga "niepamięć" trwała do wczoraj, bo nawet gdybym nie chciała się dowiedzieć, że Kate właśnie rodzi, to i tak bym się dowiedziała.
Wchodzę rano na Gs. Niby ironicznie, ale jednak pytają czy i my czekamy na królewskiego potomka. Tak, jasne... Czekamy jak nie wiem co. Jeden z internautów napisał, że specjalnie wziął urlop na wczoraj, czym rozbawił mnie do łez. Zrozumiałabym się z Nim bez słów. Do kawy urządzam sobie "blogówkę", i co? I na dwóch blogach też wspominają, o tym wydarzeniu, na skalę światową... Potem cicho sza, aż do powrotu mojego męża z pracy. Siada po obiedzie do laptopa i prawie się drze: "Księżna Kate w szpitalu, poród się zaczął." No ja nie mogę... A jakie ma rozwarcie-chciałam już zapytać, ale posłałam mu tylko wymowne spojrzenie, że nie bardzo mnie to obchodzi. Chociaż ton głosu męża i przejęcie z jakim to mówił, powodują, że niemal telepatycznie łączę się w bólach partych z Kate... A Jemu mam ochotę powiedzieć, że może "pępkowe" niech zrobi, skoro taki podekscytowany...
I chwila wiekopomna, kiedy koło 22 weszłam na Onet.pl i dowiedziałam się, że "It is a boy". Mogłam iść spać spokojnie-mama i dziecko czują się dobrze :)
Leżę więc zrąbana po całym dniu i słyszę, że przychodzi sms. Nie bardzo chce mi się podnieść, ale ruszam tyłek, w końcu to może być coś ważnego. Mama. I nie, nie- nie pyta jak mi minął dzień, albo czy bardzo zmęczona jestem, ewentualnie jak tam dziewczynki. Moja mama o 22.25 po popołudniowej zmianie ma siłę napisać mi smsa takiej oto treści: "Wiesz że urodził się przyszły król!"-pisownia oryginalna. Nie no, to już przegięcie, żeby własna matka... A do tej pory myślałam, że jest normalna. I moje ponad trzydziestodwuletnie wyobrażenie o kobiecie, która wydała mnie na świat, legło w gruzach dzięki jakiemuś królewskiemu maluchowi. Szczyt!

A tak serio to naszło mnie parę refleksji...
Wcale a wcale nie zazdroszczę księżnej Kate i Jej mężowi. Nie zazdrościłam, a może nawet szczerze współczułam, kiedy jakiś czas po Ich równie wiekopomnym jak poród ślubie, zaczęły się spekulacje na temat ciąży Kate. Nie wiem, czy celowo odłożyli starania o dziecko na później, czy starali się od nocy poślubnej, ale te liczne informacje o rzekomej ciąży Kate, pojawiające się z pięć razy, dywagacje czy może mieć dzieci, czy nie, no i czy da monarchii przyszłego króla... To musiało boleć i być dla Nich przykre. Tak, oczywiście wiem, że są osobami publicznymi, które muszą być gotowe na takie sytuacje. Mimo wszystko nie zazdroszczę, ani presji, ani tego szumu... No i "sarkastyczno-ironicznie" jak to miewam w zwyczaju-czego ja mam zazdrościć młodej mamie? Ja przynajmniej mogę w prawie 10miesięcy po porodzie nadal dumnie nosić moje 10kg nadwagi, włosy w nieładzie i z regularnym odrostem, brak makijażu, żeby każdy wyraźnie widział jaka jestem "styrana" :) I co najwyżej obgada mnie sąsiadka z klatki obok, a nie pół świata. Czego tu więc zazdrościć :)

