Mama2c

Mama2c

piątek, 9 sierpnia 2013

Z dzieckiem u ortodonty, czyli kolejny absurd w służbie zdrowia.

Absurd, paranoja... Nic innego na usta mi się dziś nie ciśnie. W sumie to nie wiem nawet czy śmiać się, czy płakać... Same oceńcie.

Kiedy Elizka skończyła 4,5roku zaczęły wypadać Jej pierwsze zęby i to w tempie ekspresowym. Na ich miejsce równie szybko zaczęły wyrastać nowe-dolne i górne jedynki. Byliśmy wtedy na etapie leczenia pozostałych mleczaków, tak więc u dentysty bywaliśmy wówczas często. Przy którejś wizycie, nasza kochana pani Irminka, zasugerowała, że Elizie będzie potrzebny aparat i żeby pokazać Ją ortodoncie. Z uwagi na to, że Elizy zębami mieliśmy poważne problemy, umówiliśmy się od razu na wizytę. Po miesiącu (tak, tak tyle czekaliśmy i to na prywatną wizytę!) średnio miła pani doktor (też Eliza!) szybko obejrzała szczękę Elizy, moją również ("A po kim ona ma tak wąsko, niech pani otworzy buzię!") i pokiwała głową, że i owszem aparat będzie potrzebny, ale jedynki muszą urosnąć całe, więc mamy się pokazać za 4miesiące. No ok, czekamy.

W międzyczasie zgadaliśmy się z koleżanką z osiedlą, że Ona właśnie chodzi z córką do p.Elizy i jest zadowolona. My w sumie mieliśmy mieszane uczucia, ale najważniejsze, żeby była dobrym specjalistą. Elizie wyrastają górne dwójki, i już ewidentnie widać, że nachodzą na jedynki, więc nie ma szans, żeby obyło się bez aparatu. Idziemy po 4miesiącach, ale już do innej przychodni, w której teraz pracuje p.Elizy. I tam to już jest totalna masakra. Tak jak w poprzedniej były osobne gabinety, kameralnie i spokojnie, tak w nowym miejscu, gdzie przyjmuje p.Eliza jest jeden wielki kocioł. Oprócz naszej ortodontki, przyjmują jeszcze inni lekarze, ale na jednej sali (tak, tak!!!) gdzie foteli nie odgradzają nawet parawany!!! Napisać, że byłam w szoku, to za mało. Szczerze mówiąc, to nie wierzyłam w to co widzę. No kurczę, przecież to mimo wszystko dosyć intymna sprawa-leczenie zębów... Raz, że każdy inaczej reaguje na ból, każdy ma inne problemy... No nic, skoro już przyjechaliśmy to czekamy. Oczywiście nie ma mowy, żebyśmy weszli o czasie, poślizg-jakieś dobre pół godziny. A że byłam już wtedy dość wysoko w ciąży z Lilcią średnio mi się to uśmiechało. W końcu nasza kolej. P.Eliza jest jeszcze mniej miła niż przy naszym pierwszym z Nią kontakcie, widzę, że Eliza jest lekko mówiąc zestresowana, ale jak zwykle dzielna. P. Eliza ogląda szczękę i co mówi?! Że owszem, jedynki całe elegancko wyszły, ale przecież muszą być jeszcze szóstki wyrżnięte!!! Myślę sobie wtedy-no kurwa w sumie logiczne, ale dlaczego nikt nam nie powiedział wcześniej, to byśmy czekali, a nie stresowali to biedne dziecko. Teraz jednak będzie najlepsze! Wtedy chyba to do mnie za bardzo nie dotarło, ale po dzisiejszej wizycie wróciło jak bumerang. Biorę Elizkę za rękę i chcę już z Nią wychodzić, kiedy jakaś pielęgniarka pyta nas w zasadzie w drzwiach, czy ma nas zapisać na aparat. No ma, przecież kiedyś Jej te cholerne szóstki wyrosną. Babka rzuca, że czeka się półtora (!!!) roku, ale chyba wtedy niezbyt mnie to obchodzi, bo w głowie mam już wizję, że nigdy więcej tu nie przyjdziemy.

