Mama2c

Mama2c

sobota, 24 sierpnia 2013

Muffinki. Dlaczego warto je piec.

Po wczorajszym stresującym dniu, czas osłodzić sobie i nastrój i bloga :)

Najpierw pytanie za sto punktów:
Kiedy kobieta ma największą ochotę na słodycze? I podpowiem, że nie jest to czas przed miesiączką :)
Oczywiście kiedy jest na diecie.
W ogóle samo słowo dieta wyzwala we mnie jakieś dziwne mechanizmy, bo od zawsze, kiedy postanawiam, że na przykład od poniedziałku (Klasyka! Jakby nie można było zacząć odchudzania od piątku!) zaczynam dietę, to robię się momentalnie bardziej głodna niż zawsze. I w zasadzie to jestem cały czas głodna na tej diecie...

Przyznam, że odkąd odkryłam muffinki, mój mąż jest głęboko nieszczęśliwy. Dlaczego? No cóż, odkryłam je w specyficznym dla siebie okresie. Byłam akurat na diecie dukana, no i właśnie... tak strasznie chciało mi się czegoś słodkiego. Żeby muffinki odchudzić, "odcukrzyć" i w ogóle uzdrowić tak komponowałam skład, że teraz, po czasie sama się dziwię, że mi to smakowało... Kobieta na diecie pochłonie jednak wszystko, co choć trochę można podciągnąć pod kategorię "słodkie" :) I tak na przykład mąka razowa była na porządku dziennym, potem przyszedł szał na otręby w muffinkach, cukru sypałam zawsze minimalne ilości, czasami nie sypałam go wcale, wmawiając sobie, że naturalny cukier z owoców, które dodawałam, sam je osłodzi- a to dla mojego słodkolubnego męża było nie do zaakceptowania...
Najgorzej jednak wspomina te otręby, nie wiem dlaczego :D
Po diecie dukana nie ma już śladu, po jej efektach również (a były, oj były, w najlepszym swoim okresie ważyłam 46kg!!!), dlatego i muffinki w naszym domu znormalniały. Tylko mąż nadal uprzedzony.
A tak wygląda każda jedna rozmowa na ten temat:
-Upiekę babeczki. Zjesz?
-Nie.
-Nie dodam otrębów.
-No dobra.
I tak to z nim jest. Zupełny ignorant jeśli chodzi o zdrowe odżywianie!

Muffiki kocham za ich banalne wykonanie, a przede wszystkim za dowolność w doborze składników. Tak naprawdę jeśli mamy sprawdzony przepis-bazę, to dalej możemy już szaleć i łączyć smaki, jak nam się żywnie podoba. Ja zazwyczaj lubię sprawdzone, pewne połączenia- jabłko plus cynamon, banan plus czekolada, ananas plus kokos, czekolada plus pomarańcza... Czasami kiedy poniesie mnie fantazja (jak mówi moja Starsza Córcia) to zupełnie odchodzę od przepisu podstawowego i sama tworzę swoją własną recepturę, której skład bywa czasami co najmniej zastanawiający :) Na szczęście efekty za każdym razem są zjadliwe, więc działam dalej.

Ogromnym plusem, który przemawia za tym, żeby piec muffinki jest fakt, że w ich pieczeniu bardzo chętnie pomagają Dzieci. I tak mamy twórcze i kreatywne zajęcie na deszczowe przedpołudnie, ewentualnie równie deszczowe popołudnie. Dzieciaki mają frajdę-nie znam Dziecka, które nie lubiłoby mieszać masy, a potem nakładać jej do papierowych, kolorowych papilotek. I tutaj od precyzji Dziecka zależy, czy potem będziecie miały do sprzątania całą kuchnię, czy tylko blat :)
Za muffinkami przemawia również fakt, że możemy przemycić w nich właśnie to, czego Dzieci w surowej postaci nie chcą przełknąć-na przykład muffinki marchewkowe, i wszelkie owocowe  wariacje. Tak, dzieci na ogół lubią owoce-wiem! Tylko, że nasza Eliza z żywieniowego ogółu zawsze się wyłamywała!
"Co?! Przestała pić mleko w wieku pół roku? I nie umarła?" No nie, nie umarła i ma się świetnie...

