Mama2c

Mama2c

piątek, 23 sierpnia 2013

I co z tym wychowaniem?

Jeśli jako mamy macie znacznie więcej pytań i wątpliwości, niż gotowych odpowiedzi, to nie jest pytanie i tekst do Was, a raczej do niestrudzonej Doroty Zawadzkiej. Nie mniej jednak-zostańcie, może macie jakieś swoje refleksje na ten temat...

Od jakiegoś czas dręczy mnie (tak, dosłownie-dręczy) jeden temat, a dzisiejsza sytuacja przelała już czarę goryczy i ponarzekam, pokurwuję i wyleję trochę żółci, żeby na koniec stwierdzić... A, na koniec... to napiszę na  końcu.

Mam dwoje dzieci, moja mama ma dwoje dzieci, moja babcia miała dwoje dzieci, mam mnóstwo ciotek, które miały dwoje i więcej dzieci, obdarowując mnie w ten sposób hojnie kuzynostwem... Jak to jest, że dwoje dzieci, z tym samych rodziców, tak samo wychowywane, obserwujące te same wzorce w życiu dorosłym, okazuje się zupełnie różnymi ludźmi?! I nie chodzi mi o to, że siostra X lubi balet, a brat Y break dance. Albo, że jedno lubiło się uczyć, a drugie nie. Ona lubiła jeździć na wakacje nad morze, a On w góry... Nie chodzi przecież o to, że rodzeństwo ma być identyczne. To w końcu dwoje różnych dzieci, nikt nie oczekuje, żeby były swoimi klonami.

Chodzi mi o takie elementarne, najprostsze kwestie typu kultura osobista, ogłada, obycie. Bo to przecież wynosimy chyba z domu rodzinnego? Więc jeśli siostra X jest kulturalna, potrafi się zachować, ma klasę, to dlaczego Jej brat to... to cham pospolity?! Co innego im jedna matka z ojcem wpajali? Czy w codziennym życiu co innego widzieli? Nie! Więc o co k... chodzi? Nawet jeśli w okresie dorastania, ktoś gdzieś zboczy, zahaczy o dziwne towarzystwo, to chyba i tak najważniejsze są te pierwsze lata, kiedy mama i tata byli autorytetem?! Chcę wierzyć, że mogą nim być przez całe życie..., ale to tak na marginesie. Więc jeśli mama mówiła "dziękuję", to czy to "dziękuję" nie powinno zostać w nas na zawsze?! W każdym dziecku tak samo? Jeśli mama, dając swoim dzieciom kanapki do szkoły mówiła proszę, to czy Oboje nie powinni używać tego proszę w analogicznych sytuacjach?

Nie mam raczej w zwyczaju wychowywać innych, mam do wychowania dwoje swoich dzieci, i tu muszę włożyć całą energię, ale momentami miałabym ochotę niektórym osobom wyrypać tak wszystko prosto z mostu, na jednym wdechu. Wszystkie takie sytuacje, które zapadły mi w pamięć przez ostatnie lata. Powiedzieć i mieć w dupie co odbiorca zrobi. No tak, to też byłby brak kultury z mojej strony... Tylko, że ja do momentu kiedy w końcu powiem sobie, że pierdolę kulturę osobistą, jestem doprowadzana systematycznie od ładnych paru lat.

Pewnie powinnam zdobyć się na szczerą, spokojną rozmowę i powiedzieć o co mi chodzi. Pewnie tak... Tylko, że za dobrze znam tą osobę i wiem jak zareaguje, a raczej zareagują, bo chodzi o Niego i Jego szanowną małżonkę! W teorii każdy ceni sobie szczerość i tak dalej, tylko spróbujcie być z kimś szczere! Obraza majestatu zazwyczaj gotowa. I klasyczny foch. No a wiadomo, jeśli chodzi o rodzinę, z którą nie chcemy zrywać kontaktu, co mi pozostaje? Wkurwiać się dalej, ot co...

Jako mama dwóch córek zastanawiam się jakie One kiedyś będą. Na ile to co chcemy im wpoić, przekazać, nauczyć, wykształcić w Nich, zaprocentuje w przyszłości? Czy Obie przejmą te wzorce po równo? Czy na przykład każda z Nich nie będzie się spóźniała? Czy dla każdej z Nich będzie ważne, żeby w weekend zjeść każdy posiłek z rodziną, celebrować go? Czy, czy , czy... Tyle pytań.
Kultura osobista- tak ważna, tak wydawałoby się elementarna cecha świadcząca o człowieku... Tak, chciałabym wychować Córki na kulturalne kobiety. Żebym kiedyś nie musiała się wstydzić, żeby One nie najadły się wstydu... Żeby kiedyś ktoś o Nich tak nie nasmarował, jak ja tutaj dziś...

