Mama2c

Mama2c

niedziela, 11 sierpnia 2013

Co dziś na obiad?! Dynia. Moja miłość.

Nasza kulinarna znajomość zaczęła się trzy lata temu. I czuję, że będę jej wierna, aż po grób. Jeśli mój mąż miałby być o kogoś zazdrosny, to właśnie o nią...
W moim domu rodzinnym dyni się niestety nie jadało. Pamiętam, że Babcia robiła taką w occie, ale teraz wiem, że to kropla w morzu możliwości tego, co można z taką dynią zrobić... A można zrobić wszystko! Naprawdę. Zupy- i te orientalne, z mleczkiem kokosowym, limonką, sosem rybnym, i te bardziej na polską nutę- z porem, cebulą, ziemniakiem, czosnkiem, i te na słodko-z mlekiem, wanilią. Gulasze-przeróżne. Dyniowe włoskie inspiracje to między innymi lasagne i risotto z dynią a także pizza z sosem dniowym (tak,tak-tak też można :)), zapiekanki wszelakie... I na słodko (oj lubimy, lubimy)-serniki, tarty, placki szarlotki (tak, tak) ciasta ucierane, muffinki.

Kiedy przytachałam do domu swoją pierwszą dynię, był piękny słoneczny październikowy dzień... Odtąd wiedziałam, że październik to miesiąc, który już zawsze będę kojarzyła z dyniowymi smakami. I, że będzie to miesiąc, na który będę czekała z niecierpliwością. Jakież więc było moje zdziwienie w Zakopanym dwa lata temu, kiedy przy jednym z warzywniaków zobaczyłam dwie dorodne dynie-w lipcu!!! Tamten urlop, to był w ogóle czas niezapomniany-nigdy nie trafiły nam się tak deszczowe wakacje w górach, jak wtedy. Na 10dni, tylko cztery razy udało nam się wyjść w góry, z czego raz- z Sarniej Skały, wracaliśmy w ulewie przy akompaniamencie grzmotów... I właśnie podczas tego urlopu, jadąc w kolejny deszczowy dzień do zakopiańskiej sali zabaw z Elizą, (czym zająć dziecko na wakacjach, kiedy pogoda za oknem barowa?!)  ujrzałam przez szybę samochodu te dwie dynie. Sokolego wzroku nie posiadam, mam udokumentowane -4dioptrii, więc same rozumiecie, że nie uwierzyłam w to co widzę! Toć, to przecież lipiec, nie październik. Wracaliśmy jednak tą samą drogą. Patrzę więc raz jeszcze-no kurczę, jak w mordę strzelił-dynie! Dyńki, dynusie najpyszniejsze! Uwierzycie, że przekonałam męża, żeby w dniu wyjazdu zajechać po te dwie dynie? "Kotek, na pewno w Szczecinie nie ma, bo przed wyjazdem nie widziałam. Musimy je kupić. Musimy."-no kto by się oparł takiemu zawodzeniu? Na pewno nie chcący mieć święty spokój Facet :) Nie muszę dodawać, że po powrocie do domu, dynie mrugały do mnie okiem w każdym lepiej zaopatrzonym warzywniaku, Lidlach i większych marketach :)

Pierwszej tegorocznej połówki  dyni, którą przerobiłam na zupkę i gulasz, nie uwieczniłam na zdjęciach. Za to drugą, do której dokupiłam mleczko kokosowe i limonkę, już tak :) I gdyby nie to, że z podstaw żywienia przebrzmiewa do mnie echo teorii, o złych skutkach monotonii w żywieniu, jedlibyśmy dynię od lipca do grudnia, a nawet dłużej :)

O wartościach odżywczych dyni nie będę Was przekonywała, bo nawet gdyby nie posiadała żadnych, to i tak jadłabym ją hurtowo. Nie jestem więc obiektywna :) Prawda jest taka, że przy mojej całej miłości do niej, muszę przyznać, że sama w sobie jest dość nijaka, ale żeby ładniej napisać- neutralna w smaku :) I wszystko zależy od tego czym ją doprawimy, albo co do niej dodamy. Od razu zaznaczę, że własnych autorskich potraw z dyni nie tworzę, co roku bazuję na przepisach bardziej doświadczonych, kulinarnych blogerek. I już się cieszę, na te wszystkie dania, które w najbliższym czasie przyrządzę!!!

A teraz uśmiech do mojego męża... Jednym z moich niespełnionych marzeń jest jesienna wyprawa na dyniową farmę :) Myślę, że byłabym tam japońskim turystą, który robiłby milion zdjęć w godzinę :) I, że wyjechalibyśmy stamtąd z mocno obciążonym bagażnikiem :)

A dziś na obiad jemy curry z dynią i kurczakiem. Mniam!

Tutaj fotki z lat poprzednich:








A tutaj wczorajsze, najświeższe :)

Wychodzi na to, że druga Córcia wyssała miłość do dyni z moim mlekiem, bo zupkę dyniową lubi :) W przeciwieństwie do Elizki...

