Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kto może zwracać uwagę (mojemu) dziecku?

Jak większość z Was, jestem z pokolenia, któremu uwagę na ulicy mógł zwrócić każdy, ale już nie z tego, które pamięta, nauczycieli wymierzających sprawiedliwość linijką :)
Czy uważam, że było coś złego w tym, że sąsiadka porządnie mnie "opierniczyła" za zrywanie kwiatków pod Jej balkonem? Zdecydowanie nie, zwłaszcza, że po takim "ochrzanie" moja mama nadal piła z sąsiadką kawkę i paliła "mocnego" za "mocnym". Nikt żalu i urazy nie chował.
Czasy się jednak zmieniły, i odkąd ja miałam mleko pod nosem i takie "sąsiedzkie wychowanie" dostawałam w miarę regularnie (myślę, że jak każde normalnie rozwijające się dziecko) w dziedzinie wychowania przeszła prawdziwa rewolucja.

Przyznaję, osobiście również nie życzyłabym sobie, żeby ktoś wytargał moje dziecko za ucho w celach wychowawczych, albo co gorsza-przywlókł za to biedne ucho pod moje drzwi. Ale zwrócić uwagę? Jak najbardziej! Owszem dzieci również przeszły rewolucję, i na pewno to nie są te same dzieci, jakimi my byliśmy, ale...są tylko dziećmi. Pamiętam jak w tamtym roku, zaczepiła nas sąsiadka z klatki obok i zameldowała, że Eliza z koleżanką oberwały wszystkie kwiaty z... magnolii. Tak, tak-nie żałowały sobie. Nie wiem co Jej wtedy przyszło do głowy. Sąsiadce obiecałam, że na pewno z Elizą porozmawiam, nie obruszyłam się ani za zwrócenie mi uwagi, ani Jej nie przekonywałam, że to na pewno nie Eliza... No i nadal mówimy sobie "dzień dobry" :)

Pisałam kiedyś na blogu, o naszej sąsiadce z naprzeciwka, która "zaraziła" nas zorganizowaniem podbalkonowego ogródka. Pani Ela to kobieta w wieku mojej mamy, którą nota bene naprawdę lubię. Do tej pory zupełnie nic do Niej nie miałam. W zasadzie to chyba nadal nie mam, ale...

Jakiś czas temu, kiedy wracaliśmy z Elizą z zakupów, pani Ela jak zawsze siedziała na balkonie. Kiedy wchodziliśmy już prawie do klatki przemówiła do Elizy: "Eliza pochwaliłaś się rodzicom, że zwróciłam ci uwagę?" Hmm, konsternacja. Pierwsza moja myśl, była taka, że skoro zwróciła Elizie już tą uwagę, to po co teraz do tego wraca? No chyba, że to było coś naprawdę poważnego. Z drugiej strony znam przecież Elizę, święta na pewno nie jest, ale czy jest w stanie przeskrobać coś aż tak złego? Nie wydaje mi się. Odpowiedziałam pani Eli, że się nie pochwaliła i poszliśmy do domu. Nie widziałam powodu, żeby rozstawiać się z siatami pod klatką i przeprowadzać sąd na Elizie, chciałam przede wszystkim dowiedzieć się co się stało i za co to uwaga. Okazało się, że Eliza grała piłką na chodniku obok ogródka p.Eli i piłka Jej wpadła. "No rzeczywiście tragedia"-pomyślałam sobie, ale oczywiście z Córką tymi przemyśleniami się nie podzieliłam, tylko pouczyłam, żeby grała na trawie, tam gdzie nic nie zniszczy. I to był dla mnie w zasadzie koniec tematu. Przecież nie będę szła i przepraszała p.Elę za piłkę w ogródku! Czy może powinnam? Jak świat światem dzieciaki grały/grają pod blokami a piłki wpadają do ogródków, na balkony, dachy...

Moja mama zakochana w swoich wnuczkach po uszy, jest u nas bardzo często. Poza tym, tak jak już pisałam, to jedyna osoba, która pomaga nam kiedy chcemy coś załatwić bez Dziewczyn. Zna więc panią Elę bardzo dobrze, i też myślę, że Ją lubi. Bo nasza pani Elę da się lubić.

