Mama2c

Mama2c

wtorek, 20 sierpnia 2013

Moje Dziecko idzie do przedszkola, a ja panikuję!

To tytułu o mnie sprzed 4lat, ale już na pewno nie o mnie, za lat 2, kiedy to Lila będzie debiutowała jako przedszkolak!

Tak, byłam kiedyś mamą przedszkolaka... Wiele z Was zadebiutuje w tej roli już od września... Nie będę się mądrzyć, co powinnyście, a czego nie... Chociaż mogłabym, bo już doświadczona jestem :) Opiszę Wam po prostu naszą historię, bo to będzie najlepsza lekcja modelowa dla mam panikar-takich jak ja.

Przed urodzeniem Elizki pracowałam zawodowo. Jednak już w ciąży podjęliśmy z mężem decyzję, że do pracy nie wrócę. Taką dolną granicą wieku Elizy, do kiedy myślałam o byciu w domu, były właśnie te pierwsze magiczne 3lata, ale wcale nie wykluczaliśmy przedłużenia tego okresu.

I tak się właśnie stało. Był to czas, kiedy finansowo mogliśmy sobie pozwolić na moje bycie w domu, a po wszystkich zdrowotnych przejściach Elizy oboje czuliśmy, że tak będzie najlepiej.
Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy mąż chyba w lutym zaczął przebąkiwać o przedszkolu! Pierwsza moja myśl była następująca: "A po co?" Dziś wiem, że to jedno z głupszych pytań, jakie mogłam zadać... Wtedy wydawało mi się, że skoro zostaję z Elizą w domu, to przedszkole jest nam zupełnie niepotrzebne. Na szczęście mój mąż wytoczył racjonalne, merytoryczne argumenty, które ja wtedy z całą stanowczością kontrowałam:
-będzie miała kontakt z innymi dziećmi
Że co? A teraz nie ma? Przecież mój Brat ma Syna, starszego od Elizy o 9miesięcy, momentami wychowują się jak biologiczne rodzeństwo. Chodziliśmy przecież razem do kina, do kawiarni, jeździliśmy na wspólne wakacje, no i masę czasu spędzaliśmy na dworze, u mojej mamy...
Poza tym, wszyscy nasi znajomi mieli dzieci, często się widywaliśmy. Dodatkowo, choć tego nie lubiłam, tradycyjnie chodziliśmy- albo ja (rzadko) albo mąż na plac zabaw z Elizą.

Nawet często kontakty z innymi dziećmi, to nie to samo, co grupa rówieśników, gdzie przebywają za sobą w określonym czasie, dzień po dniu-przy śniadaniu, myciu rąk, pracach plastycznych, w piaskownicy, na leżakowaniu. Tak rodzą się przyjaźnie, antypatie, tak uchwalana jest hierarchia w grupie.

-nauczy się samodzielności
Co proszę? Przecież Jej nie niańczę, nie ubieram, nie karmię...

Prawda jest taka, że może nie ubierałam, ale czasami podkarmiać mi się zdarzało (karcę się w myślach :)). Poza tym tak-mam niestety zadatki na matkę-kwokę. Nic na to nie poradzę. Walczę z tym, sama siebie kontroluję, maż mnie kontroluje, ale nie wyplewię chyba do końca tej paskudnej cechy. Te parę dobrych godzin bez mamy to była najlepsza lekcja samodzielności dla Elizy, w naszym przypadku.

-odpoczniesz trochę
Odpocznę? A od czego? Przecież nie jestem zmęczona!

Guzik prawda! I choć oczywiście nie byłam zmęczona Dzieckiem, to jednak tak zwyczajnie bywałam zmęczona. Zawsze starałam się spędzać czas z Elizą, tak żeby to było z największą korzyścią dla Niej, zapominając zupełnie o sobie. To nie było ani dobre, ani zdrowe.
Kiedy Córka poszła do przedszkola przestałam sprzątać i gotować po nocach, kiedy Ona spała. W końcu zaczęłam częściej wychodzić do ludzi! Odnowiłam kontakt z koleżanką ze studiów... Poczytałam w ciągu dnia gazetę!

Argumentów na tak było oczywiście więcej, wymieniłam te, które najlepiej zapamiętałam... Ja z kolei miałam kilka kluczowych argumentów na NIE.