Czy Wy też tak macie, że musicie przymykać oko na pewne sprawy, kwestie, bo nie chcecie zrywać z kimś kontaktu? Czy macie odwagę i mówicie wprost, nie bacząc na reakcję drugiej osoby? Co jest lepsze? Jak wybrnąć z tej sytuacji?

A na koniec prawda stara jak świat- z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

22 komentarze:

  1. Co do tych różnic, to też to zaobserwowałam... U mojego męża i szwagra, wśród mojego kuzynostwa, czy znajomych. Często jest tak, że to młodsze dziecko, które nie musiało zabiegać o wszystko, tak jak to pierwsze (pozwolenie na wyjście do późna, pierwszy telefon itp) jest bardziej rozpieszczone i wygodnickie. I tak na przykład mój szwagier to totalny leń i leser, w odróżnieniu od mojego męża (wcale nie dodaję mu plusów :P), który wiele potrafi załatwić i nie boi się pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż ma troje rodzeństwa i tylko On jest normalny :)

      Usuń
  2. Z tym mówieniem prosto w twarz ...hmmm tylko inteligentni ludzie nie obrażają się jeśli usłyszą coś szczerze . Wyciągną wnioski, podziękują za szczerość , nie odbiorą tego jako atak ...
    Tylko pytanie - jak wiele inteligentnych osób nas otacza ???
    Nie każdemu można powiedzieć coś wprost , z prawdziwą szczerością ...
    A z tą rodziną na zdjęciach - niestety się zgadzam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atak! Właśnie. Kiedy komuś chcesz coś powiedzieć, to ta druga osoba od razu reaguje jakbyś ja atakowali i to jest przykre.

      Usuń
  3. Ja non stop muszę tolerować zachowanie mojego braa, który olewa wszystkich urodziny, imieniny, liczy się dla niego tylko jego żona i dzieci. Wszędzie gdzie pojadą to każdy po chwili ma dosyć ich zachwiania, ale to rodzina i przymykamy na to oko. W tym roku znowu olali urodziny naszego dziecka i mogłabym zadzwonić i im wygarnąć, że ja zawsze pamiętam. Znowu przymknęłam na to oko, ale im nie daruję i od następnego roku też ich oleję z życzeniami.
    Wydawałoby się, że z chamstwem trzeba po chamsku, ale nie każdy ma a to siłę i chęci. Ja będę walczyć ich własną bronią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak zdecydowanie powinno się robić. Tylko zapewniam Cię, że z ich strony będzie szok i zdziwienie-przerabiałam to u nas.

      Usuń
  4. Ja mówię wprost i nieraz dostałam za to po tyłku, ale nie zależy mi na ludziach (również rodzinie), przed którymi muszę kamuflować swoją postawę, emocje, poglądy. Sama cenię kiedy zwraca się do mnie wprost, choćby niekulturalnym może "wkur***** mnie tym...". Nie zawsze łatwo jest to przyjąć, nie zawsze się zgodzę, ale taki komunikat nie może nie dać do myślenia. Są też sytuacje, w których odpuszczam; kiedy nie jest tego warta, albo poruszałam temat bezskutecznie milion razy, ale taki pat dystansuje, lepiej rozbroić bombę jeśli się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, gdyby jeszcze ludzie chcieli się choć chwilę zastanowić, czy może ta druga osoba faktycznie nie ma racji.

      Usuń
  5. Niestety oprócz wychowania w grę wchodzi jeszcze charakter osoby... Mam jedną siostrę, dwóch braci, wychowani jesteśmy tak samo, a różnimy się między sobą w kwestiach międzyludzkich... charakter ma duuuże znaczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak, i nic tu chyba nie pomoże.

      Usuń
  6. Dokładnie, oprócz wychowania jest też temperament, z którym człowiek się rodzi. każdy z własnym indywidualnym i czasem wychowanie nie pomoże, nawet to najlepsze:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to nie jest budujące i optymistyczne :)

      Usuń
  7. ehh... Ja i mój brat też jesteśmy różni. Powiem Ci, ze nawet kulturalni,ale każde na swój sposób. Pomijam kwestię nauki, spedzania wolnego czasu itd, bo to raczej kwestia otoczenia. A z bratem różnimy się pod każdym względem.. różnica wieku? Rok. niewiele czasu a takie zmiany.. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas identycznie, nic dodać, nic ująć.

      Usuń
  8. Na szczescie ja i moja siostra mamy podobne charaktery i podobna kulture osobista. Ale znam rodzenstwa, ktore sa jak ogien i woda, pod kazdym wzgledem. Czasem chyba, tak jak dziewczyny pisza wyzej, jakies ukryte geny chamskich przodkow biora gore nad oglada nabrana w domu rodzinnym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to macie z siostrą dobrze! A co do genów to masz rację.

