Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 28 października 2013

Lila- jelitówka i po jelitówce.

Uff, jesteśmy z powrotem, bogatsi o nowe (niekoniecznie przyjemne) doświadczenia...
Przez cały ten czas, kiedy Lila chorowała byłam na telefonie z Panią Doktor. Muszę jednak przyznać, że miałam moment zawahania w optymizm i opanowanie Lekarki, kiedy Lilce, dwa dni pod rząd zbierało się z rana na wymioty. Przyznam, że we wtorek przeszło mi przez myśl, że jak dojdą jeszcze te wymioty, to jak nic trafimy do szpitala, bo wtedy to już na pewno się odwodni.

Pani Doktor zapytana o to, ile to jeszcze potrwa (cała ta jelitówka) napisała mi, że około tygodnia. Pomyślałam-ok, pierwsza brzydka kupa była w czwartek, ale na dobre zaczęło się w piątek, więc musimy jakoś wytrzymać... W tak zwanym międzyczasie, kiedy akurat nie zmieniałam pieluchy i nie rwałam sobie włosów z głowy, że Mała zniknie od tego nie jedzenia, po raz kolejny zastanawiałam się jak to z tymi lekarzami jest. Czy kiedy Ich dzieci chorują,  Oni zachowują ten zalecany nam za każdym razem spokój z racji posiadanej wiedzy na temat przebiegu, etapów i czasu trwania choroby? Czy pozwalają sobie na typowo nieprofesjonalną, ale jakże bliską maminemu sercu, paranoję, że oto najukochańsza córcia/syneczek się pochorował? Chyba następnym razem spytam, obym prędko nie miała okazji tego zrobić :)

Wracając jednak do naszego przebiegu choroby...
Od środy Lila przestała robić kupy w nocy, w czwartek było ich już zdecydowanie mniej, i HURRA-zjadła małą (ale całą) porcję zupki, a od piątku-hulaj dusza, piekła nie ma-wróciła nasza "stara" Lilcia. I nawet nie wiecie, jak się cieszyłam kiedy znowu zaczęła w domu robić demolkę... I mimo, że choroba w pewnych kwestiach w ogóle Jej nie ograniczała, o czym za chwilę, mam jednak wrażenie, że teraz nadrabia z pomysłami tamte dni...

Co nas ratowało przy biegunce? Dicoflor w kropelkach od samego początku, od 3doby węgiel w syropie i oczywiście regularne, częste podawanie czystej wody. Na szczęście Lila jakby wiedziała, że musi pić, bo robiła to bardzo chętnie. W rezultacie pieluszki moczyła dużo bardziej, niż przed chorobą. Co do węgla w syropie, to dopiero teraz odkryłam, że takowy istnieje, a z tego co przekazał mi mąż, farmaceutka w jednej z aptek nawet o nim nie słyszała. Na opakowaniu widnieje sposób dawkowania dla dzieci od lat dwóch, ale Pani Doktor powiedziała, żeby tym się w ogóle nie przejmować. Syrop ma smak coli, co nas chyba uratowało, bo Lila brała go baaaaaardzo chętnie. No i barwi kupy na czarno, o czym też możemy przeczytać w ulotce, i szybko zobaczyć na własne oczy w pieluszce :) Myślę, że warto zawsze mieć w apteczce i probiotyk i ten węgiel, bo niestety nigdy nie wiadomo, kiedy dopadną Malucha TE problemy... Aha, kupiliśmy też Orsalit, bo Lila konsekwentnie i stanowczo odmawiała jakiegokolwiek jedzenia, więc pomyślałam, że nie zaszkodzi uzupełnić Jej diety (hmm, właściwie jakiej diety?! Cyca chyba...) o glukozę, potas i inne mikro i makroelementy. No ale jak to z Dziećmi bywa- sam pomysł był oczywiście dobry, tylko Lila współpracować nie chciała. Kiedy tylko posmakowała, że w butelce jest coś innego niż woda, odmawiała również picia... I to by było na tyle jeśli chodzi o Orsalit, bo jeśli miała nie pić w ogóle, to uznałam, że sama woda będzie dla Niej zbawienna w tej sytuacji...

Tak jak pisałam, Lila oczywiście mogła nie jeść całe dnie, mogła większość czasu spędzać u mnie na rękach, mogła powrócić do dwóch drzemek w ciągu dnia, ale zupełnie przystopować chorobie się nie dała! O to, to nie...