-będzie za mną tęskniła
Aha, chciałabym. To raczej ja tęskniłam za Nią!

-nie będzie chciała tam nic jeść
Apetyt od zawsze w przedszkolu Jej dopisywał. Czasami ilość porcji zadziwiała nawet Panią wychowawczynię :)

-będzie chorowała
Tego oczywiście bałam się najbardziej. Każdy mówi, że ten pierwszy rok w przedszkolu Dziecko musi się wychorować, bo zaczyna mieć kontakt z wirusami/bakteriami itd. Problem polegał u nas na tym, że Eliza bardzo nam chorowała zanim poszła do przedszkola. Te pierwsze miesiące życia tak obniżyły Jej odporność, że łapała dosłownie wszystko. Nie chodząc do żłobka i przedszkola brała antybiotyk czasami miesiąc w miesiąc. Moja wizja przedszkola była więc taka, że Eliza po prostu będzie non stop chora. Panicznie się tego obawiałam.

W rezultacie przez całe dwa lata brała antybiotyk dwa razy. Oczywiście bywała przeziębiona. Zaliczyliśmy też ospę razem z całym przedszkolem. Żadnej apokalipsy jednak nie było. Wychodzi na to, że nasz Dziecko wychorowało się po prostu wcześniej.

W końcu wymiękłam, złożyliśmy podanie i czekaliśmy. Będąc na urlopie nad morzem, to był zdaje się przełom kwietnia i maja, dostaliśmy wiadomość, że Eliza nie dostała się do publicznego przedszkola. I wiecie co? Ucieszyłam się, bardzo. Teoretycznie kwestię przedszkola mieliśmy na tamten czas rozwiązaną, bo na prywatne, gdzie opłata miesięczna wynosiła wtedy 800-1000zł nie było nas stać.
I tak mijało nam lato, kiedy dowiedziałam się od koleżanki, że otwierają u nas ognisko przedszkolne. Na naszym osiedlu jest jedno przedszkole publiczne, w którym od zawsze brakuje miejsc, więc miasto wyszło na przeciw takim rodzicom jak my, i punkty ogniska powstały w kilku miejscach w Szczecinie.
Wiedziałam, że mój mąż pewnie o ognisku się dowie, więc sama podzieliłam się z Nim tą informacją :) Postanowiliśmy Elizę tam zapisać. Jedyna różnica między ogniskiem przedszkolnym a przedszkolem publicznym, była taka, że ognisko było czynne w godzinach 8-13. Na pewno mocno to komplikowało sprawę rodzinom, gdzie oboje rodziców pracuje. Dla nas te godziny były wręcz idealne! Nie musiałam Elizy zaprowadzać do przedszkola na pół dnia, a te 5godzin wystarczyło i Jej i mi.

Kiedy Ją zapisywałam, do końca nie było pewne, czy przedszkole jednak ruszy, ponieważ na tamtą chwilę zbyt wielu chętnych nie było. Myślę, że tak krótkie godziny jednak wielu rodziców zwyczajnie zniechęciły. Nie dostaliśmy żadnej informacji, że wraz z początkiem września przedszkole zostaje otwarte i trochę straciliśmy nadzieję. Myślałam nawet, że najwyraźniej chyba ma nie chodzić do tego przedszkola, jeśli najpierw się nie dostała, teraz też cicho-sza... Skoro nic się nie działo, to postanowiliśmy pojechać z moim Bratem i Jego rodziną w góry. Cudowne prawie dwa tygodnie odpoczynku, typowa złota polska jesień w górach-czego chcieć więcej! Aż któregoś dnia, dostałam telefon, że za dwa dni dzieci mają stawić się w przedszkolu na zajęciach. Szok!
W górach mieliśmy być dłużej niż te dwa dni, które pozostały do otwarcia przedszkola, ale postanowiliśmy, że lepiej, żeby Elizka poszła od samego początku, ze wszystkimi dziećmi. I może właśnie to, że przyjechaliśmy do Szczecina wieczorem, a już następnego dnia prowadziłam Elizkę na zajęcia, pozwoliło mi nie spanikować do końca, nie rozmyślić się, nie układać scenariuszy. Mój mąż, który ma się pewnie ze mną krzyż pański, był dla mnie wtedy sporym wsparciem, bo cały czas zapewniał mnie, że przecież zawsze możemy Ją wypisać, że tylko spróbujemy, że jak będzie chorowała to Ją zabierzemy... Ta świadomość bardzo mi pomogła.