Wczoraj właśnie był ten dzień, kiedy korzystaliśmy z Babci pomocy, i wyskoczyliśmy na małe zakupy. Po powrocie czekała na nas niespodzianka, w postaci wieści od Babci. Otóż p.Ela, korzystając z okazji, że Mama była z Lilą na spacerze podczas naszej nieobecności, naskarżyła, że Eliza nie mówi Jej "dzień dobry". O jak się wściekłam! I to nie chodzi o to, że naskarżyła, ani o to, że się o to "dzień dobry upomniała". Tylko do KOGO Ona się z tym zwróciła????? Mieszkamy drzwi w drzwi, codziennie się widzimy, są dni, że nawet po kilka razy, a od tego feralnego zdarzenia z piłką w Jej ogródku widzieliśmy się z Nią tyle razy, że miała wiele okazji, żeby zwrócić się bezpośrednio do nas! Do rodziców tego dziecka, które Jej nie mówi "dzień dobry". No szlag mnie po prostu trafił. Owszem, zagotowałam się też na Elizę, bo nie tego Ją uczymy, i nawet jeśli się dąsa na p.Elę, że Jej uwagę zwróciła, to "dzień dobry" ma mówić i koniec. Ale na Sąsiadkę wkurzyłam się o wiele bardziej-mimo wszystko. Nie wiem, co Jej strzeliło do głowy. Może uznała, że za słabo, czyli w ogóle nie zareagowaliśmy po tym, jak nas oświeciła, że zwróciła Elizie uwagę, za ta cholerną piłkę? Tylko co mieliśmy niby wtedy zrobić? Sprać Ją na kwaśne jabłko, najlepiej pod p.Eli balkonem, za to, że dziecku wpadła piłka?! Zbesztać publicznie od góry do dołu?! No nie popadajmy w paranoję.
I w ten oto sposób, p.Ela dała mi do myślenia... Nie zamierzamy oczywiście tak tego zostawić, i mamy zamiar przypomnieć p.Eli, że to jeszcze my wychowujemy Elizę, a nie Babcia, no ale nerwa już mam. Mało tego sposób w jaki przekazała mojej Mamie tą informację, też jest co najmniej zaskakujący. Zwróciła się do Lilki (tak!!!): "Ty to będziesz grzeczna, nie tak jak twoja siostra, nawet dzień dobry nie powie."
I tak samo już ironicznie tylko pomyślałam, że na miejscu p.Eli takich nadziei w Lilce bym nie pokładała, bo skoro jednego dziecka wychować nie umieliśmy, to drugiego też pewnie nie wychowamy...

A Wy jakie macie zdanie na ten temat? Co myślicie o zwracaniu innym dzieciom uwagi?

20 komentarzy:

  1. Wiesz co ja jestem za tym by we właściwy sposób reagować..czyli jak naprawdę dziecko zrobi coś złego, niewłaściwego... by zwrócić rodzicom uwagę. (na pewno nie chodzi mi o piłkę w ogródku, bo to nie 1 i nie ostatnia!) Czy samemu dziecku zwrócić uwagę - niekoniecznie! Bo może Nas ktoś w dzisiejszych czasach o mobbing podać..Niestety, albo stety czasy dzieciństwa Naszego się skończyły.. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Ela to już wszystkie dzieciaki wytresowała, więc tych piłek w ogródku coraz mniej :)

      Usuń
  2. Powiem tak- nie lubie jak ktos sie wpitala w nieswoje sprawy. Jezeli faktycznie dziecko komus robi krzywde ok- wtedy nawet trzeba zwrocic uwage, ale z takimi sprawami jak mowienie dzien dobry- to raczej do rodzicow a nie do babci i dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, szkoda, że nie każdy tak uważa. A wpieprzania się też nie lubię i to bardzo.

      Usuń
  3. Ja też pamiętam czasy kiedy sąsiadki nas "wychowywały" zwracaniem uwagi i rzeczywiście nikt o nich źle nie myślał... Ale masz rację, ze p.Ela powinna zwrócić się do Was z niemówieniem "dzień dobry" a nie do Twojej mamy... a poza tym kurcze... czy to jest aż tak ważne? Chodzi mi o to, że aż tak widzi się to który sąsiad nie mówi Ci "dzień dobry" czy p.Ela ma za dużo czasu na takie pierdoły? I teraz kwestia jest taka.. czy Elizka nie mówi jej notorycznie od czasu incydentu z piłką czy po prostu nie powiedziała kilka razy, bo np zagadała się z koleżanką, zagapiła się itd. Ehh... Lilcia nie będzie dłużna :) Odegra się za siostre :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jak znam Elizę to mogła strzelić focha i Jej po prostu nie mówić i tak właśnie było. Najbardziej wkurwiła mnie tym, że nie powiedziała nam, tylko mojej mamie. Jakbyśmy sami byli nadal dziećmi!