Także z chorobowych osiągnięć, zaliczyła samodzielne wejście na pufę. Co prawda tylko jednorazowe, ale jednak. Później tyłek był zdecydowanie za ciężki, a zła noga nie dała się tak wysoko zadzierać. I za każdym razem kiedy Jej się nie udawało, Mała głośno wyrażała swój żal histerycznym zawodzeniem. Mało tego, patrzała na mnie tak, jakby to była moja wina, że Ona nie może wejść. A tak się stara! Na moje: "Liluś, spróbuj jeszcze raz." uderzała w płacz z taką miną, jakby chciała powiedzieć: "Nie dołuj mnie jeszcze bardziej." No to nie dołowałam, a tak naprawdę cieszyłam się, że Jej się nie udaje, bo przy Lilki pomysłach, umiejętność wchodzenia na pufę, nie jest przeze mnie najmilej widziana. I już zastanawiam się co zrobić z tymi trzema pufami, które mamy w jadalni, bo dzisiaj Lila powróciła do treningów i okazało się, że kiedy sraczka nie męczy, pupa wręcz podnosi się sama :)
Kiedy nasza Lilcia usiadła, babcia zafundowała Jej krzesełko do karmienia. No to z nowości mamy również zaliczone samodzielne wejście na krzesełko.
Któregoś dnia, podczas choroby Małej, tacki były zdjęte i czekały na mycie w wannie, a krzesełko stało jak zawsze. Nagle Eliza woła mnie: "Mamo, zobacz co Ona robi.", a Lilcia już siedziała, cała dumna i blada. Tutaj to akurat mój brak wyobraźni, bo przecież na to krzesełko o wiele łatwiej wejść niż na pufę, ze względu na podnóżek, który tam jest. Także teraz matka musi szorować tacki na bieżąco i na bieżąco je montować :) bo nasza Lilcia zachęcona sukcesem z samodzielnym wchodzenie, teraz wchodzi i od razu chce stawać u góry...

No i to co najważniejsze-Lila bardzo się rozgadała przez ten czas. "Mama" i "tata" kierowane bezpośrednio do osoby, do której ma w danym momencie interes :) Czyli prawie na okrągło jest "mama, mama, mama". I strasznie mnie to rozczula. Bo teraz kiedy w nocy budzi się na cyca, już nie kwęka i nie stęka, tylko jak duża dziewczynka mówi po prostu: "mama" :) No właśnie cyc- wczoraj Lila zaliczyła pierwszą krótką sesję ssania na stojąco :) Od jakiegoś czasu widziałam, że się przymierza, bo gramoliła się, podciągała mi bluzkę, zerkała... Aż w końcu poszła na całość :) Kiedy już skończyła, odeszła kawałek i zaczęła się śmiać. Miałam wrażenie, że sama siebie rozbawiła, że tak też można pić mleko :) W ogóle jest teraz na etapie zaśmiewania się z konkretnych sytuacji, ze swoim udziałem. Na przykład ostatnio wymusiła od naszego kolegi telefon i schowała go do przesuwanej szafy na przedpokoju. Zasunęła skrzydło i w śmiech. Rozsunęła, zobaczyła, że telefon leży i znowu w śmiech, i tak kilka razy. Prawda, że śmieszne :)
Albo inna sytuacja. Eliza ma takiego interaktywnego chomika. Ostatnio to ulubiona zabawka Lilki, bo chomik jeździ i wydaje fajne dźwięki. No ale ile można patrzeć jak chomik jeździ, toć to straszna nuda. No to Lila zapewnia chomikowi różne "atrakcje". Na przykład ostatnio położyła go na rączce od piekarnika i zaczęła nią szarpać-od razu chomiczkowi zrobiło się śmieszniej. No Lilce w każdym razie na pewno, bo za każdym razem jak spadał to miała radochę. Mamy też taką żyrafkę z tunelem, wkłada się jej kulki do pyska, i te kulki turlają się tym tunelem w dół. Prawda, że chomiczek też by mógł? No do paszczy się nie zmieścił, ale Lilka wkładała go bezpośrednio na drogę w dół...
A dziś stała prawie pół godziny nad szufladą od komody gdzie trzymam ręczniki i... próbowała do niej wejść.
Tak, jest fajnie!

Pytanie za sto punktów- czym ratowała się przez ostatni tydzień matka, żeby nie zwariować?




Sraczką sraczką, ale obowiązków zaniedbywać nie można- Lila robi tacie porządek w szufladzie z gaciami i skarpetami.

