Mama2c

Mama2c

wtorek, 27 sierpnia 2013

Kłotnie z sąsiadami, czyli mamy focha.

Mając takiego ojca, jakiego miałam, nauczyłam się jednego-jakim człowiekiem nie chcę być. Co to ma wspólnego z tytułem posta? Bardzo dużo.

Mój ojciec był mistrzem skłócania się z sąsiadami. A że mieszkaliśmy w bloku 11piętrowym, trochę tych sąsiadów było... Co ciekawe nigdy nie kłócił się z nimi wprost. To były kłótnie "sytuacyjne" po których wiadomo już było, że ani "dzień dobry", ani "cześć" nie będzie. Przykład? Sąsiad z góry robił remont. Wiadomo z czym to się wiąże-wiercenie, stukanie itp. Mój ojciec fan ciszy i spokoju, kiedy wracał z pracy oczekiwał tej bezwzględnej ciszy i  idealnego spokoju. My z Bratem, przez lata wytresowani, oczywiście zachowywaliśmy się tak, żeby mu nie zakłócać odpoczynku. No ale sąsiad do ciszy nocnej miał jeszcze trochę czasu, więc co zrozumiałe, powrotem z pracy mojego szanownego ojca się nie przejmował. No i wtedy się zaczynało: "Ty głupi chuju nie masz kiedy wiercić?", "Popierdoliło cię z tym remontem?"- artykułowane na tyle głośno, żeby do sąsiada "doleciało"...

Albo inna sytuacja-sąsiadka na dole wyprawiała imieniny, rzecz zupełnie normalna, że goście się zasiedzieli, rozmowy trochę głośniej niż normalnie prowadzili. Mój ojciec paranoik, oczywiście twierdził, że spać nie może-raz więc wezwał policję, nie schodząc nawet na dół i nie prosząc wcześniej, żeby sąsiedzi byli trochę ciszej. Innym razem, uwaga uwaga-teraz będzie mocne, nabrał wody w słoik i wlewał sąsiadom na dół przez te rury przy kaloryferach...

Nie muszę Wam pisać, że całe moje dzieciństwo się za niego wstydziłam. Sąsiedzi w większości patrzeli na nas jak na wariatów, i nie dziwię się im zupełnie. Ci bardziej inteligentniejsi potrafili odgraniczyć mojego popieprzonego ojca, od mojej mamy i od nas, no ale byli też i tacy, którzy uważali, że wszyscy mamy coś z głową. Jedyną osobą, która miała zawsze wszystko w dupie był mój ojciec. Po takich akcjach zupełnie nie miał problemu z tym, żeby jechać z windą z sąsiadem, którego zalał i nie mrugnąć nawet okiem...

Pamiętacie czasy, kiedy dzieciaki siedziały na klatkach? U nas też to oczywiście było praktykowane. Sama również siedziałam z koleżankami pod Ich drzwiami, bo u nas nie można było... Mój ojciec wszystkich przeganiał.
W wyrazach sympatii dla niego doczekaliśmy się kiedyś drzwi obrzuconych spora ilością jajek, a także wrzuconej nam w Sylwestra butelki po szampanie na balkon, przez dzieciaki sąsiadów z 11piętra... Nawet teraz po latach kiedy to sobie przypominam to robi mi się okropnie na samą myśl o tym.
Przed zbiorowym linczem sąsiadów chroniło mojego ojca chyba tylko to, że jest wysoki i potężny. Poza tym myślę, że ludzie słusznie uważali, że z takim psycholem lepiej nie zaczynać...

Wbrew temu, co niektórzy sąsiedzi myśleli, ja i mój Brat byliśmy jak najbardziej normalni, więc kiedy się wyprowadziłam na drugi koniec miasta, nie zamierzałam powielić zachowań mojego "tatusia" w kwestii sąsiedzkich stosunków. Zresztą, pisałam to już tutaj kiedyś-generalnie mamy naprawdę fajnych sąsiadów. Poza tymi petami w naszym ogródku nikt tutaj nikomu nie wadzi. I nie wyobraża sobie, żeby było inaczej, dlatego mimo, że p.Ela poirytowała mnie ogromnie, afery z tego robić nie mieliśmy zamiaru.

