Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Przekombinowane (pechowe) tiramisu...

Lubicie tiramisu?
Ja uwielbiam. Tak jak wszystko co kawowe...
Sama chwila, kiedy mogę usiąść w ciągu dnia i wypić kawę, jest wielka! A kawka w lokalu, wyrwana godzinka w ciągu dnia, na chwilę przyjemności? Lubię to!
Mój mąż znając tą moją słabość do kawy najpierw parę lat temu sprawił mi ekspres Dolce Gusto (który, niestety z racji innych wydatków typu pieluchy, spokojnie czeka aż zacznę go znowu używać :() a ponad rok temu zakupił profesjonalny ekspres ciśnieniowy. Bez wychodzenia z domu, możemy mieć co rano kawiarnię na miejscu :) W piżamach :)

A tiramisu? Zrobiłam już ich naprawdę dużo. Różnych... Począwszy od tych klasycznych, po wersje bez alkoholu, z malinami, z gorzkim kakao na górze, bez kakao...
I wiecie co? Zawsze, ale to zawsze, kiedy odejdę od najprostszego przepisu (ser mascarpone, żółtka, cukier puder, biszkopty, napar z kawy plus coś mocniejszego) coś się pieprzy... A że zazwyczaj odchodzę od najprostszej receptury, wtedy, kiedy mi zależy- to wychodzi jak wychodzi. W połowie roboty mam ochotę pizgnąć mikserem i dać sobie spokój.

I tak pierwszy raz przejechałam się na tym kombinowaniu parę lat temu, przed Bożym Narodzeniem. Tym razem postanowiłam nie marnować białek, które zawsze zostają mi, po dodaniu żółtek... Nie dość, że ubijałam te białka w nieskończoność (podejrzewam, że pałka od miksera musiała być ubrudzona wcześniej ubijaną masą-moja wina, moja wina...), to kiedy wreszcie się ubiły i skleciłam to wyjątkowe, jak o nim wtedy jeszcze myślałam, tiramisu-przypomniałam sobie, że skoro dodałam białka, to pewnie w rezultacie dałam za mało cukru. Fuck... Oczywiście nie pomyliłam się-niestety. I mimo,że nie lubię słodkich ciast i deserów, to moje tiramisu, że tak powiem-było wyjątkowo zdrowe, jeśli przyjąć, że cukier szkodzi...

A dzisiaj? Dzisiaj to już po prostu jakiś żart. Parę dni temu zastanawialiśmy się z mężem, czy zamawiamy tort, czy mam coś przygotować sama. Nie powiem-marzyłam o zamówieniu tortu. Ciekawe dlaczego... No ale mąż powiedział, że może zrobiłabym tiramisu... Ok, banalnie proste-pomyślałam. I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdybym nie wpadła na doskonały pomysł, że do tego rocznicowego tiramisu dodam bitej śmietany... Tak dla lekkości. To znaczy, lekkości w konsystencji masy, bo kaloryczność wzrasta, z każdym procentem śmietany :) To tak w ramach mojej diety...
Kupiłam rano 30-tkę. Starczy-pomyślałam. Schłodziłam-przecież to oczywiste. I pod wieczór zabrałam się do kręcenia tiramisu. Masa z mascarpone i żółtkami gotowa była błyskawicznie, teraz pora na bitą śmietanę z cukrem pudrem... Po 5minutach jeszcze nie nabrałam podejrzeń... W końcu zawsze to trochę trwa. Po 10 zaczęło mi się już nudzić... Po około 15 po prostu się wku... że to się nigdy nie ubije! Nie przestając miksować zadzwoniłam do Mamy. Najpierw wylałam z siebie potok słów, z których Mama pewnie rozumiała co trzecie. Taki mój nawyk, kiedy jestem naprawdę zła. Mama doradza, żeby miksować jeszcze trochę. No ale ile można?! Pół godziny mam ubijać 250ml śmietany? Paranoja. Prędzej zajoba dostanę w tej kuchni, zwłaszcza przy tej temperaturze... No to kup śmietan-fix-rzuca Mama. Hahaha, sama bym na to nie wpadła. Pewnie, że już o tym pomyślałam, ale nie chciało mi się iść. Wymyśliłam, że obniżę temperaturę w lodówce i spróbuję jeszcze raz, tym razem bardziej, schłodzić tą cholerną śmietanę. Przez chwilę zastanawiam się, czy nie wsadzić do lodówki również miksera, bo wiekowy biedaczek tak się rozgrzał, że wróżyłam mu spalenie lada moment...
Bez efektu... W końcu mąż wysłuchawszy wcześniej co ja w ogóle myślę o tej śmietanie (hmm piękną polszczyzną nie przemawiałam), zlitował się i poszedł do sklepu.
No i co?
I jajco!
Dodałam jeden śmietan-fix, który jest właśnie na 250ml śmietanki i... nic. Zupełnie N-I-C!!!! Co to k... ma być-zaczęłam się już histerycznie wściekać. Na szczęście mój kochany, najlepszy, najcudowniejszy na świecie mąż, kupił dwa zagęszczacze... Po dodaniu drugiego coś drgnęło. A najśmieszniejsze jest to, że wcale nie ubiło się tak, że nożem  można kroić... Tyle tylko, że już nie płynęło...
Połączyłam w końcu obie masy, nerwowo zamaczałam każdego biszkopta w naparze z kawy, gdybym dodała alkohol to chyba bym ten napar wypiła na raz, taka byłam wściekła!!
Komentować, ile mi w sumie czasu to tiramisu zajęło, nawet nie będę.
Tak- prosty, banalny deser...jeśli się nie kombinuje.
Z takim impetem wpakowałam michę z tym ferelnym tiramisu do lodówki, że aż dziwne, że wszystko nie wyleciało... Za rok palcem nie tknę, i chociaż zazwyczaj te kawiarniane tiramisu w ogóle mi nie smakują, to jeśli mężowi zachce się tego deseru, to zjemy go właśnie w lokalu. Przy pysznej, aromatycznej kawce...