A jaki był pierwszy dzień? Przeżyłam kolejny szok, bo moje Dziecko wcale nie rzucało się za mną na podłogę, czy na moją nogę i nie chciało mnie wypuścić... Poszła chętnie z Panią, za innymi dziećmi-dała mi całusa, pomachała i... i spadaj matka bo nic tu po Tobie. Z jednej strony było mi jakoś tak dziwnie. Że co? Nie potrzebuje mnie już, czy co? A z drugiej strony byłam dumna, że tak Ją wychowaliśmy, i że tak Ją przygotowałam do tego przedszkola, że nie robiła scen, że czuła się pewnie i bezpiecznie, bo wiedziała, że po Nią przyjdę. Były dzieci, które znacznie gorzej to rozstanie z mamą przechodziły. A ja, która spodziewałam się, że może być ciężko, wychodziłam również w kolejne dni bez żadnego problemu. Patrząc na te mamy, które szarpały się ze swoimi dziećmi, jednak zdecydowanie bardziej wolałam nasz sposób pożegnań :)

Jaki był nasz sposób na przedszkole? Zarówno kiedy Eliza była zapisana do publicznego i potem do ogniska, opowiadałam Jej wszystko zgodnie z prawdą. Mówiłam co będą tam robić, że rodzice przyprowadzają dzieci, a po obiadku odbierają. Zawsze w superlatywach opowiadałam o przedszkolu, wzbudzałam zaufanie do Pań, mówiąc, że to są takie osoby, które zawsze mają fajny pomysły na zabawę. Zapewniałam, że ze wszystkim może pójść do Pani.
Mimo moich licznych obaw i lęków, nigdy nie przelewałam ich na Elizę. Jeśli rozmawialiśmy o tym, czego się obawiam, to zawsze tak, żeby Elizy przy tym nie było. I tak jest ze wszystkim, staram się nie przelewać na Nią swoich obaw, bo pewnie niewiele rzeczy mogłaby wtedy robić :)

Posłanie Elizy do przedszkola to naprawdę był strzał w dziesiątkę. I zawsze powtarzam, że tą decyzję zawdzięcza Tacie :) Na nasze przedszkole nie mogę złego słowa powiedzieć. Choć przez te dwa lata Panie zmieniały się trzy raz, to każda była fajna i w porządku. Dzieciaki często wyjeżdżały na przedstawienia. Zawsze był organizowany Dzień Mamy, Dzień Babci, Mikołajki, Jasełka, Bal Karnawałowy... Nie oszukujmy się-nauczyłabym Ją pewnie w domu pisać, liczyć itd, ale takich atrakcji jak Jasełka czy Dzień Babci bym nie zorganizowała, wyjazd z mamą autem do Teatru Lalek, to też nie to samo, co ze wszystkim dziećmi, autokarem... 

Ani przez chwilę nie żałowałam, że mąż mnie namówił na to przedszkole. A kiedy okazało się, że jak 5latka musi pójść do szkoły, bo dzieci z Jej grupy wiekowej dzięki rodzicom zostały posłane do zerówki 5latków w szkole, byłam mocno podłamana i zawiedziona. Miałam nadzieję, że pójdzie do szkoły jako 6latka, bo w ognisku do tego wieku było założenie, że dzieci będą mogły przebywać.
Na zakończeniu przedszkola ciężko było mi ukryć wzruszenie. Pani Magda, ostatnia Wychowawczyni Elizy, przygotowała z Dziećmi wspaniałe pożegnanie.
A najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że Eliza cały czas mówi, że Lila musi pójść do Jej przedszkola i nawet nie chce słyszeć, że może do tego publicznego... W Elizki przedszkolu dużo się od Jej odejścia zmieniło, przede wszystkim godziny: 7-14, więc kto wie...

