Mama2c

Mama2c

niedziela, 15 września 2013

Solidarność jaj(ników)

Dziewczyny! Dzięki za Wasze wszystkie komentarze, chwilowo nie mam siły i nastroju, żeby odpisać indywidualnie, ale naprawdę fajnie, że jesteście. Nie powiem, żeby było mi lepiej- bo z czego tu się cieszyć?! Że każda z nas może coś ciekawego w tym temacie dorzucić? No to powód do radości jednak nie jest... Ale jednocześnie uważam, że dobrze jest rozmawiać, posłuchać tego, co mają do powiedzenia inne Kobiety...

Co prawda nadal kipię ze złości, ale móc wyrzucić to z siebie- bezcenne. I dziś kipię tak w środku, bo wczoraj to całą sobą- w środku, na zewnątrz i po bokach...  aż mi chyba uszami ta para wściekłości buchała, a gdybym nadal miała woreczek żółciowy to zalałoby mnie po pas.

Tak jak Anetka przewidziała, dzień miałam-nazwijmy to po imieniu-do dupy. Nastały jakże znajome ciche dni, które oczywiście nic nie wnoszą i nic nie zmienią, ale chyba na chwilę obecną żadne z nas nie ma nic do powiedzenia... Bo z drugiej strony-co tu mówić? On uważa, że się nic takiego się nie stało. I w sumie-teoretycznie ma rację. No przecież nie przychodzi taki codziennie, nie chodził od ściany do ściany, teraz z pół roku takiej "akcji" nie urządzi... Wychodzi na to, że się czepiam.
Jednak na swój kobiecy sposób ja tak tego nie odbieram. Wiem doskonale, że mam rację i że mam prawo być zła. I nie chodzi przecież o to, że mam jakiegoś świra i nie pozwalam mężowi piwa wypić. Nie urwałam się z choinki i wiem co się dzieje na takich szkoleniach/integracjach itp. I ok, niech będę te wieczorne imprezy/grille. Ale właśnie-jeśli się na takim wyjeździe nocuje i wieczorem jest ten czas na zabalowanie, to czy naprawdę nie można dnia następnego ogarnąć się na tyle, żeby wrócić do domu w normalnym stanie?! Czy naprawdę za dużo w tym momencie wymagam? Czy trzeba jeszcze w aucie prowadzonym przez kolegę wypić ostatnie piwo/drinka? No dobra, bo znowu mi się ciśnienie podnosi.

A najbardziej to zła jestem chyba jednak na siebie!!!!! Bo im dłużej o tym myślę i czytam jeszcze raz komentarze Anety i Marty, i wszystkie pozostałe, to nachodzą mnie takie wnioski, że nic tylko otworzyć wino i wyć. Bo przecież to nie Ich wina, że Oni tak są skonstruowani. Czepiać się o naturę/biologię czy jak to w ogóle nazwać-bez sensu. To co jest siłą napędową kobiet-czyli ta miłość i wieź z Dzieckiem, jest jednocześnie naszą największą słabością. Bo oczywiście mężczyzna też kocha Dziecko, i wcale tej miłości nie umniejszam. Tylko, że Oni potrafią zachować w tej miłości zdrowy rozsądek, umiar i część siebie. My- niekoniecznie.

Pewnie niejedna z Was to przerabiała. Babcia zostaje z Dzieckiem, a Wy z Tatą Dziecka idziecie do kina/na kolacje/na piwo/na cokolwiek. Kto zaczyna mówić o Dziecku już przy wsiadaniu do auta pod domem/idąc na przystanek? Kto sprawdza co 15minut telefon? Tak, to są pytania retoryczne. Facet wie, że Dziecko jest pod dobrą opieką i nic mu nie będzie, bo nawet jeśli wstanie/zrobi kupę/zgłodnieje/dostanie gorączki to przecież Babcia temat ogarnie. I taki Facet będzie się w tym kinie/na kolacji/na piwie dobrze bawił, bo on już ma ten wewnętrzny spokój-Dziecko zostało w domu. Kobieta będzie natomiast każdą tą sytuację rozważała pod kątem "nie będzie mnie wtedy przy moim Dziecku". Dobra zabawa? Zapomnij.

No i tak na dobrą sprawę, to czy można mieć o to do Nich pretensje? Są po prostu inni, i tak jak napisała Marta- też Im zazdroszczę. Ba! Momentami mój mąż nawet nie wie jak bardzo.
Zazdroszczę umiejętności tego rozgraniczania. Bo przecież ząbkujące, przeziębione i nie jedzące Dziecko zostało w domu, a już 2godziny drogi od niego, jest "szkolenie" i nic poza tym. I teraz wyobraźmy sobie analogiczną sytuację-Lila ząbkuje, ma katar i nie je, a ja muszę wyjechać... Telefon do domu co godzinę, humor do dupy, zero zabawy- tego wszystkiego akurat jestem pewna na 300procent. Ale czy to jest wina mojego męża, albo każdego innego Faceta... Oczywiście, że nie.
Dzieci mają matki od tego, żeby się o Nie martwiły. Faceci mają żony/partnerki żeby martwiły się o Ich dzieci... tak to jest wszystko urządzone. Pozostaje skupić się na tym, co dobrego wynika z tego, że mama to mama i że mamy nikt nie zastąpi :) Bo inaczej to nic tylko powiesić się na suchej gałęzi.




