Mama2c

Mama2c

piątek, 30 sierpnia 2013

Gówniana robota. Frustracje mniejsze i większe nie takiej młodej matki.

Dzisiejszy post z całą pewnością będzie mało apetyczny, więc jeśli macie w zwyczaj urządzać sobie "blogówkę" przy jedzeniu, to odradzam czytania przy śniadaniu/obiedzie/kolacji...

Zdecydowanie moja największa frustracja ostatnimi czasy-przewijanie Lilki.
Mama kocha Córki nad życie, kocha być mamą, ale przewijanie, to nie jest to, co mama w macierzyństwie lubi najbardziej.
W przewijaniu pomaga mamie tata. Pomoc taty polega na tym, że jak jest w domu, to mama do pieluch się nie dotyka, no chyba że, żeby podać tacie czystą, ewentualnie wynieść brudną.
Tata czasami się buntuje. Wtedy mama robi albo oczy kota w butach, albo patrzy z takim wyrzutem, w którym widać każdą zafajdaną pieluchę, zmienioną pod nieobecność taty.
Tata wie, że nie ma sensu dyskutować.
Moje obie Córki w okresie robienia do pieluchy nie znają terminu "zatwardzenie" albo "problemy z wypróżnianiem". Lila urodziła się w roku, w którym w naszym bloku urodziło się jeszcze dwoje innych dzieci. I uwierzcie mi, czasami mam wrażenie, że Ona wyrabia normę za trzech z tym wypróżnianiem się.
Cały "urok" w przewijaniu Lilii polega na tym, że Jej kupa w pieluszce nie przeszkadza. Jeśli zatem umknie mi moment, kiedy oddaje się radosnemu uwalnianiu "klocka", to chodzi z nim jakiś czas, zanim ta wymowna, nie pozostawiająca co do swojej etiologii woń zostanie wychwycona przez mamine nozdrza. A że Lila w tym czasie ze sto razy usiądzie, z pięćdziesiąt klapnie na tyłek z wysokości, to kiedy już Ją wezmę do obrabiania-kupsko czasami trzeba z Niej zeskrobywać. I co ciekawe-Lila kiedy zmieniamy pieluchę z 1 leży zazwyczaj spokojnie, potrafi na przykład zając się mokrą chusteczką, co chwilę sprawdzając Jej smak i skład chemiczny. Za to kiedy mamy 2, o tak, wtedy jest wesoło. Bo można machać nogami, dopóki się nie trafi w pełną kupska pieluchę, można sobie rękę podłożyć pod plecy, na których oczywiście jest kupa, drugą rękę, w momencie, kiedy mama próbuje zapanować nad latającymi przed Jej oczami nogami i ręką rozmazującą kupę na plecach i brzuchu, wsadza mała centralnie w pieluchę. W tym momencie brakuje mi już rąk do wycierania na przemian dupska i kończyn mojego Dziecka. Jestem spocona jak mysz. Lila kiedy już się wyświni, zazwyczaj przypomina sobie, że przecież jest mobilna i próbuje uciekać. W ten sposób mimo podkładów, pieluch tetrowych i innych takich, wczoraj wrzuciłam trzeci koc w tym tygodniu do pralki! Myśląc przy tym, że jednak te dublujące się prezenty ślubne właśnie w postaci koca, nie były takie złe.
I tak wczoraj walczyłam z Nią trzy razy. Trzy kupy! I kiedy po ostatniej akcji "kupa", Eliza zadzwoniła do drzwi, a po ich otwarciu pokazała mi nogę ozdobioną różowym sandałem, a pomiędzy paskami wystawało coś brązowego, zrobiło mi się słabo! Normalnie w takiej sytuacji pewnie bym się zaśmiała, a wczoraj zachciało mi się po prostu płakać... Czy to tylko zmęczenie?