A dla tych, którzy tęsknią za Tatrami tak jak my, parę fotek z tego deszczowego urlopu, o którym wspominałam :)


Drugi dzień pobytu, w strasznej duchocie, ale udało nam się wejść na Grzesia





Przed Sarnią Skałą, mgła i marna widoczność, a podobno przy odpowiedniej pogodzie, można zobaczyć stamtąd Giewont
I ostatnie, powyższe zdjęcie, kiedy wracaliśmy z Zielonego Stawu Gąsienicowego. Udało nam się jeszcze wjechać na Gubałówkę :) A poza tym-deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz! Czy zniechęciło nas to do kolejnych wyjazdów w góry? Absolutnie :) I nawet jeśli z góry wiedziałabym, że na kolejnym urlopie też będziemy mieć tylko cztery pewne pogodowo dni, to i tak wybrałabym Tatry :) Zdecydowanie nie dla nas all inclusive w słonecznej Turcji, Egipcie itd :)

21 komentarzy:

  1. Dyni jeszcze nie jadłam! Pod żadną postacią! Tylko pestki.
    I muszę to zmienić!

    OdpowiedzUsuń
  2. heheh ja taka miloscia palam do cukinii i baklazana, moj maz juz nie moze patrzec, choc przyznam szczerze dynie tez lubie. Polubilam dopiero w zeszylm roku kiedy to na handelku zobaczylam hokaido i jakos mnie naszlo i od tego czasu tez dyniowe zupku, kluseczki, placki sa u nas czesto, w tyg bo taty nie ma na obiadach :P a my sie zajadamy, on jeszcze w trakcie przekonywania :P ale wierze ze w koncu mi sie uda do cukini juz sie przekonal :P sila bo sila, ale kobieta musi miec swoje sposoby, nae wazne jakis :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój na szczęście lubi warzywa, choć mój ojciec to najchętniej jadłby tylko mięso-aż mi żal mojej mamy. Cukinie i bakłażana też lubię, ale zbyt wielu potraw z nimi nie znam. Cukinię dodaję do leczo (Węgrzy by się pochlastali :)) a z bakłażana robię zapiekankę i przymierzam się do musaki.

      Usuń
  3. Ja podobnie jak Ty miłości do dyni nie wyniosła, z domu, ale ją uwielbiam. Najbardziej zupę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też uwielbiam, i to jak :) Wszystkie te dyniowe potrawy.

      Usuń
  4. Dynia nigdy nie gościła w mojej kuchni....ale kto wie może kiedyś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to szybko się popraw, bo nie wiesz co tracisz :)

      Usuń
  5. ależ fantastyczne te góry :-))))))))))))
    Dynia - jeszcze nie jadłam :-))) ale bede jadła - uwielbiam :-))) np krem z dyni :)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krem z dyni też uwielbiam, Mniam! A góry-zawsze fantastyczne :)

      Usuń
  6. Ja również nie znam smaku dyni. Ale zrobiłaś jej taką reklamę , że nie omieszkam spróbować. Jak tylko gdzieś ją wypatrzę -zabieram do domu. Coś czuję, że mi zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również nie znam smaku dyni. Ale zrobiłaś jej taką reklamę , że nie omieszkam spróbować. Jak tylko gdzieś ją wypatrzę -zabieram do domu. Coś czuję, że mi zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również nie znam smaku dyni. Ale zrobiłaś jej taką reklamę , że nie omieszkam spróbować. Jak tylko gdzieś ją wypatrzę -zabieram do domu. Coś czuję, że mi zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również nie znam smaku dyni. Ale zrobiłaś jej taką reklamę , że nie omieszkam spróbować. Jak tylko gdzieś ją wypatrzę -zabieram do domu. Coś czuję, że mi zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasmakuje-na bank! Jutro podeślę Ci linki do dyniowych pyszności :)

      Usuń
  10. Ja tak uwielbiam cukinie pod kazda postacia. :) Dynia jest tutaj bardzo popularnym warzywem, ale jak narazie z dan i deserow, ktore sprobowalam, zadne mi nie podeszlo. Za to marzy mi sie, zeby pojechac na wlasnie taka dyniowa farme (tutaj nie trzeba daleko szukac, to juz jesienna tradycja) z Bi i potem wydrazyc z nia wlasne lampiony na Halloween. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cukinie też lubimy. No to tej jesieni szykuje się Wam wycieczka :) My najbliższą taką farmę mamy chyba w poznaniu, więc odpada w tym roku. Ale w przyszłym, kto wie :) My już od 3lat robimy takie lampiony, Eliza każdą dynię nazywa-przeważnie piękny Marian i piękna Tosia :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Podeślę Ci jutro linki do świetnych przepisów. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ja też zapisuję się na linki, jeśli można:) dynia jest mi - poza wyglądem i tą z octu - zupełnie obca, a chętnie spróbuję. sole79@op.pl

      Usuń
  12. Ja dynię odkryłam dopiero w zeszłym roku. Na razie testowałam kilka zup i ciasto, ale z chęcią przygarnę też kilka linków. Zwłaszcza na curry i zupkę z mleczkiem kokosowym. Już mi ślinka cieknie! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!