W każdym razie dziś przypomniałam sobie pewną sytuację. Okazuje się, że p.Ela strzeliła focha za to nie mówienie przez Elizę "dzień dobry" już wcześniej, zanim usłużnie doniosła o tym Babci.
Jak już pisałam, mamy pod balkonem kawałek ogródka-trochę trawy i parę kwiatków. Pani Ela również, bo o ten Jej ogródek właśnie cała ta zadyma. My kosiarki nie posiadamy, za to p.Ela tak. I dotąd, zawsze kiedy kosiła u siebie, to pukała do nas i podłączaliśmy u nas kabel i kosiliśmy też naszą część. A w ostatnią sobotę p.Ela kosiła u siebie i już do nas nie zapukała... Stwierdziliśmy z mężem, że reperkusje muszą być, i chyba mamy karę za Elizę! Mało tego, wczoraj mąż Ją widział i wyraził swoje zdanie, do kogo na przyszłość ma się zwracać w sprawach dotyczących naszej córki. Podobno bardzo się zmieszała i skwitowała to stwierdzeniem, że to samo wyszło. No tak, jasne. Samo. Tyle razy nas widziała i jakoś samo nie wyszło, a przy mojej Mamie raptem tak. Nie wiem co Jej odbiło, bo już inaczej tego ująć nie mogę, ale mam nadzieję, że to pierwszy i ostatni raz.

Swoją drogą kiedy Marcin, albo moja Mama komentowali to Jej nieustanne siedzenie na balkonie, zawsze się śmiałam, że Ona jest pod tym względem niegroźna. Bo niestety takie panie, które siedzą non stop w oknach, zazwyczaj nie cieszą się ani wśród dzieci, ani wśród sąsiadów sympatią... Teraz zaczynam myśleć, czy faktycznie i p.Ela nie zamienia się pomału w taką zgorzkniałą zołzę, która wszystko o wszystkich wie, i wszystkich się czepia. Oby nie, bo czarno to wtedy widzę...

13 komentarzy:

  1. ojej współczuję ojca
    nie źle musiało być Wam wstyd za niego

    a sąsiadka jak widać nadal na fochu i raczej prędko jej nie minie bo taki typ człowieka
    najlepiej takich omijać, mówić tylko dzień dobry i nie wchodzić w dyskusję

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj współczuję...

    A sąsiadka..hm..uważam iż nie ma się czym przejmowac!
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. no toz to mialas ojca cudnego, i jakie bogate slownictwo :) co do sasiadki, hmmm wiesz mieszkalam na wsi dluuuugi czas i z doswiadczenia wiem ze wszytskie starsze panie z czasem dostaja focha i im deczko odbija..nic nie zrobisz..

    p.s a moze czytala Twojego bloga :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Najgorsze jest to jak DZIECI muszą się wstydzić za Rodziców .Niestety znam to z autopsji .

    A "sympatyczną" panią Elą lepiej się nie przejmować . Mówić "dzień dobry " i robić swoje .

    OdpowiedzUsuń
  5. Sytuacji z ojcem współczuję! Jak mieszkałam w bloku to sąsiadka zadzwoniła na policję że mój pies szczeka (może powinien miałczeć?). Policjanci mega zdziwieni o co kaman bo pies szczeknął 2x gdy zadzwonili do drzwi a po chwili wesoło przyniósł piłeczkę :D Później waliła w rurki i przychodziła że niby coś o 5 hałasowało :D No cóż....nawet jeśli pies ujadał a my zachowywaliśmy się głośno to niestety ale ludzie mieszkający w bloku lub blisko drugiego domku powinni brać pod uwagę ewentualne hałasy a jak im nie pasuje to proponuję chatkę na odludziu. Co do sąsiadki to cóż zrobisz....typ obrażalskiej i nie rozumiejącej już młodego/młodszego pokolenia. Dziecko ma również prawo się obrazić gdy ktoś na nie nawrzeszczy - efektem było brak przywitania. Eliza też ma uczucia i godność mimo młodego wieku. Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania. Jeżeli mieszka się w blokowisku trzeba liczyć się z innymi i być przygotowanym na różne sytuacje. Jeżeli ktoś nie potrafi współżyć z ludźmi powinien kupić sobie dom w ciemnym lesie bez sąsiadów w promieniu co najmniej 5 km. Niektórzy chyba nie mają większych problemów, niż kłótnie z sąsiadami...

      Usuń
    2. myślę że lepsza by była jakaś pustynia bo w lesie zwierzyna grasuje ;)

      Usuń
    3. Cisza nocna obowiązuje wszystkich. Czy to w wieżowcach, czy to w domkach, czy na pustyni. Jak się człowiek ma zamiar zachowywać głośniej, bo imprezka, to kultura wymaga przejść się po sąsiadach i poinformować - nie prosić o zezwolenie, a poinformować. Wymagajmy od siebie tyle co od innych, albo i więcej.