Od wczoraj znowu mam te dni. I odkąd jestem dojrzałą kobietą (Boże, jak to staro zabrzmiało :() zdecydowanie zauważam silny związek pomiędzy dołem a górą, czyli tym co się w tych dniach dzieje w mojej głowie. A dzieje się dużo i niekoniecznie dobrze. Dziś na przykład, mimo całej mojej satysfakcji i spełnienia w roli mamy, poczułam (a raczej uroiła to sobie moja głowa, będąca aktualnie pod wpływem hormonów), że od zawsze żyję w cieniu mojego Męża. On ma pracę, w której odnosi sukcesy, jest doceniany, realizuje się. Ma pasję, która wiąże się z licznymi wyjazdami, poznawaniem nowych ludzi. A ja? Ja świadomie wybrałam inną drogę. Na pewno kariera zawodowa jest dla mnie na dalszym planie. Zresztą ja i kariera, to wykluczające się pojęcia :) Do szczęścia wystarczy mi mieć normalną pracę :) Co rozumiem pod tym terminem? Pracę od 7 do 15 i wolne weekendy. Mając dzieci nie wyobrażam już sobie pracować jak kiedyś. Pewnie gdyby nas sytuacja finansowa zmusiła, to szybko bym sobie to z powrotem wyobraziła. Mam też jakieś hobby/pasję, ale to raczej zajęcie okołodomowe, że tak to nazwę.
I od rana szczęście miesza się z jakąś dziwną tęsknotą, sama nie wiem za czym. Może za długo już "siedzę" w domu? Może zwyczajnie potrzeba mi jakiejś odmiany od pieluch... Może za 3dni będę śmiała się z tego, co teraz tu właśnie napisałam... A może nie.

I kolejna frustracja, choć we frustracyjnej hierarchii w zasadzie na samym końcu, bo tu odnotowałam nawet mały powiew optymizmu...
Muszę w przyszłym tygodniu kupić spodnie na chrzciny Małej. A to oznacza pójście na zakupy. Zakupy oznaczają przymierzanie. Przymierzanie musi oznaczać frustrację, bo mimo 10miesięcy od porodu nie sięgnę nadal po rozmiar 36, ani nawet 38. Wiec gdzie ten optymizm? Już dwie osoby powiedziały mi, że chudnę. Tak, tak-w końcu chudnę! Do tego magicznego 36 jeszcze daleka droga, ale przynajmniej wiem, że jestem na właściwej ścieżce :)
Co się zaś tyczy chrzcin, to z naszych planów, że nie robimy ich w domu, nic nie wyszło. Po kalkulacji kosztów wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazały na to, że w domu jednak będzie taniej. Oczywiście za sprzątanie, ugotowanie i ponowne posprzątanie po gościach nikt mi nie zapłaci, ale to już inna bajka. Znowu będę urobiona jak osioł, nie usiądę pewnie ani na chwilę... No cóż, tak to właśnie jest z planami. Dlatego o komunii Elizy zacznę rozmawiać na 2-3miesiące przed, żeby nie ulec presji planowania, z którego nic nie wyjdzie...

Przepis na zupkę dyniową już wieczorem. Drugi musi zaczekać z publikacją, ponieważ-sama nie wierzę, że to piszę-dynia się skończyła!

A poniżej parę fotek, zgodnych z aktualnym nastrojem...










19 komentarzy:

  1. Ale są też pozytywy... skoro Lila nie woła że przeszkadza jej kupka, to znaczy pielucha dobrej jakości.
    Hihihihihihi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie pomyślałabym tak o tym? :) Jesteś wielka!

      Usuń
  2. Mam to samo z kupą, to co robi teraz Marysia podczas przewijania woła o pomstę do nieba. Już jak ją niosę do przewijania to wierzga nogami i ryczy a podczas przewijania rusza się na wszystkie strony, wstaje. O ile przy sikach nie jest to problem t przy kupie naprawdę mam dość:/ Ostatnio jak przewijałam Ją na podłodze u Teściów z kupy właśnie, uciekła z gołym tyłkiem, staneła na podłodze i nasikała...dżizas:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, moja teściowa padłaby trupem na taką akcję :)
      Nie wiem co te Dzieci wyprawiają :) Może im rzeczywiście ta kupa zupełnie nie przeszkadza, a zmiana pieluchy to gwałt na Ich zapatrywaniach na kwestię kupy...

      Usuń
    2. Mojej nie przeszkadza, jak ma kupę w majtach jest grzeczna i siedzi cicho:D

      Usuń
  3. hehe znam ten ból ;] u nas są 3 dwójki a nawet i 5. Jemu tez nie przeszkadza, póki go nie odparzy :/ no i jest wodnista od zawsze. Często daruję sobie przewijak i zanoszę go do wanny. No i nie da się na przewijaku położyć - jest ryk...Co do rozmiaru to nawet w rozmiarze 48 może ładnie wyglądać - odpowiedni krój, materiał, kolor (wcale nie czarny) a to jak wyglądamy to to co o sobie myślimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na przewijaku to jest akcja wyginam śmiało ciało, też już nie używamy.
      Ze mną to jest problem, że nie znam ani swoich atutów, ani co miałabym podkreślić strojem, o ile w ogóle jest co do podkreślenia... Zresztą-dobór stroju, tu też ekspertką nie jestem.