No i niestety odpuszczamy na prawie cały rok. Jak pisałam, byłam już wysoko w ciąży, potem urodziła się Lilcia, zaniedbaliśmy tą kwestię-fakt.  W końcu koleżanka poleca mi fajną przychodnię, a że regularnie co jakiś czas targały mną wyrzuty sumienia, od razu umawiam Elizkę na wizytę. Przy rejestracji pani pyta, czy wizyta na fundusz czy prywatnie. No cóż, niestety na fundusz...Dwoje dzieci-podwójne wydatki. Mąż dziś pojechał z Elizą, bo mieliśmy godzinę wizyty, kiedy akurat wypada drzemka Lilci... No i jakie wieści przywiózł? Oczywiście aparat potrzebny-zarówno na dole, jak i na górze. Jeśli decydujemy się na ten refundowany przez fundusz, to pani nas zapisze i za półtora roku (tak, tak-tak jak u p.Elizy!!!) będziemy mogli go odebrać, ale pod warunkiem, że będziemy regularnie stawiać się na wizyty! Jeśli opuścimy chociaż jedną, to skreślają nas z listy oczekujących! Ciekawa jestem, czy jakieś usprawiedliwienia na wypadek choroby przyjmują, bo powiało taką grozą, że hej!

No chyba, że decydujemy się na wizytę prywatną, wtedy aparat dostaniemy w ciągu dwóch tygodni! Można? Można- tylko to niestety kosztuje. Sam aparat 800zł, plus co miesiąc (nie rozumiem, dlaczego tak często, nie oszukujmy się-rezultaty po 30dniach się raczej nie pojawią...) wizyta-koszt każdej? Dodatkowe 50zł. A co mnie już najbardziej rozbawiło, to to, że nosząc ten aparat zakupiony prywatnie, i stawiając się na prywatne wizyty, i tak czekamy na ten aparat z funduszu, który dostaniemy po półtora roku...

Jeszcze nie zdecydowaliśmy co zrobimy. Opcji, że czekamy półtora roku, na aparat z funduszu, nie bierzmy pod uwagę. To jednak długo. Chociaż Marcin, gdy zapytał ortodontki, co w wypadku, gdybyśmy faktycznie chcieli tyle czekać, usłyszał, że spoko, wszystko się aparatem rozbije-to znaczy- szczęka się rozbije... No tak, rozbije, tylko ile to będzie trwało. Nie bez powodu zaleca się prostowanie zębów w jak najmłodszym wieku, kiedy to wszystko jest jeszcze w miarę elastyczne, że tak to określę. Z czasem oczywiście da się wszystko zrobić, ale czas noszenia aparatu znacznie się wydłuży... I wychodzi na to, że czeka nas nadprogramowy wydatek. Chciałoby się powiedzieć- życie... Z drugiej zaś strony, szlag mnie trafia, bo wychodzi na to, że żeby dziecko dostało aparat z funduszu, należałoby Je zapisać już na ten aparat czysto profilaktycznie, w momencie kiedy zaczną wypadać pierwsze mleczaki. Przecież nigdy rodzic nie przewidzi, czy dziecko będzie musiało nosić aparat czy nie. A kiedy słyszymy potem na dzień dobry te magiczne półtora roku, to słabo się robi. Tylko, że to takie proste okazuje się nie być, bo kiedy byliśmy na tej pierwszej wizycie, skierowani przez p.Irminę, to ortodontka, nawet nie wspomniała, że trzeba się zapisać, oświeciła nas jedynie, że musimy czekać, aż jedynki wyrosną całe. Gdyby wtedy nas zapisała, pewnie akurat Eliza wpasowałaby się w półtoraroczny okres oczekiwania, bo zanim jedynki całe urosły, a potem wyrżnęły się szóstki, to trochę czasu minęło...