Jedyna moja rada to taka, żeby dać szansę sobie i Dziecku. Jedne potrzebują więcej czasu na aklimatyzację, inne mniej, i najczęściej nie jest to niczyja wina. W końcu każdy z nas jest inny. W naszym przedszkolu te Dzieci, które początkowo miały problem przy rozstaniu z mamą, szybko odpuszczały. Wiem jednak z opowiadań koleżanek, że czasami maluchom potrzeba nawet koło miesiąca czasu, żeby przekonać się do przedszkola. No i powroty po chorobie-tu może być problem. Eliza kiedyś po dwutygodniowej pauzie spowodowanej zapaleniem oskrzeli trochę nam się rozleniwiła :) Nie chciało Jej się wstawać, ubierać- zwłaszcza, że to było zimą. Nie pozostawiliśmy Jej wyboru i szybko wróciła na właściwe przedszkolne tory :)


 Pierwsze przedszkolne występy- Jasełka

Szczerze mówiąc, nie wiem co ten manifest z ręką na czole miał znaczyć... :) Ani jednej fotki więcej, mamo!

Wyjazdowy Bal Karnawałowy

Bal Karnawałowy w przedszkolu



Dzień Babci i Dziadka



The End... Czyli zakończenie naszej przedszkolnej przygody


26 komentarzy:

  1. Ależ masz piękną Córę!

    Dobry start w przedszkolu czy żłobku zależy przede wszystkim od nastawienia rodzica... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Tak, to prawda. Dlatego starałam się swoich obaw nie przelewać na Elizę i nie wygłaszać ich głośno przy Niej. Mam nadzieję, że mi się to udało :)

      Usuń
  2. Jaka ślicznotka z tej Twojej Elizy :)

    No to ten... ja się od przedszkolu nie wypowiem - nie chodziłam ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! No ja również nie chodziłam, może stąd część moich obaw?

      Usuń
    2. No też się nad tym zastanawiam... Ale może być to tym spowodowane. Ciekawe czy ja nadal będę za tym aby młodego pod opieką mojej mamy zostawiać, czy jednak przekonam się do przedszkola (dużo czasu mam, ale już się zastanawiam)?

      Usuń
  3. Ja też nie chodziłam do przedszkola, ale Olka pójdzie na pewno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I prawidłowo! To naprawdę dla Dziecka fajna sprawa i dużo łatwiejszy start w szkole.

      Usuń
  4. Zgadzam się z dziewczynami, że Eliza jest śliczna!

    A za wpis dziękuję, bo ja z tych matek panikarek. Informację, że Patrycja się dostała do przedszkola ciężko przeżyłam popadając w stan przeddepresyjny.
    Teraz już mi lepiej, z radością szykuję wyprawkę, ale drugiego wrześni kazała, brać mężowi wolne, żeby mnie z dołka wyciągał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem po kim Ona taka ładna. Ale dziękujemy za komplement :) No ja również mocno panikująca, ale przeżyłam, więc dzielę się naszymi doświadczeniami :) A Tobie Kochana radzę 2-go głęboko oddychać, te parę pierwszych godzin wytrzymasz, a potem koniecznie całą rodzinką wysyłam Was na duże lody i pyszną kawę dla Ciebie Mamusiu.

      Usuń
    2. Jak to po kim?? Po Tobie! Lustra nie masz? :)

      Usuń
  5. Jakim Eliza była ślicznym Przedszkolakiem !
    O jak dobrze , ze Mąż potrafił użyć rozsądnych argumentów. I ze w efekcie końcowym nie miałaś czasu na to zeby się wycofać z raz podjętej decyzji. Bo tyle pięknych chwil by Was ominelo.
    Ja jestem ogromnym zwolennikiem przedszkoli.
    No pewnie , ze nie wiele mogę na ten temat powiedzieć -zero doświadczenia. Mam jednak kontakt z wieloma Dziećmi w wieku przedszkolnym. I widzę jak te Dzieciaczki wspaniale się rozwijają w towarzystwie rówieśników. Jedyny minus -choroby. Ale jak sama napisałaś -nie taki diabeł straszny...
    A ze czas tak szybko goni , to pewnie "nie dlugo" napiszesz , ze Lila właśnie się wybiera do przedszkola ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, czasami dobrze i męża posłuchać :) No ja teraz również do zwolenników należę. Zresztą tak ogólnie to chyba zawsze należałam, tyle że Elizy w nim nie widziałam :)
      No właśnie czas leci, i zaraz tu wrzucę fotki Lilci z pasowania na przedszkolaka... Szok!