I pomyśleć, że osiem lat temu, właśnie o tej godzinie zaczęło lać jak z cebra, a ja dostawałam z tego powodu spazmów...

Jak widać na zdjęciu (to nie fotomontaż) po deszczu nie było rano ani śladu, ale podenerwować się jeszcze nigdy nie zaszkodziło :) I chociaż mój mąż od ośmiu lat mnie prosi, żebym się tak nie denerwowała, to mam wrażenie, że jeśli przestanę się denerwować, to zwyczajnie nie będę sobą :) Po prostu...

19 komentarzy:

  1. Ja nie w temacie. Masz tatuaż! Wow!!! Zazdroszczę. Ja znowu mam fazę, żeby sobie zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj powiem Ci, że ja z kolei tego chętnie bym się pozbyła z tego widocznego miejsca i gdzieś ukryła. A fazę na więcej również mam-marzy mi się wytatuowanie imion dziewczyn i dat Ich urodzin. Może kiedyś...

      Usuń
  2. To jest właśnie ta złośliwość rzeczy martwych. I objawia sie wyłączenie wtedy , kiedy Ci zależy. Bo gdybyś robiła to tiramisu ot tak po prostu jako njedzielny dodatek do kawki - wszystko szło by gładko jak po maśle.
    Ale nie to tiramisu jest najważniejsze. Piękne jest to , że po 8 latach nadal macie ochotę świętować.
    Życzę Wam Martuś abyście każdego dnia patrzyli w jednym kierunku , by miłość nigdy nie opuściła Waszych serc , byscie zawsze mięli ochotę budzić się i i zasypiać w swych ramionach, byście potrafili być dla siebie przyjaciółmi , abyście zawsze mówili o sobie ciepło , byście zawsze znaleźli czas na wspólną rozmowę, abyście potrafili się cieszyć z małych rzeczy , aby po burzy zawsze zaswiecilo słoneczko a na Waszych twarzach codziennie gościł uśmiech. Wszystkiego najlepszego Kochani !

    W dniu ślubu wyglądałaś obłędnie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Anetko bardzo, bardzo! Mam nadzieję, że Twoje życzenia się spełnią!

      Usuń
  3. Wiesz jak jest..gdy się człowiek stara...to nic nie chce wyjść.. Pięknie wyglądałaś! Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, a jak u Was urodzinki minęły?

      Usuń
  4. Kochana czasem wtopy kulinarne mnie tez sie zdazaja :) piekny bukiet slubny- mialysmy podobne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, teraz pewnie wymyśliłabym inny, ale ten do dziś również budzi mój zachwyt :)

      Usuń
  5. Ja też robię tiramisu i zawsze dodaję ubitej śmietany:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wersji ze śmietaną smakuje mi bardzo, ale to był ostatni raz, kiedy ją dodałam...

      Usuń
  6. fiufiufiu!! ale fajnie wyglądałaś!! :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ten jeden raz mi się udało :)

      Usuń
  7. Też kiedyś zaliczyłam wpadkę z tiramisu. Utarłam na masło mascarpone;)
    A znowu gdy wzięłam się za mój pierwszy tort, to w połowie roboty okazało się, że źle zrozumiałam przepis i upiekłam o jeden biszkopt za mało (w efekcie tort był niski). Do tego mąż nie kupił właściwych owoców oraz zamówionego śmietan-fixa tylko jakiś malinowy, co zaburzyło mi ogólną koncepcję. No i boki tortu udekorowałam plasterkami banana,które jak się po czasie okazało, pokroiłam nożem, którym mąż wcześniej kroił cebulę...:DD. Katastrofa:D
    No ale cóż, bywa.

    A ja Wam życzę słodkiego świętowania, przy pysznej kawie i - mimo wszystko - jeszcze pyszniejszym tiramisu:) I kolejnych dobrych, szczęśliwych, pełnych miłości lat. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia dziękujemy bardzo, no a wpadki kuchenne-mogłabym o nich też sporo napisać :)

      Usuń
  8. Ja też życzę przyjemnej rocznicy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak robię coś od tak to wychodzi super a jak tylko się stresuję i staram to wtedy jest jedna wielka klapa. Ciekawe jak będzie na Emilowe urodziny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobnie, myślę, że to chyba u każdego tak właśnie wychodzi. A na Emila urodziny myśl może tylko o Synku, to pewnie wyjdzie ok :)

      Usuń
  10. Haha....szacun, że w ogóle się bierzesz za takie desery. Ja potrafię bitą śmietanę z proszku spieprzyć - przysięgam ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!