Mama2c

Mama2c

czwartek, 5 września 2013

Nie wierzę!

Różne tytuły posta chodziły mi po głowie, ale ten jest adekwatny do każdej sytuacji, którą chcę dziś opisać...
Gotowe?

O tym, że nie wierzę, że tak mało czasu mi na wszystko zostało, pisać chyba nie muszę :) W każdym razie dzisiaj rano dałam sobie porządnego mentalnego kopa, zapowiedziałam sama sobie, że oto koniec mazania, rozpaczania i ściemniania- urodziny Córki Starszej i chrzest Córki Młodszej to nie pora, żeby sobie pozwalać na takie rozmemłanie. Zabrałam się od rana do roboty i nieskromnie mówiąc-uwinęłam się sprawnie z większością rzeczy, które zaplanowałam na dzisiaj. Przy myciu okien przeszłam już samą siebie, bo jedyna myśl, jaka kiełkowała mi w głowie, brzmiała następująco: "Dlaczego, do cholery, tak rzadko myję te okna, skoro wystarczy na to tylko 15-20minut..." Chyba już wiem dlaczego. Bo gdybym myła je częściej niż to robię, to nie byłoby takiego porażająco-powalającego efektu, kiedy ze smug, z zacieków, z jakiś bliżej niezidentyfikowanych śladów (nie chcę nawet dochodzić co to mogło być!) wyłania się obraz tak krystalicznie czysty, że niemal widzę, czy sąsiadka z góry ma jakieś nowe kurze łapki pod oczami... Co to byłaby za satysfakcja, gdybym umyła okna raz w miesiącu... Żadna :)

Jesteśmy też po zakupach. Torty oficjalnie zamówione. Co prawda był to pierwszy punkt w naszym dzisiejszym programie wypadu na miasto i muszę przyznać, że już w tej cukierni opadłam z sił, a to był dopiero początek... Zamawiałyście kiedyś trzy torty na raz? Najpierw musiałam przebrnąć przez jakieś dwadzieścia smaków kremów, po czym przyszło do wybierania dekoracji na każdy tort. Ja pier.... Albo się starzeję, albo hormony mi fiksują i odzywa się we mnie pierwiastek męski, ale miałam ochotę ryknąć w którymś momencie, że guzik mnie obchodzi czy galaretka jest w środku, po bokach, czy na górze... Niech zrobią, jak zrobią i też będzie dobrze... Przysięgam- koszmar jakiś. Jakbym teraz miała powtórzyć, który tort ile ma ważyć, w jakim kolorze ma mieć dekorację i jakim napisem ma być zwieńczony- zabijcie mnie- nic nie pamiętam.


Tak jak pisałam, małżonek mój ma wolne. Wolne wzięte po to, żebym ja mogła posprzątać. Wolne, żeby zajął się Lilą, bo wiadomo-przy Małej nic nie można zrobić. Nadmienię tylko, że nasza Lilcia to Dziecko, które śpi jak mysz pod miotłą, więc podczas Jej drzemki nie można nic zrobić. Naprawdę nic, bo Lilę obudzić może dosłownie wszystko...  I dodam jeszcze, że męża wkład w nasze domowe porządki, wymuszony przeze mnie, niestety nie dochodzący często do skutku, to umycie łazienki. No błagam- tyle chyba może facet zrobić... No i dzisiaj rano, kiedy ja się uwijałam prawie, że w podskokach, mąż zajmował się Lilą. Tuż przed Jej drzemką przychodzi do mnie i mi oświadcza tak: "Jak Lila wstanie, to się Nią zajmiesz, a ja umyję łazienkę." Ja! Ja zajmę się Lilą, żeby On mógł umyć łazienkę. No k... Bo dodać jeszcze muszę, że nie nie nie, nie mamy łazienki rozmiarów godnej posiadłości  Caringtonów, czy choćby naszych rodzimych państwa Lubiczów... W naszej toalecie istnieje realna groźba nabawienia się klaustrofobii, w łazience już tak źle nie jest, ale sprzątania jest tam równie mało co w kibelku. I ja mam się zająć Małą, żeby On mógł sobie na spokojnie sprzątnąć. No dobre sobie!!!!!! Pozwolicie, że dosłownie mojej odpowiedzi na ten absurdalny pomysł nie przytoczę, ale powiedziałam dobitnie co myślę :) Żart roku po prostu! Nie wierzę, tylko facet mógł wpaść na coś takiego. Pomogłam mu dojrzeć do decyzji, że wieczorem pół godziny mu w zupełności wystarczy na gruntowne kibelkowo-łazienkowe porządki. Nie protestował...