      Usuń
  6. Jak najbardziej będę miała na uwadze Twój wpis w przyszłym roku, kiedy poślę Kubę do przedszkola. Jednak już wiem że tata będzie go odwoził po drodze do pracy, ja bym chyba dużo ciężej to przeżywała a tak powinno pójść sprawnie ale to się każe w przyszłym roku...
    Pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś kiedyś czytałam, że właśnie dobrze, żeby tata odprowadzał dziecko jeśli ma taką możliwość, bo jednak i tacie i dziecku łatwiej rozstać się "bez scen". Tak więc jak macie taką możliwość, to pewnie, że skorzystaj z tej opcji. Będzie dobrze!

      Usuń
  7. O kurczę, ale wykład... Litania jakich mało..a że Ty Martuś uwielbiasz pisać i cudnie Ci to idzie to my sobie czytamy.
    U mnie pewnie będzie ten nieszczęsny żłobek i też tłumaczę sobie kontaktami z rówieśnikami. Dobrze będzie.
    A u Was jedno przedszkole ZA i jedno PRZED :) nie ma to jak doświadczona mama :)
    www.moj-przystanek.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dopiero po fakcie zobaczyłam, że to takie długie mi wyszło :) Pewnie, że będzie dobrze, żłobek to przecież nie tragedia!

      Usuń
  8. Spokojnie możesz napisać poradnik :) Ja już nie mogę się doczekać aż Sebastian pójdzie do przedszkola. Jestem przekonana, że to miejsce idealne dla niego. Tylko zanim to się stanie musimy przejść wojnę z pieluchami o nocnik ehhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, i tutaj nic Ci nie doradzą bo sama nieudolnie Elizę bardzo późno odpieluchowałam :)

      Usuń
  9. no post jak dla mnie :P ciagle wyje :( jak ochlone to sama posta napisze o mich doznaniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na Twój wpis. I spokojnie. Masz dużą, mądrą Córcię. A u Ciebie to już pewnie kumulacja hormonów i za dużo nagromadzonych emocji.

      Usuń
  10. Ja przeżywam..Ale chyba dlatego, że jestem taka... taka nadopiekuńcza! Wiem, że to robie dla K. Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie zdrowe podejście-On sobie tam na pewno da radę!

      Usuń
  11. Jaka ona śliczna! Igor do przedszkola idzie już za dwa tygodnie... jest stres, oj tak. Mój oczywiście, bo jego mama już zaprawiona, w końcu to jej drugie dziecko:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ciocia Noelka też niech wyluzuje :) Bo inaczej nerwicy się nabawisz, bo za 3lata Milenkę do przedszkola trzeba będzie posłać :)

      Usuń
  12. Ja, z racji posiadania rodzicielki - przedszkolanki, takiego starchu nie znam. Cale zycie przyjezdzalam do mamy, obserwowalam ja i jej kolezanki przy pracy i wiem, ze krzywda sie tam dziecku nie dzieje. Wrecz przeciwnie. Zadna mama siedzaca cale dnie z maluchem w domu nie ma czasu, zeby je tyle nauczyc. Spojrzmy prawdzie w oczy - w domu trzeba posprzatac, wstawic pranie, ugotowac posilki. Do tego dochodzi czesto opieka nad mlodszym rodzenstwem. A panie w przedszkolu maja tylko dwa zadania - opieke nad dziecmi i ich edukacje. Nie musza sie martwic, zeby posprzatac salke, czy ugotowac dzieciom posilki, od tego sa inni pracownicy. Dlatego ja swoje dzieci zdecydowanie chce poslac do przedszkola. Bi juz chodzi do niani, za rok chcemy poslac ja do tutejszego "day care". Mam nadzieje, ze jak Nik troche podrosnie, M. zgodzi sie i jego oddac do niani (bo u nas to maz jest nadopiekunczy i ma czarne wizje, szczegolnie po naszym krotkim doswiadczeniu ze zlobkiem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze do samej instytucji przedszkola byłam dobrze nastawiona, bałam się właśnie przede wszystkim tego chorowania ze względu na już i tak marne zdrowie Elizy. A teraz kiedy jestem już po tym doświadczeniu to tym bardziej uważam, że każde dziecko chodzić do przedszkola powinno. Oj to masz "wesoło" ze swoim M. :) Taki nadopiekuńczy tatuś to raczej rzadkość. Z drugiej strony na pewno lepszy taki, niż taki, który zlewa na wszystko.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!