I tak naprawdę, żeby zająć Dziecko i świetnie się bawić naprawdę niewiele nam potrzeba. Składniki bazy na muffinki są chyba w każdym domu-mąka, cukier, jajka, olej, mleko, proszek do pieczenia... Jeśli nie mamy truskawek, czekolady, ananasa, to nic. Wystarczy nam poczciwa cytryna, żeby po starciu z niej skórki i wyciśnięciu soku, cieszyć się pysznymi cytrynowymi babeczkami! Nie macie cytryny? To też nic nie szkodzi, wystarczy olejek cytrynowy :D

Ja muffinki kocham również za to, że mogę je tak fajnie wkomponowywać w pory roku, dobierając składniki tak, żeby po ich zjedzeniu, wiedzieć, czy akurat mamy piękną jesień, czy lato w pełni, czy akurat powoli szykujemy się do Świąt Bożego Narodzenia. Oto moje propozycje:
*lato: wszystkie sezonowe owoce- truskawki, wiśnie, porzeczki, jagody itd.
*jesień: jabłko+cynamon, śliwki, dynia (tak, tak!)
*zima: przyprawa do piernika i już w domu pachnie świętami, suszone owoce: żurawina, morele, śliwki, orzechy...
*wiosna: hmmm, tu zdecydowanie sprawdzi się właśnie skórka z cytryny i pomarańczy, czekolada, nutella, dżemy, budyń, zapasy mrożonych owoców i wszystkie zapuszkowane, typu-ananas, brzoskwinie...

No i zdecydowanie na plus jest również to, że taką własnoręcznie upieczoną muffinkę możemy zabrać ze sobą wszędzie- do pracy, na spacer, na piknik, na wycieczkę, na rower... Możemy nią obdarować przyjaciół, a także znajome dzieciaki.
Nam muffinki zawsze towarzyszyły w drodze do Zakopanego, i za każdym razem zabieramy je ze sobą do zoo.

No dobrze, a co jeśli jesteśmy na diecie, a właśnie upiekłyśmy całą blaszkę uroczych, małych babeczek?
Wyjść jest kilka, więc głowa do góry.

*W zależności od tego czy jesteście grzeczną czy niegrzeczną dziewczynką, możecie powiedzieć: olać/pieprzyć tą dietę i zjeść tyle ile Wam się podoba. Tak, wyrzuty sumienia przyjdą, jak zobaczycie ile zjadłyście, ale na nie polecam czerwone wino.
*Możecie również zaprosić na kawę koleżankę-zjecie po połowie, użalając się nad Waszym ciężkim losem i obgadując te wspólne znajome, które mimo tego, że jedzą wszystko i w ilościach kosmicznych, mają figurę modelki...
*Możecie także zaprosić koleżankę, która tak jak Wy jest na diecie ale ma silniejszą wolę niż od Was. Wtedy każda z Was zje po jednej, Wy dojecie resztę, jak koleżanka wyjdzie, ale Ona już tego widzieć nie będzie.
*Możecie także upiec muffinki wieczorem, zostawić sobie 1-2 babeczki do kawy, a resztę spakować mężowi do pracy. Wy zachowacie umiar, mąż będzie szczęśliwy, koledzy męża będą zazdrościć mu takiej żony... Pod warunkiem, że w nocy nie urządzicie sobie degustacji, bo przecież trzeba spróbować co się upiekło, i co się mężowi daje do pracy!

Dziewczyny!

Tak naprawdę pretekst, pod którym zjecie te muffinki nie jest ważny. Pamiętajcie, że jeszcze wiele poniedziałków przed nami! Poza tym średnio raz w miesiącu natykam się w necie na kolejną dietę-cud. Jeśli nie będę miała czego zrzucać, nigdy nie przekonam się czy te wszystkie diety naprawdę działają. A to już jest zdecydowany powód do tego, żeby upiec sobie kolejną blachę muffinków! 