      Co do sąsiadki Marto, wszystkim nam na starość odbije. Mój teść czasem też odwala mi takie numery, że gościa bym zadźgała. Jednak na wszystkich przychodzi ten wiek, że już synapsy nie takie, i są jak duże dzieci. Nie gniewaj się na sąsiadkę, a ciasto jej zanieś, zobaczysz jak to złagodzi obyczaje. ;)

      Usuń
  6. Np P. Ela najwyraźniej się nudzi i szuka sensacji, żeby sobie ciutkę ciśnienie podneść bez leków. Nie cierpię takich babsztyli.

    OdpowiedzUsuń
  7. JA czasami żałuję, że nie mieszkam w domku, tylko muszę mieć sąsiadów za ścianą. A sytuacji z tatą- współczuję..no czasami tak jest, że ktoś ma taki temperament i niewiele cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasami tak jest, że największy wstyd robią nam najbliższe osoby. Mój tata to choleryk pełną gębą, ale fakt nigdy nie czepiał się sąsiadów, chyba, że to oni zaczęli.

    A co do p.Eli... No cóż widać brak rozrywek rekompensuje sobie podglądaniem sąsiadów i strzelaniem fochów. Przykre, choć częste.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że w wielu kwestiach dotyczących rodziców możemy sobie spokojnie rękę podać. Moja mama może nie aż taka była, jak Twój ojciec, ale ile razy wstydu się przez nią najadłam, bo się kogoś o jakąś pierdołę doczepiła, to moje.
    Co do sąsiadów, to różnie bywało. Mieszkałam w różnych miejscach i sąsiedzi też różni byli. Wcześniej jakoś nie zwracałam na to uwagi. Teraz szczęśliwie się złożyło, że tu, gdzie planuję na stałe osiąść, sąsiedzi są ok. Chociaż... nie ma to jak sąsiedzkie oko uważne.
    Na moim piętrze mieszka rodzinka, z którą się kumpluję, oraz w mieszkaniu na przeciwko - jego rodzice. Pewnej soboty młodzi robili małą imprezkę, na której byłam ja i ich znajomy Kamil. Po imprezie zjechałam z nim na dół, żeby psa wyprowadzić.
    A już w niedzielę przed 10 rano, mama zawitała do nich z informacją, że Marta w nocy pod blokiem z Kamilem romansowała :P Godzina była 00:30 i w życiu bym nie podejrzewała, że jestem pod obserwacją...dobrze, że tylko buzi w policzek na dobranoc i papa było :ppppp

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie to mama byla TA sasiadka, ktora wszystkim zwracala uwage. W niektorych wypadkach miala nawet racje. Na przyklad, kiedy nastoletni sasiedzi, podczas nieobecnosci rodzicow, urzadzili taka impreze, ze 3 pietra nizej szyby w oknach drzaly. Mama zadzwonila na policje, ktora dosc szybko naprostowala smarkaczy. Ale owa rodzina juz zawsze na nas krzywo patrzyla. Jak zreszta wiele innych osob. Mama bowiem uwazala chyba, ze musi zaczac naprawiac swiat zaczawszy od swojego bezposredniego otoczenia. Zwracala wiec uwage ludziom, ze ich pies skowyczy caly dzien kiedy sa w pracy. Albo za glosno szczeka na balkonie. Albo, ze dziecko gra w pilke w domu i jej sufit sie trzesie. Albo, ze ktos "trzyma" winde I urzadza pogaduchy a ona czeka. Albo, ze sasiad trzepie dywaniki, a kurz leci na jej mokre pranie... Itd. Niby miala racje, ale to zawsze ona sie ludzi czepiala, nie slyszalam, zeby inni sasiedzi komukolwiek zwracali uwage.
    A takie panie jak P. Ela, zawsze nazywalismy poduszkowymi babciami. U nas okna kuchni wychodzily na front bloku I te kobity zawsze wisialy w tych oknach godzinami, oparte o poduszki, bo parapet w koncu jest twardy... ;) Te baby to byl postrach wszystkich mieszkancow. One zawsze wiedzialy kto co robi, ktora sasiadka wyszla do warzywniaka bez makijazu, co u kogo bedzie na obiad, o ktorej kto wraca codziennie do domu, gdzie malzenstwo sie rozpada, kto umarl, a komu urodzilo sie dziecko... ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!