Zważywszy na temat, dziś zdjęć nie będzie :)

25 komentarzy:

  1. Szok Szok
    ja z synem chodzę już kilka lat do ortodonty
    pierwsze wizyty prywatnie, aparat górny koszt chyba 600 zł + wizyta 50 zł
    na pewnej wizycie sama ortodontka zaproponowała żebyśmy chodzili na fundusz i aparat dolny za darmo czekaliśmy ok miesiąca na niego i teraz wizyty za free :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem w takim razie czy to zależy od miasta? Raczej nie, pewnie bardziej od woli lekarza... Mi dało do myślenia to, że u dwóch różnych, czas czekania był ten sam-czyli to nieszczęsne półtora roku. Zobaczymy jak to się dalej potoczy, bo pewnie zdecydujemy się na ten zakładany prywatnie.

      Usuń
  2. Kochana niestety tak jest.. U Nas nawet ze zwykłą anginą muszę prywatnie chodzic... -tacy specjaliści!! Od urodzenia syn miał chyba ze 100 zapaleń płuc.. po czym okazało się że dziecko ma astmę i alergię.. Niestety w Polsce za wszystko trzeba płacic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tylko współczuć mi pozostaje. Przy alergii dobrze dobrane leki są w stanie wyeliminować i zapalenia oskrzeli i płuc. No ale musi najpierw być ta alergia rozpoznana, a u nas tak-sami "specjaliści" zdają się pracować. O leczeniu prywatnym to Kochana wiemy, wiemy, bo odkąd Eliza wyszła ze szpitala po tym zapaleniu wątroby to tylko tak Ją leczyliśmy, zwłaszcza, że pediatrę w przychodni to mieliśmy taką, że na katar i trzydniówkę dawała antybiotyk.

      Usuń
  3. Ja pamiętam, że jak byłam młodsza to wszystkie dzieci dostawały skierowanie do ortodonty po te takie wyjmowane aparat (coś ala smoczek). Nie znosiłam noszenia tego czegoś, nie lubiłam "wycisków" szczęki... A do tego ta niemiła pani ortodontka, która na siłę otwierała mi usta. Podejrzewam, że gdyby wtedy rodzice mieli dużo pieniędzy na zbyciu i zapłacili za wizyty i zainwestowali w stały aparat to teraz miałabym proste ząbki, no a tak niestety mój opór przed pojawianiem się u ortodonty sprawił, że moja szczena wygląda jak wygląda.
    Trzymam kciuki za zęby córki i wasz portfel, bo to jednak będzie ciężki wydatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zdecydowanie przy dwójce dzieci to już są poważne koszta :( Widzę, że z dzieciństwa każdy z nas ma podobne wspomnienia do stomatologów/ortodontów :)

      Usuń
  4. Agnieszka G. Na aparat stały nigdy nie jest za późno. ;)

    Marta, a mówimy właśnie o tzw. szynach, czy o aparacie wkładanym? Pamiętam, że w moim przypadku na aparat wkładany dopasowywany do szczęki czekałam ok. 3 miesięcy. Choć nigdy tak na prawdę nie był mi potrzebny, mam dość pokaźną paszczę i zęby się mieszczą, nawet mimo 4 ósemek. I nawet go nigdy nie nosiłam.
    Może poszperaj w necie, może uda się coś znaleźć szybciej, taniej. Ech, służba zdrowia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego niestety nie wiemy, bo każda jedna wizyta, czy u jednej ortodontki, czy u drugiej, to był sprint, na zasadzie jednego spojrzenia i stwierdzenia, że w ogóle jest potrzebny. Tyle to i ja widzę, bez wykształcenia w tym kierunku :) Ani ja ani mąż nie nosiliśmy aparatu, więc przyznam, że zielona jestem w tym temacie zupełnie.