Jeśli nie macie jeszcze swojego ulubionego przepisu na muffinki, to podsyłam adres strony, na której znajdziecie przepis podstawowy. Jest sprawdzony :)

 http://kipikasza.blog.pl/2013/03/06/muffiny-przepis-podstawowy-i-wariacje-na-temat/

A to moje ostatnie muffinkowe wypieki:
Kto zgadnie z czym były? :)



Mega płaska muffinka, rodzynek wśród innych normalnie wyrośniętych :)







24 komentarze:

  1. AAAAAAAAA! Albo przestajesz dodawać te pyszności, albo w tej chwili się do Ciebie wprowadzam!!! Słyszano?! :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noelka zostań, błagam!!! Podaj adres wyślę Ci muffinka :)

      Usuń
  2. O Kurde! Już wiem, co dzisiaj będzie u mnie na deser:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogłabym piec muffinki codziennie, i codziennie inne :)

      Usuń
  3. Zgłodniałam... Chyba wiem co będę robić w poniedziałek xD

    OdpowiedzUsuń
  4. mniam mniam, ciekawe jak smakują muffinki dyniowe, wyglądają pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były dobre, ale spodziewałam się po nich więcej.

      Usuń
  5. Hehe nie miałam wątpliwości z czym mogłyby być te Twoje muffinki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi,zdecydowanie monotematyczna ostatnio jestem :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Oj tak, u mnie w kuchni ostatnio tylko dynia.

      Usuń
  7. My też uwielbiamy babeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też bardzo lubię muffinki...,ale kupilam kiedyś blaszkę na te duże ;/ a wolę zdecydowanie jesc te mniejsze :) Dlaczego? Bo tych mniejszych możesz zjesc więcej :D

    Smacznego :)

    Martuś jak można ważyć 46 kg? ;/ Przebiegałaś między kroplami deszczu? Ja teraz waże 57 kg (przy czym moja normalna waga wahała się 68-70 kg, a kiedy się odchudzałam to poniżej 65 kg zejść nie mogłam).. i powiem Ci, że nie ze w ogóle... hahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię te małe :) A waga? ja jestem niewysoka, więc te 46kg nie było niczym specjalnym przy moim kurduplowatym wzroście. Pewnie do takiej wagi zejść już nie zejdę. Niestety.

      Usuń
  9. tez jestem wielką fanką muffinkow ;) sama czasem robie,ostatnio fajnie się ogląda,chęci są,ale ciężko się zmobilizowac ;) a jeszcze jakby ktos mi je zaserwowal z taką super kawusią ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to rzeczywiście czasami zakrawa o fanatyzm :) Podobnie jak z miłością do kawy :)

      Usuń
  10. mmmyy wyglądają bardzo apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były dobre, ale w sumie bez jakiegoś wielkiego wow.

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. U mnie też, znowu ruszyłam z pieczeniem :)

      Usuń
  12. O matko... musiałam pięćdziesiąt razy, w czasie czytania tego posta, przełknąć ślinę :P
    A najzabawniejsze jest to, że blacha do muffinków leży zakupiona od 2 msc i na razie zrobiłam tam jedynie muffinki z mięsa mielonego :D
    Tak się boję pieczenia na słodko :P
    A poza tym fakt faktem - też wiecznie jestem na "quasi-diecie", której blacha pysznych babeczek z pewnością nie pomoże. Mini na pół ze mną nie zje, a męża nie mam, co by mu zapakować do pracy ;)
    Ale wiem już, kiedy skorzystam z tych Twoich przepisów ;) A skorzystam z pewnością, bo wielką ochotę mam sprawdzić, czy mi wyjdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, ja ostatnio, to znaczy dokładnie wczoraj użyłam po raz pierwszy sylikonowej formy na muffinki, która dumnie przeleżała ze 2lata w kuchennej szufladzie, ponieważ doszłam do wniosku, że to jakieś chińskie gówno i nie będę nas truć :) Pieczenia na słodko bać się nie musisz-to nie boli :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!