Mama2c

Mama2c

sobota, 14 września 2013

Być mężczyzną jeden dzień...

A dziś gorzkie żale, bez przymrużenia oka, i sto procent serio...

Oczywiście, za nic w świecie nie oddałabym mężczyznom chodzenia w ciąży i porodu, ale... Ale bardzo chętnie oddałabym Im czasami te wszystkie troski, których Oni nigdy nie doświadczą w takim stopniu jak my... I ja oczywiście wiem i rozumiem, że tak jest świat urządzony, że tak było, jest i będzie...
Tylko, że dziś przelała się moja domowa czara goryczy.
Mój wielmożny małżonek od października zaczyna swoje sędziowskie wyjazdy. Z tej okazji najpierw musiał jak co roku zdać egzaminy (tym razem innowacyjnie testy rozwiązywał w domu, na laptopie, ale to nie zwalniało nikogo z wyjazdu do Warszawy) i to było w pierwszy weekend września, a wczoraj pojechał na szkolenie regionalne, jak ja bym to nazwała, bo pewnie mi mówił jak to się oficjalnie nazywa, ale taka ze mnie zła żona, że już zapomniałam. Mało tego- zapomniałam nawet gdzie to szkolenie było :) Wiem tylko, że jechali 2godziny...
Muszę przyznać, że "uwielbiam" te Jego wszystkie szkolenia, czy to z pracy, czy z sędziowania. Bo mój szanowny mąż i Jego koledzy szkolą się tak, że hej. A nawet lepiej... Czasami ogrom tej zdobytej wiedzy jest tak wielki, że musi się wydostać na zewnątrz i upłynnić w naszej toalecie, co by się nie odbijał przypadkiem czkawką dnia następnego...
Oczywiście to, że mój mąż i Jego koledzy zachowują się na każdym jednym wyjeździe jak banda małolatów, którzy właśnie co zerwali się z rodzicielskiego łańcucha i muszą to wykorzystać do granic możliwości, nie czyni z Niego złego Taty. Co to, to nie. Nie mniej jednak na mnie działa jak płachta na byka. I jak nazwać sytuację, kiedy po tych cholernych egzaminach w Wawie dałam wyraz swojego niezadowolenia po powrocie mocno "wczorajszego" małżonka, a dziś jaśnie pan przyjeżdża w identycznym stanie? Tupet? Złośliwość? Czy żenada? Tak, żenada-jeśli to czytasz, to właśnie tylko to słowo przychodzi mi na myśl.
Lila ma ostatnio ciężkie dni- ząbkowanie, katar i brak apetytu. Tyle tylko, że problemy z jedzeniem pojawiły się przed katarem, więc nie łączę tego ze sobą. Najpierw nie chciała jeść zup (i nadal nie chce), a dziś już nawet wieczornej kaszy... Nie muszę pisać, że moja załamka gotowa, i od paru dni znowu jestem mocno podłamana tym wszystkim. I w związku z tym, widok mojego męża, kiedy dziś wrócił po prostu mnie dobił. Naprawdę fajnie, że chociaż On się dobrze bawił. Oczywiście, za 3dni powie mi, że On przecież myślał o nas. No tak, tak- miedzy jednym piwem, albo kielichem, a drugim... Wdzięczna jestem niesłychanie za takie duchowe wsparcie, od razu mi lepiej.
Tak- zazdroszczę Im. Że tak cudownie udaje Im się nie łączyć spraw domowych z prywatnymi, zawodowymi i każdymi innymi. Chciałabym też tak potrafić. Chciałabym wyjechać co dwa tygodnie z kumpelami i zalać się w trupa. I teraz pytanie ze sto punktów- czy to byłoby normalne, czy karygodne? Bo przecież jak facet wyjedzie i się zresetuje to jest ok, ale kobieta? Nie no, tu już byłby lincz totalny. Pomijając kaca rzeczywistego po takim upodleniu się do granic możliwości, kac moralny byłby po stokroć gorszy... Może nawet nie do przeżycia...
Mój mąż ma to szczęście, że wie, że prędzej dostanę zawału w tym domu, martwiąc się albo o jedną, albo o drugą Córkę, niż się spakuję i pojadę w cholerę, więc może pracować, sędziować, szkolić się spokojnie...

