Mama2c

Mama2c

niedziela, 13 października 2013

Jak smakuje weekend?

Nie ma co się czarować-jest kolosalna różnica między tym jak weekend smakuje, a tym jak się kończy... A kończy się zawsze źle!
Począwszy do mniejszych lub większych wyrzutów sumienia, skończywszy na dodatkowych kilogramach na łazienkowej wadze, po kolejne (zawsze zbędne) centymetry w obwodzie brzucha, ud, bioder...

Co jest zatem największym wrogiem odchudzania? Tak, to weekend. Ten magiczny czas, na który czekamy już od poniedziałku, a w zasadzie od niedzieli wieczorem... Czas, kiedy wszystko zwalnia. Czas kiedy dociera do nas sens psychologiczno-pedagogiczno-dietetycznych przekazów o tym, jak ważne są wspólne posiłki, jak istotne dla więzów rodzinnych jest celebrowanie tych wspólnych chwil przy stole, wreszcie jak czkawką odbijają nam się słowa dietetyków i specjalistów do spraw żywienia, żeby jeść powoli, cieszyć się każdym kęsem. Żaden z Nich nie powie, po którym kęsie przestać. A kiedy każdy kolejny kęs, cieszy bardziej od poprzedniego? I tych kęsów jest coraz więcej i więcej?
Pojemność mojego żołądka, jest naprawdę wielka. I o ile w tygodniu potrafię na śniadanie zadowolić się serkiem grani z otrębami (tak, tak, tak-nadal mam sentyment do diety Dukana :)), o tyle w weekend.... W weekend czasami sama się jednak jeszcze dziwię, ile potrafię zjeść.
O nie, nie, nie! Nie dajmy sobie wmówić, że to brak silnej woli! W końcu do cholery całe życie nam się powtarza, że kobiety to słaba płeć, więc nie będziemy przecież walczyć z wiatrakami! I prawo do swoich słabostek mamy. I już.

Przyznam, że w poprzedni weekend zaszalałam kulinarnie na całego. A teraz pytanie za sto punktów! Jakie warzywo było bohaterem kuchennych rewolucji?
Zresztą, zobaczcie same :)


Zaczęłam od przygotowania dyniowego puree, tym razem odeszłam od mojego starego zwyczaju, i dynię upiekłam w piekarniku-zdecydowanie polecam ten sposób.




Była powtórka z dyniowych ruskich pierożków, które wybłagał mój mąż, a w jedzeniu których dzielnie mu asystowałam...



Potem poszedł na tapetę wspominany już przeze mnie na blogu sos do makaronu z dynią i leśnymi grzybami. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że wyjadałam go bez makaronu... Niewiele to chyba jednak zmienia, w kontekście wlania do sosu całego kubka śmietany kremówki...

A na koniec... deser. Deser tak obłędny, że słowami ciężko go opisać... Dyniowe tiramisu... Przepis na nie mam od zeszłego roku, ale potrzebowałam czasu, by do niego dojrzeć. Teraz mogę jedynie sobie pluć w brodę, że mam ten rok w plecy :(
Prawdopodobnie, gdyby nie resztki zdrowego rozsądku, jadłabym to tiramisu codziennie. Co mnie powstrzymuje? Może świadomość, że zawierający 40%tłuszczu serek mascarpone i 36%śmietana kremówka, to nie są jednak moi najlepsi przyjaciele. I nie obroni ich nawet to, że sama dynia, która występuje tutaj w postaci puree, ma ponoć tylko 30kcal na 100gram...



A na tym ozdobnym dyńku mama dwóch córek straciła swój najlepszy nóż... Jakoś tak wydawało mi się, że rozkrojona, może dawać fajny efekt na zdjęciach. Szkoda, że nikt mnie nie uprzedził, że one są takie twarde!



15 komentarzy:

  1. no to dyniowow zaszalalas :) chyb Cie kiedys w weekend odwiedze :P u nas dalej nic.... a tesciowa juz przyjechala pomoc...maly teraz to chyba wcale nie wyjdzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy, zapraszamy-byłoby wesoło! Takie oczekiwanie jest najgorsze... I jeszcze te pytania "urodziłaś już"... No nic, trzymaj się, a Mały niech nie będzie takim uparciuchem i da już mamie odsapnąć!

      Usuń
  2. Ja także uwielbiam weekendy, gdy razem siadamy do posiłków i sobie wspólnie jemy. Najlepsze są śniadanie i kolacje, bo wówczas siedzimy i po godzinie. Czasami ktoś "wpadnie" i wówczas jest jeszcze milej. No, najgorsze jest to, co piszesz, że wóczas je się więcej, bo i dłużej:( Obiady ostatnio mamy dość standardowe, dlatego zazdroszczę Ci tych dyniowych wariacji:) Szkoda, że nie mieszkasz gdzieś blisko. Wprosiłabym się na odrobinę dyniowego tiramisu, bo nie wyobrażam sobie tego smaku!:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też bardzo lubię, jak ktoś wpadnie i razem tak posiedzimy przy stole.
      Mimo odległości-zapraszam, u mnie pewnie wkrótce powtórka, chociaż wiem, że nie powinnam, bo to mnóstwo kalorii. A u nas obiady tylko czasami niestandardowe, bo Eliza niestety jest bardzo konserwatywna w jedzeniu i tylko schabowe/piersi z kurczaka/nóżki i mielone...

      Usuń
  3. Ńo żeś zaszalała. Dzięki Tobie otwierają mi się oczy na dynię i jak przeczytałam o tiramisu to padłam, bo tego się nie spodziewałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jak zobaczyłam, to moja pierwsza myśl była taka-nie no to już przesada, to nie będzie dobre. I tak odpuściłam temat. Oczywiście tego klasycznego tiramisu w ogóle nie przypomina, ale jak ktoś jest otwarty na nowe smaki, to naprawdę warto spróbować, ja w każdym razie przepadłam :)

      Usuń
  4. Dyniowe szaleństwo weekendowe jak widzę *-*
    U mnie ostatnio brokułowo w mózgu, dzisaj też i na talerzu. Choć i na dyniaki tęsknie patrzyłam jak wczoraj z miasta wracaliśmy (bo moje jakieś takie g... wyszły i ino na zupę mi starczyło).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A brokuły też bardzo lubię :) Nie tak jak dynię oczywiście!

      Usuń
  5. Ehhh to jedzenie... już nawet nie chce mi się o tej słabości gadać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba pogodzę się ze swoją naturą żarłoka, to znaczy smakosza, tak będzie najprościej.

      Usuń
  6. A tam... odchudzanie to bubel!
    :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przereklamowane, stresujące i frustrujące :(

      Usuń
  7. Dynia gości u was znów:)) Ja już dałam sobie spokój z odchudzaniem, po co narażać się na efekt jojo:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. a wiesz, też tak mam - w tygodniu mogę nie jeść za wiele, ale w weekend... hmmm jestem bardzo żarłoczna ;)
    tiramisu wygląda zabójczo i na pewno bym mu się nie oparła... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak w weekend to pasowałoby zjeść wspólny niekoniecznie dietetyczny obiadek hahaha Ojjj ja też ostatnio potrafię zjeść... są dni kiedy potrafię zjeść 5 bułek :D a propos idę po kolejną :D A tym tiramisu.... ehh... to aż z zachwytu wyjść nie mogę... będę kiedyś prosiła o przepis...:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!