Mama2c

Mama2c

piątek, 16 sierpnia 2013

Bo zupa była... Nie, wróć! Bo zupy nie było w ogóle.

Tak- dzięki szczodrości, gościnności i wspaniałomyślności mojej Starszej Córci, Tata nie miał dziś po pracy obiadu.
O tym, że N. się u nas stołuje-już pisałam. Eliza zaczęła częściej bywać też u Niej, więc można powiedzieć, że jesteśmy kwita... Choć ostatnio kiedy zapytałam czy jadła coś u N., kiedy była u Niej w porze obiadowej, odpowiedziała mi cała uradowana, że tak! Chipsy. Ręce mi opadły razem z cyckami.

W każdym razie, dziś rano Eliza mi zakomunikowała, że N. pewnie po Nią nie przyjdzie, bo jak będzie ładnie to miała jechać z rodzicami nad wodę. Było ładnie, więc pewnie pojechała. I rzeczywiście- o magicznej 11-tej N. nie przyszła. Eliza za to wyszła sama i mimo, że wakacje dobiegają końca, nadal jest jednym z nielicznych dzieci, które na dwór wychodzą z rana. Bo owszem, reszta dzieciaków też się wynurza, ale kiedy? Po południu. Kiedy rodzice po pracy pewnie Ich pogonią od komputerów, telewizorów, i innych takich...

Dziecko Starsze na dworze, Młodsze ucięło sobie drzemkę, a mama ugotowała zupę, bo po wczorajszym grillu nie byłam w stanie ani fizycznie, ani mentalnie stać jeszcze przy garach wieczorem.
Cudownie w okolicach pory na zupę, pojawiła się N. Nice. Ja już zupę zjadłam, bo byłam głodna, więc szybko rzuciłam okiem, oceniając ilość porcji, jaką jestem w stanie wydzielić z tego co zostało. No ok, damy radę. Dziewczynki jednak jeszcze na chwilę chcą wyjść przed blok, więc umawiamy się, że ja już nakładam, a One zaraz przyjdą.
No i faktycznie- przyszły! Tylko, że sztuk trzy! Z dworu "zgarnęły" jeszcze K. Ładują mi się od razu wszystkie trzy do jadalni, więc pytam się po co przyszły (Eliza z N. zawsze jedzą w dużym pokoju), a One mi na to zgodnie (wszystkie!!!), że jak to po co- na zupę!
Bez komentarza.
W myślach już układałam sobie przemowę wychowawczą jaką wygłoszę Elizie, jak tylko rozstanie się z koleżankami, co pewnie nastąpi dopiero wieczorem. Zupę jednak nakładam-wiadomo. Przecież nie powiem Elizie, że ma wyprosić K., albo tylko Jej nie dam zupy...
No nic szczęśliwie Tatuś wrócił jeszcze lekko niedomagający po wczorajszym grillu i super głodny nie był, więc doczekał spokojnie do drugiego dania.

Za to teraz będzie i tak hicior dnia. Dziewczyny po zupie oczywiście poszły na dwór. Za jakiś czas wychodzę na balkon i pytam Elizę z czym zje kurczaka, czy z ryżem czy z makaronem. Odpowiada, że z ryżem a stojąco obok K. dodaje, że Ona też z ryżem :)))) I wiecie co? Już nawet się nie wkurzyłam. Po prostu śmiać mi się zachciało, jakie te dzieci są bezbłędne!
Jakieś propozycje na jutrzejsze menu? Bo cholera wie, kogo i w jakiej liczbie będę jutro podejmowała...

20 komentarzy:

  1. No więc jednak chyba musisz otworzyć tą jadlodajnie :-) . Stalych Klientów już masz .
    Chyba najlepiej będzie z góry założyć , ze gotujesz na dwa dni . Wtedy wprawdzie pewnie i tak starczy na jeden dzień, ale za to dla wszystkich .
    Hmmmm i jak teraz z tego wybrnąć ?


    Jakieś pozytywy ? Dobrze , ze Eliza zaprasza koleżanki a nie kolegów w fazie dorastania. Ci to by Cię dopiero puścili z torbami !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że jednak koledzy będą zbyt skrępowani, żeby się u nas stołować :)
      A z tym gotowaniem na dwa dni to nie jest głupia myśl, tylko finansowo może być gorzej :)

      Usuń
  2. Kochana, u Ciebie jak w pieciogwiazdkowej restauracji! Zupka, drugie danie, jeszcze jakies ciacho na deser... Nic dziwnego, ze przyciagasz cale osiedle dzieciarni w porze obiadowej! ;)
    A szczerze, to niezly "tupet" maja te dzisiejsze dzieci! Jak ja wpadalam czasem do kolezanek, to wstydzilam sie poczestowac nawet ciasteczkiem, a co dopiero calym obiadem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię gotować, ale pewnie te dwudaniowe obiadki skończą się wraz z powrotem do pracy bo czasu nie będzie...
      No dzieciaki teraz są niemożliwe, też się momentami nie mogę nadziwić. Ja przez całe dzieciństwo raz jeden jedyny zjadłam zupę u koleżanki :)

      Usuń
  3. Hehe zamiast Ci współczuć to się uśmiałam. Za dobrze gotujesz! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Upichcij coś jednogarkowego i dużego! Strogonov może? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strogonov :) Wow toż teraz mi wymyśliłaś :) To niech rodzice tych dzieciaków zrzucą się na wołowinę i mogę gotować :)

      Usuń
  5. hehe kochana nawet nie wiesz jak mi humor się poprawia jak do Ciebie zaglądam :D A może trzymaj z zamrażarce paczkę frytek? hehe dzieci są niesamowite :) Ciekawe jak będzie z Emilem :D już się doczekać nie mogę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi czytać takie komentarze :) Hmm, frytki, dobry pomysł!Radość Elizy będzie wielka, wtedy to już na pewno codziennie będę tu miała komplet dzieciaków.

      Usuń
  6. Mów jak mój tata, że zważysz na wyjściu i będzie oplata za przybrane kilogramy - jedne osoba się u nas na to nabrała (nie wnikam, nie chcę wiedzieć w jakim świecie ta osoba egzystuje) i bała się jeść (na imprezie rodzinnej ^^").
    A tak serio... to niedługo będziesz mogła otworzyć regularną jadłodajnię. Bo jak tak dalej pójdzie to Eliza połowę podwórka przyprowadzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy naprawdę są zbyt poważni :) Na szczęście Eliza zazwyczaj przyprowadza po jednej koleżance, za to różne, bo już "faza" na N.się skończyła.

      Usuń
  7. Hehe, uroki dorastania i koleżanek;) mnie też to pewnie czeka, muszę się tylko podciągnąć w gotowaniu, bo z tym u mnie słabo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego czasu na pewno będziesz wyśmienita kucharką :)

      Usuń
  8. stanowczo za dobrze gotujesz :P tu za granica nikt dzieci pod blok nie wysyla bo przeciesz tyle niebezpieczenstw czyha, wiec moze mnie to ominie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, bo raz kiedyś to ok, nie przeszkadza mi, ale prawie codziennie?

      Usuń
  9. Frytki pomysł dobry, dorzuciłabym zapiekanki z samego chleba i sera w razie nalotu dzieciarni. Dzięki temu obiad się uchowa i przynajmniej finansowo nie będziesz miała wrażenia, że jesteś matką wieeeelodzietną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, pomijając już wszystko inne, to jednak kwestie finansowe też są tu istotne.

      Usuń
  10. Hihihi, następną zupę proponuję właśnie przesolić:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!