21 komentarzy:

  1. Rozumiem :)
    Zaszalałaś Matko z tymi postami :*
    Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh.. Martuś... Dokładnie tak jak napisałaś... Oni potrafią to rozgraniczyć.. Chyba jak wychodzą za drzwi domu przekracza im się coś w głowie i są już nastawieni na coś innego (tak jak Twój mąż na szkolenie). Jakby dom, dzieci zostawił za sobą.
    Może nie każdy facet tak ma,ale chyba statystyczny Kowalski taki właśnie jest.
    My jako kobiety nie potrafimy zostawić problemów za sobą... W sumie nie dotyczy to tylko dzieci, ale prawie każdej płaszczyzny naszego życia. Ja nauczyłam się już nie przejmować rzeczami na które nie mam wpływu...ale do ideału jeszcze dużo mi brakuje. Będąc z dziećmi chcemy wyjść. Odpocząć. Zregenerować się, pozbierać myśli. Kiedy wychodzimy...myślami jesteśmy z dziećmi. Z jednej strony to naprawdę piękne, ale z drugiej... musimy gdzieś naładować akumulatory, żeby wrócić do dzieci z podwójną siłą :)
    Nie mam tu na myśli wyjazdu na dwudniowe szkolenie, ale wyjście właśnie do kina, na zakupy czy z koleżanką na kawę. Nie potrafimy odpoczywać.
    I wracajac jeszcze do poprzedniego postu... masz rację.. jak facet się urżnie to luzik... natomiast jeśli kobieta będzie pijana.. to nie tylko pomyślą lub powiedzą swoje... ale skomentują to jeszcze czymś w stylu "ale daje dzieciom przykład" (mimo,ze dzieci zostały daleko z rodziną)..albo "ale z niej matka"... Rzeczywistość.
    Buźka. Życzę Ci dużo siły i cierpliwości. Może i wg męża nic się nie stało...ale chyba powinien przeprosić.. a jak nie to na pewno przemyśleć i powiedzieć, ze to się więcej nie powtórzy... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chyba właśnie problem tej odmiennej konstrukcji, że Oni po prostu tak mogą i to nawet nie wynika z Ich złej wolo. Różnimy się i tyle. Co prawda te różnice uderzają najbardziej w nas, ale to już inna kwestia. Znam wszystko o czym piszesz, niestety.

      Usuń
  3. O nie kochana nie czepiasz się . Przecież Tobie nie chodzi o to , żeby Twój Mąż w ogóle nie pił, nigdzie nie wyjeżdżał, nie miał swoich pasji. Tu chodzi o umiar i odpowiedzialność . No tak - wystarczyłoby , żeby w drodze powrotnej odpuścił już to piwo czy dwa . Ot tyle i od razu wszystko wyglądałoby inaczej .

    A emocje i nerwy . Czasem lepiej przelać je na "papier" niż dusic w sobie . Bo nad nimi nie jest tak łatwo zapanować . Wszystko w środku buzuje . A jak już wybuchnie ...

    Jutro będzie lepszy dzień .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, też uważam, że duszenie tego w sobie jest dużo gorsze, choćby karczemna awantura...

      Usuń
  4. Kochana wiem co czujesz :( tez chcialabym myslec tak jak oni- wyluzowac i miec wszystko w powazaniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. No to może teraz pora skupić się na pozytywnych stronach naszej "słabości"...? Jako, że mamą jeszcze nie jestem to powiem z perspektywy dziecka i mojej mamy.

    Kiedy chorowałam chciałam, żeby to ona była przy mnie (ojciec niekoniecznie). Kiedy płakałam chciałam, żeby to ona mnie przytulała. kiedy wyjeżdżałam z domu to za nią najbardziej tęskniłam i jej brakowało mi najbardziej. To jej byłam najbardziej posłuszna, bo to ona była większość czasu przy mnie. To jej zawdzięczam wszystkie priorytety jakie teraz mam. To ona była zawsze, czekała, martwiła się, była. Mogła bym tak jeszcze troszkę powyliczać. W moim przypadku jeszcze może mieć znaczenie, że mój ojciec niekoniecznie spełnił się w roli taty, jednak myślę, że wiele z nas miałaby podobnie.