No to sobie ulżyłam. Post bez ładu i składu, może nawet bez sensu, chyba jeden z bardziej impulsywnych w historii bloga. I oczywiście fakt, że mam okres nie ma nic wspólnego z tym, że zastanawiam się, nad wszystkimi czynami popełnionymi przez kobiety w afekcie :)

12 komentarzy:

  1. kurde no tak to jest. Moj raz wrocil o 7 rano i prawie go zabilam, a ja jak jestem gdzies z kolezankami co sie zadrza raz na 10 lat to juz o 24 mam wyrzuty sumienia i wracam.ehhhh my baby :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest na to jedna rada - poluzować trochę pępowinę i zacząć wycieczki bez dzieci. Tata to takie sprytne stworzenie,ze da sobie radę z dziećmi. Ba, bedą przy nim sto razy spokojniejsze niż przy mamie. Oczywiście serce matki nie przestanie drżeć, ale z biegiem czasu powstanie zaufanie do męża jako opiekuna, a dodatkowo uzdrowi się atmosfera, ba świat będzie sprawiedliwszy...

    Wiem, łatwo mówić. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ńo szlag by mnie trafił na to więc Ci się nie dziwię i pszę to nie uważając, że u mne jest idealnie. Ostatnio doszłam do wniosku, że mój mąż najlepiej relasuje się bez dzieci, no a ja nie potrafię, bo albo tęsknię, albo się zamartwiam czy wszystko u nich dobrze. Chyba tak to już z nami jest.
    A z ostatnich perełek mojego męża to ta, że nie zdążył na kąpanie dzieci, bo przyjechał zatłoczony autobus no i nie wsiadł bo by musiał stać. Jakeś pytana? :) Czy matka by tak zrobiła czy na łeb na szyję leciałaby do rodziny?

    OdpowiedzUsuń
  4. Oni faktycznie potrafią się resetować. My mamy do wyboru: relaks z dziećmi, czyli takie samo umęczenie fizyczne, tylko w innym miejscu albo relaks bez dzieci, czyli umęczenie mentalne ;)
    Mimo wszystko nie będę oryginalna i zaproponuję wypad z koleżankami. Taki na cały weekend, z nocowaniem, najlepiej w środku ząbkowania :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to... a u nas dopiero początki przecież. Choć ostatnio coś mężul przystopował, bo po jedenj takiej wyprawie mały przestał go akceptować jako kogoś kto może go nosić i tulić, dopiero teraz po chyba 2 tygodniach mały zaczął zauważać tatę tak jak przedtem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak nazwać sytuację kiedy facet po jednej awanturze dostarcza identycznego tematu na następną awanturę ? @#$$%%^ !!!!
    Znam trochę środowisko sędziowskie . Mój bardzo dobry kumpel jest sędzią . Na co dzień świetny chłopak, bardzo dobry Przyjaciel, mega ambitny , pracowity , kulturalny ...
    A po meczu, zgrupowaniu ... Ani raz nie wrócił w "normalnym " stanie ! Zawsze jest Nefretete na dnie . Zawsze . Takie to środowisko .
    Wiem jakie to jest przykre i jak to boli . Bo dla ciebie On wtedy zapomina o Tobie, Dziewczynkach , rodzinie , domu .
    Ale tak naprawdę nie jest .
    Nie będę bronić Twojego męża = to nie o to chodzi . Jestem tylko święcie przekonana , że nie do końca rozumie co Ty czujesz i jak odbierasz Jego zachowanie . Tylko, że jak mu zrobisz awanturę zaraz po powrocie do domu to to nic nie da . Zepsuje atmosferę w domu przynajmniej na cały dzień, ale nic nie zmieni w Jego przyszłym zachowaniu .
    Ja naprawdę wiem jak to jest jak Chłop narąbany wraca do domu . I wiem jakie to są emocje w Kobiecie . I choć to bez sensu nie da się nie zrobić awantury . Bo to jest silniejsze od nas . Bo nerwy trzeba jakos ukoić .
    To co u mnie zadziałało to powrót do tematu na spokojnie .
    Na spokojnie , bez krzyku np. wieczorem przy stole . I wtedy nawet ze łzami w oczach, ale bardzo spokojnie powiedz mu, co czujesz . Że w takich momentach czujesz się nieważna, że jest Ci przykro , że koledzy i wódka są dla Niego ważniejsi ...

    Dowiesz się wówczas jak faceci całkiem inaczej patrzą na wszystko . Jak sobie komplentnie nie zdają sprawy z tego co czuje Kobieta w danym momencie . I uwierz mi , że Mąż Twój bardziej zapamięta Twoje łzy i smutek w głosie niż poranną awanturę .

    Dlaczego o tym piszę ? To jedyna metoda, która u mnie zadziałała. A stosowałam już chyba wszystko - od awantur, poprzeć ciche dni , po wyprowadzki z domu ...


    Ściskam Cię mocno . Wiem jak Ci jest dzisiaj źle.
    Tylko nie daj sobie wmówić , że Ty jesteś ta zła, która nie zasługuje nawet na spokojną niedzielę itd. Bo nie jesteś "TĄ" złą i nie dlatego znowu Twój Slubny "olał" Twoje prośby /grożby
    Faceci po prostu nigdy w pełni nie zrozumieją co czują Kobiety . I wiem, że Twój Mąż nie zrobił tego, żeby Cie skrzywdzić , jakoś Ci dokopać , czy zepsuć weekend.
    To po prostu tylko Facet . A Faceci to czasem takie Głąby , że głowa mała...