      Usuń
  9. Jeśli chodzi o wychowanie dwóch i więcej osób przez tych samych rodziców to nie robiłabym sobie nadziei, że na dwie osoby tak samo to wychowanie będzie oddziaływać. W skład charakteru wpływa zbyt wiele rzeczy...
    Jeśli chodzi o szczerość i rodzinę to ja na własnej skórze przekonałam się, że ma to swoje dobre i złe strony. Pewnego dnia, gdy miałam dosyć udawania kogoś kim nie jestem przyznałam się do swojego światopoglądu, który był nie do przyjęcia (i jest nadal) przez część mojej rodziny. Pewne osoby nie potrafiły ani tego zrozumieć, ani zaakceptować. Mało tego, nie wiedziałam, że za własne odmienne poglądy trzeba tyle zapłacić... No i dobra strona - nie muszę nikogo udawać i zła - jestem czarną owcą ;)
    Póki co mi to odpowiada, bo nie muszę przytakiwać głową na stwierdzenia, z którymi się nie zgadzam, a rola czarnej owcy jest nawet ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem czarną owcą w rodzinie męża-rola ciekawa, aczkolwiek też i krzywdząca, bo ludzie przypinają Ci tą łatkę, tylko dlatego, że nie myślisz/nie mówisz/nie robisz jak oni... W naszym kraju najlepiej żebyśmy byli do bólu jednakowi. No właśnie, szczerość nie do końca jest w cenie.

      Usuń
  10. Racja, charakter jest w dużej mierze wrodzony. Można go ukształtować przez lata, ucząc m.in. kultury osobistej. Ale pewnych cech się nie zmieni. A wymądrzania się innych osób na temat wychowania wpuściłabym jednych uchem i wypuściła drugim, albo zwyczajnie i kulturalnie postawiła do pionu:)..i zmieniła temat na np.kulinarny:)) jakby nigdy nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I teraz pytanie co z tym charakterem? Czy na siłę próbować go zmienić? Zawsze mnie to nurtuje. A tematy kulinarne uwielbiam, więc przynajmniej z tym nie mam problemu :)

      Usuń
  11. Kilka odrębnych kwestii na raz tutaj poruszyłaś. Co do różnic między rodzeństwem, a przede wszystkim różnic w przyswajaniu tych samych przecież, i przez te same osoby przekazywanych wzorców, to mogłabym tu elaborat wypisać. Od dawna się nad tym zastanawiam i żadnego sensownego wniosku nie wyciągnęłam. Wystarczą mi dwa przykłady: mój własny i mojej siostry oraz mojej przyjaciółki i jej brata. Kiedy na nas spojrzę, widzę że wychowanie to niestety nie jest wszystko. Doszłam do wniosku, że ogromny wpływ na rozwój mają czasy i otoczenie do którego dziecko trafia. Strach to przyznać,ale "podwórko" potrafi bardziej ukształtować młodego człowieka niż rodzice. I powiem Ci, że myśl ta napawa mnie największym rodzicielskim przerażeniem.
    To tak w wielkim skrócie, bo żeby Ci wyjaśnić skąd ten wniosek, musiałabym przedstawić obie historie.
    A odnośnie "walenia prosto w twarz", to ja jednak ograniczam to. Szkoda mi prądu po prostu. Szczerze rozmawiam z przyjaciółkami i im powiem jeśli coś mi się nie podoba. Tak samo ich krytykę przyjmuję. I wiem, że wszystkie, nawet jeśli od razu nie przyznajemy sobie wzajemnie racji, po ochłonięciu przemyślimy uwagi, które usłyszałyśmy. Ale jeśli wiem, że się nagadam do kogoś, a on z góry uzna, że nie mam racji i jeszcze się obrazi, to sobie daruję. Nie moje to życie na szczęście i nie ja konsekwencje będę ponosić. Na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Marta, post wielowątkowy, i też mogłabym dużo, dużo jeszcze napisać. Ja może i waliłabym to co widzę i co mi leży na wątrobie, gdyby ludzie reagowali inaczej. Pewnie-sama też nie lubię krytyki, ale jest krytyk i krytyka. Jeśli ktoś chce mi dopieprzyć i wymyśla jakieś bzdury, to taka krytyka mi lata koło d... bo nie jest merytoryczna, ale jeśli ktoś chce dla mnie dobrze, a widzi coś, czego ja być może nie widzę-to ok. Może warto czasem dowiedzieć się co widzą w nas inni :) Ale myślę, że jako naród jeszcze długo, długo będziemy się obruszać. Niestety.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!