    I jeszcze jeden plus: zobaczcie jaki problem mają ojcowie, żeby to im przyznano opiekę nad dzieckiem. Z góry wiadomo (bo tak obdarzyła nas natura i o to panowie też pretensji mieć nie powinni), że to my najlepiej zajmiemy się swoimi dziećmi.
    Ta nasza "słabość" to zarazem nasza siła. Sama już niedługo poznam na własnej skórze czym są Twoje słowa, choć chyba już mogę przyznać Ci rację i powiedzieć, że ze mną też tak będzie. No i dobra. Faceci są inni, mnóstwo rzeczy do tego można wrzucić. To czego my nie mamy (bądź nam nie wolno), bo jesteśmy kobietami rekompensujemy tym czego oni mieć nie mogą! Ja się tego będę trzymać... (póki co ;P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym przeczytać kiedyś takie słowa o mnie, które napisałaby moja Córka.
      Bardzo mądre!
      Pogratulować wspaniałej Mamy, tylko trzeba :D

      Usuń
    2. WZRUSZAJĄCY KOMENTARZ... Z ojcem mamy podobne doświadczenia, więc po stokroć rozumiem wszystko o czym piszesz. Ściskam baaaardzo mocno!

      Usuń
  6. Bo matki od zawsze zostawały przy domowym ognisku, a faceci szli na polowanie i musieli się na nim skupić ;) Matki też są różne. Ja, jak Ty nie zostawiłabym Mi bez obaw. W ogóle jeszcze nigdy nie zostawiłam jej np. na noc, czy wieczorem (raz z tatusiem, ale jak już spała na kilka godzinek, wiedziałam że się nie obudzi), ale kumpele zostawiają swoje niemowlaki i bawią się na całego. Kwestia podejścia i rodzaju przywiązania, a nie płci chyba. Choć płeć na pewno predysponuje do zlewającego stosunku...cóż. Mam w domu to samo. Nasz tatusiek wyjechał na dwa miesiące i jedyne zainteresowanie, jak już dzwonił to: -Jak Mi? -dobrze. i koniec tematu, a przecież robi ciągłe postępy, bardzo się zmienia, ja zadaję tysiąc pytań dzwoniąc po godzinie rozłąki... taki już nasz durny los.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo pewnie dla Niego w tym jednym pytaniu "Jak Mi" zawierało się wszystko, i Twoja odpowiedź, że np. dobrze, tatusiowi wystarczyło, bo skoro dobrze to dobrze... Eh, ciężko Ich zrozumieć. Czy to są jakieś wzorce wyniesione z domu, czy co? Czy po prostu inny rodzaj miłości, czy ta pewność, że obok Ich Dziecka jest matka i nic mu nie będzie...

      Usuń
  7. Eeeee przeczytałam teraz tego posta i idę do łazienki sprawdzić, czy mi przez weekend siusiak nie wyrósł :P Bo coś chyba ze mną nie tak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Nie wyrósł, źle by się prezentował w tej małej czerwonej :)

      Usuń
  8. Hmm... U nas jest inaczej. Ostatni raz udalo nam sie "wyrwac" z domu bez dzieci, to bylo ponad rok temu, podczas wizyty tesciow. I gdzie udali sie wielce romantyczni rodzice? Na zakupy! Spozywcze w dodatku! ;)) Ale wracajac do sedna, chodzimy po supermarkecie, zastanawiamy sie co nam potrzeba, a tu M. wypala: "ech, brakuje mi Bi, szkoda, moglismy jednak wziac ja ze soba". Oczy musialy mi sie zrobic jak piec zlotych, bo ja tak sie skupilam na radosci, ze wychodze z domu bez dziecka, nie idac jednoczesnie do pracy, ze przez te pol godziny nawet o Bi nie pomyslalam! Az mi sie glupio zrobilo! Taka ze mnie Matka nie-Polka. ;) I tak jest ze wszystkim. To ja marudze, ze potrzebuje wakacji od dzieci, albo chociaz wolnego popoludnia od czasu do czasu, a M. na to, ze on bez dzieci nie ma ochoty sie nigdzie ruszac. Taki mi sie trafil "dziwny" egzemplarz... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, no trochę może odstaje od statystyk ale lepszy taki, niż zlewający.
      Mój mąż to taki wyluzowany jest zazwyczaj tylko z kolegami, bo jak razem pojechaliśmy bez Elizy do Gdańska to też tylko o Niej gadaliśmy i również z Jego inicjatywy :)

      Usuń
  9. Wydaje mi się, że tak naprawdę żadna z nas MATEK (tych wspaniałych istot z instynktem) nie chciałaby żyć w takim męsko-ojcowskim spokoju. Ba! po co nam, wtedy byłyby cycki ;p? My kochamy te nasze nadgorliwe i opiekuńcze westchnienia do dzieci. Każda nanosekunda pozbawiona obecności dziecka jest jakby pustką z ciszą oceanu :D My musimy mieć o kogo dbać i musimy się czuć potrzebne i musimy naszą rolę podnosić do rangi nadrzędności!

    Bo gdyby nie to i gdybyśmy miały ten luz, to musiałybyśmy sobie jajca dorobić ;p :*

    Czasami tylko faceciakom naszym przydałby się kop w dupsko coby zapamiętali, że jak boli to przy matkach ich dzieci, czyli nas, ból uśmierza się i odchodzi w dal. Jak te złości nasze

    "Wenusy i Marsy śmy śą przecież :)" A oni i tak nigdy tego nie ogarniają i nie ogarną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja to racja, ja bym tam się mimo wszystko z Nimi nie zamieniła!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!