      Usuń
  4. Też pamiętam czasy wychowywania przez sąsiadów. Pamiętam też jak raz tata jednego "łosia" zatargał pod drzwi rodzicieli za ucho (urządził sobie ruchome cele z młodszych dzieciaków i strzelał do nich ze "skobla"... trafił we mnie).
    A co do p.Eli... No chyba na starość jej się zajęcia kończą, więc zaczyna być upierdliwa. Jeśli się czymś kreatywnym kobieta nie zajmie to ciężko widzę jakiekolwiek współżycie z nią.
    Co do niemówienia "dzień dobry" moi jakże dobrze wykształceni i obyci sąsiedzi rzadko kiedy odpowiadają na moje "dzień dobry".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Agnieszka, czasami nawet wykształcenie nie pomoże, jak ktoś jest zwyczajnym chamem i prostakiem. Nie znoszę czegoś takiego!
      Dobrze Ją podsumowałaś-upierdliwa, a czasu rzeczywiście ma za dużo.

      Usuń
  5. Pamietam te stare, dobre czasy. Sama nieraz opierdzielilam dzieciaki sasiadow, kiedy urzadzaly sobie plac zabaw z klatki schodowej i lataly gora - dol jak tabun sloni, kiedy ja uczylam sie do matury. :)
    Ale co do pani Eli, to uwazam, ze kobieta ma "cos" do Elizy (albo raczej do Was - rodzicow), ale ewidentnie ma problem z powiedzeniem jasno i prosto w oczy, w czym rzecz. Takie pokretne zwracanie sie do Elizy, czy "pochwalila sie" uwaga, albo do Lili (to juz w ogole smiechu warte!) w obecnosci babci. Nie lubie czegos takiego, wole jak ludzie powiedza mi szczerze co im lezy na watrobie. Mysle, ze dobrze by bylo otwarcie zapytac pania Ele o co jej chodzi, zeby oczyscic nieco sasiedzka atmosfere. Jesli oczywiscie rzeczona Pani odwazy sie na szczerosc i powie o co jej NAPRAWDE biega...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety masz rację, jak tak zaczęłam analizować ost.tygodnie to chyba się naprawdę tej Elizy uczepiła, nie wiem czy to z nudów, czy o co Jej chodzi, bo kiedyś b.Elizę lubiła, no ale teraz jest Lila-malutka, słodziutka... Myślę, że Ona sama nie wie o co Jej chodzi, to już chyba z nudów i z nadmiaru wolnego czasu :(

      Usuń
  6. Och jak ja nie cierpię takich babsztyli wiecznie się do wszystkiego wtrącających. Sama żyję własnym życiem i tego samego oczekuję od innych.
    Ps. Czy mogę jeszcze raz poprosić przepis na zupę kukurydzianą? Zmieniłam komputer i maile mi się nie przeniosły :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile świat byłby prostszy i piękniejszy gdyby każdy właśnie tak postępował... Niestety ludzie lubią wchodzić z buciorami w czyjeś życie, a potem strasznie zdziwieni, kiedy się ich pogoni. Przepis na zupkę jest już u Ciebie!

      Usuń
  7. p. Ela nie robiła by z igły widły ;] jak mnie wnerwia czepianie się o drobnostki i ironiczne docinki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla niektórych to sens życia niestety, zwłaszcza jak się ma za dużo czasu... Boże, mam nadzieję, że nigdy się taka nie stanę, a nawet jeśli, to że będzie miał mnie kto "wyprostować"!

      Usuń
  8. Ehhhh ja bym sie juz wkurzla o ta pilke :P uwazam tez ze mogla wam powiedziec.. moze sie bala ze ja zlejeesz ze o glupoty sie czepia(ja bym tak zrobila) :P Jesli chodzi ogolnie o zwracanie uwagi mojemu dziecku to nie mam z tym problemu byleby to bylo grzecznie i delikatnie, od tego chyba nie zginie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ma pierdolca na punkcie tego ogródka, więc raban o piłkę mnie nie dziwi, ale to co było dalej już zdecydowanie tak...

      Usuń
    2. wiadomo, ciekawa jestem co powei jak jej powies ze ma sie do Ciebie zwracac a nie do Twojej mamy.. :)

      Usuń
  9. Z niecierpliwością czekam na relację z rozmowy wychowawczej z P. Elą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Warczałabym na takie sąsiadki... wrrrr...

    Chyba zrobię sobie (Tobie też polecam) znaczek taki, który zaprojektowała Zielona Shamandura:
    http://zielonashamandura.blogspot.com/2013/07/candy-moja-mama-wie-co-robi.html
    I przypnę córce w widocznym miejscu zawsze, gdy będziemy wychodzić z domu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. A co poddziałanie powiedziałabyś sąsiadce, która upomina bawiące się i krzyczące dzieci na placu zabaw? Dziś tego doświadczyłem (nie działo się to w mojej obecności) i jestem wściekły. Pani wyszła się zrelaksować i jej przeszkadzało...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!