      Usuń
  5. I powiedz mi Martuś na co idą te nasze skladki ??? Przecież co miesiąc płacimy i to wcale nie mało ??? Pamietam jak lata temu dostałam skierowanie na rezonans. Termin był tak odlegly , ze zdecydowałam się go zrobić prywatnie. I co się okazało ? Otóż do wyznaczonego terminu to ja bym juz kwiatki od spodu wąchała !
    Ta nasza służba zdrowia woła o pomstę do nieba . Bo tak naprawdę nie powinno być.
    Mam nadzieję, że Eliza nie zrazi się do dentystów /ortodontow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety o terminach na rezonans/tomograf słyszałam... a przecież to badania,które mogą właśnie ratować czyjeś życie!!! Bo ten aparat, to już pal licho, no i za 1,5roku też spełni swoje zadanie, ale taki rezonans?? Słów brakuje, książki można by pisać. A składki mojego męża to już naprawdę idą nie wiadomo gdzie, bo przez nasza rozmaite doświadczenia z lekarzami, w ogóle z Dziewczynami nie chodzimy państwowo. Poza szczepieniami i bilansami.

      Usuń
    2. Ja w 8. miesiącu ciąży dostałam skierowanie na usg w przychodni i co? Dostałam termin na październik, podczas, gdy młody miał urodzić się w połowie sierpnia xD

      Usuń
  6. O rany 1,5 roku na aparat?! Toż to rozbój w biały dzień!
    Co do co-miesięcznych wizyt-są one konieczne po to, by odpowiednio ortodonta "naciągał"aparat.Nosiałam aparat w '99 roku, jako chyba jedyna w moim mieście-co niektórzy myśleli, że mam taką modną biżuterię na zębach:))
    Teraz to Marzena ROGALSKA nosi dumnie aparat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to myślałam, że to zwyczajne naciąganie z tymi comiesięcznymi wizytami, ale dobrze, że to sprostowałyście.
      No widzisz, jaką byłaś pionierką :) A teraz przynajmniej masz tą kwestię za sobą :)

      Usuń
  7. Ja juz nie licze na Panstwowe wizyty...

    OdpowiedzUsuń
  8. sama nosiłam aparat i co do miesięcznych kontroli niestety zgodzę się z lekarzami - aparat trzeba regulować, a postępy po miesiącu są widoczne, szczególnie u małego dziecka, bo szczęka szybko się zmienia. na twoim miejscu poczekałabym na fundusz, za połtora roku nie będzie tragedii z aparatem, moja kolezanka nosila jak miala prawie 30 lat i wystarczylo 8 miesiecy noszenia. powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze poznać opinię użytkownika aparatu :) Myślałam, że to naciąganie na kasę po prostu. No zobaczymy jak to będzie z tym naszym aparatem, bo Eliza aż taka super chętna nie jest, więc wolałabym, żeby jak najkrócej musiała go nosić.

      Usuń
    2. Noszę aparat od roku (jestem dorosła ;-)
      To nieprawdopodobne, ale zęby się przesuwają!!!
      Tu się pojawi szpara, tam zniknie.
      Co miesiąc stawiam się na wizyty (prywatne) - co miesiąc jest co przy tych zębach robić - ten drut trzeba podkręcić, a tamten poluzować, teraz założymy dodatkowe gumki ściągające, a innym razem zdejmiemy.
      Wszystko idzie zgodnie z zamierzeniami ortodontki.
      Kasa też idzie ...
      Ale przynajmniej wiem, że nie opłacam dodatkowo pań recepcjonistek i pielęgniarek - moja ortodontka ma gabinet, który w całości obsługuje sama (ale przyjmuje tylko raz w tygodniu).

      Swoją córkę też pokazałam tej ortodontce (tzn. jej uzębienie).
      Obejrzała bezpłatnie przy okazji mojej wizyty!
      (To ważne, bo pierwsza ortodontka za zajrzenie do mojej buzi i konsultację wzięła 70 zł (pierwsza wizyta - chciałam w ogóle dowiedzieć się, czy muszę nosić aparat i jak to będzie wyglądało),
      za samo zajrzenie do buzi córki też 70 zł (samo zajrzenie! trwało może 1,5 minuty!).

