Mama2c

Mama2c

wtorek, 6 sierpnia 2013

Nasza ósma rocznica ślubu-bilans zysków i... zysków.

OSIEM LAT

Z jednej strony już osiem, z drugiej-mam nadzieję, że to dopiero początek.
Zmieniliśmy się. Bardzo. I fizycznie (razem pewnie mamy blisko 30kg na plusie, tak, tak...) i emocjonalnie. Co zostało z tamtych dwojga młodych ludzi, stojących przed ołtarzem osiem lat temu? Pewnie to uczucie, które nas pod ten ołtarz zaprowadziło. Ale jesteśmy inni,pewnie bardziej dojrzali, po przejściach, spokojniejsi, pewniejsi siebie nawzajem...

Mogłabym teraz wysmarować ociekający lukrem wpis, na temat tego, jak fajnie jest teraz w moim małżeństwie. Bo jest fajnie, od dłuższego czasu. Spokojnie i pewnie, że nic nami już nie zachwieje. Ale nie zawsze tak było. Naszą drugą rocznicę ślubu spędzaliśmy już oddzielnie, i tak naprawdę różnie to mogłoby dzisiaj być, gdybyśmy wtedy nie dali sobie szansy. I choć szansę z perspektywy czasu wykorzystaliśmy dobrze, to po powrocie do siebie, wcale dobrze nie było. Pierwsze prawie 4lata naszego małżeństwa to była prawdziwa szkoła życia. My, mimo wszystko nadal uczący się siebie nawzajem, Elizka i Jej problemy zdrowotne, no i "zakochana" we mnie rodzinka mojego męża...Był czas, że kłóciliśmy się chyba codziennie. Dobrnęliśmy w końcu do miejsca, kiedy każde z nas wiedziało, że dalej tak być nie może. Czasami wydawało mi się to wręcz chore, bo razem męczyliśmy się strasznie, ale osobno było nam jeszcze gorzej... Brakowało nam spokoju, pewności, zrozumienia... Tylko we dwoje mogliśmy to zmienić, no i wykluczyć, "dobrze" życzących nam, poza nawias...

Choć mam poczucie, że tak dużo czasu spędziliśmy nie tak jak mogliśmy spędzić, to mimo wszystko nie były to zmarnowane lata. Wiem, że to wszystko było po coś. Dziś jesteśmy w tym, a nie innym miejscu, ale nadal razem. Silniejsi. Mimo wszystko i na przekór tym, którzy chętnie widzieliby nas osobno. I choć niektórym ciężko w to uwierzyć, to nasz związek ma się bardzo dobrze. Potrafiliśmy stworzyć nasz własny model małżeństwa/ rodziny, bazując na tym, co nie podobało nam się w naszych domach rodzinnych, albo na tym czego w nich brakowało... Wszystko robimy po naszemu i nikt nam się w to nie miesza-i to, bardzo ale to bardzo, sobie cenię! Nie znoszę, jak ktoś się wpieprza tam gdzie nie powinien, a to się niestety lubi zdarzać.

Widząc, jak rozwodzą się kolejni znajomi, wiem, że i my mogliśmy tak skończyć. Po tym jak się rozstaliśmy, wiem, że najprościej jest odejść. Dużo trudniej zostać i walczyć... Tak, wiem-nie każdy związek jest do uratowania. Przykre tylko, że niektórzy w ogóle nie próbują.

Choć to już osiem lat, to mam świadomość, że tak naprawdę niewiele mimo wszystko jeszcze przeżyliśmy. Dzieci są na razie małe, rodzice póki co zdrowi, finansowo raz lepiej, raz gorzej, ale do przodu... Chcę wierzyć, że we dwoje jesteśmy na tyle silni i bogatsi, o to, co już przeżyliśmy, że problemom, które pewnie nie raz nas jeszcze czekają, stawimy czoła razem, i że one nas nie rozdzielą, ale połączą jeszcze mocniej. Bo dzisiaj wiem, że łatwo być ze sobą, kiedy wszystko dobrze się układa. O wiele trudniej, kiedy jest pod górkę. Z drugiej strony, nic tak nie testuje związku jak kłopoty. I nie żebym Wam i sobie ich życzyła, po prostu tak właśnie jest.


