Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 7 października 2013

A gdzie wtedy była matka?!!!!!!!!

Jak dobrze!
Jak dobrze, że nie jestem przesądna.
Inaczej mogłabym już cały ten tydzień spisać na straty...
...bo poniedziałek tak feralnie się nam zaczął, że przez ponad siedem lat mojego "mamusiowania", nie miałam dotąd dnia z taką kumulacją dziecięcych wypadków...

No ale... Ale dotąd przez te ponad siedem lat byłam tylko mamą spokojnego, ostrożnego Dziecka, jakim była mała Elizka. Lila natomiast jest żywym dowodem na to, co mówi każda jedna osoba, kiedy dowiaduje się, że zostaniesz mamą po raz kolejny: "O, zobaczysz-drugie będzie zupełnie inne", "Będą jak ogień i woda-zobaczysz", "Pierwsze było spokojne? To zobaczysz jak drugie da ci w kość."
Szczerze? Do szału doprowadzały mnie te "ludowe mądrości". Tak, zazwyczaj tak właśnie jest, że Dzieci się różnią, tak jak różnią się między sobą inni ludzie. Czy to jest aż takie dziwne? A może tylko ja miałam to szczęście spotykać osoby, które uświadamiały mnie co do tego, jakie będzie moje drugie Dziecko, tonem jak gdyby oświadczały mi, że to pierwsze to Dziecko, a drugie nie wiem co? Kosmita?
Jeszcze raz szczerze? Kurczę, oni wszyscy mieli rację. Łącznie z tym, że Lila to chyba naprawdę kosmitka, bo Dzieci się tak nie zachowują...
Do tej pory w tej swojej brawurze i ułańskiej fantazji miała naprawdę dużo szczęścia! I w zasadzie na to wszystko, co się dziś wydarzyło, również mogę stwierdzić, że nadal ma to szczęście... i ja również.

No to po kolei...
W dużym pokoju, w kącie, nieco wsunięta, stoi lampa. Ciężka, wysoko lampa, z trzema kloszami. Lampa, która nie kusiła Lilki, którą Mała do tej pory się nie interesowała. Stała tam sobie do dzisiaj. Mąż pojechał zawieźć Elizę do szkoły. Lila szalała w dużym pokoju, ja obok Niej, obok tej nieszczęsnej lampy... Odwróciłam się na ułamek sekundy, nawet nie odeszłam od Niej. Co mam napisać? Lila pociągnęła lampę... a ta poleciała, tak jak stała. Na szczęście, na całe cholerne szczęście, poleciała po przekątnej... Skończyło się na chwili płaczu Małej, która wystraszyła się hałasu. O tym, co ja poczułam, nawet pisać nie będę. Żołądek z milion razy podszedł mi do gardła, zawał to chyba przy tym nic...
Mąż zaraz wrócił, ogarnęliśmy pokój...
Poszliśmy do kuchni...

Chciałam mu opowiedzieć, co mi ostatnio opowiadała Lekarka, która była przy okazji Lilkowego kataru. No i zaczynam, a Lila robi dokładnie to, co chciałam opowiedzieć mężowi!!!
Co dokładnie? Złapała z całej siły za rączkę od piekarnika, który... się otworzył! I Lila z tymi otwierającymi się drzwiami stopniowo się obniżała, a jak już drzwiczki się zatrzymały, zwiała zdziwiona. Żołądek- jakbym połknęła z 10kg kamieni. Opowieść Lekarki była bardziej drastyczna, bo Jej Synek poleciał z tymi drzwiami na dół z wielkim impetem... Podobno do dziś ma uraz do piekarnika.
Lila nie ma, potem powtórzyła ten numer...

Już wtedy pomyślałam, żeby już nic więcej się nie wydarzyło, bo zwariuję, albo naprawdę zejdę na zawał, zwłaszcza, że dziś zostawałyśmy do 21 same.