Z podanej światu godziny narodzin malucha, obliczyłam, że kiedy Kate tuliła od dwóch godzin swojego pierworodnego, ja- żeby zabić wyrzuty sumienia, że za mało czasu poświęcam swojej pierworodnej, poszłam pograć z Nią w piłkę przed blok. Było całkiem fajnie, zresztą wychodzimy sobie tak we dwie już od jakiegoś czasu. No ale wczoraj, chyba z tego przejęcia, tak się zagapiłam, że próbując dobiec do piłki, potknęłam się i wyłożyłam jak długa... Ubaw, jaki mój widok musiał dostarczyć sąsiadom, to pikuś. Ból nadgarstka jaki poczułam, to był szok. Pierwsza myśl-no k... złamany. Na szczęście nie, ale strachu się najadłam. Jak widać w moim wieku to już tylko szachy... Ewentualnie partyjka pokera :)

19 komentarzy:

  1. Podejście do tematu narodzin księcia mam podobne...Szanuje zdanie innych, co się podniecają...aczkolwiek ja do tych osób nie należę!!

    Bardziej zainteresował mnie upadek Twój mamusiu! Żałuje, że tego nie widziałam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie ma czego żałować, to było mało spektakularne widowisko :)

      Usuń
  2. Mam dokladnie takie same odczucia! Wczoraj, jadac rano do pracy, na kazdej radiostacji musialam wysluchac, ze Kate rodzi! To samo "bilo" mnie po oczach za kazdym razem jak otworzylam internet. U nas jest 6 godzin wczesniej, wiec w drodze do domu uslyszalam, jakze wazna informacje, ze ksiezna urodzila chlopczyka. Natychmiast rozgorzala dyskusja o potencjalnym imieniu! To samo powtarzali raz po raz w wieczornych wiadomosciach. Dzis rano w radiu debata #1 to czy Kate i William pokaza dzis malego, bo Diana i Karol pokazali publicznie Williama wlasnie 24 godziny po porodzie! No litosci! Jadac rano autem, moim jedynym dylematem jest to, ze znow jestem spozniona do pracy, bo synal urzadzil sobie wycio/ zabawe o 3 nad ranem i po wylaczeniu budzika zasnelam snem kamiennym budzac sie pol godziny pozniej!
    I podobnie jak Ty, raczej wspolczuje Kate. Te ciagle ploty o tym czy moze miec dzieci, ze pewnie nie moze, pozniej kiedy urodzi, co urodzi, ile przytyje... Nie wytrzymalabym takiej ciaglej presji. A teraz, tak jak piszesz, media beda tylko wylapywac czy juz wrocila do dawnej wagi czy nie, czy jest tak dobra matka jak Diana i kiedy znow zajdzie w ciaze...
    Z drugiej strony troche zazdroszcze jej armii nianiek, ktore beda za nia wstawac w nocy do wrzeszczacego malucha, bo przeciez ona musi wygladac rewelacyjnie podczas oficjalnych spotkan...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No armii nianiek to i ja zazdroszczę, ale niczego więcej. zapomniałam wspomnieć o najważniejszym plusie bycia zwykłą szarą mamą-ja mogę ubrać tą samą sukienkę nawet 10razy, a zważywszy na fakt, że mam ich na stanie ze 3, to jednak to olbrzymi plus :)

      Usuń
    2. Aha no i już wiemy, że Kate i William też pokazali małego w 24godziny po... Co za ulga :) Tak to by było zachodzenie w głowę "dlaczego nie pokazali". No cóż trochę politycznie teraz napiszę ale ujmę to tak-my mamy swój Smoleńsk, a oni swoją royal family...

      Usuń
    3. Haha, wlasnie! Po domu mam jedna sukienke, w ktorej raz wyszarpnelam sobie pokazna dziure o klamke i nie chce mi sie jej zaszywac, albo rozciagniete dresy i wyblakle i zaplamione bluzki. :)
      I, jak ktos ponizej napisal, wspolczuje tej dziewczynie, ze musiala dzien po porodzie zwlec sie z lozka szpitalnego, wyjsc na zewnatrz i usmiechac sie do calego swiata. Nie wiem czy rodzila naturalnie czy przez cesarke, ale ja po obu porodach, nastepnego dnia nie moglam sie zupelnie ruszac, wiec ona musiala pewnie wziac cala garsc tabletek przeciwbolowych na taki pokaz!