Przez te osiem lat doświadczam na własnym przykładzie jak zmienia się uczucie do drugiego człowieka. Jak to, co imponowało mi dziesięć lat temu, ustępuje miejsca cechom mojego faceta jako męża, głowy rodziny i ojca naszych dziewczyn... Dziś kocham Go zdecydowanie bardziej niż na początku, inaczej też, ale na pewno bardziej. Kocham za wszystko. Między innymi za to, że to facet tak męski, że nie musi dowartościowywać się posiadaniem syna, jak wielu naszych znajomych. Bo mój mąż, kiedy ostatnio rozmawialiśmy, że może jeszcze kiedyś trzecie dziecko, wypalił z rozbrajającą szczerością, że On by mógł mieć trzecią córcię...  Więc kocham Go za nasze Dziewczyny, kocham Go za to, że naprawdę mnie słucha. Nie mylić z "słucha się mnie" :) I za to, że ze mną wytrzymuje-a to łatwe nie jest :)





23 komentarze:

  1. Wszystkiego najlepszego w tak pięknym dniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepszości dla Was na kolejne lata!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najpiękniejszego!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny wpis, trochę mi z oczu przez Ciebie pokapało.
    Życzę Wam wielu lat szczęścia, dużo miłości, być może (jeśli tylko zechcecie) kolejnego dziecka i co najważniejsze, zrozumienia dla drugiej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za życzenia. Myślę, że zrozumienie drugiej osoby to jedna z fundamentalnych kwestii, kiedy przyjdą właśnie dzieci, obowiązki, codzienność... Pozdrawiam

      Usuń
  5. Piękne szczere słowa. Mój mąż też ciągle opowiadał, że chciałby drugą córeczkę. Chciał i ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, jaki z Niego szczęściarz! Teraz ma trzy cudowne Babki!

      Usuń
    2. Tak samo jak Twój :)

      Usuń
  6. Pięknie napisana szczera prawda..Sama widzę jak w moim otoczeniu ludzie się rozstają..coraz częściej..

    po co naprawiać skoro można wymienić..ost. usłyszałam od znajomej..

    Pozdrawiam i życze kolejnych cudownych chwil, lat..ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymienić... no tak. Tylko pytanie jak długo będą tak wymieniać, i czy na pewno wymienią na lepsze... Oczywiście są sytuację, kiedy naprawdę lepiej się rozstać, ale kiedy ludzie się kochają i chcą być razem, powinni jednak spróbować. Ale to muszą chcieć dwie osoby, i te dwie osoby muszą później pracować na to, żeby było dobrze. Samemu nic się nie osiągnie, niestety.

      Usuń
  7. Wszystkiego co najlepsze i oby już złe chwile się nie pojawiły u Was a osoby przeciwne niech ucałują się we własne pośladki. My ciągle się docieramy....od czasu do czas potężna burza a tak bym już chciała spokoju...W zeszłym miesiącu minęło nam 10lat razem (w październiku 6 rocznica ślubu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas docieranie się trwało prawie 4lata jak pisałam, więc wiem o czym mówisz... Niestety nie znam recepty jak się skutecznie dotrzeć. U nas przełomowym momentem była sytuacja, kiedy już wszystko było na ostrzu noża, wiązało się to jeszcze z innym rodzinnymi problemami. W sumie jak o tym wszystkim myślę to najbardziej pomogło nam chyba to, kiedy zaczęliśmy bardziej starać się zrozumieć siebie nawzajem i mówić wprost np. dlaczego coś zrobiłam tak i tak, i co wtedy czułam. Jeśli chcecie być ze sobą, a wierzę, że tak, to życzę Wam zamiast tych burz, więcej słońca i prostej drogi, zamiast zakrętów. Ale wiesz co? te burze są potrzebne. Bo wtedy człowiek ma odwagę wykrzyczeć co Go boli, i wtedy trzeba dobrze słuchać drugiej osoby i kiedy już emocje opadną pogadać tak do bólu szczerze.
      Według mnie i tak uczymy się tak naprawdę siebie całe życie, grunt, żeby dotrzeć się na tyle, żeby odkrywać tego drugiego człowieka w względnym spokoju... Trzymam kciuki i dziękujemy za życzenia.