Tej jesieni legginsy nosimy na szyi, o właśnie tak, jak Niemowlę (jeszcze!) poniżej

Uwielbiam to zdjęcie- Ja? Nie, ja nic nie zrobiłam, i naprawdę nie wiem gdzie jest chomik. A w tle żyrafka :)

Tak się zastanawiam o czym napisać jutro. Czy w związku z nadchodzącym roczkiem powspominać ciążę z Lilcią, czy przemienić się kochającej żony w potwora i machnąć "wypracowanie szkolne na 5stron" o tym jak zostając w domu z Dziećmi stałam się sprzątaczką i kucharką, czyli post z cyklu-wkurza mnie mój mąż. No nic, idę pomyć podłogi i się zastanowić.



12 komentarzy:

  1. To z cycusiem mnie najbardziej rozczuliło. Pamiętam swoją Córeczkę odkrywającą takie przyjemności. :)

    Nie ma nic gorszego jak własnemu dziecku krzywda się dzieje :( Na szczęście dałyście radę na medal. A drugie dzieciaczki to chyba cel jakiś mają żeby za wszelką cenę matuli obowiązków dołożyć i adrenaliny z wymyślunków :)

    Martusia jesteś wspaniała! Dziękuję za postawę i wsparcie. Nie wiem co się do mnie przyczepił anonimowiec wstrętny.
    Śliczne te Twoje Córeczki! Biała i Czarna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila była naprawdę rozbawiona nową techniką, ciekawa jestem czy będzie jeszcze próbowała :)
      A anonimami się nie przejmuj, z głupota i ludzką zawiścią nie wygrasz. Tak u nas teraz strasznie wieje za oknem i pomyślałam, jak to by było cudnie gdyby wszystkich wariatów z sieci wymiotło :)

      Usuń
  2. No to macie niezłą przeprawę za sobą...ale z takim humorem to opisałaś, że tutaj wygląda zdecydowanie lepiej, niż pewnie było w rzeczywistości.
    Lilka jest przerozkoszna...i widzę, że kaskaderka taka sama, jak mój Seba. Ja już mam tych wyczynów serdecznie dość ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Lilka jest cudna, a i bardzo kreatywna- to się ceni w dzisiejszych czasach:) Tylko mi jakoś umknął jej wiek...???
    Mój syn jak miał 9 miesięcy to pierwszy raz wgramolił się do szuflady. W pokoju teściów jest jedna nisko specjalnie przeznaczona na zabawki. W zeszłym roku jeden wnuczek, teraz kolejny i dlatego teściowa nie trzyma już w niej nic oprócz zabawek:)
    Poza tym chyba dzieci tak lubią- pchać się tam, gdzie nie powinny...U nas Kuba ma fazę na wpychanie się np. między fotel a ścianę, albo między krzesło a regał. Nieważne, że się nie mieści- jak głowa przejdzie, to reszta już też da radę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dobrze, że macie już wszystko (znaczy sraczkę no) za sobą. Lilcia widzę broi na całego i nawet jakaś tam jelitówka jej niestraszna.
    Jak pisałaś o tym wspinaniu się na pufę, to przypomniał mi się zaraz Alek jak się próbuje na bok przewrócić... Jest zły, krzyczy, ale nie daje sobie pomóc bo wtedy jeszcze bardziej się denerwuje. Samowystarczalne te nasze dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas tez byla jelitowka ;( i to wszystkich! jedno po drugim- masakra.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może połącz zgrabnie te dwa tematy? :) Współczuję choróbska i cieszę się, że obeszło się z Wami łagodnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. choroby to nic przyjemnego, dobrze, żę się już ogarnęliście! Jesień Was nie oszczędza z chorowaniem, ale może zima będzie łaskawsza. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  8. Widze, ze nasze dzieciaki odkrywaja te same zabawy. Nik tez zaczal sie wspinac, tyle ze wybiera sobie (na szczescie) nizsze obiekty. Lili wroze kariere wspinaczki wysokogorskiej! ;)
    Cycanie tez stalo sie u nas ostatnio okazja do wszelkich akrobacji. A gadania zazdroszcze strasznie. Nik raczej bierze przyklad z siostry i zacznie gadac w wieku 2 lat, bo jak narazie mamy zwykle ga-ga, ba-ba, itd. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uff, dobrze, że nas to obchodzi szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że tą całą jelitówkę macie już za sobą. Lilcia jest cudna, a Ty o czym byś nie napisała to i tak z chęcią przeczytam :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki za wspomnienie o węglu w syropie. Nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle jest... Od dziś obowiązkowo w naszej apteczce.

    Ja Tymona przestałam karmić zanim nauczył się stać, więc takie zabawy mnie ominęły. Agnieszkę planuje dłuzej karmić, więc może, kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!