    OdpowiedzUsuń
  7. też wkurzają mnie takie akcje. u nas nie ma wyjazdów na szkolenia, ale co dzień, co wieczór prawie jest coś do załatwienia, ktoś do spotkania się - a ja siedzę w domu i marzę o tym by ktoś choć na chwilę mnie wyręczył. i tez mam myśli żeby czasem wyjść i się zalać, ale tak jak piszesz, wyrzuty sumienia byłyby za duże...

    OdpowiedzUsuń
  8. ah te chłópy......

    ja przez 8 godzin w robocie jestem męzczyzną..... i z całym szacunkiem........ robię z samymi chłópami......i patrzac na mich myslę że mam więcej testosteronu niż cała moja mziana razem wziąta.


    to są takie dupy.... uważają się za super samców.....a to my mamy co miesiąc okres rodzimy nosimy ciąże.....a oni stękają jak w kilbu mają zparcie i jak im to jesty ciężko.....

    w większości ( nie wszyscy) to cieniasy dupy i głąby ktoś tu dobrzep owiedzial.....


    a to na nas mówią słaba płeć.

    mój maz chetnie pomaga, chetnie zostaje z dziećmi, zreszta musi to ogarniac bo oboje na zmiany jestesmy samotnymi rodzicami, wiec doskonale zdaje sobie sprawe jak czasem bywa ciężko......

    ale generalnie zdanie na temat facetów mam takie jakuie mamy...... jesu.. oni nawet plotkiowac i obrabiać dupy potrafia lepiej jak niejedna kumoszka ka targu;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba wywołałaś wilka z lasu ;) bo każda z nas może poszczycić się podobnymi historiami... Mnie też bardzo denerwuje i doskwiera pozycja mężczyzn, która w stosunku do naszej jest naprawdę niezła. A oni docenić to co mają umieją tylko wtedy, gdy to stracą. Żeby to tak można było zniknąć na parę dni. Jak się nie ma dzieci to można sobie jakąś wyprawę zorganizować, ale z dziećmi... Zobaczymy jak to będzie u mnie jak się mała urodzi...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ehh... Martuś doskonale Cie rozumiem... Żadna z Nas nie chciałaby widzieć męża/partnera zadowolonego (w sensie podpitego) wracającego z kolejnego cuuudnie udanego szkolenia podczas gdy my wypruwamy z siebie ostatnie poty, stając na głowie, żeby podstawowe rzeczy (czyli rodzina - czyli maluszki) były zrobione. A już na bank nie powinien się dziwić, że jesteś zła na to.
    I dołączam do Ciebie z tą zazdrością. Ja też im zazdroszczę, że godzą "obowiazki domowe" z zawodowymi. My prędzie zrezygnujemy z pracy, zeby być z nimi w domu. Tak wiem.. ktoś musi zarabiać, ale bez przesady. Oni pracują, ale i my pracujemy w domu nad "ich" dziećmi, z dziećmi, sprzątamy, gotujemy itd. Bywają i tacy, którzy z pracy przychodzą padnięci więc dzieckiem też się nie zajmą... wiec siedź z nimi do końca dnia i ciesz się, ze w końcu zasną. Ty wypluta idziesz w końcu do łóżka, ostatkiem sił kładziesz w końcu... a on chce sie kochać hahahahahahhaha i awantura hahahahahah. Tak bywaja i tacy hahaha Niestety. Na szczęście nie piszę tu o swoim przypadku, bo chyba bym prędziej na balkonie spała hahah
    Ale wiesz w moim przypadku to własnie ja siedze w domu... a ten który powinien albo mógłby ze mną siedzieć to albo na kajakach albo na desce albo z kumplami albo grill albo praca albo coś tam... więc ZAZDROSZCZĘ facetom ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja moge powiedziec tylko tyle...skad ja to znac?

    OdpowiedzUsuń
  12. I znowu się uśmiałam. Zwłaszcza, że przeczytałam to w idealnym momencie - wczoraj wróciłam z integracji firmowej, na której , tak jak i Twój mąż - myślałam o Sebciu między pięćdziesiątką a browarem , na której zachowywałam się jak 20latka zerwana ze smyczy i z której wróciłam w stanie chyba jeszcze lekko wskazującym ;)
    Także jakoś dzisiaj więcej mam dla męża zrozumienia, niż dla Ciebie :P I jedno, co Ci mogę polecić - to wyrównanie rachunków w formie identycznego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!