Mama2c

Mama2c

środa, 18 września 2013

18-ty września wczoraj i dziś...

7lat temu, 18-go września świeciło piękne słońce. Tak piękne i ciepłe, że omal nie ugotowaliśmy naszej małej Córeczki podczas Jej pierwszej podróży autem.
Tak, dokładnie 7lat temu, po jedenastodniowym pobycie w szpitalu, wyszłyśmy w końcu do domu. Kobiety przychodziły, rodziły i... wychodziły. A my? Leżałyśmy, leżałyśmy i leżałyśmy... Bardzo silna żółtaczka... Po tych prawie dwóch tygodniach wypuścili nas mimo nadal podwyższonej bilirubiny, chyba zwyczajnie nie mieli serca nas już dłużej męczyć, licząc po cichu na to, że w domu szybciej to wszystko się unormuje. To słońce, które towarzyszyło nam wtedy podczas jazdy, wzięłam za dobrą wróżbę na naszą nową drogę-drogę we troje. Jak się wkrótce okazało, kłopoty miały dopiero nadejść i wywrócić to nasze nowe życie do góry nogami. Już nie obiecuję, że kiedyś o tym napiszę... Może mi się uda, a może nie...

A dziś... Dziś jest dziwny dzień. Myślę o tym co było 7lat temu, pamiętam pierwsze karmienie w domu, kiedy odkryłam jak bardzo przyzwyczaiłyśmy się obie z Elizką do szpitalnego łóżka, pamiętam pierwszą noc, pierwszą kąpiel... To coś, czego się nie zapomina.

Walczyłam cały dzień z katarem u obu Dziewczyn, bo moje wczorajsze "ufff" odnośnie rzekomo zażegnanego kataru Lilki, okazało się mocno przedwczesne. Więc nie wiem co to wczoraj było? Może cisza przed kataralną burzą w małym nosku? W każdym razie wygląda to na razie nieciekawie- nasilony katar, kichanie i pokasływanie. Posiłkujemy się inhalacjami u Jednej i Drugiej, wodą morską do nosów obu, i maścią majerankową, którą Lila chciałaby zjeść, a Eliza mówi, że to obrzydliwe :) Dzisiaj po południu, kiedy katar mocno się u Małej nasilił, przy czynnościach pielęgnacyjnych pomagał tata (doszedł już do siebie :)). Za to przeraża mnie myśl o jutrzejszym dniu. Któraś chętna do asystowania podczas walki wręcz z nosem, Fridą i wierzgającą się Lilką? Zapraszamy serdecznie... Czyścić Lilce nosa, to jak jakby iść na wojnę. I ja na tą wojnę pójdę pewnie jutro nie raz... Na szczęście katar nie powstrzymał dziś Lilki przed dobrą zabawą i po raz kolejny sama zaangażowała zabawę w ganianego na czworaka :) Wyjątkowo nie ganiał się tata, tylko my z Elizą. No i nasz mały Zasmarkaniec postawił dziś samodzielnie kilka mini kroczków!!! Tak sobie tylko myślę, jeśli Ona teraz nie daje mi już usiąść na chwilę, to co będzie jak zacznie chodzić na dobre...

22 komentarze:

  1. Olka ma takie baterie w sobie, że kosmos. Przeczytałam w jednej książce że jakby dorosły robił to co małe dziecko to umarłby z wysiłku ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, to jest absolutnie możliwe, ja czasami od patrzenia na Nie, jestem już zmęczona :)

      Usuń
  2. Zdrówka dla Lilci . A dla Ciebie sił .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jedno i drugie na wagę złota. Dziękuję Kochana!

      Usuń
  3. Tsa... Tymon zaczyna się rzucać i wierzgać jak tylko usłyszy słowo frida.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nagram Małą podczas czyszczenia nosa, bo to co Ona mi funduje, to przechodzi ludzkie pojęcie.

      Usuń
  4. My właśnie wychodzimy ze smarków, albo tak jak u Ciebie tylko mi się tak wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nie, bo ten katar to coś potwornego :( Zdrówka!