A teraz coś, w co już naprawdę nie wierzę...
Pamiętacie jak pisałam jakiś czas temu, że Eliza wpadła na pomysł, że muszę Jej kupić stanik? I dziś, tak właśnie dziś- kupiłyśmy razem Jej pierwszy stanik. Chlip, chlip, chlip... Nie mogę się pozbierać. Na dwa dni przed Jej 7-mi urodzinami mam wrażenie, że Dziecko moje dało nie krok, ale susa do dorosłości.
Weszłyśmy do Pepco, bo przegląd obrusów w domu nie pozostawił wątpliwości- nie mamy żadnego, który nie nosiłby śladów poprzednich imprez/uroczystości. Pepco to jedyny sklep, który przyszedł mi na myśl. A w Pepco jak wiadomo- 1001 drobiazgów-ubrania, zabawki, "biżuteria" etc... Eliza po szybkim przejrzeniu zabawek, nagle stanęła przede mną z NIM. Był niebieski, nie Jej rozmiar, na szczęście sportowy, ale to i tak nie uratowało mnie przed wielkim, głębokim jak studnia dołem... I nie było zmiłuj, wyszłyśmy już z nim ze sklepu, nawet nie wiem ile mnie kosztował ten Jej sus w dorosłość... w takim byłam szoku. A w domu? W domu radość wielka, mierzenie, chwalenie się Babci, już tylko czekałam, aż wyskoczy w tym staniku na balkon... No i już mi Dziecko zapowiedziało, że jutro zakłada go do szkoły... Koniec świata. Boże! Ja chcę z powrotem moją małą Dziewczynkę. Dobrze, że jest Lila. Inaczej chyba ubzdryngoliłabym się dziś do nieprzytomności...

Dziewczyny! Dziękuję za Wasze komentarze, wszystko czytam, ale czasu jak na razie brak...
Zapomniałam napisać, że powoli zaczynam się tym wszystkim stresować :( Trzymajcie kciuki.

13 komentarzy:

  1. Ojej przerażasz mnie takimi hucznymi imprezami!!! Może jak mój synek podrośnie już nie będzie trzeba organizować takich przyjęć??? a tylko msza w kościele, potem życzenia i do domu... Wiem, bredzę to nie jest możliwe, by coś się zmieniło na lepsze, a ja tak bardzo nie lubię takich przyjęć:( Co innego Święta, ale to nie przyjęcie:)i wówczas wszyscy przyjeżdżaja i dużo pomagają i jest tak inaczej... Nie wiem, czy Cie tym pocieszę, ale mój mąż zachowałby się podobnie lub nawet tak samo, jak Twój:))). Fakt, chętnie zajmuje się synkiem, więc i to dobre - tak czasami myślę:))))
    Napiszę jeszcze jedno, nie stresuj się, bo tylko Tobie to szkodzi i nikomu innemu:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Stanik dla 7-latki??? Te dzisiejsze dzieci... :)

    Jak czytam podobne posty to ciesze sie, ze nie mamy tu praktycznie zadnej rodziny (bo co to sa dwie osoby), a i znajomych jak narazie zbyt wielu sie nie dorobilismy. Nie musze sie wiec martwic takimi imprezami. Zacznie sie jak dzieci pojda do szkoly i nazbieraja kolegow na przyjecia urodzinowe Ale w koncu od czegos sa te sale zabaw... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehhhh rośnie to nasze kwiecie w tempie zastraszającym.
    W kwestii okien, to zawsze mam to samo, o czym piszesz. Pół roku się zbieram, po czym stwierdzam, że to naprawdę pestka, która nie zajmuje za wiele czasu, ale chociaż cieszy mnie ten spektakularny efekt :D

    OdpowiedzUsuń
  4. faceci... oni mają swój świat:) z moim tteż mam przechody o sprzątanie;) A córka rośnie jak na drożdzach! Staniczek! Już?:P

    OdpowiedzUsuń
  5. w wieku 7 lat juz sie nosi staniki!!!!! o mamo to u mnie juz za 4 lata!!!!! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! aco do imprez bedzie git!!! wierze w Ciebie

    p.s moj maz tez sprzata kibelek i lazienke :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tymi oknami to dobry argument :) We mnie też podczas zakupów czasem się męski pierwiastek odzywa... Wszystko będzie dobrze :) Impreza na pewno będzie przednia, a co do córeczki i jej dorastania to chyba już się z tym po prostu trzeba pogodzić...

    OdpowiedzUsuń
  7. 7 lat stanik :) Hm..

    Będzie wszystko dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. 7 lat i stanik? Ja swojego pierwszego dorobiłam się wieku 10 lat... Gdzie tu sprawiedliwość?
    A tak serio, to niezły sus w dorosłość.

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko to zes sie nasluchala i nawybierala przy tych tortach- szczerze to nie zazdroszcze. Ja jak mam jeden wybrac to juz mnie trafia a co dopiero trzy. Haha ja tez sie nie moglam doczekac swojego pierwszego stanika.

    OdpowiedzUsuń
  10. To fakt - teraz dzieci szybciej dorastają! Ani się obejrzę a już też będę kupować pierwszy stanik dla córki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Stanik sama z siostrą miałam w tym wieku :) Anie nie patrzyłam na to ze strony matki. U mej córy chyba też będzie on szybciej niż u innych dziewczynek...
    Przyjęcia takie rozumiem, bo sama takie urządzam, ale ja uwielbiam piec i sama piekę torty i ciasta :)
    Co do mężczyzn, to oni pozamieniali się na rozumy (tylko z czym ;p)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oh, te dzieci rosną. Moja córka ostatnio tez przyuważyła biustonosz mój i od razu jej się spodobał, po czym stwierdziła, że też chce mieć taki:)o la, la... te nasze córy, dorastają...:)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!