Pobożne życzenia.
Lila ma taki śmieszny zwyczaj, że zarzuca sobie na ramiona wszystko co znajdzie-ścierkę z kuchni, mój stanik, Elizy spódnicę, skarpetkę taty(!!). Dziś znalazła jakimś cudem swój ręczniczek. Zarzuciła go sobie niczym szal z kaszmiru i paradowała cała dumna i blada. Chciałam Jej go zabrać, ale uderzyła w taki ryk, że głupia matka odpuściła i pomyślała, że przecież nic się nie stanie.
Ale stało się. Potknęła się i poleciała jak długa... W co uderzyła i czym? Głową, we framugę... Ryk był nie z tej ziemi, zresztą sam odgłos uderzenia był okropny. Podniosłam Małą i biegiem do zamrażalnika. Potem ryczała już chyba z tego zimna na czółku. Jak zajrzałam i zobaczyłam parola, to mi się słabo zrobiło... Nigdy mi się coś takiego z Elizą nie zdarzyło. Nigdy. I wiem, że to tylko guz. Być może nawet nie ostatni-co ja piszę!-z takim Dzieckiem na pewno nie ostatni. Jednak jakoś nie mogę wyjść z szoku, że to się jednak zdarzyło.

I pomyśleć, że przy tych wszystkich trzech wypadkach, ja byłam obok. Dosłownie na wyciągnięcie ręki!!! Koszmar jakiś. Na szczęście nic poważnego się nie stało, ale przecież mogło... Do dupy się czuję, zresztą, to za słabe określenie. Wiem, że Dzieci potrafią, wiem, że nie mogę trzymać Jej przywiązanej do siebie... Mimo to, właśnie przez to, że byłam tuż obok czuję się okropnie. Bo gdybym wyszła z pokoju/kuchni... Z jednej strony rozum podsuwa logiczne i racjonalne argumenty za tym, że nie jesteśmy w stanie w 100procentach upilnować Dziecka, a z drugiej- ten sam rozum podsuwa mi obrazy, co mogłoby się stać, gdyby Lilka nie miała dziś "farta"... Mam nadzieję, że rano będzie już lepiej, bo zwariować można z tymi wyrzutami sumienia.




32 komentarze:

  1. Ojej no to miałaś dzień pełen przygód i to niekoniecznie takich, które chcielibyśmy przeżyć ponownie!! Ja także nie spuszczam z oka mojego synka ani na minutę - tak mi się przynajmniej wydaje. Jednak czasami, gdy oglądnę się tylko na 10 sek. okazuje się, że on właśnie wtedy skądś spada, przewraca się, albo coś strąca. Zastanawiałam się już z mężem do kiedy aż tak należy uważać? Czy to się kiedyś kończy? Czy jednak nie i całe życie martwimy się o nasze kochane pociechy? Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, teraz są upadki, siniaki itp, potem będziemy martwiły się o co innego-wiem to po Elizie. No u nas nawet na chwilę nie można spuścić Jej z oczu... Czasami jestem już tym zmęczona, a Ona przecież jeszcze roku nie ma!

      Usuń
  2. Nie wiem czy Cie to pocieszy, ale córeczka (13 miesięcy) mojej szwagierki chodzi na zmianę z jakimś siniakiem albo guzem, a teraz ma zdrapany nosek. Nikt nawet nie podejrzewa matki, że to jej wina, bo dziecko jest naprawdę szybkie, a matka non stop przy niej. A odkąd sama chodzi (a raczej popierdziela) to naprawdę czasem dogonić jej nie można. Myślę, że nie powinnaś się obwiniać i cieszyć, że tak się to wszystko skończyło. Im Lilcia będzie większa i będzie więcej rozumiała tym więcej jej będziesz potrafiła wytłumaczyć, także cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj cieszę się, bo mogło to wszystko skończyć się dużo, dużo gorzej niestety. No właśnie dzieciaki są takie różne-jedne spokojne, a drugie to takie czorty, że szok!

      Usuń
  3. Lileczka na tych zdjęciach taka bezbronna i słodka ...
    Martusiu choćbyś nie wiem co robiła nie uchronisz Małej przed wszystkimi przeszkodami. Pewnie, że się serce kraje jak taki mały Szkrabik upada, nabija sobie guza czy też leci na niego jakiś przedmiot ... Ale tak już jest . Nie unikniesz tego .Marne to pocieszenie i pewnie gdybyś mogła przejęłabyś na siebie cały ten ból, który spotyka Twoją Córeczkę . Ale nie da się .
    A to, że Dziecię chodzi z siniakiem na twarzy wcale nie znaczy, że jesteś złą czy nieodpowiedzialną Matką . Zresztą sama pewnie jako Dziecko miałaś obite to i owo. Takie życie .
    Ehhh niech ten pech się wreszcie definitywnie odczepi od Lili !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie-bezbronna, dlatego tym bardziej mam wyrzuty sumienia, bo Ona jest zdana zupełnie na nas. Nie zdaje sobie sprawy ze skutków swojej fantazji...
      Ja byłam również z tych żywych dzieci, więc z opowieści mamy wiem, że jak się ma dziecko to wszystko jest możliwe...

      Usuń
  4. A na zdjeciach taki aniolek, kto by pomyslal, ze to mloda kaskaderka. ;)
    Lampy to moj koszmar. Mamy takie stojace w prawie kazdym pomieszczeniu. Nik (a nawet Bi, chociaz ma juz przeciez ponad 2 latka) uwielbia od czasu do czasu ktoras zachybotac, albo pociagnac za kabelek. I tez zawsze mam wizje co by sie stalo, gdyby sie na niego zwalila... :(
    A co do guzow, to ja sie chyba juz przyzwyczailam. Bi byla jak Eliza, bardzo ruchliwa, ale ostrozna. Nik za to szaleje i nie patrzy zupelnie gdzie wlazi. Lima na czole ma jedno po drugim, co ktores zejdzie, zaraz nabija sobie nastepne. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, jak te pozory mylą...
      Jak masz możliwość, to powynoś te lampy, bo ja przez naszą to mało zawału nie dostałam, jakby spadła na Nią, to nie wiem co by było. Na razie to małej pierwszy guz, a dziś rano poprawiła, i ma na nim jeszcze zadrapanie!!!!!

      Usuń
  5. Gdybym miała mieć wyrzuty sumienia z powodu każdego jednego wypadku w tym stylu, w ogóle nie mogłabym już chyba dalej żyć :P Ja tam zawsze uważam, że wszystkie przewrócone lampy, spadki, upadki , guzy i kolejny raz zrzucony telewizor, to wina Seby. Przecież mu tłumaczę od półtora roku, że nie wolno tego robić. A on głupi nie jest. We wtorek doskonale pamięta, gdzie był w niedzielę karmić kaczki, więc równie doskonale pamięta jak się kończą kaskaderskie wybryki ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ale mnie rozwaliłaś! No w sumie racja-niech nie robi z siebie gamonia i niech nie ryczy, skoro raz się walnęła to już teraz powinna znać konsekwencje paradowania z ręcznikiem... Ach, te dzieci, ach te matki :)

      Usuń
  6. Jak przeczytałam o tej futrynie to stanęło mi przed oczami wspomnienie z dzieciństwa. Mała ja przebieram się w spódniczkę, bo mamy jechać do babci w odwiedziny, ktoś woła mnie do drugiego pokoju, ja ze spódniczką przy kostkach lecę do tej osoby, upadam i ślizgiem przywalam głową w futrynę. Rodzice szybko sadzają mnie na krześle. Ja szczęśliwa, bo ino boli ale "krewki nie ma"... Tata coś niemrawo potwierdza i nadal grzebie przy moich włosach. Po chwili patrzę na moje długie, jasne włosy... A one się robią rude - dopiero wtedy się popłakałam. Bliznę mam do teraz gdzieś tam we włosach się skrywa, więc nie widać. Ale za to miałam się czym chwalić przed koleżankami w szkole. Ot takie wesołe dziecię ze mnie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, no to rzeczywiście miałaś się czym pochwalić! Mi tak się kiedyś lało z brwi, jak mnie brat klamką rzucił... Oj polała się krew :)

      Usuń
  7. Nie na darmo mówią, że najwięcej wypadków w domu:/ U nas Marysia do dziś uwielbi zabawe w zarzucanie sobie wszystkiego na głowę - moje bluzki, gacie Męża, ścierki, ręczniki itd ;D Najgorsze co nam się do te pory zdarzyło to chyba jak leżała na łóżku jeszcze jakos kilkumiesięczniak a ja na chwilkę wyszłam z pokoju, skąd za sekundę dobiegł mnie ryk - Mania spadła z łóżka na twarz tak leżała...widok okrutny ale na szczęście nic się nie stało, ale mylne było moje przeświadczenie, że jeszcze nie przesunie się...:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas było podobnie-dziecko 3-4miesiące, w kombinezonie zimowym, wiec ruchy tym bardziej skrępowane, w dodatku spała... Wyszłam zdjąć płacz a Dziecko na panelach ryczące-jak to się stało? Do dziś nie wiem!!!

      Usuń
  8. Współczuję... Mam to samo! Czasem ledwo o czymś pomyślę a on w tej chwili zanosi się płaczem, bo właśnie coś sobie zrobił. Nie pierwszy guz, nie ostatni, musimy to jakoś przeżyć. Sama nieraz podziwiam, że mama puszcza dziecko samopas, ja nie mogę, no nie mogę, muszę go mieć cały czas na oku. Ile razy uchroniłam go przed poważnym upadkiem, a ile razy nie zdążyłam... Mam takiego Szoguna w domu... Choć nie powiem osobiście mnie to cieszy, że drugie będzie (mam nadzieję) spokojniejsze :) U mnie tak było, ja byłam ta wszędobylska co nie chciała wcale spać i dawała w kość (jak mój syn, po kimś to w końcu ma ;)) a mój brat non stop spał :D Więc są szanse ;)

    Pozdrawiam,
    Kasia M. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to pierwsze było spokojne, więc muszę się przyzwyczaić do takiego Harpagana jak Lila, co łatwe jednak nie jest :) U nas podobnie, też tyle razy Ją ratowaliśmy już z różnych opresji, czasami zastanawiam się jak Ona to wszystko robi... Ja również jestem praktycznie cały czas przy Niej, a to i tak za mało jak się okazuje. Ehh, co zrobić! Pozdrawiam i życzę drugiego spokojnego Aniołeczka :)

      Usuń
  9. I jeszcze jedno pocieszenie mam nadzieję :) Ostatnio usłyszałam, że lepiej niech teraz szaleje niż miałby szaleć później - może rzeczywiście tak będzie ;) Na mnie poza okresem wczesnego dzieciństwa wielkich skarg nie było w okresie późniejszym ;)

    Kasia M. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja. Bo nawet nie chcę myśleć, co starszej Lilce może zacząć do głowy przychodzić... Strach się bać po prostu!

      Usuń
  10. Po raz kolejny uśwuadamiam sobie, że Lila i Pola to wirtualne bliźniaczki. Numer z piekarnikiem zaliczyłyśmy w stylu doktorowej, zrażenia zero. U nas zamiast zarzucania szmat na ramiona jest zarzucanie szmat na głowę i chodzenia tak do momentu spotkania ze ściana. Nic to nie szkodzi, bo za chwilę robi dokładnie to samo. Jedyne do czego Pola nasza czuje respekt to kominek. Raz jak sobie podgrzała rękę to omija go szerokim łukiem. Na tej podstawie twierdzę, że nasze dzieci te numery wywijają nie z głupoty, bo rozumku to akurat im nie brakuje a z ułańskiej fantazji, której mają zdecydowanie w nadmiarze. Przesyłamy uściski dla slłodkiej Lileczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas też z ramion jakimś cudem wędrują te rzeczy na głowę... I jeszcze się cieszy jak nic nie widzi, a mi serce staje jak widzę co Ona wyprawia. Mój Brat kiedyś oparzył się zniczem na cmentarzu, czuł długo taki sam respekt, jak Pola przed kominkiem...
      Ta ułańska fantazja mnie wykończy, ale Lilę to nie wiem do czego doprowadzi. My też ściskamy.

      Usuń
  11. Ehh... Kochana jestem z Tobą. U mnie Kubuś też już bryka po meblach i lada chwila będę sprzatała wszystko co tylko będę mogła z zasięgu jego rączek. Ostatnim większym wypadkiem było pociągnięcie za kable laptopa, który w rezultacie spadł.. co prawda na dywan i oparł się o jego nóżkę, ale... moja wina, ze nie pomyślałam, że już moze tak robić. Każda z Nas się obwinia o siniaki czy zadrapania Naszych maluchów.. ale czy my mamy na to wpływ?? Z drugiej strony jak maluch nie uderzy się o coś to nie zrozumie, ze nie wolno.
    Każdej z Nas zdarzyło się odwrócenie na 5 sekund, które Maluszek wykorzystał co do joty :) Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami sekunda wystarczy do nieszczęścia, a co dopiero 5! Nie no naprawdę z Dziećmi trzeba mieć oczy dookoła głowy :( A Kubuś to już duży Chłopak i mały spryciarz!

      Usuń
  12. echh ..u nas to samo ,wszystkie upadki Kubusiowego zdarzyły się ,kiedy byłam dosłownie kilkanaście ,bądź kilkadziesiąt cm od niego ..zawsze tak cholera jest ..jak dziecko siedzi samo ,to cokolwiek by nie zrobiło ,nigdy nic mu się nie stanie ..a gdy pilnujemy ,to ...
    mój Kubek często lubi położyć się na płasko na ziemi ,główką też ,i tak sobie przewraca tą główkę z jednego policzka ,na drugi i tak w kółko ..jednak jakiś czas temu ,leżał tak i robił ,ja obok niego ,na podłodze ,aż nagle coś mu się pomyliło ,wziął silniejszy zamach i z całej siły uderzył twarzą w podłogę ..huk taki ,że aż moja mama z łazienki wyleciała ..on cała buzia we krwi ,ja całe ramiona ,szyja ..ubrania mieliśmy oboje ..tak się przestraszyłam ,że prawie zemdlałam ,myślałam ,że mu z nosa cieknie ..dzięki Bogu okazało się ,że zwyczajnie przegryzł sobie ząbkami górną wargę ..i też byłam obok ,kiedy to si stało ,na wyciągnięcie ręki ..
    :(
    taka chyba kolej rzeczy ,że dziecko bez guza obejść się nie może ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, to prawda-bez guza nie ma dzieciństwa. Ja zaczynam powoli się do tego przyzwyczajać, bo Starsza Córcia była dużo, dużo spokojniejsza niż Młodsza. A ile krwi daje rozcięta warga to też wiem, bo kiedyś Elizka przewróciła się na chodniku... Tak się zalała krwią, że nie byliśmy w stanie zobaczyć, czy zęby są na miejscu.
      No właśnie, Lila też czasami była sama w pokoju, gdzie stała lampa, i wtedy nic się nie wydarzyło. A gdy stałam tuż obok, no to masz...

      Usuń
  13. Rozumiem o czym piszesz... o tych mądrościach ludowych i o tych wyrzutach sumienia. Moje dziecka nie zawsze mają tyle szczęścia :(
    Zawsze przy każdym groźnym wypadku, guzie i podrapaniu byłam tuż obok na centymetr. Później nie dość, że sama się obwiniałam to mąż mnie też :(

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tego się boję przy wariacjach Lilki, że kiedyś szczęście nie będzie miała, i wtedy to już w ogóle sobie nie wyobrażam :( Najgorsze jest właśnie to uczucie, że było się przecież tuż obok... Ale przy Dzieciach to przecież ułamki sekund...
      A mąż pewnie w nerwach mówi, chociaż domyślam się, że to boli, bo przecież zna Ciebie jako mamę i wie, że pilnujesz i kochasz Wasze Skarby nad życie.

      Usuń
  14. o Mamo, to ciekawe co u mnie bedzie z tym drugim. Mama nadzieje ze bedzie mega spokojne dam znac :P wiesz kochana moja tez do tych zywych nalezy i jut tyle wypadkow bylo ze z czasem sie przyzwyczaisz :P hehehe nie no zawsze Ci serce stanie i bedziesz umierac pare raz na dzien, ale jakos moze wyrzuty sumienia beda inne, nie mowie ze slabsze ale moze bledsze :P zycie matki po prostu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj, daj, a jak Ty się czujesz? Już pewnie nerwówka-kiedy się zacznie?
      Hmm, kurczę, no nie wiem, czy się można przyzwyczaić, ale jak mówisz, że tak, to chyba i ja dam radę :)

      Usuń
    2. dasz rade, twarda babka z Ciebie :) ehhh no ja wygladam i poruszam sie juz jak wieloryb a pozy tym nic sie nie dzieje. chcialabym glosno powiedziec ze mnie to .... , bo juz mi sie nie chce..

      Usuń
  15. O Boziu,bidulka mała.. ale to taki wiek.. nie da się upilnować, bo chyba trzba by było być cieniem dziecka non stop.. mój też sie potknał i uderzył w główkę a ja byłam krok o bok, to była sekunda. Płakał a ja razem z nim:(

    Taki wiem, zaczną chodzić, bedą się przerwacać.. no ale wyrosną z tego i nic im nie będzie, inaczej ludzkośc by wyginęła! Młode homo sapiens dużo upadków są w stanie wytrzymać;) tylko pilnujmy i usuwajmy większe,niebezpieczne przeszkody.

    ps.ja piekarnika nie używam wcale. Ciast nie piekę nic. Z obawy, ze nie upilnuję i mój mały oparzy rączki. Różnie bywa, wole dmuchać na zimne, a bez ciast się obejdziemy...
    życzę dużo sił i cierpliwości!

    OdpowiedzUsuń
  16. U nas pieczenie tylko jak jesteśmy we dwoje, bo wtedy jedno na pewno upilnuje Łobuziaka :) Chociaż z tym na pewno, to też nie wiadomo przy Lilce. No tak, masz rację, nie da się być cieniem Dziecka i przewidzieć co mu przyjdzie do głowy za sekundę!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!