      Usuń
  4. Tak myślałam, jak przeczytałam tytuł, że wejdą dwójkowe tematy xD Dobrze, że tata nie ucieka tylko pomaga... Jednak oczy kota w butach działają na wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tata zaprawił się w boju przy Elizie, bo początki wcale nie były lekkie :)

      Usuń
  5. Weszłam rano na Twojego bloga, ale był tylko tytuł "gówniana robota", bardzo mnie to zaciekawiło, więc przyszłam tu znów. Przyznam się szczerze, że nie kapnęłam się o co chodzi :) Chociaż temat kupy poruszyłam ostatnio na blogu, jak pisałam o śnie mojego męża... No i chyba na te kupki się muszę psychicznie nastawić... pozdrawiam i życzę siły, choć może Ci już troszkę frustracja przeszła jak wszystko z siebie wyrzuciłaś... Bądź silna i nie daj się kupom :) chociaż słyszałam, że "w kupie siła" ;) można interpretować jak się chce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HEHE, w kupie siła :) No w tych pieluchowych kupskach to rzeczywiście jest moc :) Co do kupek to się nie łam, może być różnie, z Elizą było jeszcze w miarę powiedzmy, Lila za to szaleje na całego...

      Usuń
  6. Hehe, to ja już u siebie pisałam, że kobieta nigdy przedtem, ani potem nie jest tak zgłębiona w tematy kupy, jak zostając matką. To jest po prostu kwintesencja macierzyństwa.
    Ale obśmiałam się z Twoich opisów.
    Co do frustracji natomiast, to kolejny raz podaję Ci rękę. Ja może nie mam wrażenia, że żyję w cieniu mojego męża, którego nie mam ;P Natomiast mam wrażenie, że moje życie to Dzień Świstaka, bądź ten Dzień Świra. Ta właśnie praca od 7 do 16 sprawia, że wszystko jest takie same, czasem nie wiem czy to wtorek czy czwartek. Niczego nie osiągam, nie mam sukcesów, nie jeżdżę, nie poznaję ludzi, nie robię kariery. Najchętniej chciałabym też, żeby kariera sama się zrobiła i wyniosła mnie na piedestał. Chyba wtedy czułabym się faktycznie usatysfakcjonowana.... albo znalazłabym coś nowego, z czego nie jestem zadowolona i czego własnie brakuje mi do szczęścia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz ja z kolei podaje Ci rękę. U mnie też nie ma znaczenia czy jest poniedziałek, czy czwartek- zawsze ten sam schemat. Co różni moje dni? Długość drzemek małej i że raz jest pomidorowa, a następnego dnia dyniowa :) Myślę, że życie ogólnie jest tęsknotą, więc chyba zawsze będzie tak, że czegoś będzie nam brakowało, do czegoś będziemy wzdychać, na różnych etapach życia, to będzie pewnie co innego. Ja mam teraz takie momenty, że tęsknię za szpilkami, pracą, tą atmosferą. I kiedy babram się w kolejnym kupsku, myślę, że nawet do "Biedronki" pobiegłabym jak na skrzydłach. A znając siebie, pracując rzucałabym kurwami, że zamiast siedzieć z dzieckiem w domu, to pracuję... Cała ja :)

      Usuń
  7. Dziewczyny wiem , że to marne pocieszenie , ale w temacie frustracji ( bo o kupkach nie mam pojęcia ) - ja jeżdzę , poznaję nowych ludzi , pracuję w różnych godzinach, zazwyczaj więcej niż 10 godzin dziennie , finansowo jest nie najgorzej ale ...Ale wracam do pustego domu . Żadne małe rączki mnie nie witają ,żadne usteczka nie wypowiadają tego magicznego "kocham" .
    I chętnie bym toi zmieniła .
    Pewnie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia .
    I myślę też , że to jest normalne, że czasem marzymy o tym aby się znaleźć w innym świecie .
    Miejmy jednak nadzieję ,że te frustracje to głównie przez szalejące hormony .