      Usuń
  5. U nas jak na razie Frida powoduje uśmiech na twarzy *tak, tak kupiona została*.
    Co do gotowania dziecka w samochodzie, to Alka ze szpitala też w genialnych temperaturach wieźliśmy ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My wtedy mieliśmy auto bez klimy, a jako "troskliwi" rodzice ubraliśmy Małą stosownie ciepło :)

      Usuń
    2. U nas klima jest, ale do zrobienia xD

      Usuń
  6. Hehe będzie to, co u nas. W końcu i tak siądziesz i zrezygnowanym wzrokiem będziesz się przyglądać, jak mały Tajfun zmiata wszystko, co stoi na jego drodze...i w zasięgu małych rączek :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, ja już tak robię :) Więc się pytam-co to będzie później :)

      Usuń
  7. Brawo dla Lili! Spryciula!
    Mialam szczescie, ze Bi w niemowlectwie katar zlapala raptem 3 razy i nigdy nie byl za mocny. Po parokrotnych probach czyszczenia jej noska, poddalam sie. Darla sie i ryczala, w rezultacie produkujac wiecej niz udawalo mi sie wyssac. Od tamtego czasu po prostu wycieram to, co samo wyplynie (teraz juz sama troche dmucha) i kladlam jej glowe wyzej do snu, zeby wydzielina wyciekala zamiast splywac glebiej. Z Nikiem chyba przyjme ta sama taktyke. Katar mial narazie raz i z czyszczeniem bylo to samo - syzyfowa praca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila też do tej pory miała 2razy lekki, ale teraz to powiem Ci, że jest po prostu rzeźnia. Nie mam już siły. Też Ją układamy wyżej, bo inaczej po 20minutach wstaje z rykiem, bo już nos zapchany :(

      Usuń
  8. Siedem lat emu upał, dziesięć też a teraz pooda bardziej listopadowa niż wrześniowa.
    A czym inhalujesz towarszystwo?
    Z fridą to współczuję, bo u nas jest tak, że jak czyszczę nos Patrycji to Pole leży luż obok gotowa do akcji.
    No a Lilcia to prawdziwa spryciula i pewnie zaraz pogna do rzodu nie oglądając się na swoich maleńkich nóżkach. Gratulujemy, no i super że mąż już na właściwym torze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką "mgiełkę solankową" tam u góry na butelce jest napis "Zabłocka", może poszukaj w necie, ale jak katarek dopiero się zaczyna, to można samą zwykłą solą fizjologiczną, wlewasz do inhalatora około 3ml tej soli. No to masz super z Polą, ja z Elizą też nie miałam problemów, ale przy Lilce to mam wrażenie, że oszaleję, w dosłownym tego słowa znaczeniu... Dziś prosiłam o pomoc koleżankę, bo Mała się zalewała glutami, ale wyczyścić sobie nie dała, a mi rąk brakowało, żeby skrępować Jej rączki i nóżki. Makabra jednym słowem.

      Usuń
    2. Ja na Miłka mam sposób siłowy :( innego nie ma :( Kładę go na łóżku, nogi wkładam między swoją pachę, ręce blokuję zgięciem ręki jednej, bo drugi zgięcie podtrzymuje szyje i głowę i kupa płaczu, ale glutów nie ma...

      Usuń
    3. Dzięki.
      U nas za to była taka masakra przy obcinaniu paznokci. Robiłam to na siłę a Pola darła się jakbm ją kroiła i soliła.

      Usuń
  9. Jak to jest, że zapamiętujemy pogodę, słońce, wiatr pewnych dni? Takie nasze wyznaczniki wspomnień, tego co mimo, że ulotne to nasze :*

    5 lat temu szykowałam się do najważniejszego dnia w moim życiu... pogoda była pewna i piękna, a ja miałam wrażenie, że robię to na siłę, że mogę żałować.
    Dziś pogoda jest niepewna, a ja wiem, że nie żałuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ehh.. ciężkie wspomniania Martuś... Data bardzo ważna, bo było można złapać świeży oddech z dala od szpitalnego łóżka. Było ciężko, ale teraz jest cuuudownie :) Trzeba przejść trudności, żeby docenić szczęście :) Ohhh jakie ja mądre rzeczy pisze.. jeszcze, żeby to było łatwo wdrożyć w życie ;/

    Katarku nie zazdroszczę... ale w końcu przejdzie.
    U mnie Kubuś już podczas przewijania szaleje. Zdejmę mokrą pieluchę to już jest dwa kroki ode mnie... przekładam go, podkładam czystą pieluszkę i .. już jest na brzuchu. Zapinam pieluszkę, zakładam spodnie, a tu pieluszkowe rzepy odpięte hahahaha

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!