      Usuń
  8. git, u nas dopiero 4 stuknie :) i tez nie zwasze jest lekko :) wszystkiego dobrego dla was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Myślę, że nigdy i nigdzie nie jest do końca lekko, ale ludzie zazwyczaj lubią koloryzować to i owo, więc jest cudnie, wspaniale i w ogóle och i ach :)

      Usuń
  9. Masz rację. Trzeba walczyć. Jeśli warto. Ja nie walczyłam. Poddałam się, bo wiedziałam, że nie warto. W dniu dzisiejszym utwierdzam się w tym jeszcze bardziej i cieszę się, że wyszłam z tamtego toksycznego związku. Wyszłam fizycznie, ale jeszcze nie na papierku. Już niedługo :)
    A Wam gratuluję przebrnięcia przez ten ciężki okres :) Byle więcej takich małżeństw i oby rozwody wyszły z mody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, ja też uważam, że nie zawsze warto. Czasami to się po prostu wie, że nie ma o co walczyć i tyle. Głowa do góry, przynajmniej nie zmarnowałaś kilki/kilkunastu lat życia.

      Usuń
  10. Martuś! Dzięki za ten wpis. Akurat przeczytałam go dopiero teraz, a parę dni temu własnie się zastanawiałam u siebie, jak to jest z tymi wieloletnimi związkami. Dzięki za to, że rzeczywiście opisałaś bez lukru. Nie, żeby mnie cieszyło, że mieliście trudne początki, ale jakoś optymizmem mnie to napawa, że czasem ludzie walczą o to , żeby było między nimi dobrze. I udaje im się przezwyciężyć trudności i przeciwności wszelkie i udowodnić, że się nie pomylili. Postaram się o tym pamiętać zawsze, kiedy będą nachodzić mnie wątpliwości. Zwłaszcza, że raz odpuściłam walkę...i to był chyba niestety błąd, bo trochę po dupsku za karę dostałam...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bez lukru, bo na co dzień tego lukru zazwyczaj brak :) Jest codzienność, problemy większe i mniejsze, radości także... Dopiero kiedy obejrzymy się wstecz widzimy, że tak-jest fajnie, jest dobrze. Wiesz za dużo w tym wpisie chciałam ująć innych rzeczy, żebym mogła opisać wszystkie te problemy, z którymi przyszło nam się mierzyć... Łatwo nie było, przez te pierwsze 3,5roku mieszkaliśmy dwa razy osobno. I nie chcę tu nadawać temu wszystkiemu jakiegoś mistycznego charakteru, nie wiem co, ale po prostu było coś, co sprawiało, że czułam, że to minie, że i dla nas jako pary też w końcu zaświeci słońce i nie zajdzie za ciemnymi chmurami, choć czasem wiadomo-obłoczki się pojawiają. Nie wiem czy żałujesz tego, że wtedy odpuściłaś? Czy myślisz, że to mógł być ten właśnie facet? Wiesz czasami jest tak, że kiedy brakuje nam faceta w ogóle to niektórych byłych koloryzujemy. Tak nagminnie robiła moja kuzynka. Nie twierdzę absolutnie, że tak jest w Twoim przypadku, bo w ogóle nie znam sytuacji.
    Jeśli nie możesz tego odwrócić to chyba staraj się o tym nie myśleć i jednak powtarzać sobie, że najwyraźniej tak miało być, że to też było po coś, i że los zaplanowała dla Ciebie jednak coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dziękuję Ci za ten prawdziwy wpis. Bardzo podniosłaś mnie na duchu pisząc o jasnych, ale też ciemnych stronach małżeństwa. W końcu ktoś to zaznaczył, że niepowodzenia nie muszą od razu być powodem do rozstania i jak to ludzie, często mijamy się w swoich poglądach, zachowaniach i nie znajdujemy zrozumienia w swoich połówkach. Ale czy mimo tego nie możemy dalej żyć razem... szczęśliwie? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluje bardzo! Ja za miesiąc dopiero kończę z mężem pierwszą rocznicę ślubu! Własnie szukam inspiracji na to jak to uczcić :) Znalazłam już myślę, idealny, prezent dla męża. Już dawno wypatrzył sobie taką http://www.zegarkowy.pl/category/zippo zapalniczkę Zippo :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!