Mama2c

Mama2c

środa, 28 sierpnia 2013

Muffinki czekoladowo-dyniowe. Zdążyć przed północą.

Wielbicieli dyni przybywa! Dobrze, że Aneta mieszka tak daleko, inaczej bałabym się, że może zabraknąć w okolicy dyńków dla mnie :)
Obiecałam wczoraj Anetce, że dziś pojawi się przepis z wykorzystaniem dyni. I choć padam na twarz, bo moje Młodsze Dziecko z każdym dniem pokazuje mi, że jednak może być jeszcze bardziej absorbująca niż dnia poprzedniego, co teoretycznie wydaje się niemożliwe, a jednak! Jeśli do tego dodamy brawurę w wykonaniu Lilci, to dziś mamy dwa konkretne upadki na panele plus milion razy kiedy zdążyłam Ją złapać... Przeżywam ostatnio kryzys sił fizycznych, do tego psychicznie też pod górkę, bo byle jak kończą się nam te wakacje. Doba mi się kurczy, mam wrażenie, że mam coraz mniej czasu na wszystko, a już od poniedziałku wracamy na szkolne tory...
Anetko obietnica, to obietnica, i choćbym miała do północy tego posta smarować, to go dziś jeszcze opublikuję :)
Dotrzymywanie słowa-rzecz, której nauczyłam mnie mama i babcia. Ja również chciałabym nauczyć tego Córki. Uświadomić Im powagę danego słowa, pokazać co mogą stracić nie dotrzymując go... Mam nadzieję, że ta lekcja zostanie w Nich na zawsze i też kiedyś przekażą Ją swoim dzieciom.

Na osłodę moich mniejszych i większych frustracji, jako zastrzyk glukozy dla mózgu, kiedy myślę, że już przestaję myśleć, kiedy mi źle, i kiedy mi dobrze:

MUFFINKI CZEKOLADOWE Z DYNIĄ  dla Anetki :)

Bazowałam na tym przepisie:
http://2smaki.pl/index.php/desery/muffiny-czekoladowe-z-dynia/

Autorka bloga rekomenduje te muffinki, jako świetny sposób na przemycenie dyni dzieciom, bo... jej w nich nie czuć :) No cóż, dla mnie jako rasowego dyniożercy słaba to zachęta, ale postanowiłam dać im jednak szansę. I dobrze zrobiłam, dyni faktycznie nie czuć, więc jeśli Wasze dzieci reagują stanowczym "NIE" na choćby zupę dyniową, to uraczcie Je tymi muffinkami, a potem uświadomcie Im co właśnie zjadły :) Jedyny minus to taki, że wspólnie pieczenie muffinek z dzieciakami odpada...

Zanim usiądziecie z małą czarną muffinką i małą czarną kawką w wygodnym fotelu, najpierw musicie odwalić czarną robotę, w postaci przygotowania sobie pure z dyni. I to jest dla mnie droga przez mękę. Pewnie dlatego, że do tej pory pure robię przez rozgotowywanie dyni w garnku. Jest jeszcze jeden sposób- prostszy, szybszy i nie taki żmudny :) Dynię można upiec w piekarniku razem ze skórą, a miąższ rozgnieść widelcem, albo dodatkowo potraktować blenderem.
Moim tradycyjnym sposobem, od którego pora już odejść, obieracie dynię ze skóry, kroicie w małą kostkę, wrzucacie do garnka, podlewacie odrobiną wody i dusicie do miękkości pod przykryciem, dosyć często mieszając. Potem do akcji również wkracza pan blender. Ostatnio trafiam na bardzo wodnisty miąższ, to chyba dlatego, że dynia o tej porze roku jest jeszcze bardzo młoda, i tak, żeby uzyskać szklankę dyniowego pure musiałam skroić pół całkiem sporej dyni...

Składniki:

suche:
- 2szklanki mąki
- 3/4szklanki brązowego cukru
- 1łyżeczka proszku do pieczenia
- pół łyżeczki soli
- 2solidne łyżki ciemnego kakao
- kawałki gorzkiej czekolady, w ilości jak kto lubi

mokre
- 2duże jajka
-1/4szklanki oleju
- 1szklanka pure z dyni (pełna)

Wykonanie:

W mniejszej misce mieszamy mikserem wszystkie mokre składniki, do uzyskania jednolitej konsystencji. W drugiej, większej misce-mieszamy ze sobą składniki suche. I teraz tradycyjnie-wlewamy mokre do suchych, parę porządnych ruchów drewnianą łyżką, tak, żeby składniki się połączyły, ale były jeszcze widoczne grudki, i już możemy napełniać papilotki do 2/3 ich wysokości. Pieczemy w nagrzanym do 180stopni Celsujsza piekarniku, przez około 20-25minut. Radzę sprawdzań patyczkiem, ponieważ moje muffinki, pieczone w formie sylikonowej były gotowe już po 17munutach. I były pyszne :) Mój mąż, który jak wiecie ma do muffinków głęboki uraz psychiczny, powiedział: "Ale puszyste". Lepszej reklamy nie mógł im zrobić!

Smacznego!

Taki widok mam za oknem, kiedy relaksuję się "przy garach":






Anetko! Już w piątek kolejne przepisy na dynię- tym razem na sprawdzone przeze mnie dyniowe zupki :)

8 komentarzy:

  1. Już zgłodniałam :) Czekam aż w końcu będę mogła jeść więcej rzeczy i myślę, że wypróbuję... choć z moim szczęściem co... nie będzie już dostępnej dyni :D hahaahahah

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się napaliłam na te muffinki ale po rzeczytani stwierdziłam, że zbyt pracochłonne jak na takie maleństwa. Poczekam na te zupkowe przepisy, bo ciągle mam ślinotok na wspomnienie zupki kukurydzianej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze... ja chyba jednak wolę czuć smak dyniaka, choć te tak kusza... No ale są czekoladowe, to chyba jednak na razie je sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widoki za oknem masz przepiekne! Gdybym nie wiedziala, pomyslalabym, ze mieszkasz gdzies na wsi! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boze kochana duzo sily dla Ciebie- bo ja mam ostatnio psychiczne zmeczenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. o Boziu, ale mi apetytu narobiłaś! Smaczności to być muszą;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tutaj taki wpis od wczoraj , a ja dopiero dzisiaj zajrzałam na Twojego bloga !
    Jejku nawet nie wiesz jak się wstrzeliłaś z tym przepisem . Dyńka chłodzi się w lodówce a ja jutro mam gości . I tak się zastanawiałam czym słodkim ich poczęstować . Robię wprawdzie grilla , a ponieważ do domu wrócę dopiero wieczorem dziewczyny moje zaoferowały się , że przyjadą z sałatkami . No to pomyślałam sobie , że nie może tak być , ze ja nic nie przygotuję ( zamarynować mięso na grilla - pikuś) . Postanowiłam coś upiec . I już wiem co ! Dziękuję bardzo za tego posta. Jest mi naprawdę bardzo miło . I ten opis jak się nie męczyć ze skórką i puree - jesteś Wielka !
    A dotrzymanie słowa - pełen szacun . Jestem pod wrażeniem .
    Ale mnie miło zaskoczyłaś ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!