      Usuń
    4. Liczy się tylko satysfakcja poddanych :) No i przecież byłyby nieustanne porównywania do Diany, i spekulacje dlaczego się nie pokazali, może dziecko chore?

      Usuń
  3. I w takich momentach bardzo się cieszę , że mam ciągły niedobór informacji . Słucham radia tylko w samochodzie , a tam wiadomości tylko o wpół do i o pełnej godzinie . No i czasem do snu TVN24 . Więc nie zalała mnie fala informacji , typu " its a Boy" . Bo pewnie odczucia miałabym podobne .
    Ale szczerze, to Jej nie zazdroszczę . Nie zamieniłabym się z Nią ani na chwilę. Mowię o życiu, o ciągłych mediach, braku prywatności . Bo Synkiem chętnie bym sie pochwaliła . Nawet w 24 godziny po urodzeniu ;-) .
    Oj Staruszko w Twoim wieku to już tylko szachy ;-) Rozbawiłaś mnie ;-)
    Jak palec dzisiaj ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Anetko, palec w miarę, choć trochę stłuczony... Co do życia Kate to mam identyczne odczucia. A Ty Kochana pochwalisz nam się dzidziusiem może nawet z samej porodówki, jak Sławek da radę zdjęcia przesłać na bloga :)

      Usuń
  4. Poker to nie, bo emocje zbyt wielkie a to sercu nie służy :)
    Ja tej royal family nie zazdroszczę, bo życie na świeczniku musi być strasznie flustrujące. Nawet nie mogą wyrżnąć orła pod domem, bo to nie wypada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj w życiu bym nie chciała tak ciągle pod obstrzałem, a etykietą... To musi być straszne.

      Usuń
  5. :))) wiesz, że z twojego wpisu dowiedziałam się, że Anglia świętuje.Fajnie to opisałaś.Też mnie mało obchodzą tego typu sprawy, a pudelek uważam za stratę czasu:)
    Wolę poczytać fajne Wasze wpisy na blogach.
    Racja, ludzie ekscytują się nowinkami jakie dostarczają nam media.Oni mają z tego zysk, a my nic.
    pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to jednak można było się ustrzec przed tymi informacjami :)
      Mnie też właśnie irytuje zalewanie nas informacjami kto pierdnął a kto dopiero ma zamiar. Gdyby ludzie tak chętnie tego nie słuchali i nie czytali, pewnie nie byłoby tego na taką skalę...

      Usuń
  6. A ja tam bym chciała urodzić króla! A co?! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie urodziłaś? Eliza odkąd usłyszała określenie royal baby mówi na Lilę royal Lila :)

      Usuń
  7. Ja tez jej nie zazdroszczę i choć w ogóle nie oglądam telewizji, bo w czasie faktów zwykle jestem jeszcze z dzieciakami na dworze oczywiście w internecie natknęłam się na informację o porodzie. Zdjęcie jak stoją i trzymają dziecko wzbudziło we mnie refleksję, że jej współczuję. Przecież to czas kiedy dochodzi się do siebie, nie myśli o tym jak wygląda i wspólnie z mężem przeżywa się radość z zostania rodzicami. Ona tymczasem musiała się zebrać, wyszykować lub dać wyszykować i sterczeć tam przed całym światem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, a tu trzeba stać, uśmiechać się i udawać, że jest super... Przykre. No i bardzo egoistyczne ze strony tego tłumu, bo ja nawet rozumiem, że się ekscytują, ale w końcu choć trochę prywatności i intymności należy się nawet royal family...

      Usuń
  8. o jak cudownie ze ua mama mam wylaczona tel, internet nie dzialal a tv nie wlaczamy :P nic nie wiedzialam, do momentu az nie poszlam do mojej babci :P hehee ona jest moim pudelkiem :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!