      Wracając do mojej "stałej" ortodontki i jej oglądania zębów mojej córki:
      też kazała najpierw czekać - na górne dwójki córki.
      Drugi raz (gdy dwójki już się pojawiły) też obejrzała ją bezpłatnie (przy okazji mojej wizyty)!
      I powiedziała, że ruchomy aparat rzeczywiście by się przydał i zasugerowała, że jeśli mam możliwość zapisania córki na Fundusz (czy jak to się teraz nazywa), czyli na bezpłatne leczenie (córka ma prawie 9 lat), to żebym to zrobiła, a jak się nie uda w ciągu kilku miesięcy, to będziemy wtedy myśleć razem na tą sprawą!
      Mam do zaufanie do tej ortodontki!
      I na pewno nie mam wrażenia, że mnie naciąga!

      Ufff... alem się rozpisała ;-)
      Postów na własnym blogu nie piszę aż tak długich ;-)

      Pozdrawiam :-)
      Buba

      Usuń
  9. Dziwne, Pietruszka ma aparacik od 5 urodzin i jak zaczynał go nosić to nie miał ani jednego stałego zęba. Niedawno, po roku noszenia, wypadły mu 2 pierwsze jedynki. Szóstki jeszcze się w pełni nie wyrżnęły, ortodontka mówi, że jak się wyrżną to do aparaciku trzeba będzie dodać dodatkową klamrę.

    Na wizyty co miesiąc to chodzilismy 2-3 razy, potem już co 2-3 miesiące. I faktycznie, ortodontka zawsze coś tam w aparaciku zmienia, odgina itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, z tymi wizytami, że faktycznie są konieczne. Przynajmniej na początku, bo myślałam, że to zwykłe naciąganie i że to za krótki czas, żeby coś tam się zdążyło ruszyć.
      U nas przy mleczakach aparat nie był jeszcze potrzebny, i wtedy w sumie nie zanosiło się na to, że będzie. Ząbki były szeroko rozstawione. A tak jak lekarze innych specjalizacji, tak pewnie ortodonci też "wyznają" różne szkoły, z tymi aparatami... Pozdrawiam

      Usuń
  10. My byliśmy u ortodonty w środę. Na razie kazali zrobić młodemu zdjęcie rtg pantomograficzne, a w poniedziałek idziemy po opis. Póki co młodemu wychodzą stałe górne dwójki, więc wizytę kontrolną mamy za pół roku i wtedy dowiemy się co z aparatem (nosić będzie na pewno, pytanie od kiedy).

    OdpowiedzUsuń
  11. Ehhh marzę o tym, żeby Seba odziedziczył zgryz po ojcu. Jako jedną z niewielu rzeczy oczywiście :P Sama nanosiłam się aparatu, kosztowało mnie to tyle, że spokojnie odłożyłabym na lepszy samochód niż ten którym jeżdżę, a efekt? Efekt jest taki, że jest odrobinę lepiej niż było przed. ODROBINĘ. Fakt, sporo w tym mojej winy, bo przestałam nosić aparat retencyjny w ciąży - spać przez niego nie mogłam - i już nigdy do niego nie wróciłam. Jedno co Ci mogę poradzić, to nie odpuszczać. Zróbcie jej te zęby, póki jest mała, bo potem będzie tylko gorzej :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Typowa z ciebie "matka polka" - urodzic dzieci a potem wszystko na socjal, sorry na fundusz! Dzieci to wydatki, a ortodoncja to droga dziedzina stomatologii, wiec nie narzekaj, za za wizyte kontrolna u specjalisty, ktory nie uzywa slow na "K" w przeciwienstwie do ciebie placisz 12,5 euro!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielokrotnie wypowiedziane słowa na k, to mi się ciśnie na usta, jak widzę takie inteligentne anonimowe komentarze. Usiądzie taki cymbał przed laptopem i uważa, że po jednym poście ma prawo osądzać mnie jaką jestem matką. Poście, przeczytanym jak widać bez zrozumienia, ale to też typowe dla anonimków, bez imienia.

      Usuń
  13. No jak trzeba, to lepiej od małego, niż wogóle.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!