    A Chrzciny w domu - kurcze narobisz się Biedaku . Wiesz w moim babskim gronie na takie okoliczności wszystkie Kobiety się spinamy i sobie pomagamy . Np. jak któraś moja koleżanka ma Komunię Dziecka i robi ją w domu - reszta nas piecze Jej ciasta, robi sałatki . Każda upiecze jedno ciasto, zrobi sałatkę i się nie narobi . Robimy to wówczas tez na swój koszt , aby tamtej troszkę ulżyć . No bo jedno ciasto , jedna sałatka - jaki to koszt ? Naprawdę niewielki . A osoba, która jest tymi darami "obdarowana" finansowo już to mocno odczuwa.
    Ja miałam okazję raz skorzystać z tego "dobrodziejstwa "
    Jak zmarł mój Teść . Wszystko szybko się działo, mnóstwo załatwień - z pomocą koleżanek nawet nie wiem kiedy zorganizowałyśmy stypę ( Teściowa nie miała do tego głowy i nie ma się co dziwić )

    Może masz jakieś życzliwe duszyszki wokól siebie, które mogłyby Ci odrobinkę pomóc ? Popytaj może bo kurcze naprawdę by Ci to mega ułatwiło życie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, ja wierzę, że da się pogodzić karierę z macierzyństwem i tego Ci Kochana życzę! To nie jest tak, że zazdroszczę mężowi, i czuję się źle w domu. Wydaje mi się, że to te cholerne hormony dają mi się mocno we znaki, do tego zmęczenie, no i te cholerne kupska :)
      Robiliśmy w domu chrzciny Elizy, więc doskonale wiem jaką robotę to pachnie, dlatego jestem taka anty nastawiona... A tej spinki w babskim gronie to zazdroszczę, fajny pomysł, no i na pewno zacieśnia to wieź między Wami, ma się poczucie, że nie jest się samemu. Cudowna sprawa. A duszyczki mam, pewnie troszkę pomogą, tylko nikt za mnie nie posprząta :)

      Usuń
  8. hmmmm kochana od czego zaczac...
    moje dziecko tez kochalo sie taplac w kupie, wiec czasami od razu wkladalam ja na stojaco do wanna i oblewalam dupke i plecy prysznicem bo nie bylo (jak dla mnie) innego wyjscia. Nie wiem czy mam Cie straszyc ale moze najgorsze jeszcze przed Toba :P Moja mala jak zaczelam ja oduczac to zaczela sama sciagac pampersa pelnego kupy (jak nie bylo mnie w poblizu) i biegala z nim po domu, a co za tym idzie kupa byla wszedzie!!! MYslalam ze oszeleje, duzo mi nie brakowalo!!Dobrze ze to juz za nami..
    a co do frustracji, wiesz tez je mam!! i to nie tylko jak mam te dni. Sa dni gdy jestem bardzo dumna z meza ze robi kariere i czuje sie cudownie jak mama, ale sa dni ze tez chcialabym byc tak najzwyczajniej w swiecie pochwalona, doceniona, nie mowiac juz o kasie ktora bylaby zarobiona przeze MNIE! Mnie jak kobiete wyksztalcona..Myslalam ze bede gwiazda blogowa :P i to da mi spelnienie, ale prawda jeste taka ze czasem po prostu nie mam o czym ciekawym napisac co nawet mnie interesuje bo myje np lazienke i potem zapominam o czym ccialam postowac :P tyle z mojeje kariery, jestem matka Polka w obcym kraju, ktorej czasem bokiem wsyztsko wychodzi..
    buzka, nie lam sie- uwielbiam czytac Twoje posty, duzo sie przy nich smieje i rozmyslam, wiec na serio robisz cos co wyzwala w ludziach emocje i to juz jest git!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze-dziękuję Ci za ten komentarz. Chyba go sobie w ramkę oprawię!
      Też czasami mam takie myśli, że nic tylko Lilę od razu do wanny wrzucić :) A akcja z odpieluchowywaniem też pewnie mnie przeczołga i wykończy...
      No właśnie, te frustracje. Z jednej strony doceniam to, że mogę być z dziećmi w domu, i sama przecież też tego chcę, a z drugiej? tęsknię, za czymś co mnie omija... No a o własnej kasie to można spokojnie osobny post napisać. No i również cierpię z powodu braku czasu, bo chyba niedługo zacznę zapisywać o czym chciałam napisać i może mi się kiedyś uda, bo też najpierw są obowiązki, a dopiero potem przyjemności :) Trzymaj się Kochana! I jeszcze raz dziękuję.

      Usuń
  9. Haha ale masz z ta kupa- u nas mloda ucieka przy zmianie pieluchy- tzn. ma wiecej ciekawszych rzeczy do robienia niz akurat przewijanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje Dziecko to przy wielu czynnościach ma inne ciekawsze rzeczy do roboty :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!