Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 14 października 2013

Córka kontra Tata-starcie tytanów.

Eliza, to bez wątpienia Córeczka Tatusia. Wchodzi Tacie na głowę,a Tata wymięka, wybacza, kocha przeogromnie. Słabość ma do tej Cholery i tyle :)
Są jednak takie dni, że miarka się przebierze, i nawet nasz spokojny, opanowany Rodzynek traci cierpliwość. Wtedy robi się u nas naprawdę hot, bo Eliza nieprzyzwyczajona, że Tata się Jej "czepia", próbuje się stawiać i Tacie również nie popuści, ani na milimetr.

W ten weekend byliśmy typową włoską rodzinę. I bynajmniej nie przez to, że siedzieliśmy razem nad wiadrem spagetti, choć uwielbiamy wszyscy. To znaczy Lila jeszcze nie wie, że uwielbia, ale wyboru nie ma.

W ten weekend nasz Tata miał albo jakiś męski odpowiednik PMS, albo jakieś początki andropauzy dają o sobie znać (Boże uchowaj! Jeszcze nie jestem na to gotowa.), ale Tata był nie do wytrzymania. I co gorsza- czepił się Elizy, niczym rzep psiego ogona-czy słusznie? No słusznie, bo nasza Elizka to też czasami ciężki przypadek. Po Tacie... :)
Rzadko się to zdarza, ale ja podczas Ich kłótni, nie tylko zachowałam spokój, ale nawet się uśmiałam. Bo nic mnie tak nie bawi, jak Ich słowne potyczki.

Sytuacja 1
Tata "trzepie" plecak Elizy. Nie wiem czego On tam szukał, chyba skarbów. No i znalazł... Zgniłą śliwkę, wrzuconą do małej kieszonki... Eh, jak dobrze, że nie mnie to znalezisko się trafiło. No i odezwał się Tata-pedant, który w rzeczywistości z pedantem ma jeszcze mniej wspólnego, niż ja z Perfekcyjną Panią Domu. Jeśli to czytasz, to ja nadal czekam na posprzątanie łazienki, tak by the way :)
-Eliza, jak można było wrzucić śliwkę do plecaka.
-Ja nie wrzuciłam, to ktoś mi wrzucił.
No tak, to nie była moja ręka...
-Tak, ciekawe, ktoś ci wrzucił, nie kłam chociaż i się przyznaj.
-To nie ja.
-Nie ty! Na pewno ty, bo ty taką syfiarą jesteś!!!
-Co?! Powiedziałeś na mnie głupia? O nie!

No czy taki dialog nie powala? Cała złość przechodzi :) Ale nie Tacie, bo nawijał jeszcze z 15minut...

Scenka 2
Tata kupił wczoraj gotową surówkę. Taki zestaw trzech różnych mini suróweczek. Nie wiem co prawda po co, bo miałam zamiar sama zrobić z kapusty pekińskiej z... dynią :) no ale skoro kupił, to kupił. Eliza do surówek generalnie jest ciężka, jada może 3 na krzyż, chociaż z Jej opowieści, w szkole niemal zajada się surówkami. Kiedy przyszło do nakładania obiadu, ja zajmowałam się naszym Młodszym Marudkiem, więc Tata kurczaka popoprcjował, no i zaczyna przekonywać Córkę Starszą do spróbowania surówek. Najpierw próbował Jej wmówić, że jedna z nich to Colesław... Oj rozwścieczyło to Elizkę bardzo, bo co jak co, ale Colesława Ona zna, i głupot sobie wmawiać nie da. No to zaczęły się negocjacje, żeby spróbowała surówki z marchewki.
-No chociaż spróbuj.
-Nie, nie spróbuję.
-No przecież w szkole jesz taką surówkę z marchewki.
-Ale w szkole jest inna.
-A skąd wiesz jak nie próbowałaś?
-Bo wiem, ja takiej nie lubię.
-No spróbuj.
-Nie spróbuję, bo ta marchewka na pewno była pryskana!
No to jest argument.

Tata odpuścił. Ale tylko na chwilę. Jak Eliza wyszła z pokoju nałożył Jej surówkę. O jaka była histeria! Swoją drogą-też bym się wściekła. A jeszcze inną drogą, to Drogi Tato- po pierwsze nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, a po drugie-to moja rola latać za Dziećmi z surówkami, talerzami, i śliwkami :)


A teraz trochę archiwalnych córeczkowo-tatusiowych ujęć:








14 komentarzy:

  1. Padłam... Ale Ci tatusiowie tak chyba już mają, że od czasu do czasu chcą pokazać, że to oni są głową rodziny (tak im się czasami wydaje).
    Swoją drogą - mój tak samo mi "matkował" jak go naszła wena xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojemu ojcu to nie groziło, u nas był ścisły podział ról... Mnie coraz bardziej "rozwala" Eliza, aż się boję co będzie dalej :)

      Usuń
  2. Jak się dziecko oszukuje to tak to jest. Albo się wkłada podstępem łyżkę z zupą albo mowi że to jest coś innego niż jest w rzeczywistości. Ufać wam dzieci nie będą. Zmuszanie, namawianie ma skutki odwrotne. Dzieci mądre są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimie, jeśli tak uważnie czytasz tego bloga, to powinieneś już wyczytać między wierszami, że większość postów jest tu napisana z mniejszym bądź większym przymrużeniem oka. To po pierwsze. Po drugie, jesteśmy wdzięczni za te wyroki w kwestii zaufania Dzieci do nas, ale jak na razie nie narzekamy. Może wynika to z faktu, że zaufanie buduje się także poza stołem i karmieniami :)
      To prawda, dzieci są mądre. A ktoś, kto prawi takie mądrości, jakim jest niewątpliwie ten komentarz, mógłby się chociaż imieniem podpisać...

      Usuń
  3. Ja z moim ojcem potrafiłam mieć niezłą pyskówkę i to nie raz. Zdaje się że w ogóle nie kumał że mogę mieć inne zdanie....tak jest i do tej pory - inne zdanie od jego to głupota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w domu, w rozmowach z ojcem nie było mowy o pyskowaniu, bo to despota, ale też oczywiście tylko on miał zawsze rację i wiedział najlepiej, więc znam ten mechanizm, aż za dobrze. Z tego posta może to tak nie wygląda, ale mój mąż jest normalnym ,fajnym tatą :)

      Usuń
  4. No chociaż u Ciebie coś zabawnego, bo ja dziś kompletnie nie w humorze. Ale poczytałam i pośmiałam się trochę :) A najbardziej z Lili, co to jeszcze nie wie, ze spaghetti lubi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak-makaron już wcina, więc tylko kwestia polubienia sosu :) No to fajnie, że się uśmiechnęłaś u nas :) Mnie ten tekst z pryskaniem marchewki rozwalił :)

      Usuń
  5. Hihi, no bo szkolna marchewka napewno pryskana nie jest! ;) Czasem z dzieciakami sa dwa swiaty, jak sobie wbija do glowy, ze tylko babciny rosolek jest dobry, albo wlasnie tylko szkolna surowka... Moja mama opowiada, ze u siebie w przedszkolu co roku stacza batalie z dziecmi, ktore upieraja sie, ze czegos nie lubia, zanim jeszcze sprobuja. :)
    Dopiero teraz, patrzac na zdjecia malutkiej Elizki, widze jakie one sa z Lila do siebie podobne!!! Gdyby nie te 6 lat roznicy, to po prostu blizniaczki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, każdy właśnie mówi, że podobne, a ja jakoś tego nie widzę :) Mnie też właśnie irytuje ta niechęć do próbowania, bo jeśli spróbuje i nie smakuje, to ok, ale ta pewność, że niedobre zanim wezmę choć łyżkę/widelec... Szkoda słów :)

      Usuń
  6. Na zdjęciach "najmłodszej" Elizki to przekonana byłam, że to Lilcia! Fajnie sobie tak czasami takich pyskówek posłuchać :) Mnie zawsze bawi jak mój mąż próbuje specjalnie po dogryzać mojej najmłodszej siostrze... Fajnie się kłócą :) A ciekawe jak będzie z Marysią... Zobaczymy, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój też czasami Elizie specjalnie próbuje dokuczać, ale Ona tego strasznie nie lubi, więc już teraz widzę, że stara się hamować. Czyli Dziewczyny podobne do siebie? Ja czasami mam problemy, żeby to podobieństwo dostrzec...

    OdpowiedzUsuń
  8. Martuś dlaczego piszesz,ze to Twoja rola latać za dziewczynkami z talerzami i śliwkami?? Ciesz się, że mąż Cię w tym wyręczył :) Jak sama widzisz to nic przyjemnego, a jak ogląda się z boku to nawet pośmiać się można :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Co ??? Powiedział na Elizkę głupia ??? Nosz ...
    Rozczula mnie zawsze widok Tatusia i Córeczki . A Oni na tych wszystkich zdjęciach wyglądają obłędnie !!!
    Niech tylko Marcin przestanie mówić